Poszukiwanie męża po trzydziestce [WASZE OPINIE]

27.02.2014 08:00
.

. (Fot. X Ray Delta One/Flickr.com)

Przytoczony za "Wysokimi Obcasami Extra" materiał Doroty Frontczak o poszukiwaniu odpowiedniego kandydata na życiowego partnera i ojca dzieci wywołał ogromną dyskusję. Co sądzicie o checklistach i trzydziestolatkach szukających miłości? Z waszych wypowiedzi wynika kilka rzeczy.
Nieszczęsna checklista

Dorota w swoim materiale podzieliła się przemyśleniami na temat poszukiwania kandydata na życiowego partnera, odsłaniając przy okazji swoje dotychczasowe doświadczenia, wymieniając wymagania, jakie chciałabym, żeby ów kandydat spełnił i mówiąc także wiele o sobie.

Zdaniem wielu komentujących niepowodzenia autorki rozbijają się o rozbieżność oczekiwań kobiet i mężczyzn. Gaz-wegaz brutalnie stwierdza, że stworzony w głowie autorki mężczyzna szuka (i bez problemu znajdzie) młodej laski z jędrnym cycem, a nie zdesperowanej pani grubo po trzydziestce, którą wcześniej przeleciał legion innych samców. Auć.

Mg_40 rozwija nieco bardziej tę teorię, tłumacząc Dorocie, że rynek matrymonialny jest rynkiem, na którym obowiązują te same prawa popytu-podaży co na każdym innym rynku. Jej "kapitał" jest już zbyt mały, żeby "zakupić" to co sobie wymarzyła. Na pocieszenie dodaje jednak, że autorka ma do wyboru dwa wyjścia z sytuacji: albo obniży wymagania i weźmie sobie samca o "niższej wartości biologicznej" albo... zostanie sama. Zdaniem Mg_40 po 45 roku życia kobiety stają się dla mężczyzn po prostu przeźroczyste.

Belle.du.jour - jak można wnioskować z wpisu, kobieta, także wylewa na głowę Doroty kubeł zimnej wody: - Żartujesz, dziewczyno, czy o drogę pytasz? Jestem kobietą w "przeźroczystym" wieku, mężatką od lat 25 i wiem jedno: mężczyźni w twoim wieku szukają albo seksu i braku zobowiązań (tutaj jeśli dobrze się prezentujesz to możesz się załapać) albo przyszłościowego związku - wtedy odpadasz bo szukają dziewczyn o około 10 lat młodszych.

Internautka doradza, żeby nastawić się na mężczyznę po przejściach, dobrze po 40-tce, bliżej 50-tki, rozwodnika, wdowca, z dziećmi. Dlaczego akurat taki typ? Bo zdaniem Belle.du.jour dla niego trzydziestolatka jest jeszcze atrakcyjna. Rynek seksualny jest bezwzględny - mężczyźni mają jedną checklistę: młoda i płodna, dająca się zdobyć - dodaje, na koniec podsumowując: możesz się trzymać swoje listy i być samotna w moim wieku, kiedy już tylko 60-latek się za tobą obejrzy.

Misiak-pysiak po szybkiej analizie profilu psychologicznego autorki, także sugeruje, że pięćdziesięciolatkowie to idealni kandydaci dla Doroty. Autorka powinna szukać w przedziale 50 plus (wyrozumiali tatusiowie), ewentualnie wśród ciepłych wdowców. Tyle, że panowie z tego pokolenia rzadko mają więcej niż 185 cm... [warunek wymieniany przez Dorotę, przyp. red.].

Nadzwyczajne wymagania? Nie przesadzajmy

Ek5presja pyta, czy oczekiwanie, że kandydat na partnera będzie inteligentny to naprawdę wymaganie z kosmosu? Internautka ironizuje, że najwygodniej byłoby, żeby autorka zaakceptowała niskiego pod względem wzrostu i ilorazu inteligencji, niemającego pojęcia, co to sport, takiego bez ambicji, co przeżycie od pierwszego do pierwszego to dla niego sukces. No i oczywiście nie powinien chcieć mieć dzieci.

Zdaniem Ek5presjo jeśli kobieta coś sobą reprezentuje to nie zwiąże się z pierwszym lepszym, bo związek to nie akcja charytatywna, nie bierze się partnera z litości. I analogicznie: coś sobą reprezentujący mężczyzna nie wybierze pierwszej lepszej kobiety.

Przyglądając się checkliście Doroty ["facet po trzydziestce, ponad 185 cm wzrostu (nie odpuszczę, sama mam187 cm), spokojny (dwóch maniaków w związku to o jednego za dużo), cierpliwy (patrz wyżej), wesoły (bo humor rozładuje każdy konflikt, a życie składa się z konfliktów), odważny, blondyn (preferencja, zakładam wyjątki), pracujący w mediach, reklamie, filmie, organizacjach pozarządowych lub w służbie zdrowia (to mnie kręci, ale dopuszczam wyjątki), no i wierzący (doświadczenie uczy, że wspólny światopogląd jest kluczowy)] Romek Atomek także nie widzi nic nadzwyczajnego w tym zestawieniu - no może te wymagania co do konkretnego zawodu, ale przecież zaznaczyła, że dopuszcza wyjątki.

Jego zdaniem problemem Doroty jest to, że tacy faceci (o wyglądzie modela i z bardzo dobrze płatnym zawodem, a do tego o dobrym charakterze) niemal nigdy nie przekraczają trzydziestego roku życia bez żony. Dodaje, że nie ma pojęcia gdzie można znaleźć sensownego faceta, z dobrą pracą bądź własną firmą, chcącego żony, dzieci i wierności, a będącego wciąż wolnym i mieszczącym się we wskazanych widełkach wiekowych...

Theorema uważa, że jest dla kobiet w podobnej sytuacji, co Dorota nadzieja. O ile oczywiście autorka dopuści modyfikację swojej checklisty i uwzględni rozwodników z dziećmi.

Jaki pisze internautka: - Wielu moich znajomych, którzy wzięli ślub przed trzydziestką, jest już po rozwodzie. Niektórzy z dziećmi, inni bez - zamiast wybrać partnera do życia, wybrali sobie z partnera do łóżka. Było fajnie, nacieszyli się i zostali nagle z obcą osobą, która nie docenia ich pragnień, ambicji, nie rozumie więzi z rodziną, nie akceptuje rozwoju drugiej osoby.

Także Agusiaki uważa, że oczekiwania Doroty wcale nie są idiotyczne, tyle tylko, że daniem internautki autorka ma po prostu dodatkową trudność - wysoki wzrost (187 cm).

Agusiaki jest jednak pełna optymizmu: - Jeszcze zdąży się Pani zakochać - pociesza, dodając, że wymagania (które mieć należy) lepiej traktować jako ramy i otworzyć się na miłość, bo nikt nie lubi być traktowany przedmiotowo.

Do zacytowanej w materiale Doroty opinii odniósł się także je autor, Torentino. - Czuję się wywołany do odpowiedzi. I odpowiadam tak: ja doskonale rozumiem, że każda trzydziestoletnia kobieta chce spotkać i przywiązać do siebie faceta typu (cytat z artykułu): "bajecznie przystojny, przyjechał motorem, z uśmiechem jak milion dolarów, okazał się aktorem i trenerem skoków ze spadochronem, wolnym, nierozwiedzionym, niedzieciatym, z własnym domem", naprawdę to rozumiem i nie potępiam.

Przecież każdy trzydziestoletni facet też chce poznać i uwieść kobietę urody Kate Upton, bezdzietną i nierozwiedzioną, najlepiej jeszcze dziewicę, z wielomilionowym kontem, wpatrzoną właśnie w niego jak w święty obrazek i gotową spełniać wszystkie jego zachcianki.

Tylko że my, trzydziestoletni faceci, w przeciwieństwie do trzydziestoletnich kobiet, w cuda nie wierzymy i mierzymy siły na zamiary oraz ufamy statystyce, która nam mówi, że na coś takiego nie mamy szans.

Dlatego spotykamy się normalnymi kobietami, które mają np. nadwagę, małe piersi, krótkie nogi, są zbyt wysokie albo zbyt niskie, kiepsko zarabiają, mają pryszcz na nosie albo niegustowną torebkę i spośród takich usiłujemy znaleźć taką, która okaże nam chociaż trochę serca i zainteresowania mimo, że nie jesteśmy aktorami, nie mamy willi ani bajkowych uśmiechów.


Statystycznie biorąc

Kolejna poruszana przez Was w komentarzach kwestia dotyczy szans Doroty na spotkanie swojego ideału. Fi-1618 pokusił się o ich dokładną analizę:

Na starcie mamy dwa miliony mieszkańców (zakładamy, że pani Dorota jest z Warszawy i nie jest w stanie szukać męża wśród mieszkańców Kapsztadu, czy choćby Szczecina).

- 50% mężczyzn (to znaczy "facetów")

- 15% osób pomiędzy 30. a 40. rokiem życia

- 12% mężczyzn ma ponad 185 cm

- 50% spokojny (tu mocno zgaduję)

- 50% cierpliwy (jak wyżej)

- 50% odważny (jak wyżej)

- 10% blondyn

- 20% miejsce pracy "pracujący w mediach, reklamie, filmie, organizacjach pozarządowych lub w służbie zdrowia" (zgaduję)

- 10% religijny (ale niewymagający dziewictwa przyszłej żony i niemający nic przeciwko zmywaniu naczyń).

Te cechy są dosyć niezależne, wiec możemy je po prostu wymnożyć:

2.000.000 * 50% * 15% * 12% * 50% * 50% * 50% * 10% * 20% * 10% = 4.5

Tak więc w całej Warszawie jest tylko 4,5 mężczyzn pasujących do checklisty pani Doroty.

A mamy jeszcze wymagania nie wpisane na tą listę, ale wymienione gdzie indziej w tekście lub również istniejące:

- stanu wolnego (kawaler lub rozwodnik) i zapewne bez dzieci (70%)

- dobrej budowy ciała - bo zapewne nawet 190 cm tego pana nie uratuje jeśli waży 130 kg, a sport to dla niego taki kanał na TV (70%)

- przystojny, z własnym stylem (50%)

- mieszkający samodzielnie, bez codziennych wizyt mamusi (80%)

- zarabiający dobrze (40%)

- chcący mieć dzieci (80%), z panią 34+ letnią (50%), którą zna od niedawna (30%).

Jeśli rozszerzymy warunki o te "oczywiste" wymogi to mamy:

4.5 * 70% * 70% * 50% * 80% * 40% * 30% = 0.1

Czyli w całej Warszawie istnieje 1/10 mężczyzny spełniającego te wymagania. Może w całej Polsce jeden. Na świecie może setka.


Dla nas takie wyliczenie ma sens - przecież Dorota szuka tego jedynego - jeden w Polsce wystarczy!

Kinoplex.pl zaprasza na pikantny seans!

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
  • . Dorota i jej poszukiwania księcia z bajki [RANDKI 30-LATEK]
Komentarze (121)
Poszukiwanie męża po trzydziestce [WASZE OPINIE]
Zaloguj się
  • mariusz-boro

    Oceniono 349 razy 301

    Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie. I wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I bym teraz k.. nie miał ręki...

  • Seweryn Woszczyk

    Oceniono 218 razy 204

    Smutne w tym wszystkim jest to ze w swoim cynizmie, realizmie, planowaniu, statystyce i wyrachowaniu nikt nie skupi sie na tym ze warto byc z kims kogo sie po prostu kocha. Warto tez byc czlowiekiem a wyglada na to ze czlowieczenstwo i milosc ustapily miejsca WAZNYM cechom jak na przyklad trywializujac - wzrost. Powodzenia zycze a ja pograze sie w swoich odmetach wiary w prawdziwe uczucia i podryfuje sobie na inny portal. Ciao!

  • krypthos

    Oceniono 301 razy 191

    Głupia krowa szuka głupiego byka do zapłodnienia i dojenia z niego kasy. I o czym tu deliberować.

  • lokomobila.blog.pl

    Oceniono 174 razy 156

    Spróbuję to wyjaśnić inaczej. Powiedzmy, że szukam pracy na stanowisku np. nauczyciela wiedzy o Związku Radzieckim (albo jakimkolwiek innym). Ale na terenie, który wchodzi w rachubę, nie ma ani jednej szkoły, która w ogóle ma taki etat, nie mówiąc już o wakacie. No i co w tej sytuacji? Mogę sobie szukać 24h na dobę, wysyłać tysiące cv, zakładać konta na portalach pracowych, błagać na kolanach dyrektorów itd, a i tak nic z tego nie będzie. Choćbym się zesr..., to pracy na tym stanowisku nie znajdę, bo takiego stanowisk nie ma, a co dopiero mówić o tym, żeby akurat były nieobsadzone. Co dalej? Jeśli nie będę bardziej elastyczny i nie zmienię oczekiwań, to czeka mnie dożywotnie bezrobocie. Proste jak budowa cepa i każdy baran to powinien zrozumieć. Dokładnie tak samo jest z tą checklistą i szukaniem chłopa. To jest taki sam rynek, jak rynek pracy (rynek jabłek, bananów, kredytów, papierów wartościowych itd). A nawet bardziej, bo rynek matrymonialny, to jest jeden z ostatnich bastionów prawdziwie wolnego rynku. Tu nie załatwisz po znajomości, za łapówkę itp. Tu nawet mamusia i tatuś niewiele pomogą - nie wykreują podaży, nie ma jeszcze takich cudów. Tak to działa. I bardzo dobrze, że tak jest. Dziwię się tylko, że wykształcone, wydawałoby się inteligentne kobiety, niewiele z tego rozumieją.

  • thegreatmongo

    Oceniono 138 razy 94

    Dziewczyny maja przewage do 30ki, faceci po.... i tyle.

    Ladna 25 letnia lekarka ma super zycie i setki facetow, ktorzy chca sie z nia spotkac. Ta sama lekarka po 35 roku, ma kilku, ktorzy tego chca.

    Swietna jest tak statystyka, ktora kolega wrzucil. Pokazuje to, zeby szukac kogos fajnego, a to czy ma tyle wzrostu, taki biust, taki dom czy taka prace to bez znaczenia. Sam fakt, ze ta kobieta ocenia, ze to musi byc ktos z mediow, sluzby zdrowia itp, pokazuje, ze chyba malo wie o swiecie, bo przeciez prawnik, inzynier czy budowlaniec tez moze byc super gosciem.

  • delivered

    Oceniono 121 razy 71

    Po pierwsze 30-letni facet nie szuka rówieśnic tylko dziewczyny znacznie młodsze, których jest na pęczki. Po co wybierać jakąś z checklistą? Śmieszne jesteście.

  • aprox99

    Oceniono 109 razy 71

    Dobrzy mężczyżni są jak dobre parkingi,zawsze zajęte

  • theorema

    Oceniono 40 razy 36

    zastanawia mnie w tej dyskusji jedno - założenie, po obu stronach, damskiej i męskiej, że owa jednostka, potencjalny partner lub partnerka, żyją w próżni. Nic nie dzieje się w ich życiu bez ich planu i akceptacji, nie mają rodzin, te rodziny nie mają żadnych problemów, Czy nikt, naprawdę nikt z was nie doświadczył żadnej traumy? Nagłej śmierci brata lub siostry, po której zbieraliście się przez kilka lat? Ciężkiej, wieloletniej choroby rodzica? Własnej choroby, która przekreśliła wasze marzenia o ukochanej pracy, albo wyjeździe? Czy choćby redukcji etatów w firmie, z którą planowaliście związać życie, która to zaowocowała dwuletnim bezrobociem? Wszystkie wypowiedzi zakładają, że ludzie w wieku 20 - 30 lat nie mają prawa zajmować się niczym innym poza polowaniem na życiowego partnera. Nikt z was nie musi pomagać rodzicom, opiekować się chorym psychicznie rodzeństwem, nikt nie cierpi z powodu braku poczucia własnej wartości, wstydu, zagubienia? Nikt z was nigdy nie miał depresji? Wszyscy jesteście tacy młodzi, jurni i bezproblemowi, rodzice tylko czekają, żeby wam ufundować wesele i wziąć kredyt na wasze mieszkanie, szef już trzyma dla was w szufladzie premię okolicznościową z powodu ślubu, a jedynym problemem siostry jest wybór kiecki na wasze wesele? Wyobraźcie sobie, że sa ludzie wokół was, wszędzie, którym dobro bliskich leży na sercu tak samo, jak swoje własne. Którzy nie potrafią odwrócić się na pięcie i powiedzieć 'pieprzę was i wasze problemy, zakochałam się, wyjeżdżam do Australii, miło było i starczy". Moje związki rozpadły się kilkakrotnie, kiedy mężczyzna dowiedział się o beznadziejnej i patowej sytuacji finansowej moich rodziców. Potem ja przez 2, roku nie byłam zdolna do żadnych uczuć po stracie jedynej siostry. Potem ktoś chciał, żebym z nim wyjechała na drugi kontynent i zostawiła rodziców samych sobie... nie wytrzymaliśmy presji... itd, itd. Życie jest bogatsze, niż wam się wydaje. Ktoś, kto nie ma żony, czy męża po 30-tce wcale nie musiał mieć w życiu kilkudziesięciu partnerów, mnie się zdarzały całe lata w kompletnym celibacie. Zanim oskarżycie kogoś (a konkretnie kobietę) o bycie "rurą", "rozjechanym worem", "zużytą, bo ją pół Polski miało" itd - pomyślcie. Może stało się coś takiego w życiu tej osoby, że przez kilka lat miała inne priorytety. Mam np. uroczą znajomą, jako dwudziestoparolatka zachorowała na raka, wyszła z tego po kilku latach, ale pamiątką po leczeniu została ogromna tusza. W końcu znalazła partnera, po czterdziestce. Uważacie, że to jej wina? Powinna sobie w łeb strzelić, albo iść do klasztoru, bo ośmieliła się przeżyć? Bo chciała być szczęśliwa? Była i tak, przez te wszystkie samotne lata zarażała innych swoim optymizmem, pasją zawodową i uśmiechem. I w końcu ktoś ją pokochał, a ona kogoś. I tylko skończony dureń tego nie doceni i powie: idiota, mógł sobie wziąć młodą i chudą. Nie bądźcie bardziej wredni i głupi, niż musicie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane