Paznokcie żelowe: przyglądamy się procesowi tworzenia. Jakie są ich wady i zalety?

Podczas gdy paznokcie akrylowe powoli odchodzą do lamusa, żele zdobywają coraz większą popularność. Dlaczego warto się na nie skusić?

Jestem jedną z tych osób, które z nerwów, mimowolnie wyżywają się na swoich paznokciach i skórkach. Niestety. Dlatego stwierdziłam, że może jak zrobię sobie coś bardziej trwałego, nie będę w stanie tego zniszczyć. Pierwszym moim pomysłem były żele.

Ponieważ był to mój pierwszy raz, manicurzystka Kinga zaproponowała mi żebym najpierw spróbowała zwykłego lakieru hybrydowego. Zdecydowanie mniej niszczy paznokcie, a też jest trwały. Jednak chciałam także wydłużyć płytkę, więc nie było wyboru. Zanim zabrała się do pracy, wymieniła mi wszystkie wady i zalety żeli. Stwierdziłam, że może to być pomocne jeśli chciałybyście je zrobić, ale się wahacie.

Jakie są plusy żeli?

  • Trwałość. Nic nie jest w stanie ich ruszyć. Nic nie odpryskuje, nic się nie zdrapie, nic się nie odmoczy.
  • Możemy przedłużyć paznokieć i nadać mu inny kształt
  • Niszczą zdecydowanie mniej niż akryle

Wady?

  • Trzeba uzupełniać odrosty. Zazwyczaj co ok. trzy tygodnie, ale to zależy od tego jak szybko rosną paznokcie
  • Nie można ich zdjąć inaczej niż w salonie
  • Proces zdjęcia polega na piłowaniu żelu, dlatego wykonany nieumiejętnie, może mocno zniszczyć płytkę paznokcia
  • Nie jest to najtańsza zabawa. Ceny wahają się w zależności od salonu, ale jest to zwykle ponad 100 zł

proces tworzeniafot. redakcja

Sam proces trwał około dwóch godzin. Na początku trzeba było przygotować paznokcie pod żel. Kinga trochę je spiłowała, zmatowiła i nałożyła preparat, który usuwał wilgoć. Ważne, żeby wcześniej usunąć pył z paznokci, inaczej żel związałby się z drobinkami, a nie z płytką. W tym momencie w ruch poszła lampa UV.

procesfot. redakcja

Potem przyszła pora na budowanie paznokcia. Kinga użyła specjalnych form, na które nakładała przezroczysty żel. Pamiętajcie, że preparat nie może być rozlany na skórki! Ten moment był jedyną nieprzyjemną częścią całego procesu. Pierwszy żel piecze podczas utwardzania lampą. Nie trwa to długo, nie zdążycie pewnie policzyć do dziesięciu, ale jeśli manicurzystka was nie uprzedzi, możecie się przestraszyć. Później, Kinga użyła kolejnego żelu, tym razem w odcieniu cielistego różu, który miał zakryć moją płytkę.

Następnym krokiem było piłowanie. Kinga musiała nadać moim nowym paznokciom odpowiednią długość i kształt. Żel powinien być najcieńszy u nasady i najgrubszy na środku. Z profilu płytka powinna przypominać płaską literę C. Po skończeniu pracy z pilniczkiem i oczyszczeniu, przyszła pora na lakiery. Te zostały utwardzone już pod lampą LED.

Efekt końcowyfot. redakcja

Nie wiem czy ta próba zmieniła mnie w wyznawczynię sztucznych paznokci. Na pewno jestem zadowolona z tego jak wyglądają teraz. Nie są za długie, nie przeszkadzają mi w życiu i są śliczne. Zobaczymy czy będę chciała je regularnie wypełniać. Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Miałyście kiedyś żelowe paznokcie? Jakie są wasze doświadczenia?

Więcej prac Kingi znajdziecie tutaj.

Więcej o: