Paulina Pyszkiewcz, LeBRAND: Ma 21 lat, 2,5-letniego synka i prowadzi firmę. Jej ubrania noszą Małgosia Socha, Agnieszka Szulim, Ania Lewandowska i Magda Mołek [WYWIAD]

Markę LeBRAND pokochały polskie gwiazdy. Teraz projektantka marzy o profesjonalnym pokazie mody i myśli o rynkach zagranicznych. Nam Paulina Pyszkiewicz opowiada, jak Jej, młodej mamie, udało się stworzyć sprawnie funkcjonującą firmę i to zaledwie w pół roku.

Magdalena Bloch (lula.pl): To dopiero początek nowej marki Le BRAND na rynku. Jak więc wygląda Twój standardowy dzień? I najważniejsze, jak udaje Ci się połączyć prowadzenie firmy z życiem rodzinnym?

Paulina Pyszkiewicz: Mam 2,5-letniego synka. Staram się tak układać grafik, żeby trzy dni w tygodniu pracować od rana do godziny 18:00. Wtedy Benjamin spędza czas z tatą lub z nianią. Między spotkaniami z klientkami i stylistkami zaglądam też do pracowni. W dwa pozostałe dni synek jest ze mną. Czasami zdarza się, że chodzimy na niektóre spotkania razem. Za czasów Bellera (marka z biżuterią, którą współtworzyła Paulina - red.) Benajmin był ze mną cały czas - na każde spotkanie chodziłam z nosidełkiem. Przypuszczam, że Benji to lubi, bo często nas pyta: „mama, tata, pracy , ja?”.

Jesteś bardzo młodą bizneswoman, masz 21 lat. Czy łatwo jest Ci zarządzać zespołem?

Przy LeBRANDZIE jest mi już łatwej - jak coś jest nie tak, potrafię to powiedzieć. Kiedy współtworzyłam Bellera, nie zawsze tak było. Często zdarzało się, że zabierałam jakiś projekt do domu, którego efekt finalny odbiegał od mojej wizji - ciężko mi było zwrócić uwagę pracownikom, którzy nieraz byli dwukrotnie starsi niż ja. Ale teraz wiem, że najważniejsza jest komunikacja i dobry plan działania. W ciągu tych ponad dwóch lat nabrałam doświadczenia i jest mi znacznie łatwiej.

Paulina Pyszkiewicz

Czy decydując się na odejście z Bellera, miałaś odłożony kapitał na nowy start?

Nie miałam odłożonej żadnej gotówki. Wszystko powstawało małymi krokami ze środków zarabianych na bieżąco. Tworzyłam projekty biżuteryjne dla jednej z topowych polskich marek i to pozwoliło mi rozwijać własną markę. Udało mi się także otrzymać dofinansowania na otworzenie własnej działalności gospodarczej. Nie ukrywam, że to było bardzo przydatne. Teraz staram się o dofinansowanie na rozwój marki i stworzenie nowych miejsc pracy, ale to dopiero w nadchodzącym roku.

Dlaczego w ogóle postanowiłaś odejść z Bellera, skoro marka rosła w coraz większą popularność? To był moim zdaniem bardzo odważny krok.

Projektowanie od zawsze było moim celem. Już jako mała dziewczynka uczyłam się szyć - dwukrotnie byłam w Stanach, gdzie przez trzy miesiące uczono mnie rysunku i szycia. Beller powstał właściwie trochę przypadkiem- 2,5 roku temu była na polskim rynku pewna nisza. To był dobry czas, żeby stworzyć markę z tak drobną i szlachetną biżuterią. Skończyłam współpracę z Bellerem dokładnie rok temu. Od marca podjęłam pierwsze konkretne kroki związane z LeBRAND. Nie było już odwrotu. Chyba nie miałabym już tyle serca do biżuterii. Właściwie to nie umiem już sobie tego wyobrazić po roku przerwy.

Dlatego dziś spotykamy się w pięknej kamienicy przy Placu Trzech Krzyży, gdzie mieści się butik LeBRAND. Jaka konkretnie jest tutaj Twoja rola?

Jestem właścicielką i projektantką marki. Poza mną jest jeszcze osoba od PR, moja asystentka i cztery osoby w pracowni. Na początku byłam tylko ja i dwie krawcowe. Osobiście dbam też o klientki. To one są dla mnie najważniejsze, dlatego tak bardzo przywiązuję wagę do bezpośredniego kontaktu. Myślę, że to ważne, abym w miarę możliwości przyjmowała je w showroomie osobiście. Zresztą bardzo lubię te spotkania, więc nie mogłabym sobie tego odmówić.

To jak określiłabyś DNA marki? Do kogo kierujesz swoje projekty?

Kieruję projekty do kobiet, które lubią jakość, piękne wykończenie, proste, geometryczne, czyste formy, ale które mają detal, jaki je wyróżnia. Do kobiet, które lubią minimalizm. Z założenia w ubraniach LeBRAND nie ma widocznych zapięć, suwaków- żadnych zbędnych dodatków. Staram się, by wszystko było możliwie nieskomplikowane. Lubię robić rzeczy, które sama noszę i jestem w pełni zadowolona z efektu końcowego. Chociaż mam za sobą dopiero kolekcję jesień/zima 2014, to już wiem, że nie pokażę niczego, do czego nie jestem w 100% przekonana.

Co w takim razie wyróżnia markę Le BRAND na polskim rynku mody?

Najbardziej zależy mi na tym, żeby robić rzeczy dobrej jakości, przystępne cenowo, które kobiety będą mogły nosić przez wiele sezonów. Są to przede wszystkim rzeczy na co dzień, ale dzięki odpowiednim dodatkom możemy z ubrań z metką LeBRAND stworzyć stylizację wieczorową. Stawiam na pięknie wykończony uniwersalizm i prostą formę. Ubrania LeBRAND można dowolnie ze sobą komponować. Wszystko do siebie pasuje.

Paulina Pyszkiewicz Le BRANDArchiwum prywatne Pauliny Pyszkiewicz

A jakie są ceny, bo powiedziałaś, że jest przystępnie, ale też nie za tanio.

Najtańszą rzeczą jest dzianinowy longsleeve w czarno-białe paski za 290 zł, najdroższą kożuch z owczej skóry w cenie 3500 zł. Wełniane płaszcze kosztują mniej więcej 1000 zł, spodnie skórzane 1300 zł. Swetry są w cenie około 600 zł. Mało kto wie, że naprawdę są ręcznie robione i potrzebujemy minimum 3 dni na stworzenie jednej sztuki. Stawiam na dobre tkaniny, tj. kaszmir, wełny, jedwabie czy skóry naturalne. Wydaje mi się, że są to kwoty, jakie możemy przeznaczyć raz na kilka sezonów na rzecz, która posłuży nam przez lata. Staram się dawać klientkom wybór przy doborze tkaniny. Powstają dwie lub trzy wersje, np. ten sam model płaszcza w zależności od materiału może kosztować 1000 lub 1500 .

Gdzie powstają ubrania Le BRAND i skąd pochodzą tkaniny?

Wszystko szyjemy w Polsce, tu na miejscu, w Warszawie. W naszej pracowni działają cztery osoby. Tkaniny do pierwszej kolekcji pochodzą z Włoch. Tkaniny do drugiej kolekcji kupiłam już w Paryżu. Kolekcja na wiosnę/lato 2015 to głównie piękne jedwabie, lny i skóry naturalne.

Skąd czerpiesz inspiracje do swojej pracy?

Największą inspiracją są zawsze podróże. Uwielbiam też przeglądać Instagram czy Pinterest. Wszystko, co jest dla mnie inspirujące, staram się fotografować. Każdy mój telefon przepełniają zdjęcia. Jest też kilka takich kobiet, których styl lubię i cenię - uwielbiam obserwować co i w jaki sposób noszą.

Co to za kobiety?

Uwielbiam Carine Roitfeld czy Miroslavę Dumę. Jeżeli chodzi o polską modę to uwielbiam styl Olivii Kijo, Małgosi Sochy czy Anji Rubik. Do tej pory cenię sobie zdanie wyjątkowej kobiety, dzięki której mogłam zacząć moją przygodę z projektowaniem już w wieku 13 lat.

Opowiedz mi, jak wygląda taki pełen proces twórczy przy danym projekcie. Od pomysłu po efekt końcowy.

Najpierw zbieram w całość wszystko to, co jest moją inspiracja przy danej kolekcji, następnie przenoszę projekty na papier. Tutaj zaznaczę, że moje rysunki są bardzo schematyczne, dlatego najbliższy rok będzie tym, w którym skupię się na nauce rysunku. Kiedy cała kolekcja jest już rozrysowana, dobieram w pracowni tkaniny. Później odszywamy prototyp. Od tego czasu do finalnego efektu mija jeszcze trochę czasu. Zawsze są drobne poprawki. Wszystko staram się dobrze sprawdzić, ponieważ niektóre aspekty wychodzą dopiero przy noszeniu danej rzeczy. Później doszywamy kolekcję w miarę na bieżąco, w zależności od zapotrzebowania klientek i stylistek.

Jeżeli klientka chciałaby wprowadzić jakąś poprawkę lub płaszcz uszyć z innej tkaniny, to ile musiałaby poczekać?

Jeżeli danego modelu nie ma w showroomie, to mniej więcej trzy dni robocze. Staram się oczywiście, by czas oczekiwania był możliwie krótki, bo kobiety często potrzebują czegoś „na już”. Dlatego zawsze na początku tygodnia tworzymy grafik pracy, co kiedy powstaje. To pozwala nam na przyjmowanie zamówień z bardzo krótkim terminem realizacji.

Instagram.com/lebrand_warsawInstagram.com/lebrand_warsaw

Biorąc pod uwagę polski showbiznes, którą gwiazdę chciałabyś ubrać?

Już jestem bardzo mile zaskoczona, bo ubrania LeBRAND noszą cztery mi najbliższe jeżeli chodzi o styl gwiazdy. Agnieszka Szulim, Magda Mołek, Małgosia Socha i Ania Lewandowska,więc jak na pierwszą kolekcję jest naprawdę nieźle. Uwielbiam Magdę Mielcarz - mam nadzieję, że kiedyś zobaczę ją w czymś mojego projektu. Największym marzeniem jest jednak przepiękna Kasia Smutniak.

Małgorzata Socha w LeBrandInstagram.com/lebrand_warsaw

Mylisz, że któraś z nich mogłaby zostać ambasadorką LeBRAND?

Nie chciałabym się wiązać z jedną osobą. Gdybym miała dokonać wyboru, nawet nie wiem, jaka byłaby moja decyzja.. Nie chciałabym, żeby to było zobowiązujące. Wolałabym, aby jeśli już jakieś gwiazdy sięgają po rzeczy LeBRAND, to żeby działo się to naturalnie.

Przez 2 lata współtworzyłaś biżuteryjną markę Beller, znasz więc polską branżę mody od podszewki. Czy dzięki temu łatwiej było Ci dotrzeć do gwiazd?

Do gwiazd trafiłam przez stylistki, z którymi wcześniej miałam okazję pracować przy okazji marki Beller, np. do Małgosi Sochy trafiłam przez Alicję Werniewicz, a do Agnieszki Szulim przez Sylwię Brzeźińską. Przy LeBrandzie obrałam też trochę inną, spokojniejszą drogę. Właściwie czekałam spokojnie, aż zainteresowane osoby same do nas trafią. Tym razem najważniejsze stały się dla mnie klientki. Bez nich nie byłoby marki. Stylistki trafiły do mnie później. Nie było katalogów, nie było typowych presspacków. Wszystko odbywało się znacznie spokojniej.

To od kiedy LeBRAND istnieje na rynku?

Pierwsza kolekcja na sezon jesień/zima 2014 powstała w czerwcu. Lookbook marki powstał pod koniec lipca. Od tego też czasu można było dokonywać zakupów online oraz umawiać się z nami w showroomie przy Placu Trzech Krzyży.

Co oznacza LeBRAND?

Myśląc nad nazwą nowej marki, nie chciałam, żeby zamykała się na same ubrania. Od początku zakładałam, że LeBRAND to nie tylko stroje. Chciałam więc, żeby nazwa była uniwersalna - taka, żebym mogła podpisać nią linię toreb czy innych dodatków. Chciałam, żeby było chwytliwe i łatwe do zapamiętania, Stąd LeBRAND.

Jak polska branża mody zareagowała na wieść o nowej marce? To w końcu nowa konkurencja.

Wiem, że wiele osób bacznie mi się przygląda. Ja osobiście do tej pory spotkałam się z przychylnymi opiniami. Zawsze, kiedy powstaje jakaś nowa marka, wiąże się to ze słowami krytyki i uznania. Wiem, że wiele osób czeka na kolekcję wiosna/lato 2015 - to wiele zweryfikuje. Najważniejsze są klientki. Konkurencja mnie mobilizuje.

Myślisz o pokazie mody czy raczej chcesz się skupić na prowadzeniu butiku?

Oczywiście bardzo bym chciała zorganizować pokaz. Jest to na pewno jeden z moich celów na najbliższe sezony. Ale mam kilka ciekawych ofert od showroomów z Londynu i Paryża, więc najpierw chciałabym nadgonić kolekcję, żeby nawiązać jakąś współpracę z zagranicznymi butikami. A potem, jeżeli będą możliwości finansowe, to oczywiście skupię się na pokazie. Jak na razie to jednak tylko marzenia.

No właśnie, jaki masz pomysł na promocję i rozwój LeBRAND?

Chcę stale tworzyć nowe, coraz lepsze kolekcje. Marzę, by połączyć showroom z pracownią i zatrudnić jeszcze więcej osób do pracy. Oczywiście po tym przyjdzie czas na pierwszy butik i ekspansję marki. Chcę także wprowadzać kolejne linie i nie skupiać się tylko na ubraniach.

Wspomniałaś wcześniej, że myślisz o wprowadzeniu do LeBRAND biżuterii. Czy w ten sposób nie stworzysz konkurencji dla Beller?

Jeżeli kiedykolwiek powstanie linia biżuterii, to na pewno nie będzie to biżuteria szlachetna. Może coś, co nosimy na co dzień, a jak dany model się nam znudzi, to z łatwością zamieniamy go na coś innego. Absolutnie nie będzie to w żaden sposób konkurowało z marką Beller! Dalej się wspieramy. Ja trzymam kciuki za nich, a oni za mnie.


Więcej o:
Skomentuj:
Paulina Pyszkiewcz, LeBRAND: Ma 21 lat, 2,5-letniego synka i prowadzi firmę. Jej ubrania noszą Małgosia Socha, Agnieszka Szulim, Ania Lewandowska i Magda Mołek [WYWIAD]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX