Ubrania od Beyoncé są produkowane w bieda-fabryce na Sri Lance. A tanie nie są...

Nie zgadniecie, ile zarabiają szwaczki, które uszyły linię Ivy Park.

To miał być doskonały rok dla Beyoncé. Artystka właśnie wydała najdojrzalszą płytę w karierze (podobno "Lemonade" uratowało finanse Jaya Z, do którego należy platforma streamingowa Tidal), udało jej się też doprowadzić do końca długo zapowiadany projekt z marką Topshop. Linia sportowych ubrań Ivy Park zadebiutowała z półrocznym opóźnieniem, szybko prowokując małą wojnę na Twitterze. Najpopularniejsza w Stanach marka fitness, Lululemon, oskarżyła gwiazdę o naśladownictwo, a w jej obronie stanęli wierni fani.

Teraz wydaje się, że nad Ivy Park znów zbierają się czarne chmury. Jak donosi "The Sun" wykonanie kolekcji zlecono jednej z fabryk w przemysłowym mieście Katunayake na Sri Lance. Jej pracownice zarabiają zaledwie 4,30 funta dziennie (ok. 24 zł), a na legginsy z kolekcji Ivy Park musiałaby harować przez miesiąc. Tabloid dotarł do kilku szwaczek z Katunayake, które opowiedziały o prawie 60-godzinnym tygodniu pracy i fatalnych warunkach zakwaterowania w hotelu robotniczym.


Gwoli ścisłości, zarobki robotnic zatrudnianych przez Ivy Park plasują się ponad regulowaną prawnie płacą minimalną w Sri Lance. Nie zmienia to faktu, że robotnice są zmuszone do pracy ponad siły, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby. Szczególnie oburzające jest, że taktyka marketingowa Ivy Park opiera się na podkreślaniu siły kobiet i na pięknych słowach o mentalnym wyzwoleniu poprzez sport.

Moim celem przy tworzeniu Ivy Park jest przesunięcie granic mody fitness, wspieranie i inspirowanie kobiet, które rozumieją, że piękno to coś więcej niż wygląd zewnętrzny. Prawdziwe piękno leży w zdrowym umyśle, sercu i ciele. Wiem, że kiedy czuje się silna fizycznie, jestem też silna psychicznie. Chciałam stworzyć markę, która pozwoli innym kobietom poczuć się tak samo - mówiła Beyoncé podczas londyńskiej premiery kolekcji.

Beyonce i Sir Philip Green, właściciel Topshopu, podczas nowojorskiej imprezy markiJohns PKI / Splash News / !Johns PKI / Splash News/EAST NEWS

Krzepy fizycznej z pewnością nie brakuje robotnicom ze Sri Lanki, których plan dnia składa się tylko ze snu i ciężkiej pracy fizycznej. W kontekście ujawnionych przez "The Sun" faktów, jeszcze bardziej rażą ceny kolekcji, w której wzorzyste legginsy kosztują prawie 600 zł, a kombinezon z elastyku - aż 949 zł. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że cały system "szybkiej mody" z sieciówek opiera się na niewolniczej pracy. Na ogół jednak sposób produkcji zdradza niska cena. Mechanizm obrotu taniej odzieży obnażył w zeszłym roku niemiecki eksperyment, w którym przechodnie zostali skonfrontowani z bolesną prawdą o T-shirtach za 2 euro. Wpadka Beyoncé udowadnia jednak, że nawet przyzwoitej jakości, pozornie luksusowe ubrania mogą być etycznie dyskusyjne.

Kolekcja Beyoncé na ZDJĘCIACH - najpopularniejsze i najdroższe modele

Więcej o: