Miłość nie zagląda do metryki

Bliskie spotkania Jeśli partnerów dzieli spora różnica wieku, niemal zawsze pojawiają się plotki, złe prognozy. Tymczasem taki związek może być trudny, ale także bardzo szczęśliwy.
Kiedy dwoje ludzi zakochuje się w sobie, chcieliby, żeby cały świat cieszył się ich miłością. Nie zawsze jednak spotykają się ze zrozumieniem. Na taki los przeważnie narażeni są zakochani, których daty urodzenia dzieli spora odległość. Pojawiają się złośliwe komentarze, gdy dojrzały mężczyzna bierze za żonę młodą dziewczynę. Z ogromnym zdziwieniem, wręcz politowaniem, spotyka się kobieta, która wychodzi za mąż za mężczyznę od siebie młodszego. Jak to wpływa na wzajemne relacje? Jak żyje się w takim związku? I czy naprawdę różni się on od tysięcy innych zgodnych małżeństw?

Do szczęścia brakuje nam dziecka

Magda Gessler i Mariusz Diakowski (różnica wieku 13 lat)

Magda Gessler

właścicielka restauracji

Zanim poznałam Mariusza, miałam za sobą dwa ważne związki. Pierwszy mąż był ode mnie o 13 lat starszy, niestety zmarł. Ubóstwiałam go i nie ma dnia, żebym o nim nie myślała. Z drugim mężem (był starszy o 5 lat) żyło nam się spokojnie. Był skryty, małomówny, mało przystępny. A ja jak powietrza potrzebuję bliskiego człowieka, który ma pasję i podziela mój pogląd na życie. Czyli Mariusza. Zakochując się w nim, miałam wrażenie, że staję się nowym człowiekiem (schudłam 18 kilogramów!). Nie wzięliśmy z Mariuszem ślubu. Nie czuję takiej potrzeby. Uważam, że ślub często przynosi tylko problemy. W poprzednim moim związku wiele razy to ja musiałam "nosić spodnie". Z Mariuszem tworzymy związek partnerski. Przy nim mogę sobie pozwolić na słabość. Jest ode mnie młodszy, a jednak daje mi poczucie bezpieczeństwa. Wspaniale się uzupełniamy. W pracy ja jestem od wymyślania, on od urzeczywistniania. Tak było w przypadku restauracji Zielnik, naszego wspólnego "dziecka". Czasem dochodzi między nami do ostrych konfliktów, bo Mariusz bywa pesymistą, a ja wszystko widzę w różowych barwach. On nauczył mnie szanować pieniądze - sam pracował od najmłodszych lat. Ale stać go też na szaleństwo, na kosztowny prezent.

Jestem kobietą nietuzinkową i mam mu wiele do zaoferowania. Związek z młodszym mężczyzną to w naszej rzeczywistości skok na głęboką wodę. Na początku nie czuliśmy się dobrze w towarzystwie. Niektórzy uważali, że nasz związek szybko się skończy, bo łączy nas wyłącznie seks. To bzdura! Nie słuchałam przestróg, że Mariusz mnie wykorzysta. Mamy wspólne interesy, ale w pracy nie dochodzi do konfliktów. Przeżyliśmy różne momenty. Musieliśmy się dotrzeć. Bywały nawet fascynacje innymi osobami: moje i Mariusza. Mimo to jesteśmy razem. To nie jest łatwy związek, ale na pewno ciekawy.

Ciągle trzyma mnie w napięciu. Nie boję się starości. Myślę, że młodość to nie sprawa lat, ilości zabiegów, diet, ale przede wszystkim młody umysł, który musi ciągle się rozwijać. Jestem szczęśliwa i kochana. Jedyne, czego mi od niedawna brakuje, to dziecka z Mariuszem. Myślę, że będziemy je mieli.

Mariusz Diakowski

właściciel restauracji

Przyjmując mnie do pracy, Magda zapytała o moje imię i... znak zodiaku oraz o to, jakich perfum używam. To pytanie zwaliło mnie z nóg. Byłem wtedy na studiach, znałem różne dziewczyny, ale żadna inna nie zafascynowała mnie tak jak Magda. Zupełnie nie przypominała obrazu niedostępnej Gesslerowej, jaki krążył po Warszawie. Otwarta, ciepła, ale jednocześnie wymagająca i profesjonalna.

Zakochałem się.

Jest radosna, spontaniczna, umie dbać o swojego mężczyznę. Zanim podejmie decyzję, kontaktuje się ze mną. Czuję się wtedy potrzebny. Mimo że jest ode mnie starsza, nie odczuwam tej różnicy, bo Magda ma młodą duszę. Zmienia się prawie każdego dnia. Dziś ma loki i włosy rude, jutro proste i jasne jak len. Ma wiele twarzy i każda z nich jest interesująca. Od początku zamieszkaliśmy razem. Życie studenta bardzo się różniło od jej życia, jednak doskonale sobie z tym poradziła. Na studenckich zabawach tańczyła, dyskutowała. Moi znajomi nie wierzyli, że nasz związek przetrwa. Niektórzy sądzili, że jestem z nią dla kasy. Dlatego nie chciałem brać ślubu - byłoby jeszcze więcej plotek. Czas pokazał, co naprawdę nas łączy.

Powoli poznawaliśmy swoje rodziny. Cieszę się, że udało mi się nawiązać dobry kontakt z 14-letnią córką Magdy Larą. Chciałbym mieć z Magdą dziecko, bo wiem, że w jej sercu jest dla niego wiele miejsca. Lata, które razem przeżyliśmy, nie są pasmem rozkoszy, ale również wielu trudnych chwil. Mam wrażenie, że to wszystko nas do siebie zbliżyło. Teraz wiemy, że jesteśmy dla siebie stworzeni.

Uczymy się od siebie

Anna i Ireneusz Kosińscy

(on starszy o 15 lat)

Anna Kosińska

bileterka

Oboje jeździmy autobusami prywatnej komunikacji w Lublinie - Irek jako kierowca, a ja zbieram pieniądze za bilety. Na końcowym przystanku zawsze jest czas, by pogadać. Te nasze rozmowy stawały się coraz dłuższe, zaczęliśmy się spotykać także po pracy. Wcale mi nie przeszkadzało, że Irek jest tyle starszy ode mnie. Wcześniej słyszałam o związkach, w których dziewczyna wychodzi za dużo starszego mężczyznę. Tylko że tam zwykle bogaty facet wymieniał sobie żonę na młodszą. U nas jest inaczej.

Kiedy widzę jego kolegów z klasy, wydają mi się starzy; Irek jest młody, nawet trochę dziecinny. Czasem nawet czuję, że mam nie męża, ale syna. Trzeba mu mówić: weź tę koszulkę, a nie tamtą, weź talerzyk, ściereczkę. To mi jednak odpowiada. Gdybym obok siebie miała osobę podobną do mnie - wymagającą, zdecydowaną - długo bym z nią nie wytrzymała. A Irek jest spokojny, wyszalał się wcześniej.

Rodzice odradzali mi ślub. Powodem był wiek, ale nie Irka, tylko mój. Mówili, żebym jeszcze poczekała. Nasz związek był początkowo trudny do zaakceptowania dla części rodziny, na przykład dla 18-letniego bratanka Irka. Kiedy w jego życiu pojawiła się 22-letnia ciotka, nie wiedział, jak się do niej zwracać... W takim związku jak nasz trzeba się dostosować do odmiennych upodobań.

Irek słucha radia, gdzie grają przeboje z lat 60.-80. Nie szukam innej stacji, tylko czekam na coś, co i mnie się spodoba. Chyba na takich małych kompromisach polega życie we dwoje.

Irek jest o mnie zazdrosny. Raz obudził się w nocy, bo przyśniło mu się, że poszłam na imprezę. Wstał z łóżka o 3 rano, siedział i czekał na mnie w fotelu, paląc papierosy. Po godzinie się położył z powrotem i dopiero wtedy zauważył, że ja przez cały czas śpię. Faktycznie czasem mam ochotę pójść na dyskotekę. Wiem jednak, że on mnie nie puści samej. Trzyma się mojej spódniczki!

Ireneusz Kosiński

kierowca

Nie zastanawiałem się przed ślubem, czy będziemy się dogadywać. Było w porządku. Wcześniej spotykałem się z różnymi dziewczynami, ale z żadną nie chciałem wiązać się na stałe. Dopiero przy Małej poczułem, że to ta. Czasami są zgryzy, jak w każdym związku. Tylko że nie wynikają one z różnicy wieku, raczej z chwilowej różnicy zdań. Nie czuję też, żeby Mała mnie ustawiała. Muszę natomiast przyznać, że zmieniła mój sposób ubierania się. Wcześniej lubiłem wyciągnięte swetry, ale Mała stwierdziła, że nie będzie chodziła z sierotą. Teraz staramy się razem chodzić po zakupy. Także dla Małej. Ona uważa, że bardzo dobrze jej doradzam. Poza tym nie złoszczę się, kiedy wybiera i wybiera. Czekam spokojnie, pod warunkiem że nie zaczyna się mecz żużlowy. Moi koledzy zaakceptowali ją od razu. Wspólnych znajomych za wielu jednak nie mamy. Koleżanki i koledzy Małej to dla mnie prawie dzieci. Zresztą nasze życie kręci się wokół pracy: wracamy do domu o 19.30, a o godz. 5 rano trzeba wstać, więc o całonocnych imprezach raczej nie myślimy.

Bliskie spotkania

Wciąż tańczymy rock'n rolla

Maria Szyszkowska i Jan Stępień (on młodszy o 7 lat).

Maria Szyszkowska profesor filozofii, senator:

Kiedy poznałam Jasia i zakochałam się w nim, nie wiedziałam, że jest ode mnie młodszy. Kiedy różnica wieku wyszła na jaw w trakcie załatwiania formalności związanych ze ślubem, byłam bardzo zdziwiona. Przyznam szczerze, że stanowiło to dla mnie wówczas pewien problem. Jasia on śmieszył. Wychowałam się w rodzinie z tradycjami, gdzie uważano, że mąż powinien być starszy od żony, i gdzie ze zgrozą opowiadano o jednej z cioć, aktorce, która miała dużo młodszego męża. Dzisiaj moje ówczesne rozterki wydają mi się zabawne, ale dobrze rozumiem kobiety, które ulegają ciśnieniu opinii o tym, co wypada, i są przez to nieszczęśliwe.

Nasz związek był przed dwudziestu laty oceniany jako trochę skandalizujący, bo wywodziliśmy się z różnych środowisk. Nawet znajomi zgromadzeni na naszym ślubie przepowiadali, że nie potrwa on dłużej niż trzy miesiące. Rodzice męża zaakceptowali mnie dopiero po kilku latach. Rzeczywiście sporo nas różni - Jaś jest samotnikiem, kocha naturę i zwierzęta. Ja nie potrafię żyć bez ludzi. Z biegiem lat odkryliśmy, że te pozorne sprzeczności świetnie się uzupełniają, a różnica lat bardziej nas łączy, niż dzieli. Mamy wzajemny wpływ na swoją twórczość, bo Jaś ma usposobienie filozoficzne, a ja poetyckie.

Od kilku lat prowadzimy dwa domy: warszawski i nałęczowski. Wiąże się to z ciągłymi pożegnaniami i powrotami, z nieuchronną tęsknotą, co podtrzymuje świeżość naszego związku. Przyznaję, że w miłości jestem zaborcza, ciągle mi mało obecności Jasia, jego uwagi i czułości. Na szczęście nie zawodzi mnie pod najważniejszym dla mnie względem - ciągle chętnie ze mną tańczy.

Jan Stępień

pisarz, rzeźbiarz

Już jako młody chłopak oglądałem się za starszymi od siebie kobietami. Towarzystwo rówieśników nudziło mnie i męczyło. Wcześniej niż Marię poznałem jej teksty drukowane w prasie. Przebijała z nich fascynująca osobowość autorki, zgadzałem się ze wszystkim, co pisała. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, byłem urzeczony, ale nie śmiałem przypuszczać, że pozwoli mi zbliżyć się do siebie. Była wówczas znaną już panią docent filozofii, ja zaś początkującym artystą. Nasz związek był dla środowiska Klerykowa, jak nazywam Kielce, małą sensacją. Wybór mnie na męża oceniano jako kolejną ekstrawagancję Marii. Jej mama nigdy mnie nie zaakceptowała. Moi rodzice także nie pochwalali naszego związku. Ja dla miłości do Marii zapomniałem o niechęci do instytucji małżeństwa i poświęciłem upodobanie do samotnictwa. Zebrania towarzyskie liczące ponad dziesięć osób uważam za nieporozumienie, ale biorę w nich udział, bo moja żona rozkwita otoczona ludźmi. Żona wywarła wielki wpływ na moją twórczość, dojrzałem przy niej. Paradoksalnie to ona, choć trochę starsza, popycha mnie do działania, ja z kolei muszę hamować jej energię i czasami ściągać na ziemię. Maria ze swym idealizmem i naiwną wiarą w ludzi wydaje mi się dzieckiem wymagającym mojej nieustannej opieki. Stoję zawsze po jej stronie, kiedy po raz kolejny w imię swoich przekonań wyrusza na wojnę z całym światem. Pocieszam ją i wspieram, gdy boleśnie przeżywa ataki na swą osobę. Staram się, by nasz wiejski dom był dla niej azylem, gdzie nabiera sił do pracy. Niepokoi mnie trochę nasza przyszłość, bo wiem już, że Maria nie pozwoli mi spokojnie się zestarzeć. Dla niej starość to kwestia dania sobie na nią przyzwolenia i nie ma jej w swoich planach na przyszłość. Mnie czasami marzą się kapcie i wygodny fotel, ale przy Maryjce nie będę mógł sobie na nie pozwolić, bo znajdzie sobie młodszego. W przedślubnej umowie obiecałem Marii, że będę z nią tańczył zawsze, póki sił mi starczy, i teraz muszę przyrzeczenia dotrzymać. Ciągle najbardziej lubimy rock'n rolla.

Przekleństwo stereotypów

Kiedy partnerów dzieli spora różnica wieku, związek stanowi towarzyską "sensację". Pojawiają się sądy, np. że młodego chłopaka zwabiły pieniądze starszej pani, albo że młoda żona będzie zdradzać starszego męża. Stereotypy bywają krzywdzące, a dla zainteresowanych trudne do zniesienia. Ludzie tworzą je jednak, bo bez nich nie potrafią zrozumieć pewnych zachowań i sytuacji - innych niż te, do których przywykli. Czasem to, że młoda dziewczyna wiąże się z dużo od siebie starszym mężczyzną, tłumaczy się tym, że mogła mieć złe relacje z ojcem i teraz szuka w mężczyźnie opiekuna, który się o nią zatroszczy. Podobnie bywa z młodszymi od swych żon mężami - mogą oni poszukiwać w żonie cech i uczuć, jakich nie zaznali od matki. Wtedy związek staje się odpowiedzią na ich niezaspokojone potrzeby. Ale nie musi tak być. Zdarza się, że po prostu ludzie zakochują się w sobie, odnajdują w drugiej osobie kogoś, kogo zawsze szukali, a to, że mają różne daty wpisane do metryk, nie wpływa zupełnie na ich miłość.

Więcej o: