Marilyn Monroe - ikona kina kończyłaby dziś 85 lat!

To absolutna legenda, kobieta zagadka, którą z ochotą naśladują miliony kobiet na całym świecie. Dziś Marilyn Monroe kończyłaby 85 lat!

Mając przywołać ideał kobiecego piękna i seksapilu większość osób w pierwszej kolejności pomyśli o niej. Cudowne ciało, które nawet dziś na zdjęciach jest powodem do zazdrości - było dla Marilyn błogosławieństwem i jednocześnie największym przekleństwem. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon kina - zrobiła karierę, kosztem życia osobistego.

Norma Jeane Baker - tak brzmiało jej prawdziwe nazwisko, które zamieniła później na Marilyn Monroe. Kiedy aktorka wybrała swój artystyczny pseudonim, wybrała jednocześnie postać, którą przyszło jej grać również w życiu. Rozdarta między osobą jaką była w rzeczywistości, a kobietą, którą chciano oglądać. Mimo, że wielu krytyków filmowych zarzucało jej brak talentu, ta kobieta opanowała sztukę udawania do perfekcji. Choć na zdjęciach widzimy ją niemal zawsze szeroko uśmiechniętą, przez zdecydowaną większość swego życia nie była szczęśliwa. Historia jej życia wcale nie jest wesoła, jak wiadomo nie zakończyła się też happy end'em.

Marilyn Monroe, z książki

Marilyn Monroe przyszła na świat pierwszego czerwca 1926 roku, o godzinie 9:30 w miejskim szpitalu w Los Angeles. Norma Jeane Mortenson (Mortenesen) lub Norma Jean Baker - tak brzmiały dwa nazwiska, którymi posługiwała się w młodości była nieślubną córką Gladys Baker. Nie wiadomo ostatecznie kto był jej ojcem. Mógł to być Charles S. Gifford, Harold Rooney, Clayton MacNamara czy Raymond Guthrie. Jak to później określił Olin Stanley, jeden ze znajomych Gladys - "Gladys zawsze z kimś spała"...

Brak ojca i sporadyczny kontakt z matką, która niekoniecznie nadawała się do roli matki (kiedy Norma była młodą dziewczyną - Gladys wiele lat spędziła w szpitalach psychiatrycznych) wywarł na dziewczynce, a później dorosłej kobiecie ogromne piętno. Po latach Norma Jeane tak wyjaśniła zachowanie matki:

Prawdopodobnie byłam pomyłką. Moja matka mnie nie chciała. Pewnie jej zawadzałam i musiałam ściągnąć na nią hańbę...

Nigdy nie potrafiła znaleźć swojego własnego miejsca w świecie, wciąż brakowało jej miłości, którą przez jakiś czas w swoim życiu zastępowała seksem (również z zupełnie przypadkowo napotkanymi mężczyznami), mylnie interpretując go z poczuciem bycia kochaną.

W którymś momencie swego życia stwierdziła:

Mężczyźni idą do łóżka z Marilyn Monroe, budzą się ze mną.

Wydawało się, że jest jedną z najbardziej przebojowych kobiet Hollywood, ale każdy występ okupowała ogromnym stresem. Była przerażona, że znów zrobi coś źle. Strach wręcz ją paraliżował i wszędzie była spóźniona. Swojemu terapeucie opowiadała, że chce, by ktoś na nią czekał i dlatego nigdy nie nauczy się punktualności.

Często popadała w depresyjne stany, wówczas nie była w stanie grać. Była uzależniona od leków antydepresyjnych i nasennych, które popijała alkoholem. Często reagowała też atakami bulimii, przez co chudła i tyła na przemian. Nieraz w miesiąc przechodziła z 55 do 70 kg. Podobno w czasie jednego posiedzenia potrafiła zjeść 3 jajka z grzankami, 3 talerze frytek, 2 filiżanki czekolady, dużą porcję lodów, zapiekane w parmezanie bakłażany i kilka hamburgerów. Wszystko to, oczywiście, popijała swoim ulubionym szampanem - Dom Perignom 1953.

Marilyn Monroe, z książki

Aktorstwo zawsze traktowała bardzo poważnie. Całe życie dążyła do tego, by grać. Z tego też powodu rozpadło się jej pierwsze małżeństwo z marynarzem Jimem Doughertym. Wykonywany przez nią zawód był zresztą pośrednim powodem rozpadu kolejnych małżeństw: z legendą sportu Joem DiMaggio i dramaturgiem Arthurem Millerem. Terapie u znanych psychoanalityków, z których Marilyn systematycznie korzystała nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Mimo licznych związków i miłosnych romansów pozostała osobą bardzo samotną, wciąż poszukującą samej siebie. Okoliczności jej śmierci nie są do końca wyjaśnione. Oficjalnie uważa się, że popełniła samobójstwo. Druga wersja mówi, że zmarła po przedawkowaniu barbituranów. Ta najbardziej kontrowersyjna, której jednak nie udowodniono zakłada, że gwiazda została zamordowana.

Sławny po śmierci księżnej Diany utwór "Candle in the Wind" był pierwotnie nagrany w 1974 jako hołd dla Marilyn Monroe. Dziś ikona kina kończyłaby 85 lat. Możemy się tylko domyślić jak mogłaby wyglądać. W naszej pamięci zawsze pozostanie tą samą młodą, platynową dziewczyną, boginią seksu i uosobieniem najwyższej klasy kobiecości. Bała się starości, może więc tak właśnie chciałaby być zapamiętana...

Marilyn Monroe, z książki

Katarzyna Bigos

 

Zobacz też:

Makijaż w stylu Marilyn Monroe

Stars: MONROE, MARILYN  PHOTO: EAST NEWS/ALBUM

Więcej o: