O terapii seksuologicznej

Autorami koncepcji leczenia czynnościowych zaburzeń seksualnych, aktualnej do dzisiaj, są Wiliam Masters i Wirginia Johnson, lekarze z USA. Oto jak formułują oni najważniejsze reguły terapii.
  • Jakikolwiek niedobór seksualny w małżeństwie dotyczy zawsze obydwu stron. Żadna z leczonych osób nie jest uprzywilejowana. Ani mąż, ani żona nie są uważani za pacjentów, niezależnie od tego, które z nich jest bezpośrednio dotknięte zaburzeniem.

  • Obiektem najwyższego zainteresowania jest wzajemne nastawienie partnerów w kontekście ich małżeństwa, a terapeuci zajmują się przede wszystkim pobudzaniem przepływu świadomości uczuciowej i seksualnej pomiędzy mężem i żoną. n Oddzielne leczenie małżonka z zaburzeniem niesie w sobie niebezpieczeństwo zniszczenia efektu terapeutycznego przez niezaangażowanego partnera, działającego początkowo w niezrozumieniu problemu, a w końcu pod wpływem frustracji.

  • Celem leczenia jest ustąpienie objawów niedoboru seksualnego i ustanowienie, przywrócenie lub poprawa łączności pomiędzy mężem i żoną. Małżonkowie z powodu obaw przed niepowodzeniem nie angażują się w pełni emocjonalnie i psychicznie we współżycie. Nieświadomie podczas aktywności seksualnej przyjmują postawę widza.

  • Niezależnie od formy zaburzenia seksualnego, z którym boryka się para, główny problem obojga to kompleks wydolności. Mężczyzna z zaburzeniami wzwodu czuje wszechogarniający niepokój, czy będzie w stanie osiągnąć i utrzymać erekcję. Koncentruje się na tym, a nie na partnerce - inaczej mówiąc, to jego obawy powodują zahamowanie naturalnego procesu powstawania wzwodu. Żaden mężczyzna nie potrafi świadomie wywołać erekcji, może się natomiast odprężyć i poddać stymulacji seksualnej, którą normalnie stanowi już sama obecność partnerki. To napięcie ogarnia również żonę, której
  • uwagę zaprząta erekcja męża oraz obawy, że jej postępowanie wzbudzi w nim niepokój, zażenowanie, złość. Podobnie w kompleks wydolności popada żona, która nie osiąga orgazmu. Najczęściej mówi ona, że jest gorsza od innych, że to objaw choroby, że taka na pewno nie jest atrakcyjna dla męża. Z kolei jej mąż - zgodnie ze stereotypem, że mężczyzna odpowiada za doznania partnerki - często obwinia siebie, że to on działa nieprawidłowo. I przez to nie może spontanicznie i z przyjemnością angażować się we wspólne przeżywanie.

  • Niepewność w sprawach seksualnych jest jednym z podstawowych problemów każdego małżeństwa z niedoborem seksualnym. Mąż i żona zadają sobie pytania, czy np. są pełnowartościowymi osobami, jak wyglądają ich reakcje seksualne w porównaniu ze związkami rówieśników, jak uchronić się od wstydu w razie kłopotów seksualnych i wiele innych. Terapeuci powinni odpowiadać na wszystkie te pytania, modyfikując fałszywe poglądy i wyjaśniając błędne przekonania - bez osądzania i krytykowania partnerów. n Ważną częścią terapii jest edukacja, a także katalizowanie rozmowy pomiędzy partnerami, ażeby mogli podzielić się pragnieniami i zrozumieć swoje potrzeby. W miarę jak idzie im to coraz lepiej, terapeuci wycofują się z udziału w tworzeniu porozumienia.

    Dlaczego ludzie obawiają się seksuologa?

    Decyzja, żeby zacząć leczyć zaburzenia seksualne, nie jest łatwa, ale ci, którzy pokonali swoje opory, są dużo szczęśliwsi.

    Maks: "Dlaczego nigdy bym nie poszedł? Seksuolog to oczywista porażka. Oznaczałoby to, że do niczego się nie nadaję i jako facet jestem skończony. Zresztą w razie czego sam sobie dam radę, nie potrzebuje żadnej pomocy. To moja żona ma problem, nie ja. Niech ona idzie do seksuologa, proszę bardzo. No dobrze, trudno mi się przyznać, że mam kłopoty seksualne, i dlatego chciałbym zrzucić winę na co się da: na partnerkę, na okoliczności. Mam też poczucie, że nie stanąłem na wysokości zadania - nie jestem taki męski, jak chciałbym być"

    Artur: "Opowiadać przy obcym facecie o naszych intymnych sprawach? Byłoby mi głupio i wstyd. A może nie ma czym się tak przejmować? Po co robić z igły widły i od razu lecieć do seksuologa? Może przejdzie ".

    gabriela: "Boję się, żeby się nie okazało, że to moja wina: że się nie staram albo czegoś nie potrafię. Seksuolog to na pewno będzie facet, a jak się dwóch facetów nastawi przeciwko mnie, to czego ja mam tam szukać? Przecież taki medyk nie zrobi z mojego męża czułego i wyrafinowanego kochanka"

    Dlaczego warto?

    To naturalne, że - wobec takich obaw i nikłej nadziei na uzyskanie pomocy - ludzie raz są zdecydowani, a raz chcą się wycofać. Masters i Johnson w toku 11-letnich doświadczeń stwierdzili, że spośród osób zapisanych na terapię chciało czasem zrezygnować aż 75 proc. dotkniętych zaburzeniem seksualnym:

    "Lęk, niepokój i obawy stale nasilają się i osiągają maksimum tuż przed nadejściem terminu zgłoszenia się". I dalej: "Wykrzywione grymasem i napięte twarze mężczyzn i kobiet stykających się po raz pierwszy z leczącymi są często spotykanym obrazem. Ręce trzęsą się i pocą, głos załamuje się, a wszystko to odzwierciedla stan wewnętrznego napięcia. Jest ono bardzo silne - obserwuję podobne zjawiska na początku zwyczajnej psychoterapii, kiedy jej uczestnikom jest znacznie łatwiej niż w kontakcie z seksuologiem - zaś "myśl, że sprawa jest beznadziejna, ogarnia wielu pacjentów do tego stopnia, iż mogą oni pozostawać nieczuli na wszelkie sugestie i wskazówki".

    Na szczęście tylko przez krótki czas (Wiliam Masters i Wirginia Johnson, "Niedobór seksualny człowieka", Warszawa 1975).Chciałoby się zaapelować o więcej odwagi i optymizmu. Tylko kogo przekonują apele? Może lepszy będzie argument, że setki par, które - mimo zrozumiałych oporów - zgłosiły się na konsultację lub dłuższą terapię seksuologiczną, potem nie mogły się nadziwić samym sobie, że tak długo zwlekały, zamykając sobie drogę do szczęścia. Również i tę sytuację zdaje się obejmować stare powiedzenie, że im większe ryzyko, tym większa wygrana.

  • Więcej o: