Konkurs Luli i Bloxa - finałowe recenzje Biuletyny i Claudii Sniffer

Zadanie I naszego konkursu zostało rozstrzygnięte przez Jury. Autorki dwóch zwycięskich recenzji otwierają tym samym peleton finalistów i wezmą udział w kolejnym etapie selekcji a tym samym mają szansę na netbooka i prasowy wyjazd na FashionPhilosophy Fashion Week Poland. Na następnych czekamy i zachęcamy do pisania: nadal dla wszystkich mamy kolejne zadania (w tym tygodniu II), w których każdy ma takie same, równe szanse. Przeczytajcie dwie pierwsze finałowe prace!

Konkurs trwa, a kandydatów na finalistów mamy wielu i kilkanaście blogów trafiło pod naszą wnikliwą obserwację. Wprawdzie zadanie I już się zakończyło, ale poziom wielu zgłoszeń zrobił na nas ogromne, pozytywne wrażenie. Właśnie takie mieliśmy przeświadczenie - piszących dobrze o modzie jest wielu, czas, by ktoś dał Wam możliwość publikacji. Dlatego zachęcamy Was do podjęcia wyzwania w ramach kolejnych zadań.

Więcej o konkursie

Jak wziąć udział w zadaniu II?


Zwycięzcy zadania I:

 

Bliuletyna - blog

Kupisz to? Bo ja tak.

Czy to jest oryginalne? Nie!

Czy tego jeszcze nigdy, nigdzie nie było? A skąd!

Czy przecieram oczy ze zdumienia, bo widzę kreujące się nowe trendy? Nie bardzo...

Czy to jest chociaż ładne? Nawet to nie.

A mnie się podoba - jak to jest możliwe?

Projektant nie jest krawcem-perfekcjonistą, który ze szczękościskiem i migotaniem przedsionków patrzy na krzywy szew i niedoprasowany kant. Nie jest też artystą, któremu zdaje się, że ma misję. Nie ma rozbuchanego ego nieomylności, przez które kazałby nosić nam coś, co odzieniem nazwać trudno. I dlatego mu się udało. Dzięki temu, że jest tak inny od oklepanych nazwisk polskiej mody, udało mu się osiągnąc coś, czego dotąd u nas nie było - kolekcję lekką, niewymuszoną, swobodną, naturalną, i, co najważniejsze - szczerą. Kondycja krajowych dokonań modowych jest, jaka jest, i stanowi odzwierciedlenie polskiej mentalności. Cieszę się, że Kupisz czuje się dobrze, realizuje pasje i dobrze się przy tym bawi. Jego kolekcja niesamowicie na tym zyskuje. Ujmujący uśmiech, sprężysty krok - uosobienie dobrego nastroju. Tak też kojarzy się kolekcja, która wyszła spod ręki Kupisza - z brakiem zmartwień i luzem.

Robert Kupisz wiosna/lato 2011

Robert Kupisz wiosna/lato 2011

Ze sztuką przez drukowane ESZ, taką co swoim huraganowym wiatrem poraziłaby nawet największego abnegata, na polskich pokazach nie mamy do czynienia nigdy, i tym razem nie było inaczej - Kupisz oferuje nam, po prostu, ubrania. Nie wmawia nikomu, że nosząc je samoocena skoczy do pułapu chmur, albo że przyciągną tabun oddanych przyjaciół. Nie mówi, że jego marka to luskus, przepych i szczyt szczytów krawieckich możliwości. Bardzo nie lubię, gdy ktoś mnie oszukuje i stara się mnie przekonać, że coś jest czymś, czym nie jest. Kupisz z niczym mi się nie narzuca i już za to go lubię.

Robert Kupisz wiosna/lato 2011

Projektant realizuje się w kolejnej życiowej pasji i robi to z oddaniem, co nadaje jego kolekcji autentyzmu. Stroje są przeciętne, ale dobre - wśród propozycji nie ma ani jednej chybionej sztuki. Stroje dla kobiet i mężczyzn sprawdzą się zarówno jako nonszalancje komplety, jak i ekscentryczne elementy stylizacji w bardziej formalnym stylu. Projektant jako inspirację dla kolekcji wskazuje lata siedemdziesiąte. I owszem, na wybiegu prezentowane były luźe fasony, nonszalancja, z obfitością dodatków w postaci chust i pasków. Całości dopełniały skóra, ćwieki, ciężkie obuwie i równie ciężkie, ciemne makijaże, nadające posmaku grunge - jedni na taki widok podsakakują z zachwytu, inni z obrzydzenia, ale trudno zaprzeczyć, że trudno byłooby o bardziej nonkonformistyczny szlif. Odbiegające od tradycyjnego zachowanie modeli - luźny krok, uśmiechy, pozdrowienia widowni - sprawiają, że kolekcję obieramy we właściwy sposób - jako manifestację wygody i nieskrępowania.

Robert Kupisz wiosna/lato 2011

Projektant nie dokonał przełomu. Nie pokazał nic, co by zaskakiwało, ale ujmuje sposób, w jaki zaprezentował swoją kolekcję, Na polskiej scenie modowej ciągle każdy przejaw kreatywności, wróć, gdzie tu domagać się kreatywności!, każde mgnienie dobrego humoru i lekkości jest na wagę złota. Kupuję Kupisza, bo podejmując się nowego wyzwania - jakim po tańcu i kreowaniu fryzur jest projektowanie strojów - nie odstąpił od swojego stylu. Jak sądzę - nie miał żadnych konkretnych celów, jakie chciał osiągnąć swoją kolekcją [ach, pojawię się w programie śniadaniowym, ach, zwiększę metraż mieszkania, ach, rozdam za darmo trochę ciuchów i kwoki z kobiecych czasopism będą mi schlebiać] i z pełną swobodą mógł podejść do zadania. Robert Kupisz to znane nazwisko. Kupisz wiele już zdziałał, zna swoją wartość i nie musi nikomu nic udowadniać. Dlatego może sobie pozwolić na szycie "szmat ze śmietnika", jeżeli tylko mu to odpowiada :)

Panie Kupisz, pańskiej brodzie, i pańskiej modzie, mówię: bravo!

 

Claudia Sniffer - blog

Opis kolekcji jest czymś o wiele łatwiejszym niż opisanie fenomenu. Jako że lubię podnosić sobie poprzeczkę, pragnę opisać oba te zjawiska w przypadku jednej postaci. Niesamowite? Sami zobaczcie! Garteh Pugh - jego projekty inspirują, człowiek o nieograniczonej artystycznej wizji, przedstawiciel awangardy. Współczesna percepcja mody awangardowej jest nieco daleka od definicji. Żyjemy w czasach kiedy mylnie kojarzona jest z kiczem. Eklektyczne połączenia wielorakich tkanin, faktur, styli, kolorów wpisywana jest w nurt awangardy, aczkolwiek nie jest tu dominantą, jest jedynie środkiem / narzędziem w całym procesie tworzenia. Jeśli między awangardą a kiczem postawić znak równości, to na podstawie tego, każde modowe beztalencie mogłoby stać się samozwańczym awangardowym projektantem. Ale Gareth Pugh jest jest ponad tym, jest zupełnie inny.

 

Przy współpracy z Ruth Hogben stworzył cykl filmów, przypisanych do danego sezonu, pewnego rodzaju prezentację kolekcji (choć nie o to w tym chodzi), które są ilustracjami artystycznych wizji, niemalże w pełni oddającymi jego pomysły. Video na sezon SS 2011 zostało stworzone przy udziale niesamowitej modelki Kristen McMenamy, a oprawę muzyczną skomponował jedyny w swoim rodzaju twórca przedziwnych dźwięków Matthew Stone, autor tego elektryzującego wszystkich klimatu. Naszym oczom ukazuje się kalejdoskopowa wizja projektów Pugh, intensywne dla oka bodźce w postaci kontrastów, czerni i bieli, choreografia, zróżnicowanie ujęć perspektywicznych oraz precyzyjny montaż potęguje wrażenie niesamowitości.

Zdania co do tych filmów są dość podzielone w środowisku, niektórzy zarzucają Pugh tworzenie "sztuki dla sztuki", ponieważ w żaden sposób nie prezentują kolekcji. Nie w tym rzecz - choć nie widzimy detali, możemy zostać zahipnotyzowani tkaninami wijącymi się w przestrzeni, pracującymi na sylwetce, widzimy wizje projektanta, możemy niemalże zajrzeć wgłąb umysłu Pugh i zobaczyć to niesamowite zjawisko tworzenia się pomysłów, tę kolebkę inspiracji. On sam stwierdził, że tylko za pomocą tej formy ekspresji może niemalże w pełni wyrazić swe twórcze ambicje.

A tutaj film na youtube, zrealizowanego przez SHOWstudio:

W kolekcji na sezon SS 2011 mamy do czynienia z tak charakterystyczną dla Garetha Pugh kolorystyką monochromatyczną - dominują biele, szarości, czernie oraz srebrzystości. Sylwetka jest mocno zgeometryzowana, dominuje tu asymetria formy. Oprócz ostrych krawędzi, możemy dojrzeć również konstrukcję przypominającą pancerz, różnorako pociętą powierzchnię.

Obok mocnych linii, mamy delikatne, zwiewne materiały, pracujące na sylwetce podczas prezentacji na wybiegu przez modelkę. W tej kolekcji pojawia się również intensywny, czarno-biały, geometryczny, modularny, złożony z czworokątów print, który stwarza złudzenie kaleidoskopu. W połączeniu z asymetryczną formą tkanin i zdecydowanym cięciem, daje to wyjątkowo awangardowy efekt.

Mamy też do czynienia, jak już wyżej wspomniałam, z charakterystycznym dla projektanta monochromatyzmem - w przypadku tej kolekcji mamy czerń i szarość. Widzimy bardzo mocne i ostre konstrukcje, które chwilami do złudzenia przypominają strukturą aluminium i inne metale, aż nie chce się wierzyć w to, że są to tkaniny.

Ostatnia część pokazu to w pełni science fiction, wszystko zachowane jest w konwencji bardzo futurystycznej. Mamy tutaj inspiracje srebrzystością i szkiełkami, układającymi się w drobne falbany lub strzeliste konstrukcje sukienek. Asymetryczne żakiety i płaszcze w niebywały sposób pracują na sylwetce, załamując światło. Kosmiczny total look w postaci kombinezonu zamykającego pokaz oślepił niemalże wszystkich.

Gareth Pugh, z kolekcji na kolekcję coraz mocniej manifestuje swoje skłonności do awangardy, choć ten pokaz nie był aż nadto udziwniony, pokazuje jedncześnie, że również poprzez kroje, formę oraz bryłę można pokazać coś nowego. Moim zdaniem jest to obecnie najbardziej kreatywny designer, zasługujący na pełne uznanie.

Więcej o: