Czy oryginalne, orientalne kajale sprawdzają się lepiej niż "europejskie" eyelinery? Nasza czytelniczka to sprawdza

Pamiętacie jak Carrie Bradshaw wybrała się na arabski targ w drugiej części "Seksu w wielkim mieście"? Kupiła tam oryginalny, czarny kajal do wykonywania kresek na powiekach. Czy tego typu produkty faktycznie sprawdzają się lepiej od znanych nam eyelinerów? Nasza czytelniczka Alicja, postanowiła to sprawdzić.

Eyelinerów używam od ponad 10 lat. W tym czasie przetestowałam chyba wszystko, co znalazłam na rynku: od pędzelka, przez flamaster, eyeliner w żelu. Zdarzało mi się również testować eylinery do malowania wodnej części oka. Zrażona ich nieskutecznością oraz problemem z wrażliwymi oczami, nigdy nie zdecydowałam się na kupno prawdziwego kohla, szczególnie drogiej marki.

Alicja postanowiła więc przetestować dla nas kohle i kajale z prawdziwego zdarzenia, czyli w tej orientalnej, oryginalnej wersji. Do przetestowania otrzymała kajale w formie gęstej pomady o kształcie stożka (Himalaya Kajal), w paście (Hashmi Surma Kajal) oraz kohl w proszku (Hashmi Aswad Kohl).

W rzeczywistości khol, kohl i kajal to różne nazwy tego samego produktu - kosmetyku używanego do makijażu oczu już w starożytności. Wykonywany jest on z mieszanki ziół (kiedyś z domieszką ołowiu). Zioła nie tylko barwią, ale też pielęgnują oczy, chroniąc je przed słońcem, pyłem i piaskiem. Intensywny odcień czerni sprawia, że tęczówka staje się bardziej wyrazista i przyciąga wzrok, nawet gdy reszta twarzy ukryta jest pod chustą.

W naszych, europejskich warunkach, kohle mają dać wyłącznie efekt estetyczny. Wydaje się też, że mogą być alternatywą dla "chemicznych" kosmetyków, które szkodzą osobom o wrażliwych oczach.

Testowanie zaczęłam od kosmetyku, który zgodnie z moimi przewidywaniami okazał się najłatwiejszy w aplikacji - relacjonuje Alicja. - Himalaya Kajal to forma kredki, którą nad wyraz łatwo maluje się linię wodną oka - wystarczy parę razy przeciągnąć nim powiekę. To dobry wybór dla początkujących - kosmetyk jest delikatny, a aplikacja na delikatnych częściach oka, nie wydaje się przerażająca - tłumaczy.

Szybko dodaje jednak, że niestety kosmetyk nie jest tak trwały, jak pozostałe testowane kosmetyki. - Po paru godzinach wchłania się lub rozmazuje na dolnej powiece. Plusem natomiast są zawarte w kosmetyku sproszkowane zioła i barwniki. Dzięki nim kosmetyk ma powodować wybielenia gałki ocznej, powodowanym ochłodzeniem i zwężeniem naczynek krwionośnych. Nie zauważyłam tego efektu, ale zawartość naturalnych składników zachęca do stosowania - mówi Alicja.

Drugim testowanym kosmetykiem była pasta Hashmi Surma Kajal. Ten kosmetyk okazał się być o wiele wytrzymalszy i bardziej intensywny, jeśli chodzi o czarny kolor, niż kajal w pomadzie. - Otrzymując ten kosmetyk byłam przekonana, że będę musiała dokupić do niego pędzelek. Nic bardziej mylnego - po odkręceniu tubki, wysuwamy z niej patyczek, służący do aplikacji - podkreśla.

- Kosmetyk był bardziej odczuwalny na skórze niż pomada, ale nie powodował szczypania lub dyskomfortu. Na oku utrzymał się o wiele dłużej. Niestety po około tygodniu pasta wyschła w opakowaniu, a aplikacja patyczkiem jest znacznie trudniejsza. Szkoda, bo perspektywa używania tego bardzo intensywnego, jeśli chodzi o barwę, kosmetyku, o naturalnym składzie, który ma likwidować podrażnienia i stany zapalne oczu bardzo mi się spodobała. Tym bardziej, że noszę soczewki, a to absolutnie nie utrudniało mi aplikacji i korzystania z tego kajala - zaznacza nasza czytelniczka.

Największym zaskoczeniem był dla Alicji kohl w proszku. - Przyznaję, że od razu wykluczyłam jego regularne stosowanie. Przed użyciem, instrukcji dotyczących aplikacji szukałam w internecie. Po wstępnym researchu byłam absolutnie przerażona instrukcjami, dotyczącymi "piasku" na gałce ocznej. Po pierwszym użyciu okazało się, że moje obawy były zupełnie zbędne - uspokaja.

- Aplikacja kohlu w proszku jest prosta. Znów niepotrzebne są do niej żadne dodatkowe pędzelki. Wystarczy wysunąć z opakowania patyczek, oblepiony proszkiem, strzepnąć i nałożyć na linię wodną. Kolor jest jeszcze bardziej intensywny niż w przypadku kajali, a kosmetyk utrzymuje się niemal do wieczora. Dodatkowo, ten rodzaj kosmetyku stwarza więcej możliwości - można go używać również na mokro, a także cieniować. Proszek dostający się do gałki ocznej zupełnie nie podrażnia oka i nie należy się go obawiać. Jedynym minusem jest niemożliwość stosowania kohlu w proszku po nałożeniu soczewek. Bardzo łatwo jest je ubrudzić - ostrzega Alicja.

Okazuje się, że wszystkie kajale mają pewne zalety, ale też kilka wad - na który kosmetyk zdecydowała się ostatecznie Alicja? - Po przetestowaniu wszystkich trzech kosmetyków zdecydowanie wybieram kohl w proszku. Efekt zastosowania jest najbardziej widoczny i przede wszystkim trwały. Nie polecałabym go jednak osobom początkującym lub tym, które boją się aplikacji kosmetyków na wodnej linii oka. - tłumaczy.

Co sądzicie o arabskich kosmetykach? Czy miałyście kiedyś do czynienia z oryginalnym kohlem? Jak się sprawdził?

Więcej o:
Skomentuj:
Czy oryginalne, orientalne kajale sprawdzają się lepiej niż "europejskie" eyelinery? Nasza czytelniczka to sprawdza
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX