Czy słyszysz co naprawdę mówisz

- Jestem beznadziejna - zwierzasz się terapeucie. - Tak, jesteś kompletnie beznadziejna - odpowiada. - Ja, beznadziejna? Jak on śmie! - denerwujesz się. I zaczynasz myśleć o sobie nieco inaczej. Czasem jest to początek głębszej zmiany na lepsze. Twórcą takiej terapii, zwanej prowokatywną, jest amerykański psycholog Frank Farrelly.
Jak reaguje matka, gdy dziecko się nie uczy, sięga po alkohol czy nie ma pomysłu na życie? Natychmiast zastanawia się, jaki błąd popełniła: może nie okazywała miłości, a może w gniewie wypowiedziała słowa, które tkwią w jego sercu jak zadra, a może była egoistką i zamiast przez cały czas być z dzieckiem, raz w tygodniu chodziła na aerobik!? I zaczynamy wokół naszej pociechy chodzić na palcach, by, broń Boże, dalej jej nie urazić, bo przecież wyrządziliśmy jej już wystarczająco dużo krzywdy. Kiedy i ja posypywałam głowę popiołem, wpadła mi w ręce książka, w której zamiast: "Kochanie, co się z tobą dzieje? Jak ci pomóc?", przeczytałam taki zapis sesji terapeutycznej:

Terapeuta: (lakonicznie): Słuchaj, świrusie, to, co się tutaj dzieje, to komunikacyjna porażka. Żądasz, żeby (...) wszyscy zrozumieli twoje uczucia. W porządku. Ale jeżeli nie kiwniesz palcem, żeby zrozumieć ich punkt widzenia i nie zaczniesz zaspokajać ich potrzeb, wkrótce zaczniesz karierę w psychiatryku. Niedługo zaczną cię ujeżdżać jak wściekłego osła i zrobią z ciebie kabanosy. Kumasz?

Klient: (robi przerwę, ze spuszczoną głową, prawie niesłyszalnie): Tak.

Terapeuta: (naśladuje jego zabiedzony ton): Tak... (śmieje się). Co "tak"? Co z tego łapiesz?

Klient: (z niechętnym pogodzeniem się): Mówisz, że jeżeli nie będę zwracał uwagi na to, czego chcą ode mnie inni, nie dostanę tego, czego ja chcę od nich.

Terapeuta: (naciska): Dokładnie, świrusie! I tak właśnie działa świat. Najpierw zaspokajasz potrzeby innych, a później oni zaczynają cię rozumieć i być może zaspokoją twoje potrzeby.

Bo według Franka Farrelly'ego - autora książki i twórcy terapii prowokatywnej - "poznanie siebie" jest sprawą ważną i użyteczną; poznanie swojego "wroga", wiedza o przetrwaniu w zewnętrznym świecie rzeczywistości społecznej - jest sprawą decydującą.

Małpuj, papuguj, przedrzeźniaj

Frank Farrelly jest jednym z najwybitniejszych amerykańskich psychologów klinicznych. Pracuje z osobami o mocno zaburzonej osobowości. Kiedy inni psychoterapeuci są bezradni, wysyłają klientów do niego. Najkrócej terapię tę można określić: "Rób to, co klient, tylko bardziej". Czyli małpuj, przedrzeźniaj. Kiedy zgłosiła się na terapię do Farrelly'ego kobieta, u której natychmiast zauważył brak pewności siebie, która cichutko spytała: Gdzie mogę usiąść?, on odpowiedział niezdecydowanym głosem: Może tutaj? A kiedy klientka już miała zająć miejsce, zaproponował inne krzesło. Gdy na nim siadała, spytał, pokazując na fotel: Może jednak tutaj? W efekcie kobieta zdecydowanym głosem stwierdziła: Usiądę tam, gdzie będę chciała!

Terapeuta pracujący tą metodą przyjmuje rolę "adwokata diabła" - kusi i zachęca klienta do wytrwania w "grzechu", w odbiegających od normy wzorcach zachowań, bo, jak wiadomo, jeśli ktoś nam coś każe - z czystej przekory postępujemy na odwrót.

Na pewno nie dasz sobie rady...

Jak stosować elementy terapii prowokatywnej wobec dziecka? Przykład podaje terapeutka Ewa Kowalik: przychodzi córka i mówi żałośnie, że nie umie rozwiązać zadania. Rodzic widzi, że jeśli mała poświęci temu zadaniu trochę czasu, na pewno da sobie radę. Oczywiście może ją przekonywać, że na pewno sobie poradzi, lecz z reguły ona temu zaprzecza i rozkleja się jeszcze bardziej. A jeżeli przyjmuje pomoc, to z nastawieniem "zrób to za mnie". Natomiast kiedy rodzic ciepło powie (po prostu ją podpuści), że może ma rację i to zadanie rzeczywiście jest dla niej za trudne, niech nawet nie próbuje, w oczach córki pojawia się bunt: "Taka kiepska to ja nie jestem!". I za kilka minut dziecko przynosi rozwiązane zadanie. Ale jest jeden warunek: rodzic mówi to z wewnętrznym przymrużeniem oka, z życzliwością i ciepłem. Bo życzliwość i ciepło są w terapii prowokatywnej podstawą.

Urszula Sadomska zajmująca się szkoleniem menadżerów, tłumaczy: - Farrelly na początku zajęć mówi: "Jeśli nie masz otwartej czakry serca, nie kochasz ludzi - wara ci od nich!". I to powtarzam wszystkim, których uczę. Trzeba kochać każdego. Nawet mordercę. Twoje zachowanie może mi się nie podobać, ale i tak cię kocham, bo jesteś człowiekiem.

Pokazać ślepą uliczkę

Podczas pracy metodą prowokatywną klient otrzymuje równolegle dwa komunikaty: akceptuję cię, lubię, jesteś wartościowym człowiekiem i popatrz, w jaki absurd zabrnąłeś, to ślepa uliczka, czy naprawdę chcesz iść w to dalej? Terapeuta swoim zachowaniem (odgrywaniem ról, humorem, absurdalnymi alternatywami) pokazuje, że jest wiele sposobów, dzięki którym klient może zrozumieć swoje potrzeby, poczuć je i na nie zareagować.

Oto przykład: na terapię zgłosiła się liczna rodzina. Dom był w stanie permanentnego chaosu, a matka czuła złość, miała poczucie winy i znalazła się na krawędzi załamania nerwowego. Poproszono ją o wskazanie, w jaki sposób dzieci mogą jej pomóc. Powiedziała, że byłoby jej o wiele łatwiej, gdyby dzieci składały wyprane ubrania.

Terapeuta: Nauczę panią, jak być radosną sadystką.

Matka: Słucham?

Terapeuta: Jak zadawać innym ból i to pokochać.

I na oczach wszystkich dzieci z wielkim humorem

i wiarą przekonał kobietę, żeby nie dawała dzieciom jeść, póki nie złożą rzeczy: "Nie pracujesz, nie jesz". Dzieci było dziesięcioro. Wystarczyło, że w ciągu dwóch dni raptem pięć razy któreś z nich dostało zakaz jedzenia, a wszystkie współpracowały, aż miło było patrzeć.

Frank Farrelly podsumowuje: "Często w praktyce klinicznej, jak i w normalnym życiu, należy odróżnić krótkoterminowe okrucieństwo i długo-terminową dobroć z jednej strony, od krótkoterminowej dobroci i długoterminowej szkody, z drugiej".

Więcej o: