Fashion Week Poland: Maldoror

Strefa OFF na FashionPhilosophy Fashion Week Poland staje się coraz lepsza i wbrew swojemu charakterowi, coraz popularniejsza. Największy w tym udział projektantów, którzy jak magnes przyciągają do starych fabryk nie tylko koneserów niszowej mody. Jednym z nich jest Maldoror, którego nowej kolekcji przyjrzała się nasza korespondentka - Natalia Świecińska

MAL-DO-ROR

Co nowego u Matląga? Maldoror, zgodnie z zapowiedzią, odchodzi od rekreacji używanych ubrań i recyklingowania tkanin przypadkowego pochodzenia. Inwestuje w jakość materiałów.

Projektant pokazał kobiece, dopasowane suknie, ciepłe okrycia, subtelne bluzki i bluzy z półprzezroczystych tkanin, niektóre z oryginalnymi szwami. W zestawach męskich udało mu się uniknąć zniewieścienia, chociaż fasony znacznie odbiegały od typowych. Wszystkie stroje były na podobnym poziomie. Klasyka z domieszką futuryzmu, lecz bez sztucznych, niepotrzebnych udziwnień. Kolekcja udana nie tylko wizualnie, ale i praktyczna. Czerń może wyglądać dobrze.

Choć projekty Maldorora w globalnej skali nie są niczym oryginalnym, to na polskim modowym rynku zieje wielka dziura, która boleśnie wyczekuje wypełnienia. Podoba mi się transformacja, jaką przechodzi kreator:  z pasjonata stawiającego pierwsze kroki przy maszynie do szycia, prującego z łączącego skrawki odważnie, choć czasem dość przypadkowo. Awangarda wczesnych projektów Maldorora polegała na przekraczaniu barier dekonstrukcji - im bardziej zaawansowany rozpad, tym było lepiej. Teraz twórca ewoluuje. Prace sprawiają wrażenie dobrze przemyślanych i dopracowanych.

Kolekcja jest spójna. Zadbano o odpowiedni dobór obuwia, makijaży i biżuterii. Szykowna, ale nie w pospolitym tego słowa znaczeniu. Pasuje do odbiorców, którzy cenią sobie elegancję z indywidualnym rysem. W przeciwieństwie do innych pokazów, które oglądałam, ten był zamknięty, skończony. Zaplanowany. Mimo, że nie jestem do końca usatysfakcjonowana, podoba mi się, że projektant wierzy w to, co robi. To po prostu się czuje. Chociaż takie podejście wydaje się oczywiste, w pozostałych pokazach miałam okazję widzieć mnóstwo elementów wziętych znikąd i nieprzystających do ogólnego zamysłu.

Jesteśmy świadkami  obiecującego rozwoju, i na pewno warto śledzić dalsze poczynania projektanta. Szczególnie, że, jak widać, jego droga dopiero  na dobre się rozpoczyna. Nie urońcie nic z tego zjawiska - Maldoror to jedna z niewielu postaci w polskim modowym przemyśle,  która wie, co robi, chce to robić, i chce stawać się coraz lepsza. Oby nadal był jak najdalszy od głównonurtowego blichtru i pracował według swoich zasad. Jeśli ma czerpać, to z najlepszych. Projektant, by odnieść sukces, musi być pewien siebie i trochę butny, mam jednak nadzieję, że nie rozmieni talentu na drobne i pozostanie przede wszystkim artystą, a potem dopiero osobą publiczną, z wszelkimi tego przywarami. Maldoror pracuje na trudnym rynku, z trudnym odbiorcą - oby był doceniany, bez konieczności dopasowania się do popularnych gustów, byle utrzymać rozgłos. Jestem dobrej myśli, bo nic nie zapowiada krachu.

Pokaz "The Accuser" pozytywnie mnie zaskoczył. Z tego mogą wyjść dobre rzeczy.?

 

Maldoror

 

Pokaz "The Accuser" pozytywnie mnie zaskoczył. Z tego mogą wyjść dobre reczy.?

 

Tekst i zdjęcia w tekście: Natalia Świecińska (Biuletyna.blox.pl)

 

Lula.pl:

Pokazowi Maldorora towarzyszyła ścieżka dźwiękowa przygotowana przez Pleq. Składały się na nią odgłosy egzorcyzmów, bicie kościelnych dzwonów i niepokojąca muzyka. Symbolika była więc wskazana wyraźnie i czytelna - także dosłownie, bo na widzów czekały na krzesłach materiały z informacjami o inspiracjach. A złożyły się na nie: motyw zła, grzechu,  cierpienia  i kary wymierzonej ludzkości w postaci śmiertelnych chorób. Z mrocznym charakterem kolekcji kontrastowała gra sferą sacrum: detalami sutanny i habitów. Biżuterię do pokazu stworzyła Viola Lee.

GALERIA

Więcej o: