Budzik dzwoni o siódmej. Anna wskakuje pod prysznic, niedokładnie suszy włosy, nakłada podkład, w progu całuje Toma i wybiega. W kawiarence na peronie kupuje kawę bez cukru. Jeśli uda jej się usiąść w metrze, maluje oczy. Pracuje od 9 do 17.30. Jest sekretarką. Nie lubi szefa, ale w ostatnim roku zmieniała pracę już dwa razy i musi wytrwać, żeby nie zepsuć sobie CV. W przerwie na lunch rozwiązuje testy - studiuje zaocznie księgowość.
Z pracy biegnie na siłownię. Do domu dociera po godz. 20. Tom już na nią czeka - szczęściarz, pracuje w sąsiednim budynku. Do obiadu otwierają butelkę wina. Jedna, dwie lampki sprawiają, że Anna się rozluźnia, zapomina o ciężkim dniu.
W czwartki otwierają dwie butelki - w końcu to już prawie weekend. Piątek oznacza dla Anny tradycyjny "płynny lunch". Całe biuro idzie do pubu, każdy wypija kilka lampek wina albo co najmniej dwa piwa.
Po pracy Anna spotyka się z przyjaciółmi. Trzeba się wyluzować. Wyluzowuje ją wytrawna margarita. W sobotę idą z Tomem na clubbing. Niedzielę spędzają w łóżku, lecząc kaca. W poniedziałek budzik dzwoni o siódmej
Trzy razy norma
Tak jak Anna żyje tysiące kobiet w Wielkiej Brytanii. Ciągle w biegu, traktują alkohol jako remedium na stres. Nie widzą problemu - jedna czy dwie lampki wina nikomu przecież nie zaszkodziły.
Problem widzą za to lekarze, którzy z roku na rok przyjmują do szpitali coraz więcej kobiet w wieku 30-50 lat cierpiących na schorzenia wywołane przez zbyt dużą ilość wypijanego alkoholu. 10 proc. wszystkich przyjęć do szpitali ma związek z alkoholem. Co miesiąc z powodu przedawkowania umiera co najmniej jedna osoba w wieku poniżej 40 lat.
Dlatego tej wiosny ruszyła na Wyspach kampania antyalkoholowa 'Know your units' (Poznaj swoje jednostki) - część większego programu wdrażanego od kilku lat pod nazwą 'Know your limits' (Znaj swoje granice). Przeznaczono na nią aż 10 mln funtów, co sugeruje, że problem jest poważny, a przynajmniej tak widzi go brytyjski rząd. Ilość alkoholu uważana przez brytyjskich lekarzy za bezpieczną dla kobiety to 14 jednostek tygodniowo, ale nie więcej niż trzy jednostki dziennie.
Za jednostkę przyjmuje się 10 ml czystego alkoholu, co równa się połowie piwa, lampce wina (125 ml) albo małemu kieliszkowi wódki (25 ml). Żeby obliczyć liczbę jednostek alkoholu, wystarczy sprawdzić stężenie pitego alkoholu. Sześcioprocentowe piwo ma sześć jednostek alkoholu w litrze, 40-procentowy gin - 40. Półtorej butelki 12-procentowego wina to tygodniowy limit dla kobiety. Anna przekracza go trzykrotnie.
Wino i rak
Celem kampanii jest uświadomienie kobietom, że piją więcej, niż im się wydaje. Haczyk tkwi w coraz większych kieliszkach do wina i w coraz mocniejszych alkoholach. Większość win sprzedawanych w Wielkiej Brytanii zawiera 14, a nie 12 proc. alkoholu. Lampka wina mieści 500 zamiast 125 mililitrów.
Picie zbyt dużej ilości alkoholu zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi i wątroby. Kampania ma pokazać kobietom, ile rzeczywiście piją, i umożliwić im podjęcie świadomej decyzji. Ma też obalić powszechny pogląd, że 'być pijaną jest OK.'. W ramach kampanii w telewizji, radiu i prasie pojawiła się seria reklam uświadamiających. Ze stron największych brytyjskich dzienników straszą kufle z piwem i kielichy pełne wina. Spływająca z kufla apetyczna piana formuje cyfrę 3. Na oszronionym kieliszku też wypisano palcem wielką trójkę.
Najbardziej sugestywna jednak wydaje się reklama, na której widnieją dwa pękate, przypominające kobiece piersi kieliszki do wina. Obok napis: 'Czy wiedziałaś, że regularnie przekraczając zalecany limit spożycia alkoholu, trzykrotnie zwiększasz ryzyko zachorowania na raka piersi?'.
Telewizyjne spoty koncentrują się na sytuacjach z codziennego życia. Przyjaciółki spotykają się w barze na drinka. W szklance ginu z tonikiem pływa skórka limonki skręcona w kształt cyfry 2. Jedna z koleżanek się spóźnia. Męczące spotkanie w pracy się przedłużyło. Przyjaciółka od razu podsuwa jej na rozładowanie stresu kieliszek białego wina. Po kieliszku spływa kolejna trójka. Podobne efekty wykorzystano, przedstawiając sąsiadki raczące się w ogrodzie szprycerem, małżonków kończących ciężki dzień butelką wina czy parę wyskakującą do pubu na piwo.
Każdy spot kończy informacja o tym, że kobiety, które regularnie piją więcej niż dwie-trzy jednostki alkoholu dziennie, narażają się na poważne problemy zdrowotne. Reklamy są świetnie dopracowane graficznie i nienachalne.
Piję, ile chcę
Kampania, której celem jest przekonanie Brytyjek, żeby piły mniej, toczy się nie od dziś. Kolejni ministrowie zdrowia podejmowali już zakończone fiaskiem próby wymuszenia ustawą wyższych cen alkoholu. Butelkę wina można kupić za 3 funty. To żadne obciążenie dla budżetu Anny. Może gdyby musiała wybierać między winem a kremem przeciwzmarszczkowym, wybrałaby krem.
Czy nowa kampania przyniesie pożądany skutek? Z komentarzy internautek, które pojawiły się pod artykułami opublikowanymi przez 'The Times', 'The Guardian' i 'Daily Mail', wynika, że niekoniecznie. 'Pieniądze z naszych podatków wyrzucone w błoto'; 'Znowu traktują nas jak idiotki' i ' » Big Brother «wyciąga po nas swoje macki' - to najdelikatniejsze z opinii.
- Piję, ile chcę, i nikomu nic do tego - wzrusza ramionami Anna, nalewając sobie kolejną lampkę wina.