Kobiety weszły do knajp

Mąż ogląda Szkło Kontaktowe, dzieci poszły spać, a ona siedzi sobie w kuchni i myśli: Mąż mnie nie kocha, dzieci są pyskate, to się przynajmniej napiję
Z Lubomirą Szawdyn, psychiatrą i psychoterapeutką uzależnień, rozmawia Agnieszka Jucewicz

Jak piją kobiety?

Baby piją równo, jak chłopy. Trzeźwych kobiet już nie ma.

Kiedyś mówiło się, że piją inaczej - po cichu.

Część kobiet dalej tak pije. Ale pojawiło się novum, które nazywam 'szkołą czeską'. W 1961 r. byłam na stażu w Czechosłowacji i kiedy zobaczyłam, że w knajpie przy piwie siedzą dwie, trzy kobiety i się upijają, to mnie zatkało. Teraz to norma.

To źle, że kobiety nie kryją się już z piciem?

Chodzi o to, że pije ich coraz więcej i coraz szybciej się uzależniają. Że alkohol jest dosłownie wszędzie. Kiedyś było nie do pomyślenia, że kobieta idzie z papierosem na ulicy. Dzisiaj tą samą ulicą idzie matka z wózkiem i nie dość, że z trzyma papierosa, to pod wózkiem wiezie zgrzewkę piwa.

Słyszę często opinie, że piwo to nie alkohol.

Właśnie. 'Winko na lepsze krążenie', 'piwko na nerki'. Wydaje się nam, że tzw. alkohole lekkie nam nie szkodzą. Bo alkoholik to żłopie wódę, a 'piwko' i 'winko' są niewinne. Kobiety nawet nie wiedzą, ile spożywają alkoholu. 'Bo jak się siedzi i miło gawędzi, to co to jest te sześć piw?' - mówi mi taka dama. A sześć piw to ok. pół litra wódki.

Sześć to dużo, ale lampka wina do kolacji, piwko w letni wieczór

Ile znasz osób, które piją dla bukietu, żeby tylko umoczyć usta? Większość pije, żeby zaszumiało w głowie, rozwiązały się języki i coraz częściej po to, żeby w ogóle móc być z ludźmi. Najgorzej, że piją małe dzieci. No bo jak zorganizować urodzinowy kinderbal bez szampana? Dzieci od małego uczą się, że nie ma fajnej zabawy bez alkoholu.

Kobiety nie spotykają się już na trzeźwo?

Mam 31-letnią pacjentkę, która od roku jest trzeźwa, po terapii, chodzi na mityngi. Wróciła z zagranicy do swojego środowiska w dużym mieście wojewódzkim i mówi, że nie ma ani jednej osoby, która by tolerowała to, że ona nie pije. Chciała się spotkać z koleżankami, z którymi się wychowała, z koleżankami z pracy, a te nie umiały sobie wyobrazić, że nie pójdą razem na wódkę.

Dlaczego?

Bo wtedy czują się bliżej siebie, są 'wyluzowane'. Bez alkoholu tego nie potrafią.

Ale w czym im przeszkadza jej abstynencja?

Kiedy jedna jest trzeźwa, reszta czuje się gorsza. Mówią, że ona je obserwuje. 'Wielka dama wróciła z zagranicy i nie chce się z nimi napić'. Naciski były tak ogromne, że ona musiała zrezygnować z tych kontaktów. I cierpi.

Może to jest tylko jednostkowy przykład?

Wielu moich pacjentów, którzy zaczynają utrzymywać abstynencję, dopóki nie stworzą nowych znajomości - zwykle z innymi abstynentami - jest samotnych. I to nie są ludzie ze środowisk patologicznych. Są lepiej wykształceni, mają więcej zainteresowań, wyższe dochody. Szczególnie dla kobiet, dla których więzi międzyludzkie są bardzo ważne, to jest trudne. Część z nich wobec nacisków środowiska przegrywa i zaczyna pić znowu.

Dlaczego kobiety się uzależniają?

Bo piją! Niczego więcej nie trzeba. Jeśli pijesz regularnie, organizm przyzwyczaja się do tego, że znajduje się w nim określona ilość spirytusu, i gdy go zabraknie, organizm upomina się o swoje. Zwykle się tego nie zauważa.

Są jakieś sygnały ostrzegawcze?

Pierwszy sygnał to taki, że zaczynamy się kompromitować, ale co to dzisiaj znaczy? Dla mnie to kiedyś oznaczało nie odkłonić się znajomemu na ulicy albo zakląć. Te granice tak się poprzesuwały, że dziś kompromitacja jest dopiero wtedy, kiedy ktoś ma wypadek spowodowany po pijanemu. Pierwsze ostrzeżenie często jest więc przegapiane.

Kompromitacja może wystąpić nie tylko pod wpływem upicia się, ale także jako skutek. Byłaś umówiona z teściową na śniadanie niedzielne, ale ponieważ było 'troszkę za dużo' alkoholu, obudziliście się z mężem dopiero po południu. Tak samo jest ze szkołą, pracą i wszelkimi kontraktami, które są lekceważone w związku z piciem.

Co jeszcze?

Palimpsest alkoholowy - czyli sytuacja, w której zachowujesz się normalnie, rozmawiasz, umawiasz się, a potem nic z tego nie pamiętasz. Chociaż nikt nie był w stanie poznać, że jesteś 'pod wpływem'.

Jest jakiś ostatni dzwonek?

Jak już miałaś kilka kompromitacji albo kłopotów z racji swojego picia, np. jechałaś po pijanemu samochodem, spóźniłaś się do pracy z powodu kaca, to zaczynasz się ze sobą umawiać. Na przykład: dzisiaj na imprezie wypiję tylko kieliszek wina albo będę pić tylko w piątek. Kiedy zrywasz tę umowę ze sobą, to już jest ostatni dzwonek. Zaraz stracisz kontrolę nad piciem.

Jak to rozpoznać?

Zaczynasz klinować, czyli leczyć kaca alkoholem. Mamy teraz taki 'cudowny wynalazek' jak weekend, który zamydla oczy. Bo zanim odkryjemy, że klinujemy, to może sporo czasu upłynąć. Bo pijemy i w piątek, i w sobotę, w niedzielę jakiś lunch, więc winko. I zanim się obejrzysz, wypijasz na czczo setę.

Przecież do tego służy weekend - do imprezy. Wszyscy tak robią.

Niedawno miałam taki przypadek: dziewczyna, 28 lat, mężatka, popijała sobie w weekendy. W środę wylądowała w szpitalu z bólem brzucha, stwierdzono ciążę pozamaciczną. Musiała zostać na zabieg i rekonwalescencję. I w piątek, czyli w dniu, w którym normalnie zaczynała imprezę, zaczęła majaczyć.

Majaczyć?

Miała klasyczne delirium z odstawienia. Zresztą w ten sposób wiele osób dowiaduje się, że ma problem. Trafiają gdzieś, zwykle do szpitala, gdzie są odcięci od alkoholu, i okazuje się, że organizm woła o swoje.

Pijąc tak raz na tydzień, można się uzależnić?

Pewnie. Chociaż jak się temu przyjrzę, to w tygodniu też się coś znajdzie. Jakieś małe 'coś' do telewizora albo do kolacji kieliszek wina, łyczek piwa. A jak nie alkohol, to jest tam coś innego i okazuje się, że rytm odurzania się jest właściwie codzienny.

Co to jest to 'coś innego'?

Tabletka na uspokojenie, przeciwbólowa, nasenna albo marihuana. Żebym była spokojna, zadowolona, żebym się czuła atrakcyjna, żeby zlikwidować dyskomforty. Wystarczy włączyć telewizję, żeby się dowiedzieć, co wziąć, jak jesteś smutna, a co, jak pobudzona, i potem moje pacjentki serwują sobie taki koktajl. Nie spotkałam pacjenta, który by miał jedno uzależnienie. Zawsze jest jakiś miks. Alkohol, tabletki, marihuana, hazard, kompulsywne zakupy.

Jest w ogóle jakaś bezpieczna ilość alkoholu, którą można wypić?

Żadnych takich badań nie przeprowadzono. Nie ma oznaczonej nietoksycznej dawki alkoholu, bo ta sama ilość alkoholu wypita w okresie przedmiesiączkowym działa zupełnie inaczej niż w okresie owulacji. Może nasilać zachowania agresywne, sprawić, że upijemy się szybciej, będziemy ulegać przypadkowym partnerom.

Dlaczego kobiety piją?

To jest bardzo ważne pytanie. Kobiety, które weszły do knajp, chcą pokazać, że im też wolno, demonstrują swoją 'emancypację'. Ale część zaczyna pić z partnerem, często po to, żeby on pił mniej albo żeby mieć z nim 'lepszy' kontakt. Zanim się obejrzą, same się uzależniają. Są też takie, które czują jakąś krzywdę, które sobie po cichu organizują nagrodę. Mąż ogląda 'Szkło kontaktowe', dzieci poszły spać, a ta 'krzywdulka' siedzi sobie w kuchni i myśli: 'Tyle dzisiaj zrobiłam, mąż mnie nie kocha, dzieci są pyskate, to się przynajmniej napiję'. Jeszcze inne, bizneswoman, piją przy okazji spotkań zawodowych i one praktycznie nie mają żadnych szans na trzeźwość. Bo jeśli każdemu spotkaniu towarzyszy alkohol, to one wstępują na prostą drogę do uzależnienia.

Alkohol odbiera kobiecość?

Alkohol odbiera godność. Ale też - fakt - zmienia płeć, bo ingeruje w gospodarkę hormonalną. Kiedy zaczynałam pracować jako terapeutka, wysyłałam pacjentki do endokrynologów. Nie wiedziałam, że pod wpływem alkoholu kobietom na przykład rosną wąsy, mają zaburzenia miesiączkowania.

Singielki piją więcej niż matki?

Nie ma reguły.

Podobno 33 proc. kobiet w ciąży pije alkohol.

Bo brakuje im wiedzy na ten temat. Wydaje im się, że alkoholowym zespołem płodowym (FAS) zagrożone są alkoholiczki, które piją co dzień pół litra. A nawet najmniejsza ilość alkoholu może zaszkodzić dziecku. Ile kobiet pijących nie ma pojęcia, że jest we wczesnej ciąży! Ile dzieci się rodzi z wadami spowodowanymi piciem alkoholu w ciąży!

Znam kobiety, które wiedzę mają, a mimo to piją w ciąży. Twierdzą, że lampka wina od czasu do czasu nie zaszkodzi

Bo może nie potrafią inaczej. Jeśli nie umiesz, ot tak, zrezygnować z alkoholu i jeżeli nawet miłość do dziecka nie jest w stanie spowodować abstynencji, to musisz mieć cholerny problem. Albo leży twoja hierarchia wartości. Tak czy siak wymagasz diagnozy, być może terapii.

Pokutuje opinia, że matka alkoholiczka to wyrodna matka.

Matki alkoholiczki są różne. Widziałam takie, które były perfekcyjnymi matkami, i takie, które wyrzucały swoje dzieci przez okno albo namawiały je do prostytucji.

Perfekcyjna matka alkoholiczka?

Pamiętam bardzo dobrze taką panią. Miała dwie córki, które doprowadziła do matury. Gdybym im wtedy powiedziała, że ich matka jest alkoholiczką i od ośmiu lat pije nałogowo, toby się postukały w czoło.

Nie wiedziały, że matka pije?

Piła od godz. 23, jak dzieci już spały. Rano jechała na miętówkach, wyprawiała córki do szkoły, wypijała lufę, szła się zdrzemnąć i zabierała się do pracy. Prała, szorowała, gotowała. Jej ogród był wzorem okolicznych ogrodów. Szyby najczystsze na całej ulicy. Mąż też się nie domyślał, był dumny z wzorowej żony.

I co się takiego stało, że się wydało?

Spadła ze schodów i trafiła do szpitala z rozlicznymi złamaniami. Zostałam wezwana na chirurgię jako konsultant. Psychiatra stwierdził, że to alkoholizm. Chirurg nie chciał mu wierzyć, bo ta pani 'nie wyglądała na alkoholiczkę'. Okazało się, że ta pani przez sześć lat wypijała codziennie pół litra wódki. Nagradzała się po perfekcyjnej pracy.

Rodzina ucieszyła się, że ona zdecydowała się leczyć?

Z ich punktu widzenia to była zmiana na gorsze. Nagle zaczęli mieć jakieś obowiązki, a ona jakieś prawa. Nie była już taka miła i usłużna.

To chyba wyjątek. Rodziny zwykle marzą o tym, żeby matka, żona przestała pić?

Teoretycznie tak, ale nie wiedzą, jak ogromną pracę sami muszą w to włożyć. Kobieta, która pije, ma ogromne poczucie winy z tego powodu. Przeprasza, że żyje. Nie ma żadnych praw. Zawsze chowa się w cieniu. Jak coś czasem głośniej powie po pijaku, to wszystko. A trzeźwa zaczyna być widoczna, ma coś do powiedzenia. Dla rodziny często jest to nie do przyjęcia.

Na czym powinno polegać wsparcie rodziny?

Osoba trzeźwiejąca jest jakby w gipsie, dopiero się zrasta. Nie można tą chorą kończyną poruszać. To oznacza, że jak jest Wielkanoc, to nie stawiamy na stole alkoholi. Nie wypowiadamy krytycznych uwag pod jej adresem. Nie wypominamy jej tego, co robiła po pijanemu. Często tak się dzieje, że osoby, które były pokrzywdzone przez picie partnerki, kiedy ta trzeźwieje, jeżdżą po niej jak po łysej kobyle.

Dlaczego?

Bo kiedy chora jest jedna osoba w rodzinie, chora jest cała rodzina. A kiedy przestaje pić, to tego rytmu picia osobom współuzależnionym brakuje. Bo jak ona piła, można było łamać zasady albo w ogóle ich nie było. Można było coś ukryć, zmajstrować, zmanipulować. Bo dała 50 złotych, bo można było wrócić z imprezy nad ranem. Bo niepijący tatuś czuł się lepszym rodzicem i był z tego dumny.

A kiedy ona trzeźwieje, to chce nawiązać komunikację z rodziną - tego się uczy na terapii. Jeśli najbliższa rodzina nie umie i nie chce nawiązać prawidłowej komunikacji, nie rozpoznaje i nie wyraża uczuć, to ona jest osamotniona.

Badania mówią, że kiedy alkoholik zaczyna się leczyć, rozpada się jedno małżeństwo na dziesięć, a kiedy alkoholiczka - aż dziewięć. Dlaczego?

Często mąż alkoholiczki woli odejść, niż brać udział w jakiejś 'głupiej' terapii. Bo to wymaga wysiłku. Kobiety z natury chętniej podejmują ten trud. Często partnerzy alkoholiczek nie chcą iść na terapię, bo sami piją albo są zabawowi. Ostatnio chłopak pacjentki przyznał się, że on nie chce, żeby ona przestała pić, bo ma jakieś szemrane interesy i nie chce, żeby ona o nich wiedziała.

Bez terapii całej rodziny alkoholiczka nie ma szans wyzdrowieć?

Jeśli sama walczy o swoje życie, to będzie szalenie trudne. Zawsze proszę pacjentki, żeby przyprowadziły chociaż jedną życzliwą osobę, chociaż jedną ciotkę. Alianci w rodzinie są niezbędni.

Kiedy terapia ma największe szanse powodzenia?

Jeśli wszyscy chcą, uda się zawsze. Toksyczny układ, w którym wszyscy tkwili przez lata, zaczyna się destabilizować i tworzy się prawdziwe, zdrowe relacje. Ostatnio pracowałam z 11 osobami przy jednej pani stomatolog. Jest już po podstawowym procesie terapeutycznym, nie pije. Cała rodzina rozumie, o co chodzi, wspiera ją, przekazują sobie z rąk do rąk książki na ten temat, chodzą na mityngi dla współuzależnionych.

Pani stomatolog sama przyszła i powiedziała, że chce się leczyć?

Nie. Zadziałała tzw. interwencja rodzinna. Cała rodzina przyszła do mnie i powiedziała, że cierpi z powodu jej picia. Z każdym z nich pracowałam osobno. Potem umówiliśmy się wszyscy na rozmowę, na którą zaprosiliśmy też pijącą. Każdy z członków rodziny powiedział jej, jak im na niej zależy i jak cierpi z powodu jej picia.

Jak na to zareagowała?

Na początku nie mówiła nic. Każdy po kolei mówił jej, co czuje. W międzyczasie przychodzili i ją przytulali. Pod koniec miała już głowę między kolanami i tylko szlochała. Nie zdawała sobie sprawy, jak jest dla wszystkich ważna. Chciała przepraszać, a jej ojciec podszedł i powiedział, że ją kocha i żeby nie przepraszała, bo on się nie czuje obrażony. Za każdym razem, kiedy widzę coś takiego, myślę sobie, że to cud. Najczęściej taka kobieta decyduje się na podjęcie terapii od razu.

Do redakcji przyszedł list. Siostra pani psychiatry, która pije od lat i ma już rozliczne dolegliwości zdrowotne z powodu alkoholizmu, nie chce się leczyć. Twierdzi, że nie ma problemu. W jej pracy wszyscy wiedzą, że jest alkoholiczką, ale udają, że jest inaczej. Pani pyta, co można zrobić w takiej sytuacji, bo boi się, że siostra zapije się na śmierć.

Musi poszukać specjalisty. Po pierwsze, dla siebie, po drugie, takiego, który zadziała poprzez środowisko, bo to jest sprawa środowiskowa.

Jak to?

Pamiętam panią docent w warszawskiej klinice 20 lat temu, która zapiła się na śmierć, bo zawsze znalazł się ktoś, kto wziął za nią dyżur, kiedy była pijana, zawsze ktoś ją zastąpił na wykładach ze studentami. Ilekroć jest taka sytuacja, ja nie jadę do pijącej, tylko do jej środowiska. Porozmawiać z nimi, zapytać, dlaczego jej tak nienawidzą.

Nienawidzą? Pewnie myślą, że robią to dla jej dobra.

To jest taka chora gra. Oni się najpierw na nią obrażają, uważają, że jest zła, że 'psoci', a zaraz potem jej przebaczają i sprzatają skutki picia. I tak w kółko. Dopóki ona nie poniesie konsekwencji, będzie piła dalej. I będzie żyła w przekonaniu, że wszystko jest w porządku.

Jak mogą pomóc jej współpracownicy?

Rozmawiając z nią, nie usługując jej, nie udając, że nie wiedzą o jej problemie. Jak przychodzi pijana do pracy, nie kryć jej, nie wyręczać. Niech ona wreszcie weźmie odpowiedzialność za swoje picie. Jak się skompromituje w oczach studentów, będzie miała stłuczkę, nie przyjdzie do pracy - wcześniej trafi na leczenie.

Co zrobić, jak widzimy matkę z dzieckiem, która na ławeczce popija piwko?

Wezwać policję! Tak reaguje się na całym świecie. Pijana matka jest nieodpowiedzialna, nie może sprawować nad dzieckiem należytej opieki. Tak samo powinnyśmy reagować, widząc pijaną osobę, która siada za kierownicą.

Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś zareagował tak radykalnie?

Bo nasze społeczeństwo toleruje picie. Jesteśmy współuzależnieni jak rodzina alkoholika. Na szczęście zaczyna się to powoli zmieniać. Zaczynamy się coraz bardziej lubić.

Gdzie szukać pomocy?

Pierwsze, co robię, to proszę zgłaszające się dziewczyny, żeby znalazły najbliższą państwową przychodnię leczenia uzależnień i tam zrobiły podstawowy kurs w grupie. Oferta państwowa jest tak ogromna, że nie trzeba się kryć w zaciszu prywatnych gabinetów albo firm - leczenie to nie kwestia pieniędzy, tylko chęci.

Więcej kobiet chce się leczyć?

Coraz więcej coraz młodszych i lepiej wykształconych. Coraz więcej jest alkoholiczek ze środowisk biznesowych, dziennikarskich, naukowych. Dzięki temu, że są to osoby publiczne, jest szansa, że będą promieniować swoją trzeźwością na resztę.

Więcej o: