42 jak małe 38? Selfie z przymierzalni znów wywołuje aferę. Wyjaśniamy, w czym naprawdę leży problem

Autorką najpopularniejszego polskiego postu początków sierpnia jest 25-letnia blogerka Dr Lifestyle, której wypowiedź o za ciasnych dżinsach sprowokowała tysiące komentarzy. Czy skargi autorki są uzasadnione?

"Pozdrawiam Was środkowym palcem"

Post Moniki Gabas, czyli Dr Lifestyle, zdobył na Facebooku prawie 60 tys. reakcji i ponad 2 tysiące "share'ów" (w niecałą dobę!). Przypomnijmy, że autorka, 25-letnia dietetyczka, na zdjęciu pokazuje środkowy palec, pozując w niedopiętych dżinsach. Obok możemy przeczytać list otwarty do Inditexu, właściciela kilku sieciówek (w tym Zary, Stradivariusa i Bershki).

Teza? Jeśli Dr Lifestyle, młoda dziewczyna o wysportowanej sylwetce, nie może się zmieścić w największe dżinsy, to jaki przekaz dociera do bardziej wrażliwych, najmłodszych klientek? Prezentowane na zdjęciu rurki ze stretchem są w rozmiarze 42, autorka twierdzi, że najczęściej nosi 38 (więcej o liście otwartym Moniki pisaliśmy TU).

Wojna na komentarze

Po publikacji zdjęcia błyskawicznie okazało się, że na temat rozmiarów w sieciówkach własną opinię ma dosłownie KAŻDY. Zaczęło się od oburzających komentarzy oskarżających Gabas o... otyłość i wylewający się tłuszcz, później posypały się głosy poparcia i zapewnienia, że rozmiar to tylko liczba.

Wiele komentujących dziewczyn miało podobną przygodę w przymierzalni, inne mają zupełnie przeciwne doświadczenia - twierdzą że rozmiary są zawyżane (to tzw. vanity sizing, czyli poprawianie humoru klientce powiększaniem standardowych wymiarów ubrania).

Zainteresowanie przerosło samą autorkę:

Nie miałam na celu: dyskryminować osób szczuplejszych, poprawiać humoru osobom tęższym, dowartościowywać siebie, obwiniać marek odzieżowych za plagę otyłości, rozpętać gównoburzy, żalić się na to jaki rozmiar noszę [...]
To był wpis do moich dziewczyn - odbiorczyń, które znają moje poczucie humoru, dystans i podejście. Do dziewczyn, które ja też już znam. Szczerze mówiąc, nie zamieniłabym moich 20 000 na te 3 000 000 przypadkowych osób, które widziały wczorajszy wpis - napisała Dr Lifestyle kilkanaście godzin później.

Czy Dr Lifestyle ma rację?

Zanim staniecie po którejś stronie internetowego konfliktu, przeczytajcie kilka zimnych, zdroworozsądkowych uwag. Sprawa nie jest wcale tak oczywista, jak przedstawiła ją blogerka, ani jak pokazują ją najbardziej zajadli komentujący.

1. METODOLOGIA

Dr Lifestyle wysuwa wnioski na podstawie jednej pary dżinsów - to mało. (zobaczcie nasze redakcyjne śledztwo o rozmiarówkach w sześciu popularnych sieciówkach). Pechowe dżinsy mogły być po prostu "wypadkiem przy pracy", pomyłką skrajnie przemęczonej i nisko opłacanej szwaczki z Bangladeszu. W dodatku nie jest jasne, w której sieciówce Inditexu zrobiono zdjęcie. W każdej z nich rozmiarówka jest trochę inna - nawet w Zarze są różnice między linią "dorosłą" a młodzieżowym Trafalukiem.

Jeśli weźmiemy pod uwagę ogół ciuchów z sieciówek, zauważymy, że rozmiary się różnią, ale najczęściej jest to różnica jednego numerka w górę czy w dół. W ciągu ostatniego półrocza miałam okazję "kontrolować" Inditex i innych producentów wielokrotnie - przygotowując program "Dress for Less", wielokrotnie kupowałam w ciemno dla modelki, przy okazji mierząc większe ubrania dla siebie. Nie zauważyłam skrajnych nieregularności.

2. VANITY SIZING

Autorka wzięła pod uwagę tylko ubrania, które okazują się za małe. Tymczasem odwrotna sytuacja zdarza się równie często. W lipcu zauważyłam, że dżinsy z głównej kolekcji Zary magicznie urosły, a sama Dr Lifestyle pisze w kolejnych komentarzach, że tego samego dnia kupiła w H&M aż dwie sukienki w rozmiarze... 34. Czemu oburzające są za małe dżinsy, a równie niewymiarowe sukienki już nie?

Tak jak potężniejsza dziewczyna nie może kupić tego konkretnego modelu spodni, tak drobniutka klientka nie kupi w H&M żadnej z tych sukienek. Dlatego w komentarzach pojawia się sporo głosów bardzo szczupłych dziewczyn, które mają problemy z ubraniem się poza... działem dziecięcym.

3. NIE WYMAGAJMY CUDÓW

W komentarzach czytamy, że jednej dziewczynie nie zmieściła się łydka, inna nie dopięła się w pasie, a innej niewygodnie było w udach. Nie jesteśmy manekinami, różnimy się między sobą budową. Nie każdy fason będzie na nas pasował i to jest OK.

Wiem, że nigdy nie kupię niskich biodrówek, bo w "mój" rozmiar nie wcisnę uda, a większy będzie powiewał w pasie. Wiem, że producenci nie dostosują się do mojej konkretnej budowy, bo jest niepopularna i nie ma technologicznej możliwości dostosowania się do każdej klientki. Dlatego mamy do wyboru setki sklepów i fasonów - niektórych po prostu unikajmy.

4. STANDARD NIE ISTNIEJE?

Mając na uwadze powyższe, ja także postuluję, żeby producenci zechcieli trzymać się, albo chociaż zbliżać, do międzynarodowych norm. Coraz częściej kupujemy online i musimy ufać numerkom. W stacjonarnym sklepie wiele z nas zabiera do przymierzalni po dwa rozmiary, żeby później nie latać po sklepie i nie przekopywać gór przecenionych ubrań, gdy coś okaże się za ciasne/za luźne.

5. NASTOLATKI PŁACZĄ?

Nie trafia do mnie argumentacja autorki, że przez dżinsy z wysokim numerkiem ucierpi psychika młodego człowieka - tego Dr Lifestyle nie może sprawdzić. Przypuszczam, że jednak nastolatki często zaglądają do "sklepów dla nastolatek" i wiedzą już, że rozmiarówka to ściema. One wychowały się w czasach chaosu rozmiarów i, może bardziej niż dzisiejsi 25- czy 30-latkowie, mają świadomość tych zaskakujących różnic. Dajmy dzieciakom trochę kredytu zaufania - nie każda nastolatka uzależnia swoją wartość od rozmiaru dżinsów.

Gdzie się ubrać?

A co jeśli ta nastolatka naprawdę ma rozmiar 44? Gdzie się ubierze? To właśnie powinno nam zostać w głowie po liście otwartym Dr Lifestyle. W Stanach bez problemu znajdziemy większe ubrania dla każdej grupy wiekowej, także najmłodszej. Przykładem jest Forever 21 Plus - "większa" wersja Forever 21 z wzorami identycznymi, jak te dla chudzielców.

W Polsce oczywiście mamy tylko standardowe Forever 21, a duże rozmiary występują głównie w sklepach XXL. Wiszą tam jakieś koszmarki z poprzedniej epoki, zupełnie niestrawne dla kogokolwiek poniżej 65. roku życia. Młodym dziewczynom pozostaje internet (np. ASOS) i... liczenie na standaryzowaną rozmiarówkę. Podobnie zresztą jak kobietom w średnim wieku, które chcą wyglądać profesjonalnie i nowocześnie niezależnie od rozmiaru.

Nie oszukujmy się, w branży odzieżowej liczy się tylko zysk, a chęć zysku zawsze każe odnosić się do mas, wykluczając przy tym te grupy klientów, które miały nieszczęście znaleźć się w mniejszości. Póki mieścimy się w standardową ofertę, niezależnie czy to rozmiar 34 czy 42, naprawdę nie mamy na co narzekać...

Więcej o: