Czy łóżko może nas pogodzić?

Ludziom, którzy trochę wcześniej ranili się i odpychali, trudno zmienić się w czarujących kochanków
Mężczyzna: tak. Kobieta: nie

Najkrótsza odpowiedź jest taka: z perspektywy mężczyzny tak, z perspektywy kobiety - na pewno nie. Wiąże się to przede wszystkim ze sposobem postrzegania konfliktów w aspekcie więzi. Przez mężczyzn sprzeczka czy różnica zdań nie jest odbierana jako zagrożenie więzi, a tym bardziej jako jej uszkodzenie - one są niejako poza więzią.

Tak samo jest w męskich przyjaźniach: nawet jeśli dochodzi do wyraźnego konfliktu, następnego dnia ci faceci mogą się spotkać i rzadko odczuwają, że to ma jakiekolwiek znaczenie dla ich przyjaźni. Natomiast przez kobiety konflikt jest nie tylko postrzegany, ale i odczuwany jako sytuacja sprzeczna ze związkiem uczuciowym: jeśli jest awantura, to znaczy, że nie ma uczucia, a jeśli jest jedno i drugie, to konflikt je nadgryza. Zresztą to chyba oczywiste, że ludziom, którzy jeszcze parę minut wcześniej obrzucali się grubym słowem, ranili i odpychali, trudno zmienić się w czarujących kochanków. Dotyczy to zwłaszcza takich sytuacji, kiedy problem przerodził się w kłótnię i na niej zakończył.

"Dziura w uczuciach"

Ale nawet kiedy zakończenie było konstruktywne, dla kobiety "dziura w uczuciach" nieprędko się zabliźni. Mężczyźnie będzie znacznie łatwiej przejść nad tym, co się stało, do porządku dziennego, zaś czułe tete a` tete jest potwierdzeniem, że wszystko wróciło do normy i nie ma co się gniewać. Jeżeli przez powiedzenie, że łóżko ich pogodzi, będziemy rozumieli jakiś rodzaj spokojnej bliskości, czułości, powrót do równowagi i poczucia bezpieczeństwa, a nie zaproszenie do seksu, istotnie jest to dobra droga do zgody.

Gdy mężczyzna jest czuły i okazuje bliskość, gdy pokazuje, że konflikt nie narusza ich wzajemnych uczuć - pozwala to tej "dziurce emocjonalnej" szybciej się zasklepić. Natomiast kiedy uważa, że przez seks się pogodzą, bardzo się myli.

Z kolei kobiety często sądzą, że dążenie do pojednania jest wyrazem męskiej ochoty na seks, a nie rzeczywistej chęci odbudowania zgody. Zwłaszcza jeżeli para wchodzi do łóżka w stanie trwającej awantury czy tuż po kłótni bez przeprosin, a więc w sytuacji, kiedy pozostała uraza do siebie nawzajem - próba godzenia się przez stosunek jest kardynalnym błędem. Bo poza sytuacją sadomasochistyczną jest mało prawdopodobne, żeby partnerzy mieli z tego przyjemność, szczególnie kobieta.

Roztopić ból

Zapomnieć? Zanurzyć się w ciepło namiętności? Jest w tym jakaś psychologiczna sprzeczność: mam do człowieka złe uczucia, one się jeszcze nie rozpłynęły, a tu nagle musiałabym go zobaczyć jako atrakcyjnego, godnego pożądania współuczestnika swojej przyjemności. Najkrócej: on mnie zranił, a ja mam go wpuścić do swojego ciała i jeszcze cieszyć się, że wszedł. Im bardziej świeża jest uraza, tym pewniej w środku robi się sopel, wnętrze kurczy się i zamyka. I potrzebuje czasu, żeby się otworzyć, czy też roztopić.

Więcej o: