Balenciaga wypowiedziała wojnę Vogue Paris

Przedstawiciele firmy Balenciaga nie boją się zerwania wszelkich kontaktów z Vogue Paris. Okazało się bowiem, że Carine Roitfeld mogła wypożyczać ich rzeczy konkurencji

Rozpoczęło się od tego, że dom mody Balenciaga wykreślił z listy gości pokazu swojej kolekcji na jesień/zimę 2010/2011 wszystkich przedstawicieli francuskiej edycji Vogue. Żaden z pracowników redakcji Carine Roitfeld, łącznie z samą szefową, nie został wpuszczony na pokaz. W dodatku wszelkie kontakty biznesowe, w tym kontrakty reklamowe oraz wypożyczanie ubrań do sesji, zostały zerwane. Zdecydowano, że produkty ani reklamy marki Balenciaga nie będą się pojawiać na łamach Vogue Paris.

Jesteśmy na czarnej liście. To bardzo źle, bo to piękny dom i francuski. Mam nadzieję, że to nie na zawsze." - powiedziała Carine.

Początkowo nie było wiadomo co się stało i dlaczego dom mody Balenciaga rozpoczął walkę z Vogue Paris. W pierwszych komentarzach Carine Roitfeld twierdziła, że liczy na zażegnanie konfliktu. Okazało się, że to ona była sprawczynią całego zamieszania. W mediach (m.in. fashionista.com) pojawiły się informacje, że redaktor naczelna jednej z ważniejszych edycji Vogue wypożyczała stroje i dodatki marki Balenciaga konkurencji. Projekty trafiły do włoskiej firmy Max Mara, by projektanci mogli je dokładnie skopiować. Carine najprawdopodobniej otrzymywała za to wynagrodzenie. W dodatku nie było to jednorazowe działanie. Media podają, że ten proceder trwał dłuższy czas. Nie wiadomo tylko, czy robiła to wyłącznie dla marki Max Mara i czy dotyczyło to jedynie rzeczy Balenciaga. Na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia żadnej ze stron. Ciekawe, jak zareagują przyjaźniący się z Carine projektanci oraz zarząd Conde Nast. Czekamy też na decyzję Francois Pinaulta, prezesa PPR, który jest właścicielem marki Balenciaga. Możliwe, że sprawa zakończy się w sądzie.

Carine Roitfeld i Karl Lagerfeld

Kiedyś prasa miała władzę, redaktorki naczelne określane były mianem "królowych", zwłaszcza jeśli rządziły takim magazynem, jak Vogue. Żadna z marek nie mogła sobie pozwolić na to, że zostanie pominięta, a jej produkty nie pojawią się "biblii mody". Dlatego każdy zabiegał o względy "pierwszych dam" Vogue'a. Miejsca w pierwszym rzędzie podczas pokazów zawsze były zarezerwowane dla nich i nikt nie miał odwagi ich ignorować. Jednak czasy się zmieniły. Pojawił się Internet, na rynku jest wiele, znakomitych magazynów o modzie, dzięki czemu firmy mogą obejść się bez publikacji w Vogue'u. Dziś powinniśmy zadać wręcz odwrotne pytanie: Czy Carine Roitfeld może pozwolić sobie na utratę Balenciagi? Naszym zdaniem nie.

Francuzka popełniła błąd, który może ją kosztować utratę pracy. Jeśli potwierdzi się, że poparła kradzież projektów, prawdopodobnie jej kariera w świecie mody, zwłaszcza na aktualnym stanowisku, będzie skończona. Media donoszą, że Carine sprzedała projekty rodzimej * firmy ich włoskim konkurentom. Nie twierdzimy, że gdyby było odwrotnie to cała sprawa byłaby zrozumiała, ale fakt, że stojąc na czele Vogue Paris nie chroni francuskiej mody jest dodatkowo oburzający. Nie chodzi tu nawet o to, że Max Mara wypuści na rynek podróbki. Najważniejsze jest to, że dorobek rzemieślniczy, know-how firmy Balenciaga przeciekł do konkurencji. Zrobienie dobrego wykroju to naprawdę sztuka. Niestety ten kunszt został sprzedany. Ciekawe za jaką cenę?

Nicolas Ghesquiere dyrektor kreatywny marki Balenciaga

* Balenciaga to dom mody, który w 1914 roku założył hiszpański projektant Cristobal Balenciaga. Początkowo firma działała w San Sebastian, a na skutek hiszpańskiej wojny domowej siedziba została przeniesiona do Paryża. Marka należy do Gucci Group, która jest częścią PPR. Stanowisko dyrektora kreatywnego od 1998 roku zajmuje Nicolas Ghesquiere (na zdj. powyżej).

Karolina Lewczuk (Karolina L.)

Więcej o: