Tajemnice wróżbiarskich seansów

- Pani dusza jest biedna. Pani dusza cierpi. Jest chora! Potrzebuje egzorcysty! - woła, łapiąc mnie za rękę, siwy mężczyzna w średnim wieku. Przeszywa mnie spojrzeniem spod krzaczastych brwi.
Ubrany w aksamitną czarną koszulę w srebrne gwiazdy wyróżnia się z tłumu innych wróżbitów, którzy zjechali na 50. Bałtyckie Spotkania i Targi "Od Wahadełka do Gwiazd" odbywające się w Gdańsku.

Wyrywam dłoń z ręki mężczyzny, ale czuję w niej dziwne pulsowanie. Przez głowę przebiega myśl: "Co ja tutaj robię?". Przecież nigdy nie miałam ochoty wybrać się do wróżki. "Jestem dziennikarką i jestem tu służbowo" - powtarzam sobie w duchu.

Lek na każde zło

Dziwnemu mężczyźnie, który koniecznie chce się zaopiekować moją duszą, jednak nie wierzę. Moja dusza bywa smutna, ale żebym miała dopuścić do niej egzorcystę, który metodą kahunów (na czym ona polega, nie potrafił mi wyjaśnić, dowiedziałam się jedynie, że pochodzi ona z Filipin) miałby uwolnić ją od destrukcyjnych duchów i zabezpieczyć przed ponownym zawładnięciem?! Nie! Na to nie chcę się zgodzić. Ale Mieczysław Bartnik, bo tak nazywa się mój "prześladowca", twierdzi, że będę tego żałować. A ja wiem, że żałowałabym, gdybym mu uległa. Przecież nawet rozmowa z nim wywołuje we mnie dziwne drżenie. Gęsią skórkę zamiast uspokojenia. Egzorcysta twierdzi, że to złe duchy, które są we mnie, tak reagują na jego obecność.

Pan Mieczysław, niezrażony odmową, w prezencie daje mi ulotkę ze swoim "energetycznym podpisem". Zaprogramowany tajemnym kodem magicznym ma mi podobno służyć do osłony przed negatywnymi energiami, urokami i ludźmi, opętaniem i demonami. Neutralizuje ponoć promieniowanie cieków wodnych, a przykładany do chorych miejsc na 10- -15 minut przynosi ulgę i usuwa ból. Noszony przy sobie (koniecznie podpisem do ciała!) działa energetycznie na chore miejsca. W zasadzie jest "lekiem na każde zło". I to darmowym. Kolejka chętnych już czeka. Ale najpierw uzdrowiciel musi odczynić uroki. Dwie kobiety i mężczyzna jak zahipnotyzowani wpatrują się w obracającą się srebrną kulę...

W Polsce działa ponad 50 tysięcy podobnych jasnowidzów i wróżek. Z ich usług korzysta każdego roku siedem milionów rodaków. Seans wróżenia kosztuje przeciętnie około 100 złotych. Jest to zatem naprawdę niezły interes. Tym bardziej że za warsztat pracy wystarczy przeważnie niewielki stolik i szklana kula lub talia kart. A czasem nawet i te atrybuty są zbędne.

W aureoli

- Prawie widzę szatana, jest zimny, zły i brzydki, ale do końca nie wiem, jak wygląda - nad stoiskiem ludowego egzorcysty wisi wielki napis: "Zdrowie należy do właściwych rąk". Jest też kilka prześwietlonych zdjęć, z których mężczyzna - jako jeden z nielicznych w Polsce - potrafi odczytać poświatę. Twierdzi, że leczy wszelkie choroby, a szczególnie depresję.

Ja tymczasem szukam osoby, która jako jedyna w Polsce od 13 lat zajmuje się fotografowaniem aury. Wreszcie trafiam na stoisko Janiny Kasińskiej. Wszędzie wiszą kolorowe fotogramy. Na nich ludzie starzy, młodzi, nawet dzieci, a wokół ich głów - kolorowa poświata. Wiem, że to nie czary-mary, bo istnienie biopola udowodnili już pod koniec XX wieku fizycy.

- Czego mogę się dowiedzieć z fotografii swojego biopola? - pytam Janinę Kasińską. - Fotografie aury pozwalają odczytać nasze osobiste predyspozycje, zdolności, stany emocjonalne i chorobowe. Może to pomóc w lepszym poznaniu samego siebie i uświadomieniu sobie, że sami jesteśmy w stanie zmienić naszą aurę, a przez to naszą istotę i otoczenie, w którym żyjemy. Mam klientów, którzy zało-żyli album fotografii aur wykonywanych w pewnych odstępach czasu. Wtedy można zaobserwować dynamikę zmian - wyjaśnia pani Janina. - Jednak aura zmienia się dopiero wtedy, kiedy usunięte zo-staną energetyczne blokady. Czasem, aby tak się stało, wystarczy zmiana diety, niekiedy należy poszerzyć świadomość, pójść w kierunku większej duchowości.

W ocenie aury ważne są jej kolory oraz forma. Zwarta, świecąca aura świadczy o pozytywnej energii. Postrzępiona, schodząca na ciało i twarz, informuje o złym stanie zdrowia. Pani Janina proponuje, abym sprawdziła stan swojego biopola. Kładę dłoń na płytce z ciekłych kryształów, które rozszerzają się pod wpływem ciepła. Po chwili obrys dłoni zabarwia się w pewnych miejscach. Dowiaduję się, że mam mocny układ energetyczny, ale w okolicach serdecznego palca istnieje jakaś blokada. Podobno mój układ krążenia nie funkcjonuje dziś prawidłowo. Następnie kładę dłoń na niewielkim pudełeczku. - Aparat odszukuje sensory i przekazuje dane do komputera - tłumaczy Janina Kasińska. Po kilkudziesięciu sekundach na ekranie ukazują się wibrujące kolory. Urządzenie odbiera długość fal energomagnetycznych płynących z mojego ciała. - Najpierw pojawił się kolor biały. To energia uniwersalna, ta, którą pani czerpie z kosmosu. Jest też indygo, zielony i różowy. Z analizy rozkładu barw wynika, że jest pani osobą otwartą (różowy), kochającą ludzi (zielony). Najważniejsza jest dla pani pasja i świat wartości duchowych (indygo). Mało zwraca pani uwagę na wartości materialne (brak ciemnej czerwieni). Brakuje pani wiary w siebie. Pewności. Zdecydowania. Widać niedobory w czakramie serca, które mogą w przyszłości doprowadzić do choroby. Moja rada to więcej relaksu, medytacji - przekonuje pani Janina.

Teraz - fotografia aury. Siadam na fotelu, kładę dłonie na oparciach, w których są czujniki kamer. Błyska flesz aparatu, który przypomina te sprzed stu lat. Zdjęcie jest gotowe po kilku chwilach. Nad moją głową... wielka złota aureola. "Czyżbym już była świętą?" - śmieję się w duchu.

- Złota aura. Wyższe wibracje - mówi pani Janina. - Ma pani predyspozycje metafizyczne, ale musi pani stanąć mocno na nogach w fizycznym świecie, bo zaniedbuje pani swoje ciało. Nie widzę wpływu negatywnych energii. Nie miał racji pan, który twierdził, że pani potrzebuje egzorcyzmów. Na pewno nie! W pani aurze jest "boski" kolor, to znaczy że ma pani możliwość samoleczenia. Pani pole jest tak mocne, że czasem powinna pani odprowadzić nadmiar energii. Radzę przed snem głęboko oddychać, zwrócić uwagę na regularność posiłków. Unormować tryb życia.

Jestem dumna z mojej aury, tym bardziej że zdaniem pani Janiny złoty pióropusz wykończony oranżem to dla dziennikarza wymarzony kolor. Świadczy o intelekcie, spontaniczności, poczuciu humoru, umiejętności wywierania wpływu na ludzi. - Jeśli będzie pani chciała, zmusi pani rozmówcę do wszystkiego - śmieje się Janina Kasińska.

Widzą więcej?

Podbudowana ruszam na poszukiwanie wróżki. Siedzą w kabinach ustawionych po trzy, cztery w szeregu, za półprzezroczystymi zasłonami. W środku każdej kabiny stolik, na nim tląca się świeca lub kadzidełko (podobno neutralizuje negatywne energie). Którą wróżkę wybrać? Czy tę, która "specjalizuje się w trafnym inwestowaniu pieniędzy" (nie dysponuję kapitałem), czy zajmującą się regressingiem hipnotycznym, czyli cofaniem w pamięć przedurodzeniową (mogę się dowiedzieć o moich poprzednich wcieleniach). Czy postawić sobie horoskop kwiatowy, czy numerologiczny? Wróżki posługują się kryształową kulą, tarotem, kartami tradycyjnymi, anielskimi, egipskimi. Czytają z ręki, twarzy.

Młoda brunetka o południowej urodzie ma przenikliwe spojrzenie, tajemniczy uśmiech i ostry makijaż. Nazywa się Fatima i jest jasnowidzącą. Już w szkole średniej wróżyła koleżankom, potem studiowała psychologię i prawie ją ukończyła. Zdolności odziedziczyła po dziadku, który też "widział więcej". Fatima specjalizuje się w odszukiwaniu zaginionych, w odczytywaniu negatywnych wibracji. Ale jakoś mnie do niej nie ciągnie... Wybieram Hannę - Dobrą Wróżkę. Może dlatego, że dobre wróżki pamiętam z dziecięcych bajek?

U Dobrej Wróżki

Pani Hanna przypomina babcię w okularach. Jej kabinę wypełnia błękitne światło, unosi się różany zapach. Od trzydziestu lat zajmuje się kabałą, ale od czterech lat przepowiada przyszłość zawodowo. Za pieniądze wróży z kart, z rąk, z fotografii. Twierdzi, że dar jasnowidzenia otrzymała po wypadku, któremu uległa w młodości. Dobra Wróżka najpierw ujmuje moje ręce i przez chwilę wpatruje się w nie. - Jest pani wrażliwa i ambitna, ale nerwy panią zjadają. Nie potrafi pani odmawiać. Trzeba nauczyć się mówić "nie"! - poucza. Potem dodaje coś o traumatycznym przeżyciu, któremu miałam ulec w wieku 11 lat, które to zdarzenie za- blokowało mi czakram serca. Mówi, że powinnam przestać o tym myśleć i komuś wybaczyć.

Wszyscy wmawiają mi chore serce! Przecież jak dotąd nie miałam z nim żadnych problemów - zastanawiam się. Nie wiem też, o jakie przeżycie z dzieciństwa może chodzić i komu miałabym wybaczyć. Dobra Wróżka przestrzega mnie przed najbliższymi, którzy według niej są "największymi dla mnie kanibalami". Zaczynam odczuwać napięcie. O kogo chodzi? O męża, dzieci, mamę? Czuję zamęt w głowie. A wróżka spokojnie kontynuuje. - Od siedmiu lat dostała pani z góry, od Stwórcy, opiekę. Ten opiekun teraz też stoi przy pani prawym ramieniu.

Machinalnie odwracam się w tym kierunku, jakbym rzeczywiście chciała kogoś zobaczyć, poczuć. Ale nic się nie dzieje. Taki opiekun pomaga ponoć w sytuacjach ekstremalnych. Wtedy mówimy, że zdarzył się cud. - Czy to anioł stróż? - pytam. - Nie. Anioł stróż jest z panią od urodzenia do śmierci. A to jest energia, którą została pani obdarowana. Radzę nadać jej imię. Niech pani zwraca się do niego tym imieniem i prosi go o pomoc, nawet w drobnych codziennych kłopotach. On na to czeka. Ale nie wolno pani nigdy już tego imienia zmienić. Ono jest energią i od razu idzie do góry. Zostaje zapisane przy pani jako łącznik. Jeśli zmieni pani imię, on odejdzie, bo uzna, że wybrała pani kogoś innego - przestrzega Dobra Wróżka. "Mam kogoś do pomocy!" - cieszę się w duchu. Ale po jakimś czasie przychodzi refleksja. Może to jakiś zły duch? Na wszelki wypadek nie nadaję mu imienia...

Teraz Hanna rozkłada anielskie karty. Wyciągam jedną. Anioł Spokoju. - Widzi pani, to jest to, czego pani najbardziej potrzebuje. Proszę wróżkę, żeby postawiła karty. Najpierw sprawdza, czy dzisiaj może mi wróżyć. - Jeśli wahadło nie pozwala, odmawiam - wyznaje. Wahadło pozwala. W trakcie rozkładania kart Hanna zadaje mi pytania: Czy jest pani zamężna? Czy mąż mieszka z panią? Dzieci są w jakim wieku? Ile ma pani dzieci? Z kart wynika podobno, że jestem otoczona egoistami, że nie wolno mi nikomu pożyczać pieniędzy, bo mi nie oddadzą, że jest we mnie mnóstwo miłości i powinnam zrobić sobie kompleksowe badania zdrowotne. Że nie powinnam nosić krzyżyka (przywiozłam go z Jerozolimy), bo krzyż idzie za krzyżem.

Dobra Wróżka ofiarowuje mi w prezencie amulet. Na rzemyku, zatopiony w pleksi wizerunek Chrystusa z Całunu Turyńskiego. Kazała mi go nosić na grasicy (o ile wiem, ten narząd zanika u dorosłych), podobno promieniuje dobrą energią. Chowam go, ale w drodze do domu gdzieś mi ginie. Pewnie tak miało być.

Tarot mnie wybrał

Na koniec chcę jeszcze sprawdzić, co ma mi do powiedzenia tarot. Wybieram znaną z telewizji, radia i prasy wizjonerkę Janinę. Obwieszona biżuterią, z boa na ramionach i wachlarzem w ręku wygląda niezwykle egzotycznie. Okazuje się, że jej dziadek, który przybył do Polski z Brazylii, posiadał dar uzdrawiania. Janina zajmuje się tarotem już 23 lata i uważa, że to nie ona wybrała karty, ale karty wybrały ją. - Przyciągnęło mnie do wystawy, na której były rozłożone. Kupiłam je i rozłożyłam. Pięć kart, które znalazły się w środku, powiedziało mi, że tarot będzie mi służył. Przychodzą do mnie biznesmeni, bo nie wiedzą, czy inwestować, czy nie, emerytki, które nie mają czego do garnka włożyć, nawet przestępcy. Rozłożyłam kiedyś tarota jednemu mężczyźnie i widzę, że jest bandziorem. Nie mogłam kłamać, bo tarot kłamców karze. Powiedziałam: "Jest pan złym człowiekiem, planuje pan napad". Nie zaprzeczył, ale też nie zapłacił. Wyskoczył ode mnie jak oparzony - Janina wybucha śmiechem. Ma wielu stałych klientów. Potrafią dzwonić nawet w środku nocy, bo uzależniają jakąś życiową decyzję od rozłożenia tarota. - Bo tarot wciąga! - wyznaje pani Janina i patrzy na mnie tak, że ciarki przechodzą mi po plecach. Też przypomina wróżkę, ale tę złą, z bajki o Śpiącej Królewnie...

- Tarot jest szczery do bólu. Najpierw pokazuje, czy człowiek idzie dobrą, czy złą drogą. Podpowiada, jaką powinien wybrać. Czasem odsłania pewne fakty, nawet bardzo przykre - wyznaje. Nie bardzo mam na to ochotę. Boję się, że mogę mieć za mało dystansu do tego, co mi tarot pokaże, że ulegnę sugestii. A nie chcę, żeby to on decydował o moich życiowych wyborach. Myślę, że czasem lepiej wiedzieć mniej niż więcej.

Wibrujące liczby

Czuję się zagubiona w tym dziwnym świecie wróżb, magii. Brakuje mi energii. Uznaję, że przyda mi się acumassage - tradycyjny japoński masaż, do którego nie muszę się rozbierać. Pół godziny ucisków, opukiwań, uderzeń ramion, barków, szyi - i czuję się jak nowo narodzona. Napięcia i blokady zniknęły, mogę więc spotkać się z kolejną wróżką. Wybieram ubraną niczym leśna nimfa Christianę Gruchalską, specjalistkę od numerologii. Zajęła się nią, kiedy okazało się, że posiada dar widzenia więcej. Według niej każdy może go w sobie wykształcić. Christiana patrzy na mnie i od razu mówi, że jestem osobą silną mentalnie i że nie lubię, żeby ktoś grzebał w mojej podświadomości. - Ma pani hipnotyczne spojrzenie. Powinna pani pracować w mediach, bo nie ma pani trudności ze zdobywaniem materiałów - dodaje. No, no! Tym razem jest to balsam na moją skołataną duszę...

- Do czego przydaje się numerologia? - pytam. - Liczby stanowią podstawę całej ludzkiej wiedzy - odpowiada pani Christiana. - Numerologia pozwala przeprowadzić analizę osobowości, określić charakter, powołanie zawodowe, możliwości finansowe. Mówi też o miłości, zdrowiu, celu życia. Pozwala prognozować przyszłość. O powodzeniu w biznesie decyduje numer wibracyjny firmy, wibracje osoby założyciela i wibracje daty założenia firmy.

Z wibracji mojej daty urodzenia wynika, że jestem trójką. Zgodnie z zasadą numerologii imię i nazwisko (panieńskie i po mężu) oraz data urodzenia tworzą wzór liczbowy towarzyszący człowiekowi aż do śmierci. Trójki to osoby pogodne, towarzyskie, życiowi optymiści, którzy z najgorszej sytuacji znajdą dobre wyjście. Jednak ten optymizm może powodować wybieranie rozwiązań połowicznych. - Pani droga życiowa nie pokrywa się z drogą życiową trójki, która jest pełna pogody i prosta. Przeżyła pani wstrząs i on panią blokuje. Pani życie niedługo przekręci się o 180 stopni - wieszczy Christiana. Pełną wersję mojego numerologicznego portretu może mi przesłać pocztą, bo wymaga to opracowania. Czuję pewien niepokój. Co to znaczy, że moje życie tak radykalnie się zmieni? I czy aby na dobre?

Bilans zysków i strat

Koniec dnia, koniec wróżb. Wydałam 300 złotych (w tym 50 na masaż) i straciłam spokój. Nie potrafię uwolnić się od obrazu moich bliskich jako kanibali, którzy się mną karmią. A przecież tak naprawdę moja rodzina nie jest taka straszna. Miewamy lepsze i gorsze dni, ale nie zamieniłabym jej na żadną inną. A wiedza, którą zyskałam na swój temat? Tak naprawdę ją miałam. Nie od wróżek, ale dzięki psychoterapeutycznym sesjom. Na plus zapisuję jedynie pozbycie się bólu w plecach i sztywnego karku - ale to zasługa acumassage.

I wiem na pewno - ja już się do wróżek nie wybiorę. Bo po co?

Więcej o: