Kobieta

Być czy mieć? Psycholog o wychowaniu moralnym

Z psychologiem prof. dr hab. Anną Brzezińską rozmawia Hanna Bartoszewicz
10.10.2006 , aktualizacja: 10.10.2006 15:29
A A A Drukuj
Wrażliwe na innych? Empatyczne? A może przebojowe i uparcie dążące do swego? Czy zastanawiamy się, na jakiego człowieka chcemy wychować nasze dziecko?
Atmosfera rodzinnego domu kształtuje wyobrażenia dziecka o świecie i ludziach
Atmosfera rodzinnego domu kształtuje wyobrażenia dziecka o świecie i ludziach
ZOBACZ TAKŻE
Kiedy dziecko jest małe, jesteśmy tak zaabsorbowani bieżącym dniem, że rzadko zadajemy sobie zasadnicze pytanie, jakiego człowieka chcemy wychować.

A odpowiedź na nie jest dziś chyba nie tak oczywista...

Wielu rodziców rzeczywiście przeżywa pewien dylemat - odczuwają rozbieżność między tym, jak sami chcieliby wychować swoje dziecko, a tym, czego ich zdaniem wymaga życie we współczesnym świecie. Wartości, które im samym wpajano, wydają im się dziś mało przydatne. Widzą, że ci, którzy żyją zgodnie z tymi wartościami, uważani są często za naiwnych. A sukces odnoszą wcale nie ludzie wrażliwi moralnie, tylko ci, którzy nie mają większych skrupułów i rozpychają się łokciami.

Rozumiem ten niepokój, ale nigdy nie poradziłabym rodzicom: no to wychowujcie swoje dziecko tak, żeby mu się wygodniej żyło. Mówię im: jeżeli człowiek został wychowany w szacunku do pewnych wartości, postępuje zgodnie z nimi i przez ich pryzmat patrzy na innych ludzi, to prędzej czy później odniesie sukces.

To brzmi trochę idealistycznie.

Może - jeśli sukces pojmuje się dość wąsko jako dobrobyt materialny albo jakieś spektakularne osiągnięcie. Ale... fortuna kołem się toczy. W dłuższej perspektywie wewnętrzny układ odniesienia, jaki daje wychowanie moralne, pracuje na sukces, i to od najmłodszych lat. Dziecko, któremu wpojono pewne zasady, jest mniej podatne na przypadkowe impulsy, na agresywną reklamę, na presję rówieśników. Nie zacznie na przykład brzydko się wyrażać tylko dlatego, że inni tak robią. A nawet jak już powie brzydkie słowo, to się zawstydzi. A i później, już jako nastolatek, będzie bardziej skłonne do refleksji - kiedy pojawi się jakaś pokusa, to nie pójdzie za nią na oślep, tylko się zastanowi.

Ma Pani na myśli np. narkotyki?

Chociażby... Różne niebezpieczeństwa, wobec których młody człowiek bez moralnego szkieletu jest zupełnie bezbronny; a nawet jeśli uda mu się wyjść cało z trudnego okresu dojrzewania, to w dorosłym życiu łatwiej będzie go namówić na jakieś nieczyste zagrania, powiedzmy w biznesie, takie na granicy prawa, a w końcu i poza nią. Bo człowiek, któremu brak tej wewnętrznej busoli, często nawet nie wie, że postępuje źle. A ten, który ją ma, może oczywiście zbłądzić, ale będzie odczuwał niepokój, który każe mu w porę zejść z błędnej ścieżki.

Wychowanie moralne jest więc dla dziecka pancerzem ochronnym.

To po pierwsze. A po drugie - zwiększa jego wrażliwość na innych ludzi, na ich potrzeby, na ich przeżycia. A to stanowi nieomal gwarancję, że nie będzie traktować drugiego człowieka instrumentalnie, nie będzie go używać do własnych celów.

Ale czy nie jest niestety tak, że dzisiejszy świat wymaga od nas raczej przebojowości niż wrażliwości, raczej skuteczności w działaniu niż empatii?

Idąc tym tropem, wychowalibyśmy w najlepszym razie niezawodny w działaniu automat. A czy automat może być szczęśliwy? Czy może być szczęśliwy ktoś, kto się nad niczym nie zastanawia, dla kogo świat jest prosty jak tabliczka mnożenia?

Zdolność do refleksji często przysparza nam cierpienia, bo dzielimy włos na czworo. Ale na tym przecież polega istota człowieczeństwa - że zaznajemy i smutku, i radości, i wątpliwości, i uspokojenia. I jedno bez drugiego nie istnieje.

Myślę, że jak ktoś chce żyć tylko łatwo, przyjemnie i zagłusza w sobie sumienie - tę rozmowę z samym sobą - to nie żyje pełnią życia. Nawet jeśli to komuś nie przeszkadza, to pozostaje jeszcze jeden poważny argument: czy chcielibyśmy, żeby nasze dzieci żyły wśród ludzi całkowicie niewrażliwych na ich potrzeby?

Tego chyba nikt nie chce, ale może nie zawsze uświadamiamy sobie, że my, zwyczajni rodzice, mamy na to wpływ. Raczej boimy się, że nasze wrażliwe dziecko zginie w świecie ludzi bardziej bezwzględnych.

Jeśli kierowani taką obawą zaczniemy wychowywać dzieci na egoistów, to zgotujemy sobie doprawdy niewesoły los. Przecież nawet zwierzęta żyjące w większych gromadach potrafią sobie pomagać - inaczej gatunek by nie przetrwał. My, ludzie, stajemy wobec coraz to nowych zagrożeń: terroryzm, kataklizmy spowodowane rabunkową gospodarką wobec natury. Ocalić nas może tylko międzyludzka solidarność - ona służy także nam, naszej grupie, wszystkim razem i każdemu z osobna. W razie jakiegoś nieszczęścia, które przerasta siły pojedynczego człowieka czy rodziny, można wtedy liczyć na pomoc sąsiadów, kolegów, przyjaciół. Z wzajemnością. A tam, gdzie każdy myśli tylko o sobie, szanse na to są znikome.

Kiedy w życiu dziecka przychodzi czas na wychowanie moralne?

Na długo przed jego narodzeniem! My zawsze skądś pochodzimy i zwykle sobie nie uświadamiamy, co dostaliśmy w spadku. Od rodziców, dziadków, a także dalszych przodków - za pośrednictwem wspomnień i opowieści sięgających nawet odległych pokoleń. I poprzez przemilczenia, kiedy dziecko dopiero po jakimś czasie dowiaduje się o wstydliwie skrywanych tajemnicach rodzinnych, np. że pradziadek miał nieślubne dziecko. My sobie nie zdajemy sprawy, jak bardzo te wszystkie przekazy kształtują nasz system wartości. Ale i w życiu codziennym nie ma doświadczeń, nie ma sytuacji pod tym względem neutralnych.

Czy chce Pani powiedzieć, że wszystko, czego dziecko doznaje, jest opatrzone znakiem plus lub minus?

Tak, bo każda wypowiedź dorosłego, każdy jego gest ma jakieś zabarwienie emocjonalne. Miałam kilka lat, kiedy szłam z babcią ulicą i w pewnym momencie ona złapała mnie za rękę. - Cygan - powiedziała. Nic więcej. I cóż mi przekazała - że powinnam się mieć na baczności. Albo weźmy jeszcze młodsze dziecko - trzymamy je w ramionach i na widok koleżanki wykrzykujemy radośnie: "Ach, jak się cieszę!", podczas gdy całe nasze ciało sztywnieje, bo naprawdę wcale jej nie lubimy. Dziecko natychmiast odbiera ten podwójny komunikat. To też jest wychowanie moralne, choć może w tym miejscu należałoby raczej powiedzieć: niemoralne. Bo w pierwszym wypadku dziecko dowiaduje się, że niektórzy ludzie są gorsi, w drugim uczy się hipokryzji.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Najczęściej czytane

Polub nas na Facebooku