Zdrada nie leczy kryzysu małżeńskiego lecz go zwielokratnia

Zofia Milska-Wrzosińska
03.03.2004 , aktualizacja: 22.08.2003 11:14
A A A Drukuj
Uratować związek może siła i determinacja strony zdradzanej - Zofia Milska-Wrzosińska radzi zdradzanym
Według socjobiologów niewierność jest korzystna, bo prowadzi do urozmaicenia genetycznego, co doskonali przyszłe pokolenia. Być może. Ale jeśli nawet sprzyja ona narodzinom lepszej rasy, to pogarsza jakość związku, niszczy psychikę zdradzanych i zdradzających. Niech ewolucja robi, co musi, ale niekoniecznie w naszym małżeństwie.

Zdrada niszczy, a przekonanie, że romans uratował czyjeś małżeństwo, jest obronną racjonalizacją. Nie leczy kryzysu, lecz go zwielokrotnia, wtedy uratować związek może siła i determinacja zdradzanego. Aby walczyć, trzeba wyzbyć się iluzji, choćby takich jak poniższe:

Iluzja pierwsza: u nas to się nie zdarzy, nasz związek jest inny.

Dobry związek tworzy mitologię, która go cementuje, poczucie wspólnoty opartej na wartościach i miłości jest jej ważną składową. Jednak żadne małżeństwo - zwłaszcza w trudnych chwilach - nie jest odporne na zewnętrzne pokusy. Lepiej od razu przyjąć zasadę ograniczonego zaufania, niż ufać ślepo, a potem na sali sądowej demonizować wyidealizowanego małżonka.

Wczesne wykrycie - gdy romans jest na starcie, a my się jeszcze liczymy w grze - to lepsze rokowanie. Pewne sygnały powinny zastanowić, np. częste wzmianki o koleżance z pracy: "Wiesz, ta Kamila, o której ci mówiłem, bardzo mi pomogła przy tym projekcie", "Kamila - wspominałem ci o niej - mówi, że to świetny film", "Jedna moja koleżanka z pracy, Kamila, nie pamiętam, czy ci o niej mówiłem, chodzi z dziećmi do chińskiego lekarza, może dać nam do niego adres, gdybyś chciała", a już zwłaszcza jeśli nagle następuje embargo na informacje: "Kamila? A dlaczego pytasz? Przecież jej nie znasz". Nagłe zainteresowanie teatrem ogródkowym, walkami sumo, sezonem połowu troci czy składem Rady Polityki Pieniężnej powinno dać do myślenia najbardziej ufnemu z małżonków.

Jeśli nawet zauważamy zastanawiające oznaki, to uspokajamy siebie, że to fałszywy alarm, bo w naszym małżeństwie nic takiego zdarzyć się nie może... Mąż od kilku tygodni wraca z pracy później? Jest nowy szef, trzeba się wykazać. Dlatego mąż raz pracował w sobotę, a jak będzie bilans, to może i w niedzielę będzie musiał pójść. Żona po położeniu dziecka zamyka się w kuchni z laptopem - włączyła się w dyskusyjną grupę kobiecą. Nie pokaże, co tam piszą, bo to nie dla mężczyzn.

Mąż chodzi na siłownię? Żona zmieniła odwieczne dżinsy na wydekoltowane sukienki? To dla mnie, zawsze mi na tym zależało. Nie sypiamy ze sobą od miesięcy? Jesteśmy zmęczeni. Pracą, dzieckiem, walką o byt, niepokojem o spłatę kredytu.

Gdy trudniej we własnym zakresie rozwiać wątpliwości, zwracamy się do współmałżonka. On (ona) udziela absolutnie przekonujących wyjaśnień. Męża nie było wieczorem w firmie, choć zapowiadał, że będzie pracował nad projektem? No skąd, po prostu telefon odebrała przypadkowa osoba, która nie orientowała się, że wyszedł na papierosa.

Żona dzwoni po kryjomu z komórki? Poznała dietetyczkę, która pomaga jej schudnąć, to miała być niespodzianka. Dlaczego takie częste te telefony? No jak to, musi na bieżąco informować, co zjadła. SMS: "Całuję, mój jeżyku"? Nie mam pojęcia, to pomyłka, czy ja ci wyglądam na jeżyka? Rachunek za wysłanie róż do Szczecina? Kolega poprosił, sam nie mógł, nie powiem który, bo obiecałem dyskrecję. Po co ci na służbowy wyjazd ta fikuśna bielizna? A, bo firma szkoleniowa w ramach integracji proponuje konkurs drag queens i faceci prosili, żeby coś pożyczyć. Dlaczego tak często wychodzę wieczorami? Bo czuję wreszcie, że jestem niezależnym człowiekiem, nie poddam się szowinistycznemu (babskiemu) dyktatowi i nie będę się nikomu opowiadać.

I wyszło na to, że jesteśmy małostkową, podejrzliwą osobą, która niszczy małżeństwo obsesyjną zazdrością i utrudnia partnerowi rozwój.

Iluzja druga: nawet jeśli zdradza, to pewnych rzeczy nie zrobi.

Nie bądźmy pewni. Pod wpływem intensywnej fascynacji człowiek otwiera się na nowe grzechy. Kłamstwa, nielojalność, oszustwa stają się chlebem powszednim. Spotkania z kochanką w wigilijny wieczór ("Śledzik w firmie się przedłużył, kochanie"), zapominanie w miłosnym ferworze o odebraniu dziecka z przedszkola, organizowanie partnerowi życia, by pozbyć się go choćby na trochę ("Musisz odwiedzić mamę, to nie w porządku, że ją tak zaniedbujesz"), seks z kochankiem w dziewiątym miesiącu legalnej małżeńskiej ciąży, ognisty romans, gdy żona w połogu, oprowadzanie kochanka po miejscach sentymentalnych małżeńskich wspomnień, kupowanie prezentów ze wspólnych oszczędności. Gdzie zaczyna się romans, kończą się pryncypia.

Specjalne kłamstwo zdradzających brzmi: "To tylko platoniczna znajomość". Po pierwsze - wcale nie "tylko", bo jeśli mąż jest tak zajęty jakąś panią, że o północy zamyka się z komórką w łazience, by zamienić kilka ciepłych słów, nie jest to o wiele lepsze niż relacja skonsumowana. Do której zresztą i tak dojdzie. Jeśli strona zdradzana nie zainterweniuje, może spodziewać się eskalacji. Najpierw słyszymy: "Przecież wiesz, że cię kocham, z nim tylko rozmawiam, mamy wspólne zainteresowania, nic fizycznego nas nie łączy", potem: "Kocham was obu, ale to nie jest to, o czym myślisz, on mnie nawet nie pociąga", następnie: "Kocham go, ale ty jesteś mi bliski jako przyjaciel", wreszcie: "Właściwie nigdy nie miałam orgazmu, nie obwiniam cię, ale teraz wiem, że może być inaczej", na koniec: "Nie umiałeś mnie kochać, przez ciebie zmarnowałam tyle czasu".

Iluzja trzecia: godność

Gdy wyczuwamy aurę zdrady, mamy trzy dobre możliwości. Pierwsza, najczęściej wybierana przez ludzi młodych: nie zamierzamy znosić tego, że nasz idealny związek został skalany, wobec tego odchodzimy raz na zawsze. Druga, uzasadniana dobrem dzieci, wspólnotą interesów lub wygodą: po paru nieskutecznych potyczkach - lub zgoła bez nich - robimy dobrą minę do złej gry i przeczekujemy. Trzecia, zostajemy i podejmujemy walkę, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Przeszukiwanie kieszeni, przeglądanie kalendarzyka, włamywanie się do skrzynki elektronicznej, czatowanie w bramie, wywiad z rywalką - niektórym wydaje się to poniżające, a przecież większość zdrad została wykryta na wczesnym etapie właśnie dzięki takim "niegodnym" zabiegom. Jeśli nie możemy znieść siebie w roli nękającego kontrolera, lepiej od razu odejdźmy, oszczędzimy sobie rozczarowań. Gdy jednak chcemy próbować, uzbrójmy się w determinację i nie liczmy na natychmiastowe oprzytomnienie współmałżonka. Kiedy wszystko się wydało i zdradzający przysięga, że to koniec, należy zdwoić czujność, bo bitwa dopiero się rozpoczyna. Wieczorna praca nad projektem? Zróbmy pracowitemu mężowi niespodziankę - odwiedźmy go w firmie z córeczką, która chciała powiedzieć tatusiowi dobranoc. Żona telefonuje o 11 wieczorem? Do siostry? "Pokaż, proszę, komórkę, zobaczę, czy to numer Basi". Na wyrzuty: "Nie masz do mnie zaufania, zachowujesz się bez godności", odpowiadamy: "Ow- szem, zaufania nie mam za grosz, i nie bez powodu, a godność widać rozumiem inaczej niż ty".

Iluzja czwarta: trzeba dać czas na ochłonięcie

Zdrada kończy się natychmiast albo wlecze latami. Gdy już wszystko się wydało, strona zdradzająca chciałaby - z przyzwoleniem naiwnego współmałżonka - uzyskać odroczenie, jeszcze nasycić się romansem. Ten ekstatyczny "ostatni raz", te pożegnania kochanków, których rozdziela proza życia... Zasilone dramatem uczucia rozpłomieniają się od nowa i wyrozumiały współmałżonek dowiaduje się, że jego cierpliwość nie na wiele się zdała - bo "to jednak tkwi we mnie, muszę mieć jeszcze trochę czasu". Uwaga również na deklaracje: "Potrzebuję samotności i spokoju, by wszystko przemyśleć" czy "Muszę pobyć bez niej i bez ciebie, by zrozumieć, czego chcę, i podjąć decyzję" - to zasłona dymna służąca usunięciu partnera z pola działania.

Nie słuchajmy zwierzeń o romansie. Nie wpuszczajmy wroga na nasz teren. Bo inaczej nie spostrzeżemy się, gdy subtelna psychika wybranki stanie się częścią naszego małżeńskiego życia i trzeba będzie rozumieć, że mąż musi bardzo ostrożnie przygotować kochankę do rozstania, bo: "Mówiłem ci przecież, jaka ona jest wrażliwa i ile dla mnie zrobiła, to byłoby nieuczciwe z mojej strony, mogłaby sobie coś zrobić, chyba nie chciałabyś się czuć odpowiedzialna za coś takiego?". "Nie chciałabym i na pewno nie będę, nie zamierzam o niej słyszeć ani słowa więcej, a na razie może byś się zajął moją wrażliwością" - powinna odrzec żona walcząca.

Iluzja piąta: trzeba się poprawić, zdrada jest skutkiem naszych błędów

Zdrada nie bierze się znikąd, część jej przyczyn tkwi w osłabieniu naszej więzi - którą jednak tworzyliśmy oboje. Ten, kto zdradził, potrafi znaleźć dla siebie dowolne usprawiedliwienia, a najwygodniejsze z nich obwiniają współmałżonka. Zdradzona żona może się zatem dowiedzieć, że była zbyt oschła, utyta, oziębła albo zajęta tylko dzieckiem. Zdradzony mąż - był nudny, zajmował się wyłącznie pracą, nie chciał chodzić na koncerty albo beztrosko wydawał pieniądze zarabiane przez żonę, pił piwo od rana i oglądał godzinami Eurosport.

Oboje - że nie mówili nic miłego, nie doceniali, a teraz, przy tym kimś, wreszcie można się poczuć osobą atrakcyjną ("Kiedy ostatnio powiedziałaś, że chcesz się ze mną kochać? No? A ona mi to ciągle mówi"). Zapewne wiele zarzutów to prawda. Ale do emocjonalnej stagnacji związku przyczyniają się obie strony. Nie daj się zepchnąć do narożnika, wpędzić w poczucie winy ("No tak, od dawna nie zaprosiłem jej na kolację, chociaż to ona chciała, żebyśmy oszczędzali i szybciej spłacili kredyt" albo "Fakt, od urodzenia małej nie udało mi się zrzucić tych trzech kilogramów"). Nie bądź zdającym poprawkę uczniem.

Szkoda fatygi. Cokolwiek by w sobie zmieniać, dla zdradzającego i tak będzie za mało, za późno albo w ogóle nie tak. "Kiedyś byłbym szczęśliwy, gdybyś była taka jak teraz. Ale teraz nic mi to nie robi" - usłyszy poprawiająca się żona od męża, któremu aktualnie "robi" inna pani.

Jeśli chcesz się zmieniać, rób to dla siebie, a dla niej (niego) dopiero wtedy, gdy zdrada będzie zamkniętą przeszłością, czego obojgu życzę.

Zobacz także
  • 5
Komentarze (16)
Zaloguj się
  • Gość: arvena

    Oceniono 5 razy 1

    Ja od długiego już czasu jestem z żonatym mężczyzną. Tak, wiem, że narażam się na forumowy ostracyzm. Ale powiem wam, że dla niego nowością jest nawet zainteresowanie, jakim go obdarzam, nie mówiąc już o trosce, której nie doznaje od żony! Sprawdzacie mężom telefon? Naprawdę? Facet mojej koleżanki ma dwa - jeden tylko dla niej. Sprawdzacie skrzynkę mailową? Przecież i tak ma drugie konto! Możecie wpadać do pracy z córeczką, jak radzi powyższy felieton. Myślicie, że takie relacje rozgrywają się na biurku w pracy, jak w Modzie na Sukces? Boże! Takie rzeczy są nie do wykrycia, nie wierzcie w to i zawczasu się nie poniżajcie.

  • 0

    witam wszystkie panie.swoj problem poruszylem w "pogarda w malzenstwie"/katolicki poradnik.grozba rozwodu/,ale nastepne posty nie zostaly opublikowane...obiektywnie przyznam,ze moje malzenstwo jest kuriozalnym przypadkiem...idealnie przylega do jezdzcow/rumakow apokalipsy. w ramach odwetu zwiazywalem sie sie z okolo 20-dziewczynami,niektorym,pieknym kobietom wyrzadzilem krzywde...poniewaz nie doswiadczylem ani szczescia,ani satysfakcji,ani nie znalazlem odpowiedzi na pytanie czym kierowala sie moja sliczna zona puszczajac sie...z zupelnie nieznajomymi nygusami,w perfidny sposob. w dwoch przypadkach,w nieprawdopodobnych okolicznosciach bylem swiadkiem tych szczesliwych chwil . porazilo mnie wyuzdanie i fachowosc z jaka to robila!...z pare minut wczesniej poznanymi fagasami o odrazajacej posturze.ewidentnie dala sie poderwac-byla przepiekna kobieta,a ja przystojnym,wysportowanym i wyksztalconym facetem.nie potrafilem uratowac naszego zwiazku,bo w glowie mojej ukochanej zaszly nieodwracalne zmiany,z manipulacja wspomnien,wlacznie...mialo to miejsce na poczatku lat 70-ch!.od tego czasu wciaz zyjemy razem,ale obok siebie.od dziesiecioleci w niemczech.i tak doszedlem do meritum...chcac sie przekonac,czy w ogole mozliwe jest bzykanie sie kobiet w ciagu kilku minut od momentu poznania,jakiegokolwiek fagasa,zaczalem eksperymentowac. moje "naukowe"doswiadczenia sa bardzo pouczajace.nie wliczam tez,przedmiotow "naukowych" dociekan do moich oficjalnych statystyk.pracujac "naukowo" poderwalem ok.160-u roznych,swiezych panienek,dolrzalych i mlodych mezatek,sporo babc,zadnej nie pamietam!nie pamietam tez,czy dostalem kosza! i co? do wyniku mojej kochanej zblizylem sie,ale zabraklo mi nieco/25-min./.ona bzykala sie jak szperling na dachu po 5-ciu minutach! .pomiewaz od 25-lat nie uprawiam co potrzeba w lozku z moja sliczna a nawet sie nie dotykamy /owszem klocimy sie czesto,nie wiadomo dlaczego/,eksperymentuje do dzis/wciaz jestem kontaktowym,rozrywkowym facetem,potrzebowskim...mimo 73-lat!. co ciekawsze sprawia mi to szczegolna przyjemnosc,wrecz rozkosz!. u mojej zony potrzeby seksualne skonczyly sie ze 30-lat temu!wmawia mi,ze to moja wina/patrz rumaki apokalipsy/ a to zatrucie wlasnym jadem,ktorym zamierzala mnie otruc wspolczuje jej...powinnismy sie rozstac ponad 40-lat temu.zdumiewajace!.mimo zmarnowanego zycia ,de facto ,nie uwazam kobiet za jakies szczegolne demony zla,ba twierdze nawet,ze wiekszosc potrafi dac mezczyznie wiecej niz wagony zlota...mam kolegow,ktorzy kochaja sie ze swoimi kobietami,jak przed 57-laty! sa to kobiety/mezczyzni zycia/.pozdrawiam.mepps.

  • Gość: arvena

    0

    Och Ewa. Kochanka nie była głupia. Po prostu on nadal utrzymywał z nią kontakt :)
    Pozdrawiam Cię ciepło!

  • Gość: EWA

    0

    Możesz wierzyć lub nie (to do arveny) ale każda zdrada wyjdzie na jaw. Ja ponad 4 lata temu po raz pierwszy w życiu sprawdziłam telefon mojego męża ( 18 lat małżeństwa). Od razu Bingo. Zdradził go jeden niekontrolowany ruch. Okazało się że dostał trzy kolejne sms od 'kolegi", bardzo wymowne.... Oddzwoniłam, usłyszałam kobietę, kochanie to Ty? Nie, tu K....o żona Twojego Kochanie przy telefonie! No i zaczęło się. Piekło wzajemnego udawadniania, że któremuś z nas się coś zdaje. Ale kochanka była głupia, nie odpuszczała, średnio co pół roku słała do mnie sms dziwnej treści, nie mogąc pogodzić się z tym,że on jest ciągle jeszcze moim męzęm. Każdy z innego numeru oczywiście. Nie odbierała oczywiście telefonów ode mnie. I tu nagle, 3 dni temu niespodzianka, wysłała sms, a ja oddzwoniłam na jej pierwszy numer telefonu, który odebrała, bo nie liczyła się z tym, że ja mogę dzwonić z innego miasta. Akurat byliśmy z mężem u przyjaciół. Najbardziej ich mi jest żal. Chyba wyobrażasz sobie, co dzieje się od 3 dni w naszym domu i ich domu. Mąż jej bardzo się zdziwił w jednej chwili dowiadując się, że jego żona to zdzira, a mój bardzo się zdziwił, że po 4 latach udało mi się udowodnić że ona, to ona. Bo dodam, to nasza wspólna szkolna koleżanka. A tak na marginesie informacja dla Ciebie: Każdy żonaty facet nie dostaje od żony ciepła, uczucia, zainteresowania, nie mówiąc już o trosce.Ale poczujesz jego troskę o siebie, jak żona dowie się o waszym romansie. Prędzej czy później, a pewne jest to jak dwa razy dwa równe jest cztery.

  • serweryn78

    0

    żona mnie zdradziła i gdy się dowiedziałem, to jakbym usłyszał od lekarza: ma pan guza, zostało panu ok. pół roku...Niby chce spróbować naprawić (próba na miesiąc), tylko czy jest sens ? Co innego gdyby był to drobny romans, niewinny flirt, bez spraw łóżkowych. Widziałem korespondencję, wyznania miłości. Tylko małolat ją olał, a teraz spróbujmy ? Dla dobra dziecka ? Chyba nie jestem w stanie wybaczyć, zapomnieć. Zbyt bardzo boli i wiem, że gdybym to ja zdradził i miałaby na to dowody - byłoby po sprawie. Niezły haczyk i szybkie rozwiązanie związku dla niej. A wystarczyło powiedzieć, że nie kocham cię, nic do ciebie nie czuję już i nie ma sensu tego dalej ciągnąć - doskonale wiem, że związek na siłę to pomyłka, zrozumiałbym. Czym sobie zasłużyłem na takie cierpienie, aż taki sk....yn ze mnie ?

  • kiedysrazem

    0

    to jest przykład, że kobiety są bardziej obłudne i wykorzystują instrumentalnie, nawet taką ceremonię jaką jest ślubne obiecywanie na całe życie.
    A może bardziej cenią całą aurę wesela i białej sukni itd. tego wszystkiego, co miało być dodatkiem do obietnicy małżeńskiej, a stało się komercyjnym pokazem, cenią to pierwsze.

    Przepraszam prawda jest bardzo bolesna, współczuje temu mężu i rozumiem, jak bardzo rozumiem go.............

  • kiedysrazem

    0

    no właśnie, czemu zdradziłaś męża jeśli to Mu obiecywałaś w urzędzie stanu cywilnego, czy przed ołtarzem, zapewnienia tak, ale obłudne.
    Po co to słowa: kocham w trakcie tego chorego związku?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX