Kobieta

Obóz feministyczny dla matek i córek

Tekst: Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
28.08.2004 , aktualizacja: 25.08.2004 15:54
A A A Drukuj
Kilkanaście dziewczyn trzyma się za ręce. Zaczynają w linii prostej, a potem każda postępuje zgodnie z instrukcjami: Jesteś mężczyzną - krok do przodu. Jesteś kobietą - krok do tyłu. Jesteś Polką - krok do przodu. Jesteś buddystką - krok do tyłu. Łańcuch się rwie
Rozsmarowujesz masę gipsową na twarzy, czekasz, aż zastygnie, a potem - malowanie pięknej nowej siebie! W ramach warsztatów 'Kobieta idealna' Dorota robi też kolaże ze zdjęć z kolorowych magazynów
Fot. Anna Bedyńska / AG
Rozsmarowujesz masę gipsową na twarzy, czekasz, aż zastygnie, a potem - malowanie pięknej nowej siebie! W ramach warsztatów 'Kobieta idealna' Dorota robi też kolaże ze zdjęć z kolorowych magazynów
ZOBACZ TAKŻE
Okliny, Suwalszczyzna. Kartka na drzwiach drewnianego wychodka obok stodoły: „Zgodnie z art. 8 »Fioletowej książeczki « malowanie oraz zdobienie paznokci ( ) jako akt międzyfeministycznej wymiany ( ) nie może być określane mianem czynności patriarchalnej”. Przed drewnianą chatą rozrzucone lakiery w najróżniejszych kolorach, pilniczek, radełko do wycinania skórek, zmywacz. Mariola, feministka, siedzi na kamieniu i maluje Kasi, też feministce, paznokcie na niebiesko. - Może do tego pomarańczowe kwiatki - zastanawia się Kasia. - Będą pasowały do niebieskiej koszulki z pomarańczowymi lamówkami. Siedzące wokół dziewczyny (w większości feministki) mają już pomalowane paznokcie. Agnieszka na zielono ze złotym brokatem, Agata na granatowo z czerwoną różyczką, Lidia na różowo. Daria życzy sobie, żeby wzór dopasować do otaczającej przyrody: łąk pełnych kwiatów, zielonych pagórków, tarzających się w piachu koni. Dziewczyny wybuchają śmiechem. Właśnie mają przerwę między kursem asertywności i samoobrony dla kobiet WenDo, a warsztatami antydyskryminacyjnymi. 60 kobiet z całej Polski, niektóre z dziećmi, przyjechały, żeby dyskutować o feminizmie, spać pod namiotem i kąpać się pod prysznicem na świeżym powietrzu. Właścicielka gospodarstwa Berenika Orłowska, z urodzenia warszawianka, od dwóch lat oklinianka, zdradza, że w dniu przyjazdu obozowiczek urodziła się klacz. Staje na wzgórzu dzielonym z sąsiadem i na horyzoncie pokazuje granicę z Litwą i Obwodem Kaliningradzkim. To jakieś 10 km szosą. Nie dziwią jej więc SMS-y od operatorów telefonii komórkowych sąsiadów: „Stay in Lithuania with Bite” albo „Witamy w sieci MTS, Belarus. Aby wezwać pomoc, wybierz 112”.

Wstęp tylko dla kobiet

Jest z czego wybierać: zajęcia choreoterapeutyczne (taneczno-ruchowe), bębniarskie, z psychoterapii feministycznej, stereotypów dotyczących kobiet w przestrzeni publicznej, masażu klasycznego, finansowania projektów feministycznych czy organizowania manif - kobiecych manifestacji. Na dziesięć dni mężowie, kochankowie, bracia i ojcowie musieli o nich zapomnieć. - Chodzi o to, żeby się wyrwać z codziennego świata, który jest koedukacyjny. Żeby nie definiować się w odniesieniu do drugiej płci i zacząć kwestionować ustalone relacje męsko-damskie - tłumaczy Agata Teutsch, "pani kierowniczka", jak ją pieszczotliwie nazywają uczestniczki.

Obozy dla kobiet połączone z warsztatami od trzech lat organizuje Ulica Siostrzana. Tworzy ją dziesięć kobiet, aktywistek organizacji feministycznych. - Chodziło o to, żeby wyjść z biur i zrobić coś spontanicznie. Żeby mogły w tym uczestniczyć kobiety z małych miejscowości, które nie mają dostępu do internetu albo które nie mogą się nigdzie ruszyć z powodu dzieci. Tu dzieci mogą zabrać ze sobą - wyjaśnia Agata.

Za rok może przygotują obóz koedukacyjny, gdzie będą się zastanawiać nad relacjami pomiędzy płciami.

Ktosia powiedziała

- Mamo, jak myślisz, jaką feministką jesteś? - zapytała Agata matkę Hannę Lipowską-Teutsch, znaną psycholożkę, założycielkę krakowskiego Towarzystwa Interwencji Kryzysowej. To było dziesięć lat temu. Przeczytały definicję feminizmu Glenna Tindera i doszły do wniosku, że są feministkami radykalnymi. - One zakładają dekonstrukcję systemu patriarchalnego, który zniewala zarówno kobiety, jak i mężczyzn, ale kobiety zajmują w nim niższą pozycję. Obie chcemy działać, żeby to zmienić. Agata, jak to na Ulicy Siostrzanej, używa języka przesiąkniętego feministyczną literaturą. "Ulicznice" mówią np. "ktosia powiedziała..." albo "czy wszyscy usłyszały?". Jest trenerką WenDo, w Oklinach z Moniką Serkowską prowadzi warsztat antydyskryminacyjny. - Jesteś mężczyzną - krok do przodu. Jesteś kobietą - krok do tyłu. Jesteś Polką - krok do przodu. Jesteś buddystką - krok do tyłu - komenderuje Monika. Kilkanaście dziewczyn trzyma się za ręce. Zaczynają w linii prostej, a potem każda postępuję zgodnie z instrukcjami. Łańcuch się rwie. - Zawsze myślałam, że lubię się alienować. A tu bałam się puścić rękę - mówi Beata. - To ćwiczenie schematycznie ukazuje nasz potencjał startowy. Krok do przodu to, jak ustalili austriaccy trenerzy, awans społeczny albo oznaka, że większość społeczeństwa tak postępuje - wyjaśnia Agata. Mam wyższe wykształcenie - krok do przodu. Jestem lesbijką - krok do tyłu. Przynajmniej jedno z rodziców ma średnie wykształcenie - krok do przodu. W twojej rodzinie były problemy z alkoholem, ktoś popełnił samobójstwo - za każdym razem krok do tyłu.

Feminizm - niezbędnik przyzwoitego człowieka

To, że mama jest feministką, dotarło do Agaty, kiedy kończyła liceum. Sama zaczynała działać w krakowskiej organizacji eFKa - feministycznej fundacji kobiecej. W 1995 r. Hanna Lipowska-Teutsch dostała zaproszenie na obóz dla kobiet w Słowenii. Nie mogła pojechać, więc wysłała 19-letnią córkę.

Hanka ma długie siwiejące włosy związane w koński ogon, obrączkę na lewej ręce, pali papierosa za papierosem, potrafi barwnie opowiadać. 20 lat temu pracowała w klinice ostrych zatruć, gdzie oprócz żołnierzy narażonych na falę w wojsku trafiały kobiety dotknięte przemocą. - Wszelkimi sposobami broniły się, żeby nie rozpoznać u nich zaburzeń psychicznych, bo w przemocowym związku byłyby już zupełnie ubezwłasnowolnione. Największe wrażenie zrobiła na mnie historia głęboko wierzącej pani, nad którą znęcał się mąż. Uznała to za swój krzyż, który będzie dźwigać do końca życia, ale później będzie niebo. Kiedy mąż zaczął molestować dzieci, okazało się, że nie może być jednocześnie dobrą katoliczką i dobrą żoną. Postanowiła się zabić. Ale nie chciała trafić do piekła. Dlatego wymyśliła sposób, by jeszcze za życia się nacierpieć i zdążyć się wyspowiadać. Wypiła środek żrący. I jej plan się powiódł. W tym samym czasie Hanka poznała środowisko krakowskich feministek. Strasznie jej się spodobało takie "elitarne uprawianie feminizmu" - żadna walka, raczej obśmiewanie patriarchatu. - To jednak nie wystarczy. Feminizm jest dla mnie jak jasna postawa wobec antysemityzmu, rasizmu, homofobii, dyskryminacji osób chorych na AIDS. To nie jest dziwna praktyka adresowana do wąskiej grupy kobiet, ale niezbędne wyposażenie każdego przyzwoitego człowieka, który sprzeciwia się prześladowaniom, przemocy i nierówności - mówi.

Ciało w ciało

- Czasami łapię się na tym, że wyrzyguję swoją matkę. Kawałek po kawałku. Ciągle słyszałam: zjedz jeszcze, załóż czapkę, bo się przeziębisz, co to za chłopak?, ale nigdy tak naprawdę nie rozmawiałyśmy.

Zmierzcha. Siedzimy na tarasie, ktoś przynosi świeczki. Prawie nie widzimy swoich twarzy. Rozmawiamy o tekście "Ciało w ciało z matką" Luce Irigaray, francuskiej feministki, terapeutki, która relację matka - córka określa jako "ciemną plamę w naszej kulturze" albo "czarny ląd czarnego kontynentu". Jej zdaniem każda kobieta cierpi, bo w pewnym momencie zrywa z matką. Nie ma symbolicznego języka opisującego tę więź. Z matką łączy nas tylko ciało, a języka ciała nie znamy.

Dziewczyny wymieniają żale do matek. Jedna uczyła gotować, "żeby mąż był zadowolony", inna odpędzała od każdej pracy domowej, bo "jeszcze się, dziecko, w życiu napracujesz", nie miała czasu, wstydziła się mówić o miesiączce, seksie, relacjach z mężczyznami. Hanka: - Normalna niefeministyczna matka ma włożone do głowy, że powinna gotować obiady i pilnować, żeby w domu było czysto. Ja tego w głowie nie mam. Cecha odpowiedzialności za przyszłość dzieci i rodzinę w moim przypadku się nie pojawiła. Ale udało się. Czemu? Diabli albo inna siła wyższa wiedzą. Myślę, że feminizm też ma tu wiele do rzeczy.

Jak pracować nad relacją z matką? Dziewczyny wymieniają: razem gotować, pisać wiersze na urodziny, 18-letniej córce dać jej niemowlęcą czapeczkę, pójść razem do kosmetyczki. - Albo rodzić z matką - rzuca jedna. Śmiech. - A co w tym śmiesznego - ucina chichot Małgosia z Gdańska, matka 9-letniej Marianny. - Ona nas urodziła, pewnie chciałaby być obecna, kiedy dajemy nowe życie. Właściwie czemu nie - dziewczyny powoli przekonują się do pomysłu. Jeśli na porodówce mieści się tłum studentów medycyny, na pewno oprócz męża zmieści się też matka.

Krnąbrne dziecko kocha matkę

Mariola Borowska nie chciała brać udziału w tych warsztatach. - Nie dorosłam do nich jako matka, choć jako córka pobiegłabym od razu - tłumaczy. Nie potrafi usiedzieć bezczynnie. Na obozie prowadziła warsztat WenDo, po zajęciach malowała dziewczynom paznokcie. W Kraśniku, gdzie mieszka, prowadzi szkolną stołówkę. W Lublinie studiuje pedagogikę ogólną (już ma licencjat ze specjalnej i wczesnoszkolnej). W weekendy śpiewa na weselach. Prowadzi kursy WenDo. Ma męża i 12-letnią córkę Claudię. - Nawet jak zaprasza na kawę, co chwila wstaje od stołu i ściera niewidoczny kurz, coś poprawia - opowiada jej koleżanka Dorota. Ma to po matce. Kiedy ta rozwiodła się z ojcem, została z trójką dzieci. Zaczęła pracować, a kiedy Mariola skończyła 18 lat, w 1989 r. wyjechała do Belgii. - Chciała dla nas jak najlepiej, ale była matką na zasadzie: to ci wolno, tego nie. Czasem nam się wydaje, że jak będziemy więcej pracować, to mocniej nas będą kochać.

Kiedy po latach usiadły przy herbacie, Mariola zaczęła się zwierzać: miała problemy finansowe, w małżeństwie było nie najlepiej. Potrzebowała matki. - Poradzisz sobie, dziecko - usłyszała. Wybuchła: - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?

Mariola: - Brat był starszy, siostra młodsza, a ja pośrodku. Zawsze dostawałam lanie i krytykę, bo uchodziłam za dziecko krnąbrne i takie, co to sobie poradzi. Wyrzucałam matce, że nie miałam od niej wsparcia, że nigdy nam nie powiedziała, że nas kocha. Sama byłam już matką. Ona zalała się łzami. "To wy tego nie wiecie?" Od tej pory zawsze jak kończy rozmowę telefoniczną, mówi: "Mariola, kocham cię". Mam cudowną mamę.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Najczęściej czytane

Polub nas na Facebooku