Kobiety kobietom

Jesteśmy niesamowite. Dzielne, mądre, cierpliwe. Czasem wytrzymałe ponad miarę. Uparte do bólu. My, kobiety. Tylko rzadko ktoś nas docenia. Dostrzega determinację, ogrom pracy, siłę. Zdolności, otwarte umysły i szerokie horyzonty. Fantazję. Pomysł. Serce. Chyba, że tym kimś będzie druga kobieta.
Gdy rozejrzysz się uważnie dookoła, gdy odłożysz na bok swoje kompleksy (bo bardzo przeszkadzają w dostrzeganiu prawdy), gdy wyjdziesz poza krąg własnych problemów (by móc zauważyć problemy innych), przekonasz się, że jest mnóstwo świetnych kobiet. Niektóre ukryte za maskami, inne otwarte i bezpośrednie. Niemal wszystkie uwikłane w scenariusze, jakich nie znajdziesz w najlepszych serialach. Gdy spotkają się w kobiecym gronie, gdy zaczną otwarcie rozmawiać, dzielić się doświadczeniami, refleksjami, wiedzą, pomysłami, okazuje się, że drzemie w nich niezwykły potencjał. Więc dlaczego tego nie wykorzystać? Dlaczego nie zacząć się spotykać i robić coś wspólnie? Zadziwić świat i bliskich. Wywalczyć lepsze życie. Uwierzyć w siebie. Znaleźć w wypełnionym pracą i obowiązkami życiu swój własny kawałek czasu. Własny rewir, rezerwat, gdzie rosną skrzydła.

Poznajcie swoje prawa, bierzcie sprawy w swoje ręce!

Stowarzyszenie Kobiet Niepełnosprawnych "One.Pl"(www.onepl.republika.pl)

Małgorzata Radziszewska, Iza Siemaszko, Magda Szarota, Grażyna Łapińska i Anita Siemaszko

Od kilku lat miałyśmy zamiar założyć takie stowarzyszenie. Wcześniej poznałyśmy się i zaprzyjaźniłyśmy. Jesteśmy podwójnie dyskryminowane. Przez naszą niepełnosprawność i przez naszą płeć. Działanie na rzecz niepełnosprawnych sprowadza się do organizowania imprez sportowych - drogich, ale niewiele zmieniających "igrzysk". Za mało jest konkretnego działania. Wszystkie skończyłyśmy wyższe studia, choć nie było to łatwe. Wiemy, że wiele z nas nie zna swoich praw, nie wie, do kogo się zwrócić po informacje. Niepełnosprawne kobiety nie potrafią się zachować w konkretnych sytuacjach, nie wiedzą, jak sobie radzić z problemami. Im dalej od wielkich miast, tym jest gorzej. Chcemy im pokazać, że warto znać swoje prawa i brać sprawy w swoje ręce. Chcemy, żeby wiedziały, jakie mają możliwości rozwoju. Dlatego przygotowujemy informator dla niepełnosprawnych kobiet. My, dziewczyny ze stowarzyszenia One. Pl, nie chcemy być klientkami pomocy społecznej, na utrzymanie których państwo wydaje 2,5 tys. zł miesięcznie. Pracujemy, studiujemy, chcemy być i czuć się potrzebne.

Małgosia Radziszewska, z wykształcenia politolog, zakłada pierwsze w Polsce Stowarzyszenie Tancerzy Niepełnosprawnych (zdobyła dla Polski pierwszy medal w tańcach na wózku). Grażyna Łapińska, wokalistka (dwie nagrane płyty), jest najlepszym przykładem na to, że nawet siedząc na wózku, można realizować zwariowane marzenia. Skakała ze spadochronem!

Jeden z naszych pomysłów na samodzielność to "gniazda" - mieszkania, w których osoba niepełnosprawna miałaby możliwość samodzielnego życia. Kupowaliby je niepełnosprawni, wpłacając część kwoty. Jedną trzecią wpłacałby samorząd i jedną trzecią sponsor, np. deweloper, który w zamian mógłby liczyć na naszą pracę. Ale w naszym kraju żaden bank nie udzieli niepełnosprawnym kredytów hipotecznych. Dlaczego? Bo takiej osoby nie można z lokalu eksmitować. Rozwiązaniem tego problemu zajęła się Anita Siemaszko, prawnik.

Naszym marzeniem jest wydanie kalendarza pokazującego kobietę niepełnosprawną w pracy, w dyskotece, u kosmetyczki. Szukamy odważnego sponsora, który by nam pomógł to zrealizować. Chcemy wszystkim uświadomić, że mamy płeć. W centrach handlowych są wprawdzie toalety dla niepełnosprawnych, ale koedukacyjne i zwykle niezamykane ze względów bezpieczeństwa. A my naprawdę nie jesteśmy obojnakami. Kolejny pomysł to zatrudnianie asystentów, którzy pomagaliby niepełnosprawnym wspiąć się po schodach do przychodni, wejść do autobusu. W ten sposób można by na przykład odrabiać służbę wojskową.

Najpierw trzeba wyjść z domu

Klasa Kobiet (www.klasakobiet.com.pl)

Elżbieta Ćwiklińska-Kożuchowska

Klasa Kobiet to propozycja dla pań, które uważają, że "wypadły z obiegu", "są na bocznym torze", nie nadążają za zmianami. I także dla tych, które czują się samotne. Po rozwodzie, owdowiałe lub mentalnie opuszczone przez męża, takie, którym trzeba podać rękę. Przedwcześnie postarzałe usychają z rozpaczy... W takiej właśnie sytuacji znalazło się wiele kobiet w moim wieku. Niektóre przez lata opiekowały się dziećmi, prowadziły dom. Teraz straciły pracę i nie wiedzą, jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nie ma dla nich wielu propozycji, a z prężnymi młodymi czują się skrępowane. Klasa Kobiet działa na rzecz takich pań. Wszystkie rozwiązania, które proponuję, kiedyś sprawdziłam na sobie. Dzielę się moimi doświadczeniami. Przez lata kierowałam inżynierską firmą, ciągle działam w Lions Club - organizacji charytatywnej. Uważam, że życie to ruch. Najpierw namawiam kobiety do wyjścia z domu. Choćby po to, żeby zobaczyć świat. Potem należy dotlenić cały organizm - najlepiej przez gimnastykę - i dać mu szanse, by właściwie pracował.

Zajęcia ruchowe, które nazywam reaktywacją organizmu, zajmują bardzo ważne miejsce w programie Klasy Kobiet. Opracowane pod kątem tych, które przez lata nie gimnastykowały się, mają pobudzać do aktywności. Są proste, łagodne, prowadzone we własnym, dojrzałym gronie. Kolejną ważną sprawą jest reintegracja zawodowa. Czyli pomoc kobietom w przekwalifikowaniu się i odszukaniu swojej nowej zawodowej drogi. Do tego poza pomysłem i odwagą potrzebne jest obycie w świecie komputerów. Okazuje się, że wiele z moich koleżanek, choć mają w domu komputery, nie jest do nich dopuszczanych! Sprzęt jest okupowany przez małżonka lub dzieci, którzy nie mają czasu, żeby mamę lub żonę nauczyć obsługi tego urządzenia. A kobiety nie mają odwagi o to poprosić. Mam nadzieję, że kiedy odkryją, że obsługa komputera nie przekracza ich możliwości, nabiorą pewności siebie, że inaczej będą widziały swoją przyszłość. Dlatego tworzę pracownię komputerową, aby oswoić kobiety z wirtualnym światem. Poza tym otwieram klub o nazwie Azyl, do którego będzie można przyjść w ciągu dnia napić się kawy, a przede wszystkim zwierzyć się ze swoich problemów, pochwalić sukcesami. Będzie tam działała Turystyczna Skrzynka Kontaktowa dla tych, które szukają sprawdzonego towarzystwa na wyjazdy. Chcę, żeby ich życie stało się bardziej kolorowe.

Pomagając innym - pomagamy sobie

Soroptymistki (www.soroptimist.com.pl)

Elżbieta Roszczynialska, Jolanta Kwiecień-Wcisło

Soror to po łacinie siostra, optima - doskonała. "Sorores optimae" - ten łaciński zwrot przekształcił się w anglojęzyczną nazwę międzynarodowej organizacji kobiet, która powstała w 1921 roku w Oakland w USA. Jej człon-kinie musiały posiadać duże kwalifikacje zawodowe i reprezentować wysoki poziom etyczny. Teraz w Polsce działa już 12 klubów soroptymistek. Pierwszy krakowski klub zawiązał się w maju 1996 roku. Założycielka Ewa Nowicka, znana krakowska bizneswoman, zgodnie z zasadą, że soroptymistki mają zrzeszać kobiety o zróżnicowanych profesjach, zaprosiła do współpracy reprezentantki nauki, kultury, medycyny i biznesu. Zaczęłyśmy się spotykać, poznałyśmy się, polubiłyśmy. Okazało się, że choć jesteśmy różne i pochodzimy z rozmaitych środowisk, możemy się dogadać. Co więcej, przekonałyśmy się, że ta różnorodność jest naszą siłą. Razem świętujemy imieniny, urodziny. Pracując, chcemy się też bawić. Dlatego wymyślamy rozmaite imprezy, jak choćby rajd Baby-Jagi, który w tym roku odbył się już po raz szósty. Za kierownicą musi siedzieć kobieta, pilotem może być nawet mężczyzna... Każda drużyna jest przebrana, a stroje co roku są bardziej zabawne. Trasa zawsze wiedzie przez malownicze tereny okolic Krakowa, a kończy się w przepięknym zakątku, w tym roku

- w Pałacu Radziwiłłów w Balicach. Tam jest rozdanie nagród i wspólna biesiada. W tej zabawie jest jednak głębszy sens: promocja idei soroptymizmu i doskonalenie umiejętności "kierowczyni". Co roku w grudniu nasz klub organizuje spotkania integracyjne dla soroptymistek z całej Polski. W tym roku pod hasłem "Powitanie krokusów w Dolinie Chochołowskiej"witałyśmy wiosnę. Było to niesamowite spotkanie z przyrodą Tatr. Dywany krokusów śnią nam się po nocach i jest to cudowny sen. Wieczorem bawiłyśmy się przy dźwiękach góralskiej kapeli.

Nasze działania i projekty służą też zdobywaniu funduszy na cele charytatywne. Fundujemy stypendia dla uzdolnionej młodzieży. Od wielu lat paniom szczególnie dla Krakowa zasłużonym nadajemy honorowy tytuł Krakowianki

Roku. Zdobyły go m.in. Anna Dymna, Elżbieta Penderecka i prof. Maria Nowakowska. Bez ich twórczej obecności nasze miasto byłoby uboższe. Klub włączył się też w realizację międzynarodowego projektu soroptymistek pod hasłem "Kobiety budują pokój". Przeprowadzamy dwie akcje. W ramach pierwszej zbieramy podpisy autorytetów ze świata polityki, sztuki, sportu pod Kartą Pokoju. Będzie ona zamieszczona w Wielkiej Księdze Pokoju przygotowywanej dla uczczenia 100. rocznicy przyznania pokojowej Nagrody Nobla. Otrzymała ją austriacka pisarka i pacyfistka Bartha von Suttner. Druga akcja to przygotowanie lalek pokoju przez młodzież z gimnazjum w Niepołomicach według projektów członkiń klubu. Lalki przedstawiają znane krakowskie postacie. Każda będzie posiadać certyfikat z autografem osoby, którą przedstawia. Będziemy je licytować podczas plenerowego festynu. Dochód przeznaczymy na wsparcie kobiet i dzieci poszkodowanych przez wojnę.

W poszukiwaniu kobiecości

Dojrzewalnia Róż (www.dojrzewalnia.pl)

Ewa Panufnik

Na początku były spotkania w prywatnych domach w małym gronie kobiet. Raz, dwa razy w miesiącu. Rozmawiałyśmy o naszych potrzebach i marzeniach, ale też dyskutowałyśmy na temat roli kobiety w społeczeństwie. Bardzo nam było razem dobrze. Otwarcie mówiłyśmy o tym, co czujemy, co jest dla nas ważne. Szybko okazało się, że nasze indywidualne historie mają wiele wspólnego. Jesteśmy różne, ale spotykamy się z tymi samymi wyzwaniami.

W długi majowy weekend 2003 roku spotkałyśmy się we trzy. Ja, absolwentka zarządzania, Dorota Gawroń, dyrektorka ośrodka wychowawczego i Lucyna Wieczorek, psychoterapeutka. Opracowałyśmy strategię działania. Najpierw założyłyśmy stronę internetową. Na początku była na niej informacja, że tworzymy ośrodek rozwoju osobistego dla kobiet, a potem z czasem pojawiały się terminy i program proponowanych zajęć. Miałam doświadczenie w tworzeniu takich stron, bo pracowałam przy przygotowywaniu internetowego serwisu dla kobiet. Zaczynałyśmy bez żadnego kapitału, liczył się nasz zapał i energia. W jakim kierunku miała rozwijać się Dojrzewalnia? Chciałyśmy robić wszystko to, co sprzyja odkrywaniu i rozwijaniu kobiecości. Najpierw starałyśmy się zorganizować zajęcia, które pozwoliłyby nam doświadczyć i poznać to, co dotąd było w sferze naszych marzeń. Dla mnie była to gra na bębnach. Namówiłam muzyka z Łodzi Wojciecha Pęczaka (ucznia sławnego bębniarza Mamady'ego Keita), by na wyjazdowym spotkaniu grupy kobiet poprowadził bębniarski warsztat. Rytmiczna muzyka stała się okazją do znakomitej zabawy. To były wspaniałe zajęcia, do dziś

są przebojem wszystkich organizowanych przez nas imprez. To nie tylko rozrywka, warsztaty mają działanie terapeutyczne. Po tym wyjeździe przekonałyśmy się, że kobiety bardzo pragną tego typu spotkań. Wszystko dookoła nam sprzyjało, dlatego już jesienią zdecydowałyśmy się zorganizować pierwszy festiwal rozrywkowo-rozwojowy dla kobiet pod nazwą Progessteron. Najwięcej było tam psychologii, ale odbywały się też warsztaty pracy z ciałem, głosem, tańca i spontaniczna twórczość - w sumie około 30 propozycji. Zależało nam, żeby kobiety nie tylko doskonaliły się duchowo i fizycznie, ale też dobrze się bawiły. I właśnie te warsztaty były najbardziej oblegane.

W tym roku latem organizujemy festiwal już po raz szósty. Tym razem w Jastrzębiej Górze. Piąty, wiosenny Progessteron (2005) odbył się w siedmiu miastach Polski: Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Szczecinie, Gdańsku, Olsztynie. Kobiety uczestniczyły w 440 warsztatach, 50 wykładach i pokazach. W październiku Progessteron zagości już w dziesięciu miastach. Po raz pierwszy będą mogły w nim wziąć udział mieszkanki Katowic, Sosnowca, Łodzi. Każdej imprezie towarzyszy informator - przewodnik po miejscach, w których na kobiety czekają ciekawe propozycje rozwojowo-rozrywkowe.

Stała siedziba Dojrzewalni mieści się w Warszawie. Tu przez cały rok prowadzone są warsztaty "Kobiety w wewnętrznej podróży", "Kobiety do piór". Odbywają się też zajęcia jogi. W warsztatach uczestniczą panie świadome tego, że chcą coś w swoim życiu zmienić, szukają inspiracji, wsparcia. To wspólne bycie sprzyja odkrywaniu i rozwijaniu kobiecości. Jednak w kwietniu tego roku po raz pierwszy zdecydowałyśmy się wyjść poza tematykę związaną z naszą płcią. Zorganizowałyśmy bliskie spotkania kobiet i mężczyzn pod nazwą Hormony & Harmony. Stwierdziłyśmy, że dobrze jest zaprosić mężczyzn i w rozmowach, tańcu, doświadczyć tego, co nas łączy i co nas dzieli. W lipcu odbędzie się drugie takie spotkanie. Organizujemy też I Ogólnopolski Zjazd Singli "Pomóżmy Miłości".

Nieoczekiwanie dla nas samych Dojrzewalnia Róż stała się naszym sposobem na życie, jak również miejscem pracy, które się kocha.

Więcej o: