Konkurs Luli i Bloxa - finałowe recenzje Kary i Claudii Sniffer AKTUALIZACJA

Koniec etapu IV - ostatniego. Znamy już autorów 8 finałowych recenzji. Kto otrzyma netbooka i pojedzie z nami na łódzki tydzień mody? Dowiecie się wkrótce, a już teraz zapraszamy do przeczytania zwycięskich recenzji!

Wybieg Kary

Olivier Twists

Gdy tylko w uznanym domu mody pojawia się wakat na stanowisku głównego projektanta, na giełdzie potencjalnych kandydatów pojawiają się zarówno ci, którzy swoje miejsce już odnaleźli, jak i ci, którzy dali znać o wielkości swojego talentu, ale wciąż są tylko "obiecujący". Aktualnie nowych projektantów poszukują Balmain, Dior i Gianfranco Ferre. Wśród kandydatów do wszystkich tych stanowisk jest także on - długowłosy chłopak z Belgii, samorodny talent, bardzo wiele "obiecujący" - Olivier Theyskens. Na podstawie przeglądu jego kolekcji wydaje mi się, że najbardziej pasowałby do stylistyki Balmain. Co jednak z nim będzie?

Nie jestem przekonana, czy można o Theyskensie powiedzieć, że jest kontrowersyjny. Czy jednak trzeba być kontrowersyjnym, by projektować niebanalne kolekcje, by stać się ukochanym projektantem celebrytów i mas? Miejmy nadzieję, że nie.  A może kontrowersyjność Theyskensa polega właśnie na tym, że on, jako osoba, kontrowersyjną postacią nie jest? O jego życiu prywatnym właściwie nie wiemy nic. Urodził się 4 stycznia 1977 roku w Brukseli, w belgijsko-francuskiej rodzinie. Jako mały chłopiec, pragnął być... dziewczynką - nie mówcie mi tylko, że to jest kontrowersyjne, bo ile dziewczynek chciało być chłopcem, zanim odkryło swą kobiecość? Rodzice zachęcali małego Oliviera do tego, by rysował męskie i damskie sylwetki w kostiumach.  Szybko okazało się, że ma do tego talent. W wieku siedmiu lat oznajmił, że chce projektować haute couture. By swój cel osiągnąć, w 1995 roku 18 -letni Olivier zaczął studiować projektowanie na École Nationale Superieure des Arts Visuels de la Cambre w Brukseli. Dwa lata później porzucił studia, by budować własną markę, bo jak sam stwierdził, chciał zostać  nie tyle projektantem, co wielkim projektantem. Jego pierwszą kolekcję stworzoną na bazie babcinych prześcieradeł krytycy zatytułowali "gotycka ekstrawagancja". Nie mając jednak wystarczającego wsparcia finansowego, musiał zamknąć firmę. Zaczął tworzyć kostiumy sceniczne dla Théâtre de la Monnaie  w Brukseli, a dla przyjemności cały czas projektował  ubrania. Publiczność upomniała się o niego w 1998 roku, gdy w jednej z jego sukien na gali wręczenia Oskarów pojawiła się Madonna:

Photobucket

W 2002 roku do współpracy na stanowisku dyrektora kreatywnego zaprosił Theyskensa dom mody Rochas. Młody projektant już na początku wykreował dla niego nową sylwetkę inspirowaną francuskim klasycznym szykiem lat 50. Szybko przyciągnął na pokazy nową widownię, wcześniej nie zainteresowaną pracami Rochas. Jego marzenie o haute couture przenikało każdą stworzona kolekcję -  garniturom, sukienkom koktajlowym czy wieczorowym dodał szlifów wysokiego krawiectwa. Z olbrzymim szacunkiem dla przeszłości i historii mody tworzył  fasony bliskie młodszym klientom.  Od początku dała o sobie znać dusza romantyka.  I choć jego kolekcje były w swej stylistyce bliskie poezji, nie w głowie mu było kreowanie seksownych syren czy wzdychających mimoz. Miał zupełnie inna wizję: „Nie trendy, nie ulica, ale bogini z innego świata” - tłumaczył. I ta bogini przechadzała się po wybiegach Rochas, jak i później u Niny Ricci.

Photobucket

Wiosenna kolekcja 2004 inspirowana była pracami Aloise Corbaz, schizofrenicznej artystki z lat 20, która malowała postacie kobiet w sukienkach odsłaniających biust. Jednak pomiędzy kreacjami skupiającymi uwagę na biuście, przez liczne wycięcia i koronki, pojawiło się kilka prostych sukienek na bazie podkoszulka, które pokazały, iż Olivier nie tylko ma żyłkę haute couture, ale potrafi  uszyć proste, emanujące kobiecą zmysłowością ubrania. Gorsetowe sukienki, jakich nie powstydziłby się duet Dolce&Gabbana, kostiumy wizytowe ze spódnicą idealnie wkomponowałyby się w styl Chanel. Inne charakterystyczne elementy w kolekcjach Rochas autorstwa Theyskensa: Żakiety-bolero, spódnice dzwony, gorsetowe sukienki,  krótkie płaszczyki zapinane na kołki.

Photobucket

Jesień 2005 to moment, kiedy pierwszy raz ukazuje się modowemu światu eteryczna wizja kobiecej sylwetki w stylu edwardiańskim. Ta smukłość i fasony bliskie ciału będą charakterystyczne dla kolekcji Oliviera przez wiele następnych sezonów. Ta kolekcja to może nie był przełom, ale na pewno ostry zakręt w jego twórczości - dotychczas kobieta Rochas wiele odsłaniała, choć nigdy nie przekroczyła granicy dobrego smaku, tym razem była ubrana  od szyi po kostki. Rozszerzające się poniżej linii kolan spódnice i suknie, w ruchu dawały efekt podobny do tego, jaki tworzą jesienne liście rozwiewane przez delikatny wiatr.

Photobucket

Co ciekawe, dopiero wiosną 2006 Theyskens pierwszy raz pokazał w kolekcji spodnie. Inspiracją tym razem były obrazy Claude Moneta i zdjęcia Camille Claudel, a raczej jej styl - bluzki z koronkowymi kołnierzami, małe żakiety i długie spódnice. Natomiast jego ostatnią kolekcję dla Rochas na jesień 2006 zainspirowali kominiarze, a raczej romantyczna strona ich pracy - wspinanie się ponad mury miast, by sięgnąć chmur. Na jednej z sukienek pojawiły się nawet namalowane  ptaki siedzące na  przewodach elektrycznych. Ponieważ kominiarze to przede wszystkim mężczyźni, w tej kolekcji, jak w żadnej wcześniejszej, pojawiło się dużo męskich krojów, szczególnie, jeśli chodzi o spodnie, czy koszule.

Przez okres swojej pracy dla Rochas zdobył serca takich celebrytek jak Nicole Kidman, Jennifer Aniston, Kirsten Dunst, Kate Bosworth, Jennifer Lopez, Rachel Weisz czy Sarah Jessica Parker. W 2006 roku CFDA przyznało mu międzynarodową nagrodę. Jednak od samego początku, zarówno obserwatorzy jak i biznesmeni zastanawiali się nad jego specyficznym podejściem do projektowania określonym jako „demicuture (ubrania zbyt drogie do masowej produkcji, jednak nie spełniające zasad haute couture odnośnie prac ręcznych, czy indywidualnych przymiarek). Suknie wieczorowe wyceniano na  bagatela 20 tysięcy dolarów. Niewielu było stać na taki wydatek, a jeśli już, wybierali prawdziwe haute couture. Theyskens też, w przeciwieństwie do większości projektantów, nie przykładał wagi do akcesoriów.  Nie rozumiał, jak ważna jest ich sprzedaż. Odmówił stworzenia dobrze sprzedającej się linii akcesoriów, a także podważał ważność kampanii reklamowych. To przyczyniło się do odejścia z Rochas. Dom mody zawiesił  kolekcją na jesień 2006 swoją działalność.Wznowił ją  wiosną 2009.

W listopadzie 2006 roku Theyskens został dyrektorem artystycznym domu mody Nina Ricci.  Pierwszy pokaz sugerował, iż Theyskens jest już bardziej obeznany z regułami panującymi w świecie mody.  To już nie były suknie w stylu couture, które prezentował w kolekcjach Rochas. Kolekcja na jesień 2007 ukazała nową definicję bycia „cool”. Przeważały w niej szarości w miejskim stylu, jednocześnie delikatne i nonszalanckie. Dało się poznać  przywiązanie projektanta do szczegółu i  do tradycji marki - w specyficznych spiralnych (ukośnych) cięciach i drapowaniach dostrzeżono podobieństwo do klasycznego flakonu perfum Ricci L'Air du Temps. Szybko zaczęto porównywać Theyskensa z Rickiem Owensem - trzeba przyznać, że obaj poruszają się doskonale w miejskiej stylistyce z tym, że Olivier jest nieco bardziej romantyczny.

Photobucket

Bohaterką kolekcji na wiosnę 2008 była  dziewczyna wracająca wczesnym rankiem z imprezy/balu.  Na sukienkę zarzuconą miała marynarkę swojego partnera, lub kotarę z nocnego klubu. Kolorystyka szarości i brązów nawiązywała do budzącego się ze snu miasta. Projektując dla Niny Ricci zbliżył się do  stylistyki ulicznej, wręcz podziemnej, odchodząc od paryskiego szyku, choć nie do końca z niego rezygnując. To wyraźnie widoczna rozbieżność od tego, co robił dla Rochas.  Widoczna metamorfoza stylu domu mody pod kierownictwem Theyskensa.  Jego ostatnią, wielu zdaniem najlepszą kolekcję porównywano do prac Muglera, charakteryzowała ją bardzo architektoniczna sylwetka.  Kolekcja inspirowana nocą, ale nie mrokiem, lecz pełnia księżyca. Każda kolejna kolekcja, od momentu przyjścia do domu mody Nina Ricci do jesieni 2009 przyjmowana była z oklaskami krytyki, a jednak...

Photobucket

...nie przedłożono z nim umowy i kolekcja na jesień 2009 (swoją droga jego najlepsza kolekcja) była  ostatnią, jaka Olivier Theyskens zaprojektował dla Niny Ricci. Zastąpił go Peter Copping. Dlaczego? Mimo aplauzu krytyki, ubrania nie sprzedawały się tak dobrze, jak chcieliby tego szefowie. Podejrzewam też, iż  jego styl pełen romantycznego futuryzmu i gotyckiej ekstrawagancji nie pasował do stylu wypracowanego przez lata, a skonkretyzowanego przez samą Ninę Ricci, która unikała wszystkiego, co było spektakularne. Jej kolekcje cechował harmonijny, kobiecy styl, który przy zastosowaniu kosztownych materiałów prezentował dyskretną elegancję i podkreślał kobiecość. Swoboda uwodzicielski wdzięk i radość życia - o to uzupełnił ten portret Gerard Pipart.  Theyskens wraz z jego wizją bardziej pasowałby do Givenchy niż Niny Ricci.

Photobucket

Po rozstaniu z  Ricci, Theyskens twierdził, że zniechęcił się do luksusów. Chciał stworzyć coś dla wszystkich młodych kobiet, choć nie zamierzał wchodzić w masówkę.  Na wiosnę 2011 Theyskens zaprojektował pierwszą kolekcję dla Theory. W październiku 2010 oficjalnie mianowano go dyrektorem artystycznym marki. Theory to ubrania ze średniej półki cenowej, znane ze świetnie leżących  spodni, stonowanego designu i umiejętności zadowolenia wielu klientów, choć bez wzbudzania wielkich emocji. Po dwóch kolekcjach można śmiało powiedzieć, że Theyskens doskonale odnalazł się w tej stylistyce. Pewnie wielu zaskoczył, choć bacznych obserwatorów raczej utwierdził w przekonaniu o wielkim talencie.

Co dalej? Czy zadowoli się tworzeniem kolejnych kolekcji "zwykłych ciuchów" dla Theory? A może upomni się o niego kolejny dom mody? Balmain? A może Givenchy, gdy Tisci faktycznie przejdzie do Diora? A jeśli tak, czy nie skończy się tak, jak w przypadku Rochas czy Niny Ricci? Mówi się, że do trzech razy sztuka...

Claudia Sniffer

spotted: elsa schiaparelli

Zostając w temacie kontrowersji, pragnę się przenieść w czasie o 121 lat wstecz, do Rzymu, gdzie urodziła się największa ówczesna ekscentryczka i arystokratka - Elsa Schiaparelli. Na początku nic nie wskazywało na to, że w przyszłości zajmie się projektowaniem mody. Wraz ze swoim wujem Giovannim Schiaparellim, wybitnym astronomem (odkrywcą kanałów marsjańskich), podziwiała piękno nieba. Później trafiła na filozoficzne studia, podczas których odkryła swój talent literacki i pisała zmysłowe wiersze. Pewnego razu, gdy dała je do przeczytania swojemu ojcu, ten wpadł w szał, wczytawszy się w lekturę. Wiersze Schiaparelli zgorszyły konserwatywną rodzinę do tego stopnia, że wysłano ją do klasztoru. Jednakże ona sama buntowała się przeciwko narzucanym jej zasadom wszczynając głodowe protesty. W końcu uciekła do Londynu, by tam pracować jako niania. Poznała wtedy swojego przyszłego męża - hrabiego Williama de Wendt de Kerlor, z którym miała córkę - Gogo. Po emigracji do Nowego Jorku, hrabia nie potrafił się odnaleźć w modernistycznej rzeczywistości i atmosferze miasta i opuścił żonę. Schiaparelli pracowała wówczas w butiku Gaby Picabia i kiedy dostała możliwość wyjazdu do Paryża wraz ze swoją pracodawczynią, nie zastanawiała się ani chwili. Już w trakcie swojej pracy dużo obcowała ze sztuką i poznała wielu ówczesnych przedstawicieli dadaizmu z Marcelem Duchampem na czele. Poznała również Mon Raya, a oprócz tego, Gaby była ex-żoną Francisa Picabii, znanego dadaisty. Te znajomości bez wątpienia wywarły duży wpływ na jej późniejszą sztukę.

Paryska kariera "Schiap", jak ją nazywali najbliżsi, nabrała niesamowitego tempa, dzięki wsparciu Paula Poireta, który wówczas w latach dwudziestych XX wieku był jednym z największych i najwybitniejszych projektantów swoich czasów. Elsa rozpoczęła swoją karierę od powszechnego wprowadzenia na rynek dzianin i swetrów w rozmaite wzory. Od momentu, kiedy jej pierwsze projekty zostały pokazane w Vogue'u, jej biznes naprawdę się rozkręcił. Stworzyła kolekcję "Pour le Sport", która składała się głównie ze strojów sportowych - kostiumów kąpielowych, lnianych sukienek i szortów, które wprowadziła na rynek za sprawą tenisistki Lili de Alvarez, grającej na wimbledońskich mistrzostwach. Przeniosła również swoje atelier z Rue de la Paix na słynący z luksusu Place de la Vendome. Zadawała się z paryską bohemą - z pomocą wielu artystów lansowała swój nowy butik, zlecając im projektowanie wystaw. Ów dekoracje, szczególnie jej przyjaciela Salvadora Daliego, przyciągały do tego stopnia uwagę przechodniów, że butik Schiaparelli zaczęli również odwiedzać turyści. Odniosła również ogromny sukces komercyjny, ponieważ w najlepszych swoich czasach zatrudniała 2000 pracowników, a jej marka zarabiała 120 milionów franków. Wśród paryskiej bohemy synonimem statusu była praca dla projektantki, która słynęła z wystawnego życia i wynagradzała swoich artystów bardzo godziwie.

Jej cechą rozpoznawczą były wytworne pokazy, które oprawą artystyczną przypominały niemalże przedstawienia teatralne. Była niewątpliwie prekursorką tej formy prezentacji kolekcji, która w obecnych czasach jest na porządku dziennym (głównie kolekcje haute couture Diora i Givenchy). Jej niesamowite kolekcje cieszyły się ogromną popularnością wśród aktorek srebrnego ekranu, szczególnie za oceanem. Hollywódzki światek już w tamtych czasach pragnął statusu i poszukiwał interesującej mody na starym kontynencie. Wśród najwierniejszych klientek Schiaparelli można wymienić Mae West, Zsa Zsa Gabor, Katharine Hepburn, Marlenę Dietrich, Gretę Garbo i Glorię Guiness. Kiedy kobiety dwudziestolecia międzywojennego miały dość szaro - burych ubrań, projektantka rozjaśniła te smutne czasy jaskrawymi kolorami, czego najlepszym przykładem może być jej najbardziej charakterystyczna barwa, którą nazwała "shocking pink". Jednakże wraz z końcem lat trzydziestych szczęśliwe czasy dla Schiaparelli również dobiegły końca. Wraz z wybuchem II Wojny Światowej, projektantka zamknęła swoje flagowe butiki w Londynie i Paryżu, a ona sama wyjechała do Nowego Jorku, by prowadzić wykłady na temat mody. Z końcem wojny powróciła do Paryża, by wznowić działaność, jednakże stolica Francji była już wtedy zupełnie inna niż wcześniej. Christian Dior wprowadził swój "New Look", który był zupełną odskocznią, swoistym odcięciem się od czasów wojny. Schiaparelli nie potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nie umiała dopasować się do nastrojów wówczas panujących. Zdecydowała zamknąć swoje butiki w 1954 roku, oddając walkowerem zwycięstwo w długoletnim pojedynku swojej rywalce, zachowawczej Coco Chanel. Była w pewnym sensie "matką" Huberta de Givenchy oraz Pierre'a Cardina, którzy zdobywali pierwsze krawieckie szlify w jej pracowni. Schiaparelli zmarła w listopadzie 1973 roku w Paryżu.

Jednakże nie można ominąć jej bogatego dorobku artystycznego, ponieważ w wielu dziedzinach była pierwsza - wprowadziła do mody motywy graficzne na dzianinach, lubiła różne oryginalne printy, począwszy od części ciała, skończywszy na deseniach przedstawiających jedzenie. Dzięki szwedowi Ericowi Sundzie, wynalazcy zamka błyskawicznego, Schiaparelli z powodzeniem mogła go zastosować w swoich sportowych kolekcjach, a później, kiedy zamek błyskawiczny uległ pewnego rodzaju miniaturyzacji, projektantka zastosowała go również w swoich wieczorowych sukniach. Jako jedna z pierwszych używała w swoich kolekcjach fantazyjnych guzików w kształcie zabytków Paryża, instrumentów muzycznych, owadów itd. autorstwa włoskiego ceramika Giacomettiego. Pierwsza stworzyła spodenki, powstałe ze zszycia spódnicy (czyli spódnico-spodnie), haftowane wzory na koszulach, turbany, stroje sportowe, torebki z regulowanym, skórzanym paskiem, lekkie walizki podróżne i wiele innych. Jej odkrycia miały największy wpływ na współczesną modę.

Jak już wcześniej wspomniałam, słynęła z wielu kolaboracji z rozmaitymi artystami, głównie z przedstawicielami dadaizmu i surrealizmu. Najbardziej znaczące projekty w karierze Schiaparellipowstały dzięki współpracy z Salvadorem Dali, między innymi "lobster dress", czyli biała, jedwabna sukienka z pasem w talii i namalowanym przez artsytę homarem na spódnicy. Innym ciekawym projektem była "tears dress" - smukła, jasnoniebieska suknia, gdzie Dali przemycił charakterystyczne dla siebie malarstwo iluzjonistyczne w postaci nadruków w rozdarcia i płynące łzy. Suknia ta była częścią "Circus Collection", prezentowanej w 1938 roku. W tej kolekcji został zaprezentowany również inny efekt kolaboracji tych dwoje - "skelleton dress", mająca przeszycia i swoiste pikowania podkreślające żebra, kręgosłup i kości. Ostatnim, najbardziej efektownym owocem tej współpracy był projekt nakrycia głowy - "shoe hat", czyli kapelusza w kształcie buta na obcasie. Temu projektowi była wierna żona Daliego - Gala Dali oraz Daisy Fellowes.

Jak już wcześniej wspomniałam, słynęła z wielu kolaboracji z rozmaitymi artystami, głównie z przedstawicielami dadaizmu i surrealizmu. Pablo Picasso zaproponwał jej wzór gazety na ubraniach, który zaraz po wprowadzeniu na rynek okazał się sukcesem. Najbardziej znaczące projekty w karierze Schiaparelli powstały dzięki współpracy z Salvadorem Dali, między innymi "lobster dress", czyli biała, jedwabna sukienka z pasem w talii i namalowanym przez artystę homarem na spódnicy. Innym ciekawym projektem była "tears dress" - smukła, jasnoniebieska suknia, gdzie Dali przemycił charakterystyczne dla siebie malarstwo iluzjonistyczne w postaci nadruków w rozdarcia i płynące łzy. Suknia ta była częścią "Circus Collection", prezentowanej w 1938 roku. W tej kolekcji został zaprezentowany również inny efekt kolaboracji tych dwoje - "skelleton dress", mająca przeszycia i swoiste pikowania podkreślające żebra, kręgosłup i kości. Ostatnim, najbardziej efektownym owocem tej współpracy był projekt nakrycia głowy - "shoe hat", czyli kapelusza w kształcie buta na obcasie. Temu projektowi była wierna żona Daliego - Gala Dali oraz Daisy Fellowes.

Projektantka współpracowała również od 1937 roku z Jean'em Cocteau, który był jej rysownikiem i dzięki tej kolaboracji stworzyli żakiet oraz wieczorowy, długi płaszcz. Pierwszy był wyszywany na kształt kobiecej sylwetki, przedstawiając jej wizerunek od rękawa do przedniej części żakietu. Drugi projekt, czyli płaszcz, przedstawiał dwa profile twarzy zwróconych do siebie, tworzących optyczną iluzję, ponieważ kontury owych twarzy składały się na zarys wazonu z różami.
Elsa Schiaparelli była matką niekonwencjonalnych projektów. Choć kamieniem milowym w jej karierze był dzianinowy sweter to jednak te bardziej ekscentryczne projekty przyniosły jej sławę i rozgłos. Projektantka bawiła się modą, doskonale rozumiała potrzebę poczucia indywidualności współcześnie jej żyjących kobiet. Poprzez swoje surrealistyczne projekty lubiła szokować, zupełnie inaczej niż jej największa rywalka Coco Chanel, która zrewolucjonizowała modę w bardziej konserwatywny sposób. Jednakże ta druga w decydującym starciu wygrała, ponieważ Schiaparelli nie potrafiła dostosować się do ówczesnych czasów, a tylko wybrani rozumieli jej modę, inni mogli ją tylko podziwiać. Gdy w latach pięćdziesiątych w świecie mody dominację przejął Dior, projektantka ze swoimi awangardowymi pomysłami musiała usunąć się w cień, ponieważ zapanowały czasy nieodpowiednie na takie "wybryki". Teraz kiedy moda dojrzała, a ludzie są bardziej otwarci na ekscentryczne projekty, jej dom mody święciłby pewnie triumfy. Schiaparelli wybiegała swymi pomysłami daleko w przód, nie pasowała do tamtej rzeczywistości, przerastała swoje czasy, ponieważ była kobietą przyszłości i tworzyła to, co nowe, przecierając innym szlaki. Nie od dziś wiadomo, że wszelcy prekursorzy zawsze mieli ciężko i byli niezrozumiani ze względy na konserwatywnie usposobione społeczeństwo, bojące się nowości, nie wspominając tu już o nowatorstwie. Teraz zostały nam tylko perfumy, które są namiastką, jedynym wspomnieniem genialnej projektantki.

Jak już wcześniej wspomniałam, słynęła z wielu kolaboracji z rozmaitymi artystami, głównie z przedstawicielami dadaizmu i surrealizmu. Najbardziej znaczące projekty w karierze Schiaparellipowstały dzięki współpracy z Salvadorem Dali, między innymi "lobster dress", czyli biała, jedwabna sukienka z pasem w talii i namalowanym przez artsytę homarem na spódnicy. Innym ciekawym projektem była "tears dress" - smukła, jasnoniebieska suknia, gdzie Dali przemycił charakterystyczne dla siebie malarstwo iluzjonistyczne w postaci nadruków w rozdarcia i płynące łzy. Suknia ta była częścią "Circus Collection", prezentowanej w 1938 roku. W tej kolekcji został zaprezentowany również inny efekt kolaboracji tych dwoje - "skelleton dress", mająca przeszycia i swoiste pikowania podkreślające żebra, kręgosłup i kości. Ostatnim, najbardziej efektownym owocem tej współpracy był projekt nakrycia głowy - "shoe hat", czyli kapelusza w kształcie buta na obcasie. Temu projektowi była wierna żona Daliego - Gala Dali oraz Daisy Fellowes.

WYRÓŻNIENIE:

Dressoutstress

Duże M

Martin Margiela podobno urodził się 9 kwietnia 1957r. w Belgii. Podobno nie istnieje. Podobno zaprojektował dodatki dla Hermesa. Podobno został wymyślony.

 

W CV ma naukę w Królewskiej Akademii Sztuk w Belgii i pracę dla Jeana Paula Gaultiera. Koniec. Dom mody Maison Martin Margiela funkcjonuje od 1988 roku. Kilka mniej istotnych faktów można znaleźć na stronie, której konstrukcja wystarczająco dużo mówi o jego/ich(?) podejściu do sprawy.

 

Metamoda, dekonstrukcja, kolekcje oznaczane numerami, absolutny brak "twarzy marki" - marka, która jest marką przez to, że nie jest. Jak grać w grę, w którą bardzo chce się grać, znając jej bezsensowność? Czy Martin Margiela jest projektantem mody? Czym jest moda, styl, krawiectwo?

 

Kto rozmawiając o ciuchach i kolekcjach nie czuje miałkości tematu, ten dał się nabrać. Co zrobić, skoro tylko tak można "robić modę"? Ofiarą jest się dopiero wtedy, gdy się o tym nie wie. Czy gracie w ten camp?

 

 

 

 

AKTUALIZACJA - WYNIKI KONKURSU

 

Gratulujemy wygranej:

 

UMbra

Biuletyna

Wybieg Kary

Więcej o: