Czy małżeństwo daje szczęście? Polacy mają wątpliwości

I że Cię nie opuszczę aż do śmierci? A może do rozwodu? Czy małżeństwo jest gwarancją szczęścia? Nie dla wszystkich! Większość z nas bardziej pociąga idea wolnego związku, a jak już idziemy do ołtarza, to z inicjatywy kobiet.
Jak związek, to wolny

Ewelina i Marek żyją w wolnym związku. Obydwoje są po czterdziestce i każde z nich po rozwodzie. Rozstanie z poprzednimi partnerami nie sprawiło jednak, że mają identyczne przemyślenia na temat ślubu. Marek: - Nie przewiduję ponownego ożenku. Już raz wziąłem ślub i to mi wystarczy. Z Eweliną jestem dłużej niż trwało moje małżeństwo i uważam, że tworzymy naprawdę szczęśliwy związek. Po co miałbym coś zmieniać? - pyta. Ewelina z kolei chciałaby wyjść za mąż: - Właściwie to nie wyjść za mąż, ile poślubić Marka - tłumaczy. - Kocham go, wiem, że już zawsze będziemy razem i chcę mu to przysiąc przy świadkach. Ten temat ich różni - to prawda. Jest dość fundamentalną różnicą poglądów. Na razie Ewelina nie naciska, ale Marek zapewnia, że się nie ugnie. Czy ich związek przetrwa? Czas pokaże.

Z danych TNS Polska wynika, że Marek w swoich poglądach nie jest osamotniony, bo 47 procent Polaków nie wierzy, że małżeństwa są szczęśliwsze od wolnych związków (27 procent uważa, że ślub to gwarancja szczęścia, a zdania na ten temat nie ma 26 procent).

Wolność i swoboda

W Polsce coraz więcej par wybiera związki, które nie są zalegalizowane. - Do czasu urodzenia dzieci razem z moim partnerem - bardzo opornym w kwestii ślubu - byliśmy w nieformalnym układzie - mówi Michalina, od roku żona, a od dwóch lat mama bliźniąt. Szybko pojawiły się jednak problemy związane z kwestią nazwisk. Nie wiem, jak wygląda ta sytuacja w rodzinach, w których żona nie ma nazwiska męża lub go nie dodała - w naszym przypadku kilka razy musiałam pojawiać się w różnych miejscach z pełną dokumentacją - aktami urodzenia i dowodami osobistymi - wspomina. - To ja nakłoniłam mojego partnera do wzięcia ślubu - myślę, że w pewnym stopniu chciałam nas scalić, sama się więc się mu oświadczyłam i zaciągnęłam do ołtarza - wzięliśmy ślub kościelny, ale mój mąż ślubował jako niewierzący.

- Czy jesteśmy bardziej szczęśliwi? Ja na pewno tak, bo jestem spokojniejsza, a mój mąż? Twierdzi, że moje szczęście jest jego szczęściem. Bilans mamy więc dodatni - śmieje się.

Dlaczego nie chcesz brać ślubu? Na tak postawione znajomym parom pozostającym w wolnym związku pytanie, najczęściej padające odpowiedzi to: - nie potrzebujemy papierka, - nie czujemy takiej potrzeby, - nie wierzymy w instytucję małżeństwa, - papier zabija miłość.

Oświadczyny? Wymuszone

Przypadek Michaliny, która namówiła partnera na ślub, potwierdza wyniki kolejnego punktu ankiety TNS Polska. W polskim społeczeństwie panuje bowiem przekonanie, że ślub jest ważniejszy dla kobiety (54 procent). Pogląd, że jest równie ważny dla kobiety i mężczyzny wyznaje 39 procent, a że dla mężczyzny zaledwie dwa procent.

- Wszyscy moi kumple bardzo sprytnie prosili swoje ukochane o rękę - wyznaje Maciej, zatwardziały przeciwnik małżeństwa. - Żaden z nich nie zapytał, czy dziewczyna zostanie jego żoną, tylko pytali, czy się z nim zaręczy. Przy takiej deklaracji ciężko wymagać rychłej wycieczki do ołtarza - mruga okiem. Czy oświadczyli się z własnej woli? - Różnie - tłumaczy Maciej. - Część sama, inni czuli, że narzeczona bardzo chce. Każdy jednak sam wybrał moment i zbudował oprawę - dodaje.

Olga, mężatka od 10 lat ma na ten domniemanej presji ze strony kobiet temat inne zdanie: - W ogóle nie naciskałam mojego męża na ślub, ten temat był raczej powodem do żartów z mojej strony. Pamięć mojego męża wyparła brak namów. Ostatnio podczas wymiany zdań usłyszałam, że to ja na nim wymogłam zaręczyny i ślub - dodaje oburzona.

Także Ewa ma zupełnie inne wspomnienia związane z zaręczynami. - Każdy z moich chłopaków na pewnym etapie naszego związku wyskakiwał z tematem oświadczyn i ślubu - naprawdę każdy. Myślę, że wynikało to z mojego silnego poczucia niezależności - zaobrączkowanie mnie było dla nich formą przywiązania do siebie. Ja się jednak wymykałam i dalej uciekam przed poważnymi deklaracjami. Dlaczego? - Bo mam same złe doświadczenia. Mogłabym nawet napisać pracę " Akt małżeństwa, jako środek zabijający miłość". Nie planuję ślubu, jestem przeciwna idei, każdej formie - urzędowi i kościołowi, nie wierzę w miłość prawnie usankcjonowaną.

Wpływ rodziny

W przypadku Ani i Michała decyzja o zaręczynach została wymuszona przez rodzinę. - Jesteśmy razem od 5 lat, a od mniej więcej dwóch lat nasze rodziny zaczęły intensywną akcję wywierania presji. Do mnie adresowane były argumenty, że Michał "wpędza mnie w lata" i, że "nie podchodzi poważnie do związku" - mówi Ania. - Ja z kolei słyszałem, że nie zachowuję się jak prawdziwy facet i nie chcę wziąć na siebie odpowiedzialności za Ankę - mówi Michał. Ania wspomina: - Doszło nawet do takiej kuriozalnej sytuacji, że dzwoniła do mnie matka z Mazur, skąd pochodzę, i mówiła, że "tatuś już zarezerwował nam salę weselną na sierpień, bo wiadomo jak ciężko tu z terminami". - To stało się tak nieznośne, że wreszcie wzięliśmy ślub - mówi Ania. - Szybko się jednak okazało, że ustąpienie na jednym polu, to dopiero początek eskalacji żądań - wzdycha Michał. - Teraz pytają nas o dziecko, potem pewnie będą chcieli kolejnego wnuczka - żeby była parka... - daliśmy się wkręcić w spiralę oczekiwań - uważa Ania.

Weselicho jak się patrzy!

- W naszym gronie wszyscy po kolei brali ślub i organizowali wesela - mówi Kornelia. Jedna z par wyłamała się i postanowiła wziąć ślub w towarzystwie urzędnika za granicą. Na ślub nie zaprosili nikogo, a wesela w ogóle nie urządzili - część z nas poczuła się oszukana i ograbiona z przeżycia ich ślubu, nie mówiąc już o niemożności zrewanżowania się za prezenty, które dostaliśmy od nich - wyznaje kobieta.

- Czy nasze wesele było zrobione pod rodzinę? - zastanawia się Marzena, która jest świeżo po ślubie. - Na pewno nie! Nie zastosowaliśmy się do żadnej z sugestii ze strony moich rodziców i teściów. Chcieliśmy, żeby wszystko było tak, jak to sobie wymyśliliśmy. Zgodziliśmy się na poprawiny, które w całości zorganizowali nasi rodzice - śmieje się Marzena na samo wspomnienie. - Było tak, jak oni sobie wyobrażali nasze wesele - przaśnie i swojsko - nie zabrakło wozu z kiełbasami, śpiewającej pani z keyboardem i zabaw w kółeczku - dodaje Marzena.

Zmiana, nie kryzys

Czy wyniki badań TNS Polska mogą świadczyć o kryzysie instytucji małżeństwa? - Instytucja małżeństwa zmienia się, jak wszystko wokół nas - odpowiada na to pytanie dr hab. Mirosława Nowak-Dziemianowicz, Kierownik Zakładu Nauk o Rodzinie Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. - Cała rzeczywistość społeczna, w której dziś żyjemy jest nowa, dotąd niespotykana. Pod względem możliwości realizacji własnych potrzeb każdego z nas także. Zmienia się świat wokół nas, zmieniamy się my sami, zmieniają się nasze relacje społeczne - muszą zmieniać się nasze związki z innymi, także te intymne. Ślub nie jest gwarancją szczęścia - nie jest gwarancją niczego. Ludzie wiedzą - dzięki np. historiom innych par, że instytucjonalno-prawne zakorzenienie tego zobowiązania niczego nie gwarantuje - bardziej stwarza pozory takiej gwarancji.

- Każdy powinien sam o sobie decydować - uważa Marek, rozwodnik, który nie ma zamiaru ponownie się żenić. - Ja wyraźnie wyznaczyłem swoje granice - kilka razy ostro zareagowałem na sugestie otoczenia na temat ślubu i mam spokój. Czego wszystkim w wolnych związkach życzę!

Czy wierzysz, że ślub daje szczęście?
Więcej o: