Porażająca moc słowa

Wygląda na to, że żaden staż nie chroni związku przed niemotą w sytuacjach seksualnych. W łóżku rzadko rozmawiamy, nie mówimy też komplementów
Sposób na kobietę

Rzesze kobiet marzą o tym, żeby kochając się, usłyszeć od mężczyzny, jaki jest zafascynowany i zadowolony. To bardzo podnosi jego walory erotyczne. Niewyjaśnioną tajemnicą jest, dlaczego panom - szukającym "sposobu na kobietę" - wciąż na tę tak oczywistą możliwość trudno wpaść.

Dlatego powiem dobitnie: niemal każda kobieta uwielbia, kiedy w trakcie seksu partner mówi, że ją kocha, że jej ciało jest cudowne, że ma na nią wielki apetyt. Mężczyźni też tęsknią za podobnymi słowami, nawet jeżeli twierdzą, że ich nie potrzebują.

'Kocham cię!'

Dlaczego nie korzystamy z tej możliwości wywoływania podniecenia, a potem spotęgowania doznań? Co nas tak hamuje? Niektórzy wiedzą, jak to działa, bo potrafili być rozmowni i dowartościowujący słowem, tylko że to było dawno, w czasie zdobywania kobiety czy mężczyzny, już od wielu lat leżącego co noc tuż obok. Jednym z powodów jest zwyczaj czy tradycja.

Pamiętam, jakie zdumienie wywoływały we mnie opowieści przyjaciółek żyjących we Francji, które ciągle w łóżku słyszały "Je t'aime". I wcale nie wytworny język, ale treść - to najzwyklejsze "kocham" wypowiadane w sytuacji seksualnej - takie było dla mnie nieoczekiwane.

Wystarczy jedno słowo

Mówienie utrudniają też odziedziczone normy, zgodnie z którymi u kobiet utożsamiano otwartość z rozwiązłością, u mężczyzn zaś - czułość ze zniewieścieniem. W postaci ogólnej te zasady nie mają już dzisiaj zbyt wielu zwolenników, ale szczegółowe ich konsekwencje, właśnie takie, jak nieodzywanie się w łóżku, wciąż dają o sobie znać. Są wreszcie powody psychologiczne: lęk przed odrzuceniem. Takie obawy u człowieka odsłoniętego, otwartego na kontakt i dlatego bezbronnego są zupełnie naturalne. Ale to wcale nie znaczy, że trzeba poddawać się tym hamulcom.

Czy nie warto próbować, jeżeli jednym słowem można ożywić więź seksualną? Niedawno pogniewał się na mnie pewien mężczyzna, że nie chcę mu dać recepty na poprawę kontaktów z żoną, zwłaszcza seksualnych. I ja się zirytowałam, bo kilka poprzednich godzin poświęciliśmy z grupą na szukanie sposobów odnowy związku.

I taka zirytowana mówię: "Powiedz do niej: Alusiu, koteczku, moja kochana". Spojrzał na mnie, jakby usłyszał o takiej możliwości pierwszy raz, ale po chwili zobaczyłam w jego oczach błysk zrozumienia.