Nie warto się spieszyć

Na pytanie, kiedy najlepiej zaczynać współżycie seksualne, ogólna odpowiedź nie istnieje. Co bowiem miałaby znaczyć dla młodego człowieka sugestia, żeby swój pierwszy stosunek odbył np. trzy tygodnie po osiemnastce?
Czy to już?

Na ocenę sytuacji pod kątem: "Czy to już?" składa się m.in. kwestia dojrzałości biologicznej - jest to sprawa nie tylko powikłań ciąży i porodu u młodocianych matek, ale też częstsze występowanie chorób ginekologicznych i słabsza ochrona przed infekcjami. Kluczowe znaczenie ma także dojrzałość emocjonalna, czyli zdolność do tworzenia trwałych więzi, a także jakość związku, przede wszystkim więź między partnerami i ich komunikacja.

Dalej: głęboka i świadoma wewnętrzna zgoda: "Czy ja naprawdę tego chcę?", co oznacza, że nie działają naciski zewnętrzne w postaci presji partnera, norm środowiska, motywów pozaseksualnych (chęć sprawdzenia się, udowodnienia sobie własnej atrakcyjności). A ponieważ zasadnicze znaczenie ma tu świadome przeżywanie i decydowanie, żadne z partnerów nie powinno być pod wpływem alkoholu czy narkotyków.

Potrzebna jest też odpowiedź na pytanie: "Co na to moje sumienie?". I sprawa bardzo przyziemna: sceneria, zarazem choćby trochę romantyczna i zapewniająca wygodę. Wszystkie te argumenty przemawiają za tym, że nie warto się spieszyć, jako że wcześniej to szansa na "gorzej", a później - szansa na "lepiej". Z dyskusji przeprowadzanych z młodzieżą wyłania się jako typowa następująca argumentacja.

Przeciw

- Ciąża, a przede wszystkim jej konsekwencje w wymiarze osobistym i społecznym.

- Poczucie winy związane ze świadomością łamania zakazów, zarówno moralnych, jak i rodzicielskich, prowadzące do konfliktów wewnętrznych.

- Obawy przed restrykcjami i przed reakcją przyszłego współmałżonka (głównie kobiety).

- Urazy związane z nieodpowiednimi warunkami pierwszych kontaktów seksualnych (mogą się z nich rozwinąć zaburzenia seksualne).

- Konsekwencje niektórych urazów, związanych z przykrą inicjacją, pozostają na wiele lat i mogą utrudniać satysfakcjonujące współżycie w małżeństwie.

- Możliwość popełnienia omyłki co do wyboru partnera i przyjęcie założenia, że podjęcie aktywności seksualnej zobowiązuje do zawarcia małżeństwa.

- Opóźnienie lub przeszkoda w zawarciu małżeństwa, kiedy jest się w związku z kimś, kto nie może wejść w formalny związek.

- Groźba zakażenia chorobami przenoszonymi droga płciową.

Za

- Współczesna antykoncepcja eliminuje ryzyko "ciąży nie w porę".

- Możliwość zaspokojenia naturalnej potrzeby seksualnej wraz z satysfakcją, jaką daje psychiczna i zmysłowa bliskość z drugim człowiekiem.

- Dopasowanie emocjonalne i seksualne - łatwiej można się ich nauczyć, kiedy ludzie są bardziej elastyczni (młodzi). Rozwój tej umiejętności przyda się w przyszłym związku (w małżeństwie).

- Kontakty przedmałżeńskie mogą przyczynić się do usunięcia wielu obaw, trudności i urazów, które mogłyby zaciążyć na powodzeniu współżycia w małżeństwie.

- Przejście do dojrzałych form aktywności seksualnej pozwala łatwiej zharmonizować ją z innymi obszarami aktywności życiowej.

- Seks może stać się źródłem radości i siły, poprawiającej funkcjonowanie człowieka w obszarach pozaseksualnych.

- Stały partner - gdy zdrowie dopisuje i warunki są odpowiednie - zapobiega zakażeniom chorobami przenoszonymi drogą płciową, w tym HIV.

O pierwszym razie

Kuba: Nasz pierwszy raz zdarzył się niedawno. Jeszcze czujemy się skrępowani, chociaż było naprawdę fajnie. Tak mi się podobało, że moja Ania była zawstydzona. Bo kiedy ona się wstydzi, ja to odbieram ciepło i czule. Ona widzi, że to zauważam, i nie udaje, nie fałszuje, nie zaprzecza. Tylko tak specjalnie, jakoś tak bokiem patrzy i rumieni się. Wtedy jest dla mnie bardzo atrakcyjna, nie tylko piękna, ale i prawdziwa. Wzbudza we mnie zaufanie. Chcę pokazać, że mi się to podoba, nie roztrząsać, ale dać do zrozumienia, że to jest dla mnie szczere. Staram się nie mówić za dużo, a jeśli już, to wprost: "Jak ładnie Ci w rumieńcach".

Patrycja: Początki mojego życia seksualnego były chyba dość typowe. I dość okropne. Najchętniej bym o nich zapomniała. Sylwek był moim drugim chłopakiem "na poważnie". Był DJ-em w dobrym klubie i bardzo mi to imponowało. Przychodził do nas do domu, stale ciągnął mnie do kąta za szafą w moim pokoju i próbował się do mnie dobierać. Miałam potargane ubranie i włosy, wypieki i pewnie głupią minę. Strasznie się denerwowałam, że nas nakryją, więc w ogóle nie miałam z tego żadnej przyjemności. Czułam się raczej napastowana niż pieszczona.

Aż wreszcie kiedyś zdarzyło się tak, że nikogo nie było w domu i Sylwek nie miał cienia wątpliwości, że wykorzystamy tę okazję na seks. Nie miałam na to najmniejszej ochoty, ale wszystko było tak oczywiste, że nawet specjalnie nie protestowałam. Tylko mnie trochę mdliło. Innym razem, pamiętam, też nie było ani trochę fajnie. To był wielki plenerowy koncert, spaliśmy w jakimś zaimprowizowanym schronisku, było mnóstwo alkoholu i wszystkie łóżka w wieloosobowej sali zajmowały pary, korzystające z tej okazji bez oporów. Nikt się nie przejmował innymi ludźmi, a mnie się snuły po głowie jakieś opowieści o domach publicznych dla żołnierzy w pobliżu linii frontu. Po powrocie miałam nawet ochotę rzucić Sylwka, ale nie wyobrażałam sobie, że zostanę bez chłopaka.W końcu to on mnie rzucił, i to z powodu seksu.

Była impreza w klubie, trochę sobie popił, jego zmiennik pracował, a on łaził za mną, aż zawędrował do toalety. Chciał, żebym mu się tam oddała, powiedział, że inne dziewczyny nie stroją takich fochów. Ale ja się uparłam i wyszłam, a on się obraził na dobre.

I dobrze się stało, bo po pewnym czasie poznałam innego mężczyznę, który od nowa zaczął mnie uczyć, czym jest seks. Nigdy mnie nie poniżył, zawsze dba o to, co przeżywam, wybiera - jeśli nie jest to nasza sypialnia - miłe miejsca i sytuacje. Dla niego i z nim seks jest intymny, a dzięki temu piękny. Może to jest banalne, może zbyt słodkie, ale po prostu tak jest. Dzięki temu udało mi się jakoś zatrzeć wspomnienia tamtego seksu bez intymności i pod przymusem.