Urszula bardzo chce się zobaczyć ze swoim ukochanym, prawie umiera z tęsknoty. Jak się spotkają, to będą już na zawsze razem. Irek bardzo ją kocha, pragnie być przy niej na dobre i na złe. Urszula jest w Polsce, a Irek jest świadkiem koronnym w Niemczech. Ona chce do niego pojechać, ale on stawia na rozsądek - mafia może ich przecież namierzyć i co wtedy?
Uwierz, że mnie to w ogóle nie interesuje:)
Marzenę gwałci mąż, ona żyje w lęku, jedynie Sylwek może ją uratować. Mąż o nim nie wie. Jakby się dowiedział, toby ją pewnie zabił. Sylwek jej potrzebuje, jego żona i dzieci zginęły w wypadku kolejki górskiej. Marzena umie mu pomóc, wreszcie może się kimś zaopiekować, kimś, kto ją kocha naprawdę. Wierzy, że kiedyś będą z Sylwkiem szczęśliwi.
To niby nie moja sprawa, ale już Ci mówię, że nie ma szans:)
Izie się nudzi i chce sobie pogadać chwilę z Piotrem. Nie domyśla się jeszcze, że są dla siebie stworzeni. I właśnie tu zaczyna się moja działka. Jej uprawa jest prosta, tylko cholernie nudna, a często wkurzająca. Jak ja się zniecierpliwię, to Izie się oberwie, ona obrazi się może na chwilę, ale zaraz wróci, jeszcze będzie Piotra błagać o wybaczenie.
Stop. Od rana dostałem już ponad 800 SMS-ów. Radzę sobie coraz lepiej. Dziś chyba po raz pierwszy strzeli mi tysiąc. Załapałem, o co biega. Menedżer kiwa głową z uznaniem. Jest nadzieja na premię. No to se teraz zajaram:)
Chyba masz już jasność, kto w tej całej zabawie jest prawdziwy, a kto nie? To teraz dobrze się zastanów, zanim wyślesz SMS-a - jeśli trafisz na mnie, puszczę Cię z torbami. Ja akurat istnieję, ale Piotr, Sylwek czy Irek, niestety, nie. To zdjęcie, które widziałaś w gazecie czy internecie, jest kupione w agencji fotograficznej. Sprzed kilku lat, facet ma niedzisiejszą fryzurę, ale widzę, że i tak Ci się spodobał.
Na tablicy wisi instrukcja, żeby z Urszulą za dużo nie gadać. W zeszłym miesiącu miała rachunek na cztery tysiące. Ukradła je mężowi. W tym ma już prawie siedem w plecy. Inwestuje w związek. Tego długu już nie spłaci. Zaraz jej wyłączą telefon. Ona kupi sobie kartę, karta się skończy, kupi nową... Mąż odkryje, może ona się przyzna, że kogoś ma. Kogoś ma? Mąż na pewno ją wyśmieje, ktokolwiek się dowie, będzie się z niej śmiał. Już po trzecim SMS-ie Urszula chce numer telefonu Irka. Póki co na luzie: Teraz nie mogę, bo jestem w pracy. Mam ważną rozmowę. Piszę SMS-a pod stołem.
Urszula ma na naszych komputerach notatkę uzupełnianą o każdą bzdurę, jaką któryś z nas wymyślił. Inaczej byśmy się pomylili i mogłabyś zacząć coś podejrzewać. Muszę wiedzieć, że Irek 2 kwietnia przyznał się, że nie ma palca u lewej nogi, że jego matka miała chorobę kesonową, że Urszulę nazywa "swoją szarlotką"...To po to, żebym nie musiał za każdym razem zaglądać w historię choroby, czyli listę SMS-ów od niej i do niej. Zresztą i tak mi się nie chce tam zaglądać. Nawet jak coś mi się pomyli, to Ula i tak mnie kocha. Znaczy się Irka.
Z taką kobietą żyje się przez całą dobę. Rano ona budzi czule. Gadamy o rozkładzie dnia, wymieniamy miłe słówka. Ona chce się kochać. Ja ledwo na oczy widzę, jest siódma rano, a muszę dogodzić trzem naraz. Szybko wertuję historie choroby, żeby sprawdzić, co one lubią. W mojej firmie jest wielu pracowników, którzy zmieniają się co 12 godzin. Siedzą przy komputerach i pracują na specjalnym programie , który przychodzącego SMS-a wrzuca temu, kto akurat ma najkrótszą kolejkę. Świadek koronny jest mojego autorstwa. Jestem z tego dumny. To wykręt od spotkania. Nie uwierzysz, ile polskich kobiet kocha świadków koronnych. Byłem w pracy na strasznym kacu, Ania od rana chciała się kochać, Maria płakała po śmierci matki, Urszula krzyczała na Irka, że jest kłamcą.
Tak? Dobrze, powiem ci, sama tego chciałaś, tylko jak coś ci się stanie, to mnie za to nie wiń. Usiądź lepiej...
No i teraz ona od pół roku pakuje się do Niemiec. Codziennie czyta: Jeszcze nie, jeszcze nie teraz, kochana moja szarlotko...
To kochana moja powinno być zawsze. Nawet jeśli to wygląda nieco bzdurnie. Nawet jeśli piszesz, że to Twój ostatni SMS, to nieprawda. Napiszesz następnego ostatniego.
Daj mi swój numer, już! Mam rachunek ponad 300 zł. Albo się rozstaniemy.
Daj spokój, co to za suma, kochanie ty moje, ja mam ponad 700. Kochana moja...
To żegnaj, kochany, sam wybrałeś...
Z całym szacunkiem. Masz trzy stówy w plecy, to będziesz miała jeszcze więcej. Sorry Kotek, ale taką mam pracę. Nic do Ciebie nie mam, ale że jesteś taka naiwna, to Twój zasrany problem. Przecież wiesz, że nie wytrzymasz, że jutro znów napiszesz. Niech zajrzę w historię choroby. Uuu, to już popłynęłaś. Nie wytrzymasz nawet godziny:) To nie Tobie ma być dobrze, Ty masz pisać. Jeżeli wysyłasz stek bluzgów, niech to będzie w dziesięciu SMS-ach. Za każdego przysłanego do mnie SMS-a Urszula, Marzenka, Iza dostają punkty. Dzięki nim co jakiś czas mogę wysłać dodatkową wiadomość. Gdyby było tak, że Irek odpisuje tylko po Twoim SMS-ie, to szybko zaczęłabyś wątpić w jego miłość.
A Irek jest zawsze przy Urszuli. O każdej porze dnia i nocy. A że w tym czasie jest też przy: Marii z Elbląga, Wiesi z Krakowa, Kasi z Poznania... i jeszcze kilku setkach kobiet? A że Irek nie istnieje? Że istnieje tylko monitorowane kamerami biuro, w którym dzień i noc siedzą podobni faceci, głównie studenci, i walczą o każde 10 gr z SMS-a? Jest w tym coś złego? Kupujesz sobie właśnie taką usługę. Tak trzeba uznać, bo inaczej nie da się pracować. Na początku jest trudno, później te SMS-y stają się kolejnymi groszami. Żebyś odpisała, trzeba kończyć pytaniem, samemu nie odpowiadać na pytania, pisać coś niejednoznacznego. I zaraz wskakuje mi złotóweczka od Ani z Olsztyna. I jeszcze jedna. I tak dzień i noc.