Kiedy Magda myśli o swym ojcu, chciałaby znowu być dziewczynką. Wyciąga fotografię, na której razem idą przez park: drobna blondynka, maluch z kokardami we włosach i przystojny, wysoki mężczyzna. Trzymają się za ręce. - Ten pulchny dzieciak to ja, a obok mama i tata - wodzi palcem po zdjęciu. - Miałam wtedy trzy, a może cztery lata. Byłam pijana ze szczęścia. Rodzice to był mój cały świat. Myślałam, że zawsze tak będzie - mówi, odgarniając rudą grzywkę. - Jak dobrze byłoby znowu poczuć tę więź - dodaje, szybko chowając zdjęcie.
Zamki z piasku Siedzimy na plaży i patrzymy w morze. Milczymy. Dwuletni synek Magdy Franek buduje zamek z piasku. Widzimy się po raz pierwszy. Niełatwo jest rozmawiać, i to o tym, co tak bardzo boli. Trzy lata temu świat Magdy runął. Dowiedziała się, że jej ojciec jest gejem. - To było moje prywatne tsunami. Zmiotło to, co tak misternie od rozwodu rodziców budowałam.
Niewysoka, szczuplutka, ma miły, trochę dziecięco brzmiący głos, ale mówi głośno i zdecydowanie. Dotychczas pracowała w dziesięciu miejscach. Jako sekretarka, nauczycielka, tłumaczka, ankieterka. - To kim właściwie jesteś? - pytam. - Mamą Franka, wszystko inne może się zmienić
Ojciec wyprowadził się z domu, kiedy dorastała. Uważała, że wszystkiemu winna jest matka. - Byłam na nią wściekła, że nie potrafiła go zatrzymać. Ojca kochałam i podziwiałam. Za jego błękitne oczy, uśmiech amanta filmowego i za sposób opowiadania bajek na dobranoc. Ale przede wszystkim za czułość. Pamiętam, jak całą noc czuwał przy mnie, kiedy miałam szkarlatynę. Jak uczył mnie tańczyć walca - wspomina. W młodości występował w kabarecie, potem skończył grafikę w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Zabierał ją na wernisaże. Potem nagle zaczął wyjeżdżać za granicę. Jak mówił, do pracy. Całymi miesiącami był poza domem. Coraz bardziej odległy. Obiecywał, że wyjadą razem na wakacje. Nad Adriatyk, nad Loarę. Do Rzymu i Paryża. Czekała - To był mój początek zagubienia Czułam, że jesteśmy z mamą dla niego coraz mniej ważne. Pewnie ma jakiś romans - podejrzewałam. Byłam wściekła, że matka to toleruje.
Odszedł cicho. Znienacka. Zabrał niewiele rzeczy. - Rozwiódł się z matką, ale przecież nie ze mną. Tak to sobie tłumaczyłam, ale wiedziałam, że już nigdy nie wejdzie do mojego pokoju, nie pocałuje mnie w czoło. Nigdy już nie będę jego małą córeczką. Cierpiałam, ale starałam się zrozumieć, wybaczyć, że "nie będziemy razem żyć długo i szczęśliwie".
Utrzymywała kontakt z ojcem. Odwiedzała go w nowym mieszkaniu. Pomagał jej w nauce. Chodzili razem do kina i na wystawy. Trochę się zdziwiła, kiedy tata oświadczył jej, że zamieszka z nim daleki kuzyn Marek, który właśnie rozpoczyna
studia na Wydziale Malarstwa ASP. - Poznałam go, spodobał mi się. Blondyn z kręconymi włosami do ramion, o szczerym uśmiechu. Inteligentny i oczytany. Jest w moim typie - pomyślałam. Może nawet trochę się w nim podkochiwałam? - ścisza głos.
Coraz częściej bywała u ojca, bo coraz bardziej lubiła rozmowy z Markiem. Podobały im się te same filmy, czytali te same książki. - Tego dnia świętowaliśmy 45. urodziny taty. Był tort, szampan, życzenia. Przed północą Marek wsadził mnie do taksówki. Na pożegnanie pocałował w policzek. Jechałam cała w skowronkach. Pod domem zorientowałam się, że nie mam kluczy. Zostały u taty. Wróciłam. Nacisnęłam klamkę, drzwi były otwarte. Weszłam i osłupiałam. Mój ojciec leżał na kanapie, a Marek namiętnie go całował, rozpinając mu koszulę na piersiach. W jednej chwili dotarło do mnie: "Mój ojciec jest gejem! Marek jest jego kochankiem". To mnie poraziło. Stałam oszołomiona, a oni zachowywali się jak zakochana para. Wybiegłam, trzaskając drzwiami.
Ściana milczenia Od tego czasu nie widziała się z ojcem, choć on starał się o to. Nie zaprosiła go na swój ślub. Męża wybrała szybko. - Chciałam kochać i być kochaną. Znaliśmy się zaledwie trzy miesiące. Mąż nie wie, że jego teść jest gejem. Wstydziłabym się powiedzieć mu o tym. Wie, że się pokłóciliśmy, i tyle. Nikt z moich znajomych o tym nie wie. Nawet moja przyjaciółka. Z matką też nie poruszam tego tematu. Rozmawiałyśmy raz. Wtedy, kiedy się to stało. Dotarłam do domu tak wzburzona, że w złości krzyczałam: "Jak mogłaś związać się z pedałem? To największe świństwo, jakie mi zrobiłaś!". Potem zawisła między nami ściana milczenia. Dziś wstydzę się tamtych słów, ale nigdy nie przeprosiłam matki i myślę, że pewnie dlatego nasze kontakty są pozbawione czułości. Brakuje w nich szczerości - wyznaje, ukradkiem ocierając łzy.
- Ta rana wciąż jest otwarta i krwawi. Nie wiem, jak ją wyleczyć. Chciałabym, żeby było jak dawniej, ale też wiem, że nie chcę być córką geja. A jestem! Nie chodzi o to, żebym miała coś przeciwko homoseksualistom. Jestem tolerancyjna. Co innego być gejem czy też lesbijką, a co innego ich dzieckiem To przez Marka ojciec nie miał dla mnie czasu. To z nim wyjeżdżał za granicę. Oszukiwał mnie. Oboje kłamali. To bardzo boli - mówi Magda, kuląc się w sobie.
Teraz ma własnego syna i ciągły niepokój w sercu. Przygląda się mu uważnie. - Boję się, żeby nie odziedziczył po dziadku skłonności do mężczyzn. Tego bym nie przeżyła. Dlatego nie pozwolę na kontakty Franka z moim ojcem. Ale za nim tęsknię - zamyśla się. Dla Magdy wspomnienia o ojcu są jak dobre i złe sny. - Dobre są te z dzieciństwa, kiedy dawał mi poczucie bezpieczeństwa, pewność, że nic mi nie grozi. Prześladuje mnie taki obrazek - roześmiany tata podrzuca mnie do góry. Złe
- kiedy odszedł i nagle zabrał wszystko. Nie interesował się moim dojrzewaniem, miłościami. Zostawił bez uprzedzenia, że świat nie musi być dobry. A potem okazało się, że jest gejem. Dlaczego nie próbował ze mną o tym porozmawiać? Nie ufał mi? Bał się? Stał się kimś obcym. Nie jest już tym tatą, którego znałam. Ale myślę o nim czasem jak o trudnym dziecku, które się kocha, choć tyle z nim kłopotów. A może właśnie dlatego?
Najszczęśliwszy dzień Do pani Marii niełatwo jest trafić. Podmiejska dzielnica, numer domu ledwo widoczny w gęstwinie żywopłotu. Nagle w bramie staje wysoka, przystojna blondynka. Popielaty sweter, spodnie w kratę. Zaprasza do domu. Foksterier wylizuje mi nogi. Nie było łatwo namówić panią Marię na to spotkanie. Zgodziła się dopiero wtedy, kiedy dowiedziała się, że rozmawiałam z jej córką Magdą. - Może to pomoże nam wszystkim - zastanawiała się, kiedy przez telefon ustalałyśmy termin spotkania.
Teraz Maria gorączkowo czegoś szuka. - Kiedy mąż odszedł, zaczęłam przeglądać to, co do niego należało. Chciałam się czegoś o nim dowiedzieć. Znaleźć odpowiedź: "Dlaczego? Kiedy? Co złego zrobiłam?". Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest homoseksualistą, ale podejrzewałam, choć takie myśli odrzucałam - opowiada, otwierając szufladki w komodzie pełne drobiazgów i zdjęć. Wyciąga album, przegląda. - Znalazłam! Pokazuje mi ślubną fotografię. - Nie oglądałam jej od wieków. Oprawione zdjęcie wyrzuciłam - dodaje. Z fotografii patrzy na mnie uśmiechnięta młoda para. Ona trzyma bukiet białych róż (22, tyle miała lat w dniu ślubu), on obejmuje ją ramieniem. - Wtedy myślałam, że to mój najszczęśliwszy dzień w życiu. Kochałam Piotra. On też zachowywał się tak, jakby świata poza mną nie widział - wspomina. Zamieszkali tu, w tym domu należącym do jego babci.
Piotr - jedynak, ukochany synek mamusi. Miał wszystko, czego zapragnął. Markowe ciuchy, japoński motor, zagraniczne
podróże. Maria miała troje rodzeństwa. Jej
rodzice kierowali pensjonatem nad morzem. Pomagała im. Z Piotrem poznali się na wakacjach. Młody student grafiki przyjechał na plener i został zakwaterowany w pensjonacie rodziców Marii. Wakacyjny romans przetrwał próbę czasu. Studiowali i spotykali się. Ich ślub nikogo nie zaskoczył. Madzia urodziła się trzy dni przed pierwszą rocznicą. - Piotr szalał z radości. Kąpał ją, przewijał, chodził na spacery. Był tak czułym ojcem, że nawet byłam trochę zazdrosna o tę małą kobietkę - Maria uśmiecha się do wspomnień.
Wkrótce Maria obroniła dyplom i zaczęła pracować w biurze turystycznym. Piotr odnosił sukcesy. Zdobywał nagrody, miał wystawy. Niczego im nie brakowało.
W poszukiwaniu bliskości - Tak mi się wtedy wydawało, ale teraz, z perspektywy czasu, widzę, że mieliśmy coraz mniej czasu tylko dla siebie. Nasze intymne pożycie było bardzo ograniczone. Madzia spała z nami w łóżku do piątego roku życia. A Piotr coraz częściej sypiał w pracowni. Trochę brakowało mi seksu. Ale podczas nielicznych zbliżeń mąż był czuły. Widziałam, że go podniecam, że lubi moje ciało. Teraz nie wiem, czy tak było Zastanawiam się, czy wtedy udawał? Czy nasze zbliżenia były dla niego spełnianiem małżeńskiego obowiązku? To trwało 15 lat.