Wczuj się w swój rytm

Czytasz książkę i po chwili orientujesz się, że z ostatnich dwóch stron nic nie zapamiętałaś. Znasz to, prawda? To chwilowy "dołek energetyczny". Nie mobilizuj się za wszelką cenę - radzi psycholog Krzysztof Klajs, dyrektor Polskiego Instytutu Ericksonowskiego. Twój organizm potrzebuje tych momentów wyciszenia, by za chwilę znów być sprawnym.
Zimą mam ochotę jak niedźwiedź zapaść w sen. To nienormalne, by kobieta w sile wieku kompletnie nie miała energii!

- Nie ma w tym nic nienormalnego. Jesteśmy częścią przyrody i funkcjonujemy w określonych rytmach. Nasz rytm roczny sprawia, że reagujemy na pory roku - zimą czy podczas przesileń mamy spadek energii, za to latem działamy na najwyższych obrotach. Skoki energii wiążą się też z dwoma pozostałymi rytmami: dobowym i 90-minutowym. Najważniejsze, żebyśmy swoich rytmów nie łamali (np. przez obwinianie się za chwilową niedyspozycję), bo w ten sposób wpędzamy się w stres.

Na czym polega to łamanie rytmów?

- Najłatwiej to wytłumaczyć na przykładzie rytmu dobowego. Niektóre osoby wstają skoro świt rześkie i wypoczęte, za to już o dziewiętnastej są kompletnie nieprzytomne. Jeśli takie osoby, popularnie zwane skowronkami, pracują na drugą zmianę, łamią swój naturalny rytm. Odwrotnie jest w przypadku "sów", które przed dziewiątą rano nie wiedzą, jak się nazywają. Za to mogą spokojnie siedzieć do pierwszej w nocy. I "sowy", i "skowronki" mają dołek energetyczny w środku dnia. I znów - możemy ten rytm uszanować, a możemy go złamać. Czyli jeżeli około godziny czternastej robimy się senni, możemy sobie powiedzieć: "Weź się w garść!", a możemy stwierdzić: "OK, tak mam, że koło czternastej robię się senny".

Czy to oznacza, że mam uciąć sobie drzemkę?

- Jeżeli możesz sobie na to pozwolić, to świetnie. A jeśli nie możesz, to przynajmniej ten stan zaakceptuj i nie obwiniaj się. Uszanuj to.

Łatwo powiedzieć. Praca wymaga, żeby być skoncentrowanym.

- To prawda. Nasza społeczna rzeczywistość ma się nijak do naszych rytmów. Uprzemysłowienie i globalizacja przyczyniły się do tego, że ludzie traktują siebie jak maszyny - wszyscy mają być w tym samym czasie wydolni i w tym samym czasie mają spać. To się zaczyna już w szkole. Dlaczego dzieci w wieku lat siedmiu i osiemnastu zaczynają lekcje o tej samej godzinie? Po prostu łatwiej w ten sposób zorganizować naukę. A dzieci w okresie dojrzewania potrzebują więcej snu niż dzieci mniejsze, w związku z tym młodzież w liceum powinna zaczynać lekcje później, np. o dziewiątej, podczas gdy maluchy mogą spokojnie iść na siódmą, ponieważ z reguły większość z nich jest rześka, gdy tylko robi się jasno. Niestety, od dziecka jesteśmy trenowani, aby swój rytm dobowy złamać. Jednak pomimo tego "treningu" potrafimy gdzieś w środku dnia rozpoznać czas "wycofania". Jeśli nie możemy pójść za tym rytmem, to przynajmniej nie miejmy wyrzutów sumienia.

Najlepiej więc byłoby tak zaplanować dzień, by w tym czasie mniej intensywnie pracować?

- Żeby w tym czasie mieć możliwość wyciszenia się. Ten czas u każdego jest inny - to może być dziesięć lub trzydzieści minut. Każdy musi się tego sam o sobie dowiedzieć. Dobrym momentem na wsłuchanie się we własny organizm jest urlop, bo wtedy tylko od nas zależy, co robimy.

A co z trzecim wspomnianym rytmem?

- Zwany jest wewnątrzdobowym. Jego faza trwa średnio od 90 do 120 minut, ale może być indywidualnie trochę dłuższa lub krótsza. W trakcie jednego cyklu mamy czas wzmożonej aktywności oraz pięć-siedem minut wycofania. I znów służy nam podążanie za rytmem, a nie służy jego łamanie. Wróćmy do przykładu szkoły. Dla wielu dzieci dzwonek dzwoni o tej samej porze, niezależnie od tego, czy są w pierwszej, czy w ostatniej klasie, i wszystkie muszą swój rytm dopasować do długości lekcji. To trudne, bo dla maluchów 45 minut to za długo, by się skupiać, a osiemnastolatki mogą dłużej utrzymać uwagę. Po jakimś czasie udaje się, niestety, złamać większość indywidualnych rytmów. Chociaż bywa, że uczeń siedzi w klasie i gapi się przez okno. A co jest za tym oknem? Nic. Lecz on wtedy właśnie jest w fazie wycofania. Nauczyciel każe uważać, a ciało ucznia mówi "nie". Stąd potem się biorą całe fragmenty lekcji, których dziecko nie pamięta...

Muszę przyznać, że nigdy nie słyszałam o rytmie wewnątrzdobowym.

- To wiedza z ostatnich 15-20 lat i bardzo mało rozpowszechniona. Rytm ten odkryli psycholodzy i biolodzy amerykańscy, którzy zainteresowali się osobami pracującymi w bardzo trudnych, stresowych warunkach. Były to osoby na eksponowanych stanowiskach - prezesi, dyrektorzy, a także ich sekretarki, bo gdy jesteś sekretarką prezesa dużej firmy, to znajdujesz się w "oku cyklonu". Psychologowie zadali sobie pytanie: "Jeżeli po 20 latach pracy w takich warunkach ta osoba, po pierw- sze - żyje, po drugie - nie jest specjalnie bardziej chora niż inni ludzie w jej wieku i po trzecie - jest ceniona, czyli nie obija się, tylko pracuje sumiennie, to jak to robi?!". Okazało się, że ci ludzie co pewien czas na pięć-siedem minut wycofują się. I co wtedy robią? Tak naprawdę nic. Można powiedzieć, że piją herbatę, tyle tylko, że np. wsypują cukier i mieszają trzy razy dłużej, niż trzeba. Z zewnątrz tak to wygląda, ale naprawdę gdzieś "odpływają", jak ten chłopiec na lekcji. Tylko istotne jest to, że się na to godzą. Potem się rozpędzają i następuje okres bardzo dużej wydajności.

Czyli jeśli coś robimy i poczujemy znużenie, to mamy się temu poddać?

- Tak.

Ale to bardzo ryzykowne, bo czasami długo może się nie chcieć.

- Cóż, to już chyba inna kwestia... Mówię teraz o tym, że łamanie rytmów, nie służy zdrowiu. A łamiemy je na poziomie myśli, poprzez stawianie sobie zarzutów, i na poziomie aktywności - na przykład pijąc kawę. Przecież zawsze możemy siebie zapytać: "Czy mogę sobie pozwolić żyć w zgodzie z rytmem?". Jeśli nie, to co zrobić, aby za jakiś czas było to możliwe?

Więcej o: