Jak ułożyć sobie dobre relacje z teściową

Płynąc do portu ?szczęśliwa rodzina? nie da się ominąć pewnych niebezpiecznych wód. Na przykład w trójkącie - mąż, żona, mama męża. Na szczęście można wyjść z tego rejsu cało, nawet z dzieckiem na pokładzie.
- Dlaczego zwykle i tak trudne relacje teściowej z synową stają się jeszcze trudniejsze, gdy rodzi się dziecko?

- Ponieważ właśnie wtedy pojawia się okazja do przejęcia władzy - objęcia kontroli nad rodziną syna. Teściowa może uważać, że ma prawo się wtrącać, bo od wielu lat wie, jak to jest być matką, a synowa dopiero się tego uczy. Czasami młodzi sami ją do tego prowokują, prosząc np. by zajęła się dzieckiem, a czasami ona sama uważa, że jej pomoc jest im niezbędna. Ta, często nadmierna, ingerencja teściowej w życie syna wynika z tego, że jego małżeństwo jest dla niej źródłem problemów emocjonalnych. Często oznacza dla niej nie tylko rozstanie z kochanym dzieckiem, ale opuszczenie, samotność.

- Zwykle to raczej synowa czuje, że za sprawą teściowej znajduje się w niemałych tarapatach.

- Opuszczanie gniazda to jedna z bardziej dramatycznych sytuacji rodzinnych, zwłaszcza dla matki syna. Teściowa może mieć w tym okresie poczucie straty i przegranej jako kobieta. Nawet, jeśli mówi, że "zyskuje córkę", to przecież czuje, że głównie coś traci. Synowa jest młoda, dzieli z jej synem życie i łoże, a do tego uświadamia przemijanie. Powstaje trójkąt: dwie kobiety i jeden mężczyzna. Początek, nawet bardzo dobrego małżeństwa, jest więc dla młodej kobiety trudny ze względu na to, że jej mąż musi przeformułować swoją relację z matką. Oddzielenie się od rodziców to pierwsze i najtrudniejsze zadanie, jakie stoi przed młodymi małżonkami. Za jego realizację powinni więc zabrać się jak najszybciej - wtedy, gdy są jeszcze gotowi do wzajemnych kompromisów.

- Co mogą zrobić, by dobrze się z niego wywiązać?

- Przede wszystkim muszą być świadomi, że w momencie, gdy zakładają nową rodzinę ich więź z rodzicami jest jeszcze bardzo silna. Podczas gdy nowy związek wymaga, by została ona nieco rozluźniona. Powinni więc zacząć pracę nad budowaniem odrębności swego związku. Nie chodzi tu o zerwanie więzi z rodzicami, tylko o zmianę jej charakteru. A tego często nie rozumieją, ani młodzi, ani ich rodzice.

- Kiedy można powiedzieć, że mąż jest uzależniony od matki?

-Jeśli żona czuje, że tak jest, to zwykle ma rację. Jednak zanim to powie, radziłbym jej najpierw zastanowić się, czy sama nie jest uzależniona od swoich rodziców. Jeśli mąż widzi, że żona w sytuacjach krytycznych szuka pocieszenia u swoich rodziców, będzie skłonny robić to samo. Wtedy dochodzi do sprzężenia zwrotnego i eskalacji konfliktu. Rodzice są przyzwyczajeni do wspierania swoich dzieci i udzielania im pomocy, więc szybko mogą powstać dwa obozy.

- A jeśli już do tego doszło?

- Najpierw trzeba zacząć od zmiany swojego postępowania. Poza tym nie szukać winnego, tylko mówić otwarcie o swoich uczuciach i wysłuchać ze zrozumieniem partnera. W przeciwnym razie dojdzie do przepychanek w stylu: "jesteś uzależniony od swojej mamy", "a ty jesteś bardziej uzależniona od swojej". Warto też wspólnie przyjrzeć się historii rodziny ponieważ owo uzależnienie może być swego rodzaju "rodzinnym zwyczajem", przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Zdarza się, że mąż jest bardzo zależny od swojej matki, bo jego ojciec był bardzo zależny od swojej. Jeśli młody mężczyzna dostrzeże tę prawidłowość, może być bardziej skłonny by wprowadzić w swoim życiu jakieś zmiany. Uświadomi sobie, że jego postępowanie nie do końca wynika ze świadomego wyboru. Żona z kolei zrozumie, że on nie robi jej na złość. Owo uzależnienie może też wynikać z trudnych relacji między teściami. Jeśli od dawna im się nie układa, ich dziecko może odgrywać rolę stabilizatora związku i dlatego, podświadomie, nie będą chcieli pozwolić mu odejść. Jeszcze trudniejsza jest sytuacja, gdy rodzice panny młodej lub pana młodego dawno temu się rozstali, a porzucony rodzic żył przez wiele lat ze swoim dorastającym dzieckiem.

- Jak sobie z taką sytuacją poradzić?

- Warto wyobrazić sobie, co może czuć mąż, który np. przez pięć lat słyszał od matki "Jesteś moim oparciem. Bez ciebie nie dałabym sobie w życiu rady". Zrozumieć, że kiedy teraz ma odejść do żony, poczucie winy dosłownie go paraliżuje. Jednym ze źródeł jego problemu jest trudność w zrozumieniu samego siebie i opowiedzeniu o swoich dylematach patrnerowi. Trzeba więc stworzyć mu warunki do tego, by mógł ze sobą, a potem z partnerką o tym porozmawiać, bez obaw powiedzieć np. "zamartwiam się, gdy widzę, jak moja matka cierpi". Na pewno nie wolno atakować: "Jesteś ciaptak uczepiony mamusi". To przyniesie odwrotny efekt. On poczuje się niesłusznie oskarżony, bo przecież w swoim mniemaniu chce dobrze. A jeśli poskarży się mamie, to ona może mu wprost - lub między wierszami - powiedzieć: "a nie mówiłam, że ta kobieta będzie wiecznie niezadowolona?". Paradoksalnie, jeśli chce się kogoś nakłonić do zmiany, trzeba go w pewnym sensie zaakceptować, zrozumieć jak jest mu ciężko z jakąś jego wadą bądź zachowaniem. Co oczywiście nie znaczy, że należy milczeć i wszystko tolerować. Trzeba domagać się szacunku dla swoich uczuć. Rozmowę o nich można zacząć słowami "wiem, że jest ci trudno i możesz czuć się rozdarty, ale ja czuję się źle, gdy..." itd.

- A jeśli dochodzi do bezpośredniego starcia i teściowa podczas rodzinnego spotkania krytykuje sposób w jaki synowa wychowuje dziecko?

- Uwagi teściowej na temat wychowywania dzieci można uznać za coś normalnego. Mogą być przydatne pod warunkiem, że ich forma jest do przyjęcia. Na pewno nie można za taką uznać fundamentalnej krytyki w stylu "jesteś złą matką". Bo taka uwaga nie jest niczym więcej niż przejawem negatywnego nastawienia do synowej.

- Czy ten konflikt ma być rozwiązany pomiędzy dwiema kobietami, a mężczyzna powinien stać z boku?

- Młody małżonek może mieć pokusę, by stanąć z boku i nie włączać się do konfliktu. Może myśleć: "to jest ich problem więc niech same go rozwiążą". Tymczasem to jest problem całej trójki. Rolą męża jest okazać lojalność wobec żony, nawet jeśli miałoby to oznaczać narażenie na szwank jego stosunków z matką. Ich związek przecież i tak jest "nieśmiertelny" w przeciwieństwie do kruchej i wymagającej więcej troski relacji z żoną. Na słowa "jesteś złą matką" powinien np. odpowiedzieć "robisz niesprawiedliwą przykrość mojej żonie, ja się na to nie zgadzam." Jakiekolwiek byłoby to zdanie, musi nim jasno dać do zrozumienia partnerce i swojej matce, że jest lojalny wobec tej pierwszej.

- A jeśli teściowa krytykuje synową podczas rozmowy w cztery oczy? Prosi "Niech to pozostanie między nami...". Dotrzymać tajemnicy?

- To byłaby fałszywa koalicja. Na miejscu synowej powiedziałbym otwarcie, że powtórzę rozmowę mężowi, więc niech lepiej niech nie mówi nic, co chciałaby utrzymać w tajemnicy przed synem.

- A jeśli teściowa się stara, nie krytykuje, jest miła, ale wciąż przesiaduje w domu syna i bezustannie wymaga, by ten coś dla niej robił?

- Zwykle im bardziej żona czuje się kochana i wybrana przez swego partnera, tym więcej praw jest skłonna dać jego matce. I odwrotnie - im bardziej czuje się zagrożona, tym częściej staje do walki z teściową, co z kolei powoduje, że mąż broni matki i czym jeszcze bardziej irytuje żonę. Powstaje błędne koło.

- Jak więc młoda kobieta, niepewna swojej pozycji w związku, ma się zachować?

- Wiele tutaj zależy od mężczyzny. To on musi zrozumieć, że jeśli dojdzie do walki między jego matką i jego żoną, to nikt nie wyjdzie z tego zwycięsko. Powinien pogodzić się z faktem, że nie może dzielić swojej osoby sprawiedliwie między dwie kobiety. Jego zadaniem jest sprawić, by żona czuła się najważniejsza i kochana. Wtedy na pewno łatwiej mu będzie prowadzić z nią negocjacje. Paradoksalnie, dopiero taka postawa zapewni jego matce dobre miejsce w nowym układzie rodzinnym.

- Znam kobiety, które szybko rozwiązały problemy z teściową przez jasne określenie na co się nie godzą. Na przykład powiedziały, że nie chcą, by mąż codziennie robił mamie zakupy.

- Takie postawienie sprawy może przynieść dobry efekt, ale głównie na początku związku i pod warunkiem, że kobieta nie będzie się zachowywać jak imperator, który oznajmia: "do tej pory rządziła tobą matka, a od tej chwili będę rządzić ja."

- A jeśli teściowa opiekuje się naszym dzieckiem, czy możemy wymagać, by wychowywała je według naszych reguł?

- Radziłbym nie tyle wymagać czy żądać, co raczej rozmawiać. Czasem można pójść na kompromis, ale nie w sprawach fundamentalnych. Nie warto spierać się o drobiazgi, bo wtedy napięcie między teściową, a synową przechodzi przez dziecko. Jeśli jednak poglądy obu kobiet diametralnie się różnią, lepiej poszukać niani, bo jest mało prawdopodobne, by starsza kobieta zmieniła swoje, kształtowane przez lata, podejście do dzieci. A już na pewno nie zwlekałbym z tym, gdy teściowa deprecjonuje synową w oczach jej dziecka. Relacja matki z małym dzieckiem jest tak ważna, że warto ją chronić niemal za każdą cenę.

- Czasami synowa decyduje się zamieszkać z teściową, właśnie ze względu na dziecko - żeby np. miało ogród i babcię, która się nim zaopiekuje. Czy to się może udać?

- To jest bardzo ryzykowne. Przynajmniej na początku małżeństwa.

- A jeśli my chcemy, by teściowa - zdrowa i sprawna emerytka częściej opiekowała się naszym dzieckiem, ale ona nie chce?

- To znacznie lepsza sytuacja, niż gdyby się wtrącała. Pamiętajmy o tym, zamiast hodować w sobie poczucie żalu. Czasem teściowie, którzy odchowali już dzieci chcą rozpocząć nowe życie i zająć się sobą. Mają do tego pełne prawo. Nie można oczekiwać, że będą na każde zawołanie swych dorosłych dzieci, że wciąż będą ich wspierać swoim działaniem czy pieniędzmi.

- A jeśli to teściowa wymaga ciągłego wsparcia finansowego?

- Tak naprawdę te wszystkie problemy dotyczące ilości przekazywanych pieniędzy, liczby wizyt czy pomocy udzielanej matce męża są wtórne. Pierwotny jest konflikt związany z walką o władzę w trójkącie teściowa - mąż - synowa. Jeśli on zostanie rozwiązany, a strefy wpływów dokładnie określone - z uwzględnieniem tego, że na pierwszym miejscu dla męża powinna być żona, to pozostałe problemy same się rozwiążą, albo przynajmniej staną się przedmiotem zdrowych negocjacji.

Prof. dr hab. Bogdan de Barbaro jest psychiatrą i psychoterapeutą oraz kierownikiem Zakładu Terapii Rodzin w Katedrze Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest przewodniczącym Sekcji Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i członkiem Polskiej Rady Psychoterapii. Prowadzi szkolenia w zakresie psychoterapii i terapii rodzin.

Więcej o: