Kobieta

Przemoc w rodzinie

Tekst: Lidia Ostałowska
12.03.2005 , aktualizacja: 09.03.2005 16:56
A A A Drukuj
Młodzi policjanci są bardziej kompetentni i życzliwi: - Wiedzą, że jak odjadą, facet znów będzie bił, więc zabierają go. A starsi: "To nie taksówka. Proszę załagodzić sytuację, porozmawiać". Ale jak? On tu lata z nożem!
Irena z przegródki portfela wyjmuje fotografię. Starsza pani - wysoka, szczupła - w swoim pokoju. Porcelanowe filiżanki, książki. Obok zdjęcia plik kartek.

"14 maja 1997 r. zgłosiła się w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu p. Teodora A., lat 78. Badana podaje, że syn Edward K. rzucił jej w twarz jakimś przedmiotem, uszkodził nos, poranił po rękach. Przedkłada zaświadczenie od chirurga z rozpoznaniem: złamanie kości nosa z przemieszczeniem, krwiak okularowy oka lewego, krwiak śródręcza prawego. Jest to kolejne pobicie".

Irena, rocznik 1963, wykształcenie średnie. Wciąż atrakcyjna, zadbana, z figurą. Mówi o teściowej: mama. Połączyła je bliskość losu. Teodorę A. w czasie wojny władze sowieckie zesłały z Wileńszczyzny do gułagu. Przeżyła dziesięć lat w obozie. Irena mówi z rosyjskim akcentem. Urodziła się w Związku Radzieckim, bo dziadków i rodziców spotkało to samo. Repatriantka, w Polsce od połowy lat 80.

Gdy Irena poznała Edka, oboje mieli własne firmy. Ona - rozwódka z nastoletnią córką, masowała w Legnicy tęgie panie, on - stary kawaler, obszywał we Wrocławiu dywany na owerloku. Spotykali się tylko w weekend. Irena: - Dlatego nie wszystko o nim wiedziałam.

Ich pierwsza awantura: kilka miesięcy po ślubie, w 1996 roku, Edek przyznał się, że zastawił owerlok, bo mu zabrakło na czynsz. Irenie świetnie szło w salonie masażu, więc mu pożyczyła. Potem jednak odsprzedała lokal i przyrządy: - Edek mówił, że to poniżające dla mężczyzny, jak baba więcej zarabia.

Kolejna awantura. Irena zajrzała do warsztatu męża: - Owerlok przepadł, Edek czynszu nie zapłacił, przepił pieniądze.

I od tej kłótni miły Edek zniknął. Koledzy, libacje, ciągi dwu-trzydniowe: - Ja mamie, że trzeba chłopaka ratować. Znalazłam pracę w Niemczech, dla małżeństwa. Liczyłam, że tam się pozbiera. Ale mama do Edka: "To przez ciebie mam nadciśnienie, że chlasz. A teraz jeszcze chorą mnie zostawiasz?". Przestała brać tabletki, pogotowie za pogotowiem. I Edek nie pojechał. Sama go wychowywała, oczko w głowie.

Irena ulokowała córkę z pierwszego małżeństwa w Legnicy u babci. Była w Niemczech rok. Teściowa dzwoniła do niej wiele razy: - Opowiadała, że Edek kradnie jej emeryturę, że ją pobił i wylądowała w szpitalu ze złamanym nosem. A Edek: "Matce szajba odbija. Chce, żebyś wróciła, posprzątała i ugotowała".

Po powrocie w 1997 roku Irena zobaczyła krzywy nos teściowej. Teodora zgłosiła to w prokuraturze, ale potem skargę wycofała. Zarzekała się synowej: Edek się zmienił, już nie kradnie, tylko piwo pije.

Irena: - Tyle kłamstwa! Mama mnie oszukiwała. Nie wiedziałam, że przed naszym ślubem sześć razy wysyłała Edka na leczenie. Kiedy się poznaliśmy, też był na odwyku.

Irena z obawy o córkę uciekła do Legnicy i zażądała rozwodu. Teodora znów do niej zadzwoniła, ze szpitala: - "Pomyśl jeszcze, miłość wszystko zwycięży. On zginie bez ciebie". Wzięła mnie na litość.

"Raz byłam świadkiem awantury wszczętej przez Edwarda K. Rzucał się na matkę, chciał ją pobić. Synowa Irena próbowała bronić Teodorę. Wtedy Edward wyrwał drut telefoniczny i zaczął ją dusić. Gdy upadła na podłogę, zaczął kopać" - zeznaje Danuta K., magister farmacji, przyjaciółka Teodory A. - lekarza.

Irena: - Pierwszy raz w życiu sama dostałam po gębie. Zaraz wezwałam policję. Nie było jeszcze wylewu i sińca, więc policjant mnie wyśmiał: "Nawet nie widać, że panią uderzył. Chce pani naszymi rękami męża wsadzić?". I chociaż mama potwierdzała, straszył, że za fałszywe wezwanie mnie ukarze. Czułam się winna, że dobrze wyglądam. Pomyślałam: "Może zamiast się stawiać, trzeba było Edkowi coś dobrego ugotować?". Na drugi raz, kiedy bił moją głową o ścianę, już nie wzywałam radiowozu. Nawet jak mną walnął w kaloryfer i straciłam przytomność, i lekarze stwierdzili wstrząs mózgu.

W 1999 roku to Teodora rzuciła się na pomoc synowej. Irena: - Zapomniałam już, co to było, pomidorowa czy barszcz. Coś czerwonego. I gorące. Edek wylał to na mnie i jeszcze rzucił talerzem. Mama, że smaczna ta zupa. Na to Edek: "Wy zawsze się razem trzymacie, a ja sam!". "Synku, bój się Boga. Ja cię urodziłam, wychowałam ". Stała przy drzwiach. Krew na framudze została.

Teodora znów trafiła na chirurgię. Ale tym razem Irena ściągnęła policję. Młody funkcjonariusz dał im niebieską kartę - specjalny formularz dla ofiar przemocy domowej. Kazał zrobić obdukcję i stawić się w komisariacie na rozmowę.

Irena twierdzi, że młodzi policjanci są bardziej kompetentni i życzliwi: - Wiedzą, że jak odjadą, facet znów będzie bił, więc zabierają go do izby wytrzeźwień i już. A starsi: "To nie taksówka. Wie pani, co go tam czeka? Zimny prysznic!". Mówią: zła żona, zła matka. Straszą, że izba kosztuje. Radzą: "Proszę załagodzić sytuację, porozmawiać". Jak? On tu lata z nożem! "Trochę popił, obiecał, że więcej tego nie zrobi". Kiedyś poskarżyłam się policjantowi, że mąż mnie gwałcił. Odpowiedział: "To trzeba się było rozluźnić i czerpać z tego przyjemność". Mówię mu: "On na mnie narzygał". A ten policjant: "Jak pani wychodziła za mąż, to przecież pani wiedziała, jakie się z tym wiążą obowiązki".

Irena to weteranka. Sporo czyta o przemocy, zna doświadczenia wielu kobiet. Wie, że i one wysłuchują takich uwag. Ich zdaniem kat jest w korzystniejszej sytuacji. Policjant potrafi powiedzieć: "Więcej na interwencję nie będę przyjeżdżał. Niech się pani wyprowadzi z dziećmi do rodziny".

Najgorzej, gdy bije niepijący mąż: - Jak wzywałam policję, to zawsze pytali, czy mąż jest pijany, czy trzeźwy. Jak był trzeźwy, mówili: "Do trzeźwych nie ma po co jechać".

W komisariacie Irena usłyszała, kto we Wrocławiu może pomóc jej i teściowej. Demokratyczna Unia Kobiet, Karta 99, Niebieska Linia, Centrum Praw Kobiet, Centrum Psychoterapii i PARPA z poradnią antyalkoholową. Właśnie tam w tajemnicy zgłosiły prośbę, żeby leczyć Edka. PARPA skierowała sprawę do prokuratury, bo Teodora wyznała, jak syn się nad nimi znęca.

Irena: - Ale mama się przed Edkiem wygadała, wtedy dopiero zaczął lać.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Komentarze (1)

  • camparis

    0

    Kobieta kobiecie świnią ...
    Ile nie słyszę/widzę/rozmawiam o prawniczkach, mam wrażenie, że ta praca je odhumanizowuje! Może powinny przejść kursy wrażliwości, skoro zatraciły ją starzejąc się za biurkami?

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Polub nas na Facebooku