Inne mamy kochają tak samo

25.07.2006 12:30
Kobieta nie potrzebuje niczyjego pozwolenia na posiadanie dziecka. Pary gejowskie są w znacznie trudniejszej sytuacji

Kobieta nie potrzebuje niczyjego pozwolenia na posiadanie dziecka. Pary gejowskie są w znacznie trudniejszej sytuacji (Fot. Peter Griffith/Masterfile)

Nie jest im łatwo. Nawet te, które przyznają się do swojej orientacji seksualnej, nie mają odwagi publicznie pokazać twarzy. Obawiają się nie o siebie, ale o swoje dzieci. Boją się dyskryminacji i piętna ?inności?. Marzą o tym, by ich dzieci nie były traktowane jak dziwolągi, dlatego że mamy są lesbijkami.
Poczuła silny ból. - Zaczyna się - krzyknęła Magda, blondynka o niebieskich oczach i łagodnych rysach twarzy, kładąc ręce na dużym brzuchu.

- Tylko się nie denerwuj. Torba już spakowana. Taksówka zamówiona. Zaraz będziemy w szpitalu - gładzi po głowie Magdę Jola, filigranowa szatynka o bystrym spojrzeniu zza okularów.

- Ja rodzę! - przerażona Magda popędza swoją partnerkę. Przez wiele miesięcy obie czekały na ten dzień. Wyobrażały sobie, jak będzie wyglądał. Chodziły do szkoły rodzenia. Dziś zostaną matkami. Obie, choć urodzi Magda. Jola przetnie pępowinę maleństwu. Dziś wszystko się w ich życiu zmieni. Wkroczy w nie mały człowieczek....

Mama numer jeden, mama numer dwa

'Maleńka!

Sprowadziłyśmy Cię na ten niezbyt przyjazny świat, bo chciałyśmy podzielić się z Tobą naszą miłością. Kocham Twoją mamę i Ciebie pokochałam od pierwszej chwili Twojego życia. Byłam przy Twoich narodzinach. Chcę być też przy tym, jak będziesz stawiać pierwsze kroki i jak się w kimś zakochasz. Może wtedy łatwiej Ci przyjdzie wybaczyć nam to, że nasza rodzina jest 'inna'. Pewnie wiele razy będziesz się wstydzić, że masz dwie mamy. To nasza wina, nie Twoja. Ja

jestem tą drugą mamą, która Cię nie urodziła i która nie ma do Ciebie żadnych praw, ale za to chce się Tobą opiekować. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Najważniejsze, że jesteś. To prawdziwy cud!' - Jola, kilkanaście minut po narodzinach córeczki Magdy.

W szpitalu wita je położna, którą już wcześniej wybrały. Wszystko przebiega planowo. Mają do dyspozycji osobny pokój. Jola nie odstępuje Magdy. Pomaga się jej przebrać. Rozmasowuje nogi. Zwilża wodą usta. Całuje w czoło. Tuli, choć Magda wbija w jej rękę długie, pomalowane na niebiesko paznokcie. - Tak bardzo boli - przejmuje się.

Magda i Jola są ze sobą od trzech lat. - To była miłość od pierwszego wejrzenia - zgodnie twierdzą. Poznały się w uniwersyteckiej bibliotece i pół roku później wynajęły mieszkanie. Na początku nie myślały o posiadaniu dziecka.

- Macierzyństwo budziło we mnie odrazę. Karmienie piersią, przewijanie, kąpanie. Ubezwłasnowolnienie na własne żądanie - tak jeszcze do niedawna myślała Jola, kiedy słuchała opowieści swoich koleżanek, młodych mam. Zawsze była bardzo samodzielna, miała własne zdanie. Również w sprawie seksualnych preferencji. - Lubiłam melodramaty, lecz kiedy jako dziewczynka oglądałam "Przeminęło z wiatrem", kochałam się w Scarlett, a nie w Redzie. Czułam, że jestem inna, ale to nie znaczy gorsza - wspomina Jola. Powiedziała o tym rodzicom w dniu swoich 18. urodzin. Niełatwo było im zaakceptować to, że ich ukochana jedynaczka jest lesbijką.

Inaczej jest z rodziną Magdy. Ma dwie siostry i dwóch braci, pochodzi z małej miejscowości zagubionej w białowieskiej puszczy. Wychowywana tradycyjnie do dziś się nie ujawniła.

- Dla moich rodziców najważniejsze są dzieci i wiara. Katolicka. W każdą niedzielę są w kościele. Kiedy dowiedzieli się, że jestem w ciąży, nie potępili mnie, ale chcieli poznać ojca dziecka. Jak mam im powiedzieć, że sama go nie znam, bo zostałam zapłodniona metodą in vitro, spermą anonimowego dawcy z Kriobanku w Białymstoku? - wyznaje Magda między jednym a drugim skurczem.

Decyzja, żeby zostać biologiczną matką dziecka, które mają z Jolą wychowywać, nie była dla niej łatwa. Ale to właśnie ona nie wyobrażała sobie ich dalszego wspólnego życia bez córki lub syna. A Jola na pytanie, czy chce z nią wychowywać dziecko, nie odpowiedziała: "nie". Potem roztrząsały wszystkie za i przeciw.

Obie dziewczyny zbliżają się do trzydziestki, obie są po studiach psychologicznych, a przez pierwsze lata znajomości zajmowały się robieniem kariery zawodowej. Osiągnęły finansową stabilizację. Kiedy podjęły decyzję, że chcą zostać matkami, nie wyobrażały sobie zapłodnienia w tradycyjny sposób. - Jestem zazdrosna o Magdę i nigdy nie zgodziłabym się na to, żeby jakiś facet jej dotykał! - zwierza się Jolka.

Najważniejsze stało się znalezienie dawcy nasienia. Musiały się zdecydować, czy ma być anonimowy, czy też nie. Czy skorzystać z ofert mężczyzn (np. w internecie), którzy chcą zostać dawcami nasienia, a może namówić kogoś znajomego. Na przykład jakiegoś geja.

- Ale pojawiłby się problem jego udziału w życiu naszym i dziecka - wtrąca Jola.

- Znam taką lesbijsko-gejowską rodzinę. Mają wspólnie bliźniaki i te dzieci miesiąc mieszkają u tatusiów, a miesiąc u mam. Na razie są malutkie, ale za parę lat będą musiały pójść do przedszkola, potem do szkoły. Nie wiem, jak sobie z tym poradzą. Co z tego, że obie pary mieszkają w pobliżu siebie. Nasze społeczeństwo nie jest gotowe na zaakceptowanie dwóch mam, a co dopiero dwóch mam i dwóch tatusiów jednocześnie. Ale ja nie chcę się z nikim dzielić naszym dzieckiem - zdecydowanym tonem zaznacza Jola.

Dawca przestestowany

Z serwisu dla lesbijek pragnących zostać matkami: www.lesmama.kobiety-kobietom.com dowiedziały się o metodach zapłodnienia in vitro w domu. Jednak nie przekonały się do nich.

- Transportowanie spermy uzyskanej od dawcy (w pojemniczku pod swetrem lub w termosie, żeby zachować odpowiednią temperaturę), a potem wprowadzanie jej do pochwy za pomocą jednorazowej strzykawki lub pipety - jak radzi portal lesmama - to straszne amatorstwo - przekonuje Jola. Wolały, żeby

to odbyło się w klinice, pod okiem profesjonalistów. Wyszukały angielski serwis Man Not Included.

- Szybko zorientowałyśmy się, że nie jest to typowa klinika, chociaż handluje nasieniem. Istnieje nawet możliwość określenia wyglądu, statusu społecznego, inteligencji dawcy. Kosztuje to ok. 1400 funtów. Można przebierać w dawcach, można się z nimi nawet skontaktować, można też - za dodatkową opłatą - przechowywać ich spermę, na wypadek gdyby matka zechciała mieć kolejne dzieci. - opowiada Jola. W klinice w Londynie za zabieg inseminacji trzeba zapłacić tysiąc funtów, ale wtedy ujawniają jedynie podstawowe informacje o dawcy. Za dwa tysiące można obejrzeć jego zdjęcie, natomiast za trzy - istnieje możliwość poznania go. Ale dziewczyny nie mają na to ochoty. Po co ich dziecko ma poznawać biologicznego ojca? - Wolę, żeby jego udział ograniczył się jedynie do wykorzystania jego nasienia - wyznaje Jola. Ale też wie, że dla prawidłowego rozwoju dziecko powinno mieć zapewniony kontakt z mężczyzną. Może wystarczy dziadek, ojciec Joli.

Na pewno urodzi się dziewczynka. Tak wykazało badanie USG. Kiedy już będzie młodą kobietą, będzie potrzebowała przyjaznych męskich oczu, w których - jak w zwierciadle - będzie mogła się przejrzeć i upewnić, że jest akceptowana, i to bezwarunkowo. - Mój ojciec idealnie się do tego nadaje. Nigdy się na nim nie zawiodłam. Zawsze w nim szukam oparcia - zwierza się Jola.

To właśnie ona znalazła w Polsce bank spermy.

- Trzeba tylko mieć ok. 3 tys. złotych. Dyrektor kliniki, nie pytał nas o orientację seksualną. Ich bank nasienia współpracuje ze stałymi dawcami. Są to mężczyźni w wieku ok. 35 lat, którzy już mają dzieci. Nie są obciążeni żadnymi dziedzicznymi chorobami i są poddani badaniom pod kątem nosicielstwa chorób przenoszonych drogą płciową, takich jak HIV - opowiada Jola.

- Nabierz powietrza, zatrzymaj i przyj! Z całej siły, Słoneczko! Popchnij! - komenderuje położna. Magda napięta jak struna wyciska z siebie dziecko. Z jej gardła wydarł się dziki krzyk, a ręce na oślep biją powietrze.

- Widać główkę! - Jola ma łzy w oczach. Jest! Córeczka. Po kilkunastu minutach słychać ciche kwilenie maleńkiej przystawianej do piersi. Magda półprzytomna ze zmęczenia uśmiecha się do niej. Obok stoi - jak zahipnotyzowana - Jola. Czy też powinna czuć się mamą? Czy kiedyś sama zdecyduje się urodzić? Teraz przyjdzie im zrezygnować z uroków beztroskiego życia na rzecz macierzyństwa. Ta mała istotka to będzie test dla ich związku, na ile mogą na siebie liczyć. Czy potrafią sobie pomóc? Pielęgniarka z oddziału noworodkowego pyta Magdę o ojca dziecka. Nieznany? Omiata dziewczyny dziwnym wzrokiem i po chwili plotkuje na boku z koleżanką. Już zaczynają się problemy. Pewnie tak będzie stale. W przedszkolu, w szkole, na podwórku. A Magda i Jola nie zamierzają się ukrywać. - Obie będziemy dziecku matkowały. Nie chcemy prowadzić podwójnego życia. Nie będziemy uczyć naszego dziecka życia w kłamstwie. Mieszkamy w Warszawie i mamy nadzieję, że tu możemy liczyć na większą tolerancję - mówi Jola.

Jednak nawet w stolicy decyzja o wychowywaniu dziecka przez parę homoseksualną jest skazaniem takiej rodziny na ostracyzm. Pewnie lepiej byłoby, gdyby Magda ukryła się w tłumie samotnych matek. Udawała rozwódkę, wdowę lub kobietę porzuconą przez mężczyznę.

Mama i jej przyjaciółka

'Kochana Córeczko!

Czy kiedyś mnie zrozumiesz? Czy mi wybaczysz? Starałam się być z Twoim ojcem, nawet bardzo. Myślałam, że może jakoś uda mi się ze względu na Ciebie. Ale kiedy poznałam Krystynę, nie potrafiłam już żyć w kłamstwie, udawać. Odeszłam. Zabrałam Ciebie, bo byłaś taka malutka i bezbronna. Uważałam, że matka jest Ci bardziej potrzebna. Wiem, że pozbawiłam Cię codziennej więzi z ojcem. Razem z Krystyną tworzymy rodzinę, bo rodzina to przede wszystkim ludzie, którzy się kochają i troszczą się o siebie. Pamiętaj o tym! Chcemy być dla Ciebie wsparciem. Chcemy, żebyś mogła zawsze na nas liczyć. Masz też drugi dom. Dom ojca. Pamiętaj, że zawsze możesz, jeślibyś chciała, odejść do ojca. Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze. Mama Anna'

Niewiele lesbijek w naszym kraju decyduje się na urodzenie dziecka w homoseksualnym związku. Z badań absolwenta socjologii Uniwersytetu Warszawskiego Cezarego Krasickiego wynika, że 90 proc. homoseksualistów w Polsce nie chce mieć dzieci, ponieważ mogą być one narażone na jeszcze większą dyskryminację niż oni sami. W Polsce 84 proc. społeczeństwa nie akceptuje ani rodzicielstwa, ani możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Jednak Anna (z burzą rudych loków) i Krystyna (wiotka, w typie chłopczycy) od trzech lat wspólnie wychowują jedenastoletnią Zuzię. Nie jest im łatwo. Były mąż Anny, ojciec Zuzi, nastawia dziewczynkę przeciw matce i jej partnerce. Próbuje w sądzie udowodnić, że środowisko, w którym przebywa jego córka, jest nieodpowiednie.

Dr Wiesław Ślósarz psycholog i seksuolog kliniczny uważa, że orientacja seksualna rodziców nie ma żadnego znaczenia. Najważniejsze są więzi emocjonalne łączące dzieci z rodzicami.

Tak też uważa Anna, dlatego stara się, żeby kontakty z byłym mężem były poprawne. Nie jest to łatwe. Ponieważ on nie może jej wybaczyć zdrady, i to z kim Z kobietą! Anna nigdy nie dążyła do tego, by Krystyna ojcowała Zuzi. Od początku córka wiedziała, że to przyjaciółka mamy, z którą będą mieszkać i żyć. Na razie Zuzi nie interesuje to, co się dzieje za drzwiami sypialni Krystyny i mamy. Krystyna jest trochę zazdrosna o uczucie, jakim Anna darzy córkę. I nie bardzo wie, jak traktować Zuzię. Jak siostrzenicę, czy też jak pasierbicę? Anna jest wierząca, co dodatkowo komplikuje sytuację. Kościół do homoseksualistów odnosi się z rezerwą. Rozgrzeszenie można dostać jedynie wtedy, jeśli obieca się podczas spowiedzi, że będzie się walczyć ze swoją skłonnością.

- Nigdy nie zapomnę, jak przed uroczystością Pierwszej Komunii Zuzi wyznałam księdzu, że kocham kobietę i żyję z nią w związku. Usłyszałam, że muszę skończyć z tą grzeszną miłością. Przestraszyłam się. Pomyślałam, że moje dziecko może być niedopuszczone do komunii, a wtedy

nie wiem, co bym zrobiła... Na szczęście wszystko odbyło się prawie normalnie. Przyjechał ojciec Zuzi ze swoimi rodzicami, a Krystyna wyjechała, żeby ich nie drażnić swoją obecnością - Anna z dumą pokazuje komunijne zdjęcie córki. Widzę na nim uśmiechniętą blondynkę z niesfornymi kędziorkami.

- Jest taka rozkoszna i bardzo wrażliwa. Strasznie się boję, że ludzie mogą ją skrzywdzić. W szkole, gdy zorientowali się, że żyję z kobietą, zostałyśmy obie z Krystyną wezwane przez panią psycholog. W trosce o dobro dziecka. Dowodziła, że krzywdzimy Zuzię, że skazujemy ją na ciągłe stawanie w obronie matki lesbijki. Poza tym usłyszałyśmy, że grozi jej deprawacja moralna, a jej rozwój emocjonalny zostanie poważnie zaburzony - opowiada Anna, nie patrząc mi w oczy. Przyznaje, że dręczą ją wyrzuty sumienia. Ma momenty, kiedy rozważa możliwość zgodzenia się na wychowywanie Zuzi przez rodzinę męża.

- Ale córka jest ze mną bardzo mocno związana. Wyszło to w trakcie badań psychologicznych przeprowadzanych przez powołanego przez sąd przy okazji rozwodu biegłego psychoterapeutę. Stwierdził, że to ja powinnam ją wychowywać - mówi Anna.

Dr Wiesław Ślósarz uważa, że do okresu dojrzewania dziecko nie ma świadomości, że osoby mu najbliższe to para homoseksualna.

Anna wyznaje, że - dla dobra dziecka - chciała wyprowadzić się od Krystyny. Zaczęła nawet szukać odpowiedniego mieszkania, ale Krystyna wpadła w rozpacz. Twierdziła, że już teraz nie wyobraża sobie samotnego życia, bo pokochała nie tylko Krystynę, ale i Zuzię. - To jest moja rodzina. Chociaż wiem, że będzie wiele takich momentów, na przykład urodziny Zuzi, kiedy będę musiała usuwać się w cień, żeby nie prowokować tamtej rodziny swoją obecnością. Ale mnie wystarcza codzienność. To, że nie wracam do pustego domu. Kiedyś uważałam, że nie chcę mieć dzieci, a teraz okazało się, i to dzięki Zuzi,

że stać mnie na wyrzeczenia. Nie jestem już taką kapryśną złośnicą jak niegdyś - śmieje się Krystyna.

Zakochana mama

'Kochany Synu, Kochana Córeczko!

Nie rozmawiałam z Wami dlaczego rozwiodłam się z ojcem, ale już nie chcę dłużej Was oszukiwać. Nie była to tylko niezgodność charakterów, ale przede wszystkim to, że zakochałam się w kobiecie. Wcześniej podobały mi się różne dziewczyny, ale chciałam być "normalna". Oszukiwałam siebie i oszukiwałam wszystkich wokół. Lesbijki budziły we mnie niesmak. Nie mogłam uwierzyć, że jestem jedną z nich. Dla mnie samej było to zaskoczeniem, ale ponieważ już jesteście dorośli, uznałam, że mogę wyznać Wam prawdę. Nie chciałabym, żebyście dowiedzieli się o tym nie ode mnie. Zawsze będziecie dla mnie najważniejsi. Kocham Was i zawsze będę kochać, ale nie potrafię udawać. Myślę, że ja też, tak jak i Wy, mam prawo do bycia

z osobą, którą pokochałam. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Całuję. Wasza Mama Marta'

Dla 45-letniej Marty zawsze dzieci były największą wartością w życiu. Wyszła za mąż zaraz po maturze. Wydawało jej się, że kocha i jest kochana. Jednak kiedy na świecie pojawiła się córka, zaczęli z mężem powoli oddalać się od siebie. On był zajęty robieniem kariery, ona wychowywaniem dzieci (półtora roku po córce urodził się syn). Jej ambicje zawodowe - chciała być projektantką mody - stały się nieistotne. - Nie byłam nieszczęśliwa, bo lubiłam zajmować się dziećmi. Największym problemem były relacje z mężem. Nie umiałam z nim rozmawiać. Miałam wrażenie, że coraz bardziej oddalamy się od siebie. Świetnie natomiast czułam się w towarzystwie młodych mam poznanych w parku. Im się zwierzałam ze swoich problemów. Zauważyłam nawet, że niektóre z nich po prostu mi się podobają. Współżycie seksualne z mężem stało się dla mnie ciężarem - wspomina Marta.

Wybrali się do seksuologa, który po dokładnym wywiadzie stwierdził, że Marta ma skłonności homoseksualne. Jednak ona nie chciała w to uwierzyć. Za wszelką cenę chciała być normalna. - Zaczęłam unikać kontaktów z kobietami. Mąż poświęcał mi więcej uwagi. Wyjechaliśmy razem do Grecji. Postanowiliśmy ratować nasze małżeństwo. Jednak nie trwało to długo. Po jakimś czasie mąż zaczął późno wracać do domu, wyjeżdżać w delegacje. W końcu wyznał, że ma kochankę. Nawet było mi to na rękę. Przeniosłam się do drugiego pokoju i byłam szczęśliwa, że nie muszę już niczego udawać - opowiada.

Kiedy odchowała dzieci, zaczęła szyć dziecięce ubranka. Podobały się. Założyła własną firmę. Całą energię poświęciła na budowanie swojej niezależności.

- Myślałam, że już zawsze będę samotna. Trzy lata temu wyjechałam na targi do Niemiec i tam poznałam Teresę, która również prowadziła firmę odzieżową. Zaczęłyśmy od kontaktów zawodowych, lubiłyśmy ze sobą spędzać czas, zaprzyjaźniłyśmy się i w końcu po jakimś bankiecie wylądowałyśmy w łóżku. Kiedy się obudziłam, poczułam, że to jest to. Dotarło do mnie, że jestem lesbijką - wyznaje Marta.

Nie od razu się z tym pogodziła. Jednak Teresa podbiła jej serce serdecznością i czułością, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyła. Nareszcie spotkała kogoś, kto zaakceptował ją bez zastrzeżeń. Teresa również miała za sobą nieudany związek, ale była bezdzietna. Marta po kilku miesiącach ukrywania się postanowiła wyprowadzić się do Teresy i rozwieść się z mężem. Nie było to łatwe. Mimo że dzieci studiowały i mieszkały już poza domem, nie wiedziała, w jaki sposób powiedzieć im prawdę. Dwa lata się ociągała. Bała się niezrozumienia, odrzucenia. W końcu - za radą psychologa - zdecydowała się na napisanie do dzieci listów.

Syn prawie od razu zadzwonił do Marty i powiedział, że choć nie jest mu łatwo, to będzie się starał zaakceptować jej nowy związek. Chce poznać jej partnerkę. Natomiast córka odpisała jej, że na razie nie może pogodzić się z tym, że tak bardzo skrzywdziła ojca. Nie chce się z nią spotykać. Nie chce, żeby poznała jej narzeczonego i jego rodziców.

- Twierdzi, że umarłaby ze wstydu, gdyby dowiedzieli się, że jestem lesbijką. Niełatwo mi z tym żyć. Chciałabym uczestniczyć w przygotowaniach do jej ślubu. Ale ona nie reaguje na moje telefony, listy. To przykre - Marta nerwowo zaciska dłonie.

Czy lesbijki mają prawo do posiadania dzieci? - pytam Jolę. - A kto im zabroni? Kobieta nie potrzebuje niczyjego pozwolenia na urodzenie dziecka. Gorzej mają geje Muszą czekać na prawo do adopcji - śmieje się Jola, tuląc do piersi zawiniątko z noworodkiem. - Proszę spojrzeć, ona się do mnie uśmiecha. Śpij, kochana, mama ci zaśpiewa kołysankę. "Był sobie król, był sobie paź i była też królewna..." - nuci. - To będzie nasza Księżniczka! Może kiedyś urodzę jej braciszka? Czy Pani wie, że niedawno przeczytałam w prasie o badaniach nad poczęciem z dwóch komórek żeńskich. Mogłybyśmy wtedy mieć dziecko tylko moje i Magdy. Ale to nie jest takie ważne. Zrobię wszystko, żeby ta kruszynka była szczęśliwa. Najważniejsza jest miłość, a ja Magdę kocham. Reszta się jakoś ułoży - przekonuje mnie Jola. Chciałabym wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Tylko jakoś nie mogę...

Na życzenie bohaterek ich imiona i pewne szczegóły z ich życia zostały zmienione.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
  • "Dynastia" w wersji les
  • Jestem córką homoseksualisty
Skomentuj:
Inne mamy kochają tak samo
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Seks i uczucia:
Najczęściej czytane