StaffByMaff,to marka która ma żyć własnym życiem, niezależnie od tego, co będzie się działo na blogu

Wysoka jakość i oryginalność ubrań jest dla nich najważniejsza. Słowa uznania od klientek dają im turbo doładowanie do dalszej pracy. Bo tworzenie własnych ciuchów, to nie tylko przyjemność ale także ciężka harówka. O sukcesie SBM opowiadają założycielki marki - Marta Gajewska i Maffashion, czyli Julia Kuczyńska - autorka najbardziej znanego modowego bloga w Polsce.

Magdalena Bloch: Jak narodziła się marka SBM?

Marta Gajewska: Własna marka, która będzie kreowana według mojego wyobrażenia była moim marzeniem  i potrzebą, która tłamsiła się kilka lat w środku i ewoluowała, aż w końcu wybuchła. SBM powstała w dniu, w którym poznałyśmy się osobiście, czyli w październiku 2011, a sklep z pierwszymi modelami koszulek ruszył w grudniu 2011. Julię w zasadzie znam dłużej - przynajmniej tak mi się wydawało śledząc regularnie jej bloga. Trzeba dodać, że sukces bloga madamejulietta.blogspot.com oczywiście miał ogromny wpływ na popularność naszej marki.

Julia Kuczyńska i Marta Gajewska: Jeżeli chodzi o nazwę sklepu - StaffbyMaff, to miała kojarzyć się z blogiem Julii więc "przyrymowałyśmy" trochę. Staff - pierwszy człon nazwy, oznacza załogę, natomiast Maff, to skrót od Maffashion, czyli Julii.

A jakie jest zaplecze firmy SBM? Kto szyje ciuchy?

Marta: Na proces powstawania ubrań ma wpływ zespół kilku osób. Sama prowadzę od kilku lat niewielką szwalnię i w niej jest produkowane praktycznie całe SBM. Ciuchy są wykonywane ciągle przez te same Panie krawcowe. Wytrzymują ze mą, chociaż jestem wymagającym i czepiającym się szefem, ponieważ staram się, aby rzeczy były naprawdę na fajnym poziomie.

Julia i Marta: Jako właścicielki wymyślające od zera konkretne projekty, nie stronimy także od świeżych i kreatywnych osób z zewnątrz, dzięki którym nasze wizje mogą ujrzeć światło dzienne. Dobrym przykładem jest współpraca z młodymi, zdolnymi grafikami, którzy wcielają w życie nasze pomysły.

Do kogo kierujecie projekty SBM?

Marta i Julia: Swoje projekty kierujemy do wszystkich stawiających na oryginalność i jakość, pewnych siebie i wiedzących czego chcą dziewczyn. Opisując jeszcze grupę odbiorców  ze zdjęć, które są do nas nadsyłane, podsumowałabym, że w SBM ubierają się przebojowe, charyzmatyczne, energiczne, żywiołowe i superfajne kobiety! W naszym sklepie pojawiają się oczywiście ciuchy, które same nosimy.

Jak określiłybyście swoją twórczość? Lubicie być nazywane projektantkami?

Marta: Dla mnie największą pasją jest robienie ubrań. Mam też ukończoną szkołę, po której w dyplomie napisali mi "projektant ubioru" więc chyba nim jestem. Jeśli chodzi o Julię, sama nigdy nie nazywa siebie projektantką. Oczywiście ubrania projektujemy same, razem tworzymy markę i taka wersja nam najbardziej odpowiada.

Marta i Julia: W naszym działaniu jest raczej dużo spontaniczności. Natomiast inspiracji szukamy dosłownie wszędzie.

Czy te ubrania można kupić jedynie w Waszym sklepie internetowym? Jakie ich są ceny?

Marta:  Można je również kupić w kilku sklepach stacjonarnych: w Krakowie w Lokal Hero w Lublinie w  Sky is the limit shop, w Warszawie w Asphalt Bikes oraz w Belgii w The Public Image. W tym momencie rozmawiamy już z trzema kolejnymi sklepami w Polsce i w Anglii oraz na Ibizie.

Ceny są bardzo niskie, jak na tak krótkie serie, jakie są przez nas wypuszczane. Wolimy jednak i takie było założenie, aby rzeczy SBM mogły być dostępne cenowo dla większej rzeszy odbiorców.

Jak wygląda Wasz  przykładowy dzień pracy?

Julia: Marta poświęca temu cały swój czas. SBM to jej długo wyczekiwane dziecko, a poza tym jest tak jak ja pracoholiczką. Ja dzielę swój czas pomiędzy SBM, a bloga z którym jest związanych wiele innych projektów Maffashion i nie tylko. SBM jest jednak dla mnie ogromnie ważne i dlatego staram się każdą wolną chwilę wykorzystać na wspólne działanie.

Marta: Wstaję rano i schodzę w papciach do pracy, czyli na dół. Kładę się do łóżka z laptopem pracując dalej. Od Julii proces powstawania ubrań wymaga przyjechania do Krakowa. Przez parę dni pracujemy na zasadzie burzy mózgów. Wymyślamy ubrania, analizujemy projekty i tworzymy wstępne prototypy, które od razu testujemy.

Co w pracy sprawia Wam największa frajdę?

Julia: Nie ma nic przyjemniejszego, niż moment kiedy na ulicy spotykam dziewczyny w rzeczach zaprojektowanych przez nas. Tego uczucia nie da się opisać, przez cały dzień uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Jestem dumna  z każdego naszego najnowszego projektu.

Marta: Mi największą frajdę sprawia, jak dziewczyny piszą takie miłe słowa jak np.: że czują moje serce w tych rzeczach i że się od nich uzależniają albo, że ciągle je noszą bo się w nich tak uwielbiają, albo nawet, że zmienił się ich styl ubierania dzięki nami ich podejście do życia albo, że chodzą dziś cały dzień uśmiechnięte, bo mają na sobie np. koszulkę z kursorem i ciągle na nią ktoś zerka. Piszą też, że kolejne rzeczy podobają im się coraz bardziej i już nie mają po co chodzić po galeriach handlowych, bo przemierzają kilometry i się denerwują szukając czegoś i tak nie mogą znaleźć, a siadając u nas klikają i jest :) Uwielbiam czytać takie rzeczy i mam wtedy taką TURBO frajdę:)

Czujecie, że macie konkurencję? Czy ludzie z branży, którzy również prowadzą swoje internetowe sklepy, zazdroszczą wam sukcesu? Bądź też nie wytykają wam np. że gdyby nie Maffashion i jej blog to marka nie miałaby racji bytu?

Marta. To pytanie jest dla mnie dziwne. Może dlatego, że ja nie zazdroszczę nigdy nikomu czegoś, na co sobie zapracował. Wręcz mu kibicuje, podziwiam, wspieram i oczywiście noszę ciuchy innych podobnych do nas marek. Przecież sukces Maffashion z nieba sam nie spadł. Nawet jak Julii jeszcze osobiście nie znałam, wiedziałam, że jest "robotem" i na pewno się dogadamy i że nasze dwa światy stworzą całość, która jak najbardziej ma "rację bytu".

Julia: Gdyby nie Marta, nie miałabym pojęcia, jak wygląda proces powstawania ubrań, i że jest to taka harówa. Ludzie nie mają pojęcia, jak w Polsce wygląda sprawa pozyskiwania materiałów, ile serca w to trzeba włożyć. A i tak zawsze znajdą się osoby, które będą krytykowały. Zasługi ewentualnego sukcesu (sprzedaży) będą wrzucały do worka ze swoimi wyimaginowanymi powodami. Oczywiście, że Maffashion pomogło w osiągnięciu tego poziomu, ale gdyby Marta nie była perfekcjonistką w tym co robi, to nawet nazwa bloga by nie pomogła. Rzeczy muszą być ciekawe, dobrze wykonane i uważam, że marka SBM sama zapracowała na swoich stałych klientów. Oczywiście jakbym chciała, mogłabym jeszcze bardziej promować markę poprzez bloga ale tak jak powiedziała Marta, SBM to marka, która ma żyć własnym życiem niezależnie od tego co się będzie działo na blogu.

Czy gwiazdy noszą wasze ciuchy? Czy dostają je w prezencie czy kupują?

Julia: Mam dobrych znajomych wśród gwiazd, utrzymuję z nimi stały kontakt,  dlatego nie widzę w tym niczego dziwnego, jeśli jakaś znajoma dostanie od nas jakiś prezent ( szczególnie, gdy jej się podoba).

Kogo chciałybyście jeszcze ubrać?

Marta: Ja mam wiele takich osób, a uszczuplając do kilku z kraju to: Monika Brodka, Ania Przybylska, Martyna Wojciechowska, Maria Czubaszek, Julia Marcell, a ze świata- Gwen Stefani, Claire Boucher-wokalistka Grimes, Adriana Lima, Penelope Cruz.

Julia: A mi się marzy Rhianna.

Jaki macie przepis na sukces?

Julia: nie ma recepty na sukces, jak coś jest dobre samo się obroni. Nie wystarczą znajomości, jeśli produkt jest kiepski.

Jakie jest Wasze największe marzenie?

Marta: Jak długo o czymś marzę, to w końcu to się spełnia. Aktualnie marzę o podróżowaniu i zwiedzeniu świata wzdłuż i wszerz. I jeszcze o tym, by StaffbyMaff był najfajniejszym i największym sklepem w naszej kategorii i stylistyce.

Julia: W moim marzeniu, które nie ma konkretnego terminu realizacji, jest zrobienie pewnego zdjęcia, kto wie może nawet w jakimś specjalnie zaprojektowanym do tego ciuchu SBM.

Lubisz nasze artykuły? zostań naszym fanem i kliknij tutaj.

Więcej o:
Skomentuj:
StaffByMaff,to marka która ma żyć własnym życiem, niezależnie od tego, co będzie się działo na blogu
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX