Namiętnie patrz na swoją żonę - fantazje erotyczne w nauczaniu Kościoła

Fantazje seksualne same z siebie nie są grzeszne. Grzech bierze się z dopuszczania możliwości, że nie ma znaczenia, kogo one dotyczą i jak nas angażują. Pojawienie się w nich osób ?obcych? nie jest grzechem, ale sygnałem
Dziewiąte: "nie cudzołóż"

Problematyka fantazji seksualnych umieszczona jest w refleksji Kościoła w ramach rozważań nad czystością serca i praktyką cnoty umiarkowania. Dziewiąte przykazanie Dekalogu "Nie pożądaj żony bliźniego swego" domaga się przezwyciężenia pożądliwości cielesnej w myślach i pragnieniach związanych z czynami zakazanymi przez szóste przykazanie "Nie cudzołóż".

Chodzi o wypracowanie w sobie nowej postawy wobec kobiet, jakiej od swoich uczniów wymaga Jezus:

"Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5, 27-28).

Wezwanie to brzmi radykalnie, ale nie chodzi w nim o represję seksualności, tylko o połączenie namiętności i cnoty, seksu i czystości. Fantazje seksualne same z siebie nie są grzeszne.

Kwalifikacja moralna fantazji

Kwalifikację moralną nadaje im dopiero nasz stosunek do nich. Grzech nie bierze się z tego, że nasze myśli krążą wokół spraw związanych z seksem, ale z dopuszczania możliwości, że nie ma znaczenia, kogo one dotyczą i jak nas angażują. Zdrowa i autentyczna radość czerpana z namiętnej relacji seksualnej z ukochaną osobą nie obejdzie się bez wsparcia fantazji seksualnych. Czystość nieuznająca potencjału erosa to oziębłość, a nie miłość. Obrona przed fantazjami seksualnymi staje się wtedy oznaką pruderii, a nie cnoty. Fantazje seksualne, które służą większej integralności nas samych i naszego związku, są znakiem głębokości tęsknoty, jak i przejawem miłości. Niosą w sobie twórczy potencjał.

Autentyczna czystość

Autentyczna czystość ma miejsce wtedy, gdy nie pozwalamy, by niecierpliwość, brak szacunku czy egoizm zniszczyły to, co jest darem seksualności, w jakiś sposób go pogwałcając, także poprzez fantazjowanie. W tym tkwi sens cnoty umiarkowania, a więc takiego odnoszenia się do innych, które nie narusza ich moralnych, psychologicznych, emocjonalnych, estetycznych ani seksualnych granic. Fantazje nie mogą nam bowiem przesłonić, ani tym bardziej zastąpić, realnej osoby i bliskości.Jeśli tak się dzieje, mówimy o pożądaniu, a nie o namiętności.

Pożądamy, gdy przekraczamy granice przedwcześnie lub bez szacunku dla osoby, gdy naruszamy jej integralność i spłycamy seks. Pożądanie jest formą chciwości, zawłaszczenia sobie osoby, uczynienia z niej obiektu. Wbrew pozorom tego typu fantazje, nawet jeśli "wyzwolone" z różnego rodzaju zahamowań, są bardzo schematyczne i egocentryczne. Nie można być spontanicznym tam, gdzie fantazja jest narzędziem kontroli siebie bądź drugiej osoby.

"Obcy" w naszych marzeniach

Pojawienie się w naszych fantazjach seksualnych "obcych" osób nie jest grzechem, ale sygnałem. Jeśli powracają one wbrew naszej woli, to znak, że za taką "fiksacją" ukrywają się problemy emocjonalne (napięcia, deficyty, lęki). Takie fantazje trzeba umieć właściwie odkodować po to, aby zrozumieć ich przesłanie, a nie na ich podstawie działać.To jest już jednak zadanie dla psychoterapeuty, a nie księdza. Zadaniem księdza jest przypominanie, że kształtowanie wyobraźni seksualnej powinno być przejawem troski o ducha. W takim klimacie namiętność okazuje się najbardziej twórcza, a wtedy warto mieć oczy szeroko otwarte.

Więcej o: