Dla nas to było odkrycie

Tak się złożyło, że moja żona miała poważny problem ginekologiczny i w trakcie leczenia nie mogliśmy współżyć w sposób klasyczny przez ponad pół roku. Już po miesiącu okazało się, że radzimy sobie świetnie
Czy nie jestem zboczony?

Nawet nie myślałem, żeby w ogóle zaprzestać seksu, bo przecież - jak to mężczyzna - mam potrzeby, z drugiej strony zdradzanie chorej żony wydawało mi się obrzydliwością. Pierwszy pomysł doradził mi lekarz, potem kolega, który miał żonę w zaawansowanej ciąży. Może to były sposoby dla innych kompletnie oczywiste, ale ja potrzebowałem, żeby mi je ktoś podpowiedział. Inaczej ciągle bym się zastanawiał, czy nie jestem zboczony.

Dalej wymyślaliśmy sami, chociaż - przyznam - trochę mnie zainspirowały różne wynurzenia na forach internetowych i stronach poświęconych sprawom seksu. Okazało się, że wiele osób czerpie satysfakcje seksualną z różnych bardzo zabawnych i ciekawych pomysłów, uczenie nazwanych na jednej ze stron medycznych "formami pozakoitalnymi" (w tłumaczeniu na polski: takimi, które nie są pełnym stosunkiem).

Stosunki pozatkoitalne

Pamiętam te instrukcje: żona ma leżeć na boku, a ja poruszać członkiem włożonym pomiędzy jej uda (pewnie dlatego na boku, że to porada od kolegi z żoną w ciąży); mam umieścić członek u niej pod pachą i poruszać nim do przodu i do tyłu; to samo, tyle że między piersiami - jestem dość szczupły, więc mogłem po prostu siedzieć na niej, ale i dla cięższych łatwo wymyślić stosowną pozycję. Ten ostatni sposób wprost uwielbiałem i do dzisiaj mi nie przeszło, jest dla mnie niezwykle podniecający.

Były jeszcze inne pomysły: złożone dłonie ze splecionymi palcami i skrzyżowanymi kciukami tworzące jakby pochwę (żona zwilżała dłonie panthenolem albo śliną), usta, zagłębienia łokci i kolan. W jednym z XIX-wiecznych poradników podobno zalecano zwijanie pukli włosów lub warkoczy tak, żeby powstawała taka nibypochwa. Moja żona odmówiła wypróbowania tego sposobu, obawiając się pociągania za włosy podczas ruchów członka i trudności z myciem głowy.

Stałem się lepszym kochankiem

Przez te pół roku oswoiliśmy też najróżniejsze formy używania ust i rąk dla doprowadzenia drugiej strony do orgazmu. Dla mnie wielkim przeżyciem było i nadal jest oglądanie jej, kiedy przeżywa rozkosz. Nazywamy ten cudowny stan "odlotem". To, że czasami ja, a kiedy indziej ona może być przy tym i widzieć, jak uszczęśliwione jest to drugie, "odlatując" - to jest fantastyczne. Muszę powiedzieć, że wiele się z tych obserwacji dowiedziałem i bez wątpienia po tej półrocznej przerwie z zakazem stosunków jestem dużo lepszym kochankiem dla mojej żony. To chyba jasne, że zdarza nam się dosyć często korzystać z naszych "pozakoitalnych" zdobyczy albo zamiast stosunku, albo jako fragment zbliżenia. To dla nas ważne urozmaicenie.

Nie lubię się wywyższać, ale muszę się przyznać, że bardzo rosnę we własnych oczach, kiedy słyszę, jaki to jest problem dla innych par, że nie mogą przez kilka tygodni współżyć, kiedy stan kobiety na to nie pozwala. A nam było tak fajnie! I nie tylko nie oddaliliśmy się od siebie, nie zaczęliśmy szukać innych partnerów, ale - przeciwnie - po tej próbie jest nam ze sobą dużo lepiej.

Więcej o: