Warsztaty z seksu tantrycznego - czy poprawią twoje życie seksualne?

Uczymy się przez całe życie, ale rzadko zdarza się, żeby nasza edukacja obejmowała także wzbogacanie życia seksualngego. Z jaką wiedzą z warsztatów z seksu tantrycznego wyszła Amerykanka i Polka?
Jak wyglądają - przynajmniej oczami filmowców - zajęcia z seksu tantrycznego, mogły przekonać się wielbicielki serialu "Seks w Wielkim Mieście". W jednym z odcinków, cztery przyjaciółki wybrały się na zajęcia praktyczne z masażu Lingam prowadzone w mieszkaniu przez postać świetnie zagraną przez Elżbietę Czyżewską (fragment filmu poniżej). Sceptycznie nastawione panie po pokazaniu umiejętności tantrycznych prowadzącej, wyszły prawdziwie zafascynowane nową wiedzą - nawet Samantha najbardziej seksualnie otwarta i doświadczona z nich - była pod wrażeniem.



Ze wspomnień Amerykanki

Na czym więc polegają zajęcia z seksu tantrycznego? Rose Surnow opisała swoje wrażenia w materiale opublikowanym na stronach "New York Magazine", w ramach serii "Adventures in Sex". Dziennikarka w ciemno zapisała się na zajęcia do edukatorki seksualnej Barbary Carrellas, z którą już wcześniej przeprowadzała wywiad do magazynu "Vice". Carrellas słynie z tego, że osiąga orgazm - głęboko oddychając i spinając mięśnie Kegla. Bez żadnej innej stymulacji i pomocy osób trzecich. Kiedy okazało się, że trenerka prowadzi zajęcia "Urban Tantra", dziennikarka natychmiast się na nie zapisała, a że jest singielką, więc na listę wpisała się solo. Osoby, które brały udział w podobnych warsztatach uprzedziły ją, że lepiej żeby zabrała ze sobą znajomą osobę - dzięki temu nie zostanie sparowana w części praktycznej z obcym i "podejrzanym typem o wyglądzie zboczeńca". Na zajęcia zaciągnęła więc swojego znajomego Jeffa, z którym nie łączyło jej nic poza przyjaźnią - żadnych wcześniejszych zalotów, słabości, smolenia cholewek.

Orgazm przy świadkach

Okazało się, że na zajęcia (miały miejsce w Nowym Jorku) przyszły przeróżne osoby - dojrzałe pary szukające nowych doznań, biznesmeni, nauczyciele jogi, hipisi. Przez pierwszą godzinę, siedząc w kręgu, ludzie przedstawiali się, tłumacząc, co sprawiło, że postanowili wziąć udział w zajęciach. Wśród odpowiedzi znalazły się np. takie argumenty: jestem perfekcjonistą i potrzebuję trochę odpuścić - przynajmniej w sferze erotycznej; osiągam orgazm tylko podczas masturbacji i nie wiem, jak go przeżyć podczas seksu z partnerem; chcę poobcować z boskością.

Po prezentacji, w środku kręgu rozłożyła się na podłodze prowadząca zajęcia. Leżąc na plecach podnosiła biodra i głęboko oddychając zaczęła nimi zataczać koła. Zgromadzeni patrzyli zahipnotyzowani, jak kobieta zaczyna się wić, wyginać palce i jęczeć. Orgazm został osiągnięty, wszyscy bili brawo i chcieli tak samo. Barbara przyciemniała światło, a zgromadzeni zaczęli imitować jej ruchy w rytm rytmicznej, afrykańskiej muzyki podobnej do tej ze ścieżki dźwiękowej "Króla Lwa". Nie minęło wiele czasu, gdy kursanci zaczęli szczytować... - Jasne! - śmieje się autorka materiału ze wszystkich kłamstw o zbiorowym orgazmie, widzeniu kolorów i wrażeniu wyjścia z ciała. - Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa.

Zajęcia praktyczne

Po przerwie na obiad, dziennikarka kontynuuowała zajęcia, tym razem w parach. Siedząc naprzeciwko Jeffa i patrząc mu głęboko w oczy, Rose Surnow miała sobie wyobrazić znajomego jako noworodka, cierpiącego i umierającego - ta część zajęć najbardziej podobała się dziennikarce. W przeciwieństwie do kolejnej, która polegała na braniu i dawaniu pieszczot oraz kończącej - imitowaniu ruchów frykcyjnych - pary pozostawały jednak w ubraniu. Rose Surnow ma wątpliwości, czy zajęcia z "Miejskiej Tantry" wniosły coś w jej życie...

Przeżycia wyniesione przez Polkę

Polka, która wzięła udział w warsztatach, ma zupełnie inne niż Amerykanka wspomnienia i opinie. Nasza bohaterka mówi, że warsztaty tantryczne w żadnym razie nie są i nie powinny być zbiorowym seksem czy zbiorową masturbacją. - Gdy nieświadomy tła i kontekstu emocjonalnego i duchowego Europejczyk, czy Amerykanin spojrzy na Tantrę, to widzi nagie ciała splecione w 1001 pozycjach. Taka zaawansowana Kamasutra. To w czym uczestniczyła Amerykanka, to była amatorszczyzna ponieważ: nigdy nie wprowadza się nagości i zaawansowanych technik dla żółtodziobów; nie ma weekendowego kursu Tantry, to są lata praktyki i kolejnych stopni "wtajemniczenia", coś jak w jodze. W dwa dni można się najwyżej nauczyć oddychać, jak dobrze pójdzie

Z ciekawości i chęci wzbogacenia życia

Na warsztaty tantryczne wybrałam się zarówno z zawodowej ciekawości, zajmuję się edukacją seksualną, jak i z potrzeby sprawdzenia czy i jak, taki warsztat może wzbogacić mój wieloletni związek. Tantrę można praktykować jako singielka, singiel, ale warsztaty dla par, na których się znalazłam były wypełnione tylko parami mieszkającymi, żyjącymi ze sobą. Ten brak przypadkowości jest ważny dla komfortu wszystkich obecnych. Warsztaty, które mam za sobą prowadziła para - Zosia i Dawid Rzepeccy, twórcy Tantra Love. Jestem pewna, że wybór dobrych, godnych zaufania nauczycieli jest kluczowy w przypadku tak zaawansowanych pomysłów.

Warsztaty generalnie różnią się od siebie stopniem zaawansowania i nigdy nie dzieje się tak, że początkujący tantrycy są wrzucani na głęboką wodą. Celem nie jest wystraszenie i zablokowanie kogoś, tylko umożliwienie mu wejścia w autentyczny kontakt ze swoim ciałem i emocjami, a potem z drugim człowiekiem. Na wszystkich spotkaniach panuje bardzo rozluźniona, wesoła atmosfera. Żarty są na porządku dziennym. Ludzie są wobec siebie otwarci, przyjacielscy w stopniu nie spotykanym w innych miejscach. Być może poczucie bezpieczeństwa czyni ich prawdziwszymi i bardziej życzliwymi.

Jak wyglądały warsztaty?

Sam warsztat składa się zawsze z wykładu teoretycznego oraz ćwiczeń i ceremonii. Wykład daje wiedzę, ćwiczenia polegają na tzw. psychogimnastyce - rozluźnianie ciała oddechem i ruchem, ceremonie obejmują elementy związane z intymnością. Wiem, że ten etap budzi największe emocje w osobach z zewnątrz, ale muszę niestety rozwiać ich marzenia. To nie seks grupowy, ani radosna orgia, ceremonie są dla par i pary skupiają się tylko na sobie, praktycznie nie zauważając innych uczestników. Nawet jeżeli siedzą niekompletnie ubrani o dwa metry od ciebie. Jest tak dużo emocji i wrażeń, że naprawdę nie starcza miejsca, żeby się ekscytować cudzymi, nagimi pośladkami.

Bliskość i radość

Wszystkie pary, które znam z warsztatów, mówią o radości i bliskości, jakie odnaleźli w swoich związkach dzięki Tantrze. Wcale nie chodzi o to, że od razu uprawiają seks przez 10 godzin nieustannie. Raczej, że wyjazdy na warsztaty są czasem tylko dla nich, pracą nad związkiem, przyjemnością, głębią duchowego kontaktu. Te osoby, które szukają duchowości mają także wielkie pole do popisu w praktyce Tantry.

Ja sama mogę powiedzieć, że to najbardziej inspirująca i wzbogacająca rzecz, jaką udało mi się robić w związku przez ostatnie kilka lat.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Więcej o: