Żegnaj szkoło?

Fot. @Radius Images @Radius Images

Pierwszego września pięć milionów uczniów rozpoczyna rok szkolny. Jednak około stu z nich nie usłyszy dzwonka, nie włoży uroczystego stroju. Dlaczego? Bo rodzice postanowili sami je uczyć.
Uczenie w domu przez stulecia było czymś całkiem normalnym. Większość prezydentów USA była edukowana w domu. Również Albert Einstein, Piotr Curie, Agatha Christie, Hans Christian Andersen, Mark Twain, Winston Churchill, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Yehudi Menuhin i Elżbieta II - nie uczyli się w szkołach. W Polsce szlacheckiej w dworach dzieci uczyła matka, nielicznych stać było na guwernantkę. Dopiero gdy dziewczęta i chłopcy dorastali, posyłało się ich do powiatowego miasta do gimnazjum ze stancją. Szkoła stała się obowiązkowa dopiero w XX wieku. Państwo, chcąc upowszechnić i upublicznić oświatę, zaczęło mieć monopol na ustalanie, czego dzieci mają się uczyć, a czego nie.

Zaczęło się w USA

To właśnie tam, w latach 70. XX w. obowiązkowe szkolnictwo przestało się wszystkim podobać. Rozczarowana państwową edukacją grupa rodziców postanowiła uczyć dzieci w domu. Twierdzili, że w szkołach kwitnie przestępczość, handel narkotykami, nie odpowiadały im programy nauczania. Ich pomysłowi przeciwstawiła się administracja szkolna - pionierów bojkotu szkół publicznych wtrącano do więzień, a na- wet grożono im odebraniem praw rodzicielskich. Odbyło się wiele spektakularnych procesów sądowych. W obronie rodziców stanął Kościół, organizacje obywatelskie i niektórzy politycy.

Jednak w latach 80. walka o edukację domową zakończyła się sukcesem - tzw. homeschooling został prawnie dopuszczony. W niektórych stanach wystarczy wysłać list do kuratorium: "Moje dziecko nie będzie chodzić do szkoły", w innych dzieci muszą co roku zdawać egzaminy. W ostatnich latach taką formę edukacji zaakceptowały tak prestiżowe uczelnie jak Harvard i Princeton oraz stanowe szkoły średnie. Homeschooling dopuszczony jest w Kanadzie, Irlandii, na Węgrzech i w Australii, ale np. w Niemczech jest zabroniony. W Wielkiej Brytanii rodzice nie muszą przestrzegać programu szkolne- go ani liczby prowadzonych zajęć. Poza tym dziecko uczone w domu nie jest zmuszone do zdawania jakichkolwiek egzaminów - nawet takich, jakie zdają jego rówieśnicy w szkołach. W Czechach dzieci między 5. a 12. rokiem życia również mogą być uczone przez rodziców. Później muszą chodzić do szkoły. Tę decyzję ustawodawcy argumentowali troską o dobro dzieci i koniecznością nauki pracy w grupie rówieśników.

Do szkoły w kajdankach?

W Polsce pionierem edukacji domowej jest dr Marek Budajczak - zawodowy pedagog. Najpierw homeschooling poznał z lektur. W 1995 r. taką formę nauki Budajczakowie zaproponowali swoim dzieciom - 9-letniej wówczas córce i 8-letniemu synowi. Każdego roku zostawiali dzieciom decyzję o tym, czy chcą wrócić do szkoły. Nie chciały, chociaż nie było łatwo. Niektórzy szkolni znajomi tylko czeka- li, kiedy zostaną w kajdankach doprowadzone przez policjanta do szkoły. Panowało bowiem przekonanie, że nie ma możliwości zwolnienia z obowiązku szkolnego. Jednak Marek Budajczak uzyskał od dyrektora szkoły rejonowej zgodę na edukację domową, pod warunkiem że dzieci będą co roku zdawały egzaminy klasyfikacyjne. Ale w tamtym okresie nie istniał jeszcze przepis o konieczności poddawania się takim sprawdzianom. Doszło więc do sporu i dyrektor cofnął zezwolenie.

Budajczakowie nie zrezygnowali jednak z domowej edukacji. Dziś ich dorosłe dzieci Emila i Piotr mają jedynie świadectwa ukończenia trzeciej i czwartej klasy szkoły podstawowej, a choć dysponują amerykańskim odpowiednikiem matury, nie mogą zweryfikować swojej wiedzy przed komisją państwową, a co za tym idzie, nie mogą w Polsce studiować. Mają jednak wyrok sądu administracyjnego, który zobowiązuje ministra edukacji do "wdrożenia procedury naprawczej". Niestety, od trzech lat do tego nie doszło, może uda się teraz, bo wydaje się, że w Ministerstwie Edukacji Narodowej dla homeschoolingu zapaliło się zielone światło.

Podróże zamiast szkolnej ławki

W 1995 r. w Polsce były jedynie dwie rodziny uprawiające homeschooling. Dziś jest ich już około 40, ale nadal idea edukacji domowej nie jest szeroko znana. W Polsce pozwala na nią ustawa o systemie oświaty z 1991 r., z tym że zgoda na homeschooling należy do dyrektora szkoły rejonowej i jest sprawą uznaniową. Zgodnie z polskim prawem rodzic, który sam zechce uczyć dzieci, nie musi być z wykształcenia nauczycielem. Musi jednak przekonać dyrektora szkoły, że jest w stanie przekazać dziecku wiedzę, jaką uzyskałoby ono, uczęszczając do szkoły.

Marzena Reszke, autorka popularnej książki dla dzieci "Rodzinka", po raz pierwszy zetknęła się z edukacją domową dwa lata temu. Przeczytała artykuł o podróżniczce Annie Janickiej-Galant, która kilka miesięcy w roku spędza na wyprawach autostopowych z synem. Jeśli ich podróż trwa długo, zabierają ćwiczenia oraz książki, np. do matematyki, chemii, fizyki. Każdej wyprawie towarzyszą lektury. W Turcji byli z "Iliadą", "Odprawą posłów greckich", "Giaurem" i nagraną na mp3 trylogią Sienkiewicza. Chłopiec chłonie wtedy wiedzę wszystkimi zmysłami - kojarzą mu się miejsca historycznych wydarzeń, krainy geograficzne, klimat, muzea i wykopaliska, a oprócz tego żywi ludzie i ich religia, tradycje, kuchnia, muzyka i język.

Z wypiekami na twarzy

Marzena Reszke była tym oczarowana. Zaczęła szukać informacji o edukacji domowej, przeczytała książkę Marka Budajczaka i poczuła, że jest to coś, co jej niesamowicie pasuje, mimo - a może właśnie dlatego - że przez siedem lat uczyła w szkołach fizyki, matematyki i informatyki. Według niej szkoła nie uczy samodzielnego myślenia, lecz tego, by dostosować się do wymagań nauczycieli. Kiedy jej synowie rozpoczęli naukę, to już nie mieli czasu na eksperymenty, tylko kolorowali rysunki w ćwiczeniach... Zauważyła też, że ze szkoły wracają zmęczeni i zniechęceni. Zaczęli się też nagle wstydzić i obawiać dorosłych.

Kiedy okazało się, że Marzena spodziewa się kolejnego dziecka, wspólnie z mężem zdecydowali, że po urlopie macierzyńskim weźmie wychowawczy i zajmie się uczeniem dzieci. Dyrektor szkoły synów wydał zgodę, pod warunkiem że chłopcy będą dwa razy w roku zdawać egzaminy sprawdzające wiedzę.

Przestudiowała podręczniki i programy nauczania z II i III klasy i opracowała autorski program dla synów. Najwyżej 3 godziny dziennie na lekcje, głównie ćwiczenia z matematyki i pisanie, a potem czas na poznawanie świata w muzeach, na wycieczkach, podczas eksperymentów i zabaw. Marzena Reszke wyznaje, że nigdy nie robiła tylu ciekawych rzeczy, co teraz. Gdy np. zmokli, przeczytali potem wiersz Tuwima "Kapuśniaczek", rozmawiali o tym, jak powstaje deszcz, o parowaniu i skraplaniu, a potem omawiali typy klimatów i pokazywali na piłce miejsca na Ziemi, w których są największe opady. Dzieci uczyły się z wypiekami na twarzy.

To właśnie emocjonalne zaangażowanie ucznia i edukatora uważa się za najważniejsze w procesie uczenia się. Może właśnie dlatego Przemek Galant (syn podróżniczki), który nie chodzi do szkoły od I klasy gimnazjum, na teście kończącym uzyskał 48 punktów na 50. Liceum również zalicza w domu. Twierdzi, że wszystkie potrzebne wzory znajduje w internecie. Geografii i historii uczy się podczas podróży z mamą. Gdy nie może sobie z czymś poradzić, prosi o pomoc znajomych albo ludzi z tzw. łódzkiego banku czasu, gromadzącego wolontariuszy wymieniających się wiedzą. Znalazł tam m.in. nauczycieli języków obcych, a uczy się ich siedmiu, w tym tureckiego i esperanto. Grę na cytrze ćwiczy nieodpłatnie pod kierunkiem 88-letniego Bronisława Leszczyńskiego, który uczy go nie tylko muzyki, ale także pięknej polszczyzny, kultury oraz filozofii.

Homeschoolersi są the best!

Jak pokazują badania przeprowadzone w USA, uczniowie kształceni w domu osiągają najwyższe oceny na testach standaryzowanych i przewyższają innych na egzaminach do szkół średnich. Wyniki egzaminów na studia też mają lepsze. W grupie homeschoolersów nie ma bezrobotnych, jest więcej niż przeciętnie osób zadowolonych z pracy, zaangażowanych społecznie i charytatywnie. 82 proc. z nich chce uczyć swoje dzieci w domu.

Wielu pedagogów obawia się, że dzieci uczone w domu będą miały problemy w kontaktach z rówieśnikami. Włodzimierz Paszyński, były warszawski kurator oświaty uważa, że ciągłe przebywanie z rodzicami nie uczy samodzielności, a zbyt silna więź może stanowić w przyszłości problem. Szkoła to nie tylko dydaktyka, to też szkoła życia. Krystyna Markowska, psycholog dziecięcy, zastanawia się, gdzie homeschoolersi nawiążą ważne w procesie wychowania kontakty z rówieśnikami, dzięki którym dziecko nabywa umiejętności m.in. negocjacji i zjednywania przyjaciół. Obawia się, że wychowywani pod kloszem, uzależnią się od rodziców i potem mogą się czuć zagubieni. Innego zdania jest prof. Bogusław Śliwerski, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej z Łodzi. Według niego homeschoolersi uczą się samodzielności, bo wiedza nie jest im podawana, ale często muszą ją sami pozyskać. Powołuje się też na amerykańskie badania, z których wynika, że dzieci te, mając od najmłodszych lat wpajane poczucie obowiązku, mają większe szanse na rynku pracy, bo z konieczności uczą się wykorzystania nowoczesnych technologii.

Niełatwe zadanie

Edukacja domowa wymaga czasu, zaangażowania, pieniędzy. Rodzice nie dostają przecież na swoje dzieci subwencji oświatowej, które otrzymują szkoły na uczniów. Każda z rodzin homeschoolersów wypracowuje własny system nauki. Inaczej uczy Marzena Reszke, która kuchnię zamieniła w domowe laboratorium, inaczej Jolanta Bielenda omawiająca z córką zagadnienia biologiczne podczas konnych wycieczek, a jeszcze inaczej Iwona Sicińska, absolwentka medycyny, która 10-letniego syna Brunona zabiera w podróże służbowe, bo jako jedna z nielicznych mam-edukatorek nie zrezygnowała z pracy zawodowej.

Jak twierdzi Anna Janicka-Galant nauka w domu to dla rodzica ciągłe poszukiwanie i dokształcanie się. Jeśli ktoś lubi ustawiczną "gimnastykę mózgu", sprawdzi się jako edukator domowy. Przydaje się też wyobraźnia, pomysłowość, chęć eksperymentowania i umiejętność wyznaczania celów. Oczywiście nie można zapomnieć o konsekwencji i determinacji. Nauczanie jest procesem długotrwałym i wymaga zaangażowania, ale daje ogromną satysfakcję. Obawy przed skrzywdzeniem dziecka są bezzasadne. Wystarczy tylko podejść do problemu domowej edukacji dojrzale, odpowiedzialnie i z... sercem.

Co na to prawo

W Polsce z edukacji domowej może korzystać każdy uczeń (od zerówki do szkoły ponadgimnazjalnej włącznie). Zezwala na to ustawa o systemie oświaty. Jednak rodzice muszą poprosić o zgodę dyrektora swojej szkoły rejonowej. Powinni we wniosku (wzór pisma znajduje się na www.edukacjadomowa.piasta.pl) podać aktualny adres zamieszkania. Dyrektor ma miesiąc na wydanie decyzji na piśmie. Gdyby była odmowna, można ją zaskarżyć, ponieważ ustawa nie wymienia przyczyn odmowy.

Rodzice nie muszą mieć wykształcenia pedagogicznego ani być nauczycielami. Muszą jedynie przygotować dzieci do egzaminów sprawdzających ich wiedzę. Dzieci edukowane w domu mają swoją internetową gazetę DomUczeLnia, którą można ściągnąć ze strony www.naukapozaszkola.blog.onet.pl. Działają też dwa stowarzyszenia: Edukacja domowa i Edukacja w Rodzinie.



Podróż w świat wiedzy

Dr Marek Budajczak, pracuje w Zakładzie Socjologii Edukacji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, jeden z założycieli Stowarzyszenia Edukacji Domowej. Autor książki "Edukacja domowa".

Korzyści, jakie dzieci i rodzice wynoszą, odbywając wspólną podróż w świat wiedzy, są tak wielkie, że opłaca się przebrnąć przez wszystkie kłopoty. Kształcenie postępuje w domu sprawnie, będąc "przykrojonym" do zdolności konkretnego dziecka. Dzieci są bezpieczne fizycznie i psychicznie, a żadna szkoła tego nie gwarantuje. Ponadto rodzice mają możliwość przekazywania dziecku takiego systemu wartości, jaki sami wyznają. Minusem domowej edukacji jest konieczność zdawania przez dzieci spełniające "obowiązek szkolny poza szkołą" corocznych (niekiedy co pół roku) egzaminów klasyfikacyjnych. W ramach tych egzaminów (pisemnych i ustnych) dzieci odpowiadają na dziesiątki pytań. Obejmują one niekiedy wszystkie szkolne przedmioty, nawet te, które zgodnie z odpowiednim rozporządzeniem MEN są wyłączone z zestawu egzaminów klasyfikacyjnych jak: wf., plastyka, muzyka, technika. Czasem, by uzyskać pozwolenie dyrektora szkoły na następny rok, żąda się osiągnięcia przez dziecko najwyższych ocen. Dzieci chodzące do szkoły takich egzaminów zdawać nie muszą. Uważam, że takie rozliczanie z edukacji domowej jest niezgodne z Konstytucją i ratyfikowanymi aktami prawa międzynarodowego.



Podziwiam tych rodziców!

Prof. Zbigniew Marciniak - podsekretarz stanu w MEN

Kilka miesięcy temu spotkałem się z grupą rodziców, którzy prowadzą edukację domową. Rozmawialiśmy o kłopotach i osiągnięciach, o tym, w jaki sposób taka edukacja jest realizowana na świecie. W Polsce na razie jest to zjawisko niszowe. Zdarzają się dyrektorzy szkół, którzy podchodzą do niego z rezerwą, wstrzymują się z wyrażeniem zgody na jej realizację. Rozumiem ich, bo to dyrektor odpowiada za ustawową realizację obowiązku szkolnego. Podejmuje ryzyko, bo mimo najlepszych chęci nie każdy ma wystar-czające kwalifikacje, żeby zajmować się edukacją domową. Dlatego nie możemy wprowadzić automatycznego wyrażania takiej zgody przez dyrektorów, bo wówczas musielibyśmy ich zwolnić od odpowiedzialności.

Uważam, że należy pozostawić obowiązek sprawdzania efektów edukacji domowej poprzez egzaminy klasyfikacyjne, ale nie częściej niż raz na rok. Rzadsze sprawdzanie mogłoby być z krzywdą dla dziecka - gdyby rodzice przeszacowali swoje możliwości w jakiejś dziedzinie, mogłaby powstać dwuletnia zaległość. Myślę, że po wprowadzeniu w roku szkolnym 2009/10 klarownych podstaw programowych z opisem wymagań, rodzice edukujący w domu będą już wiedzieli, jak przygotować swoje dzieci. Postaram się również, żeby dzieci te miały takie same przywileje (np. zniżki na przejazdy, ulgowe bilety do kin i muzeów) jak inni uczniowie. Mam wielki szacunek do rodzin, które podjęły trud domowej edukacji i będę się starał im pomóc w zakresie legislacyjnym.



Czy uczenie dziecka w domu to dobry pomysł?

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
  • Irina Snihurska Czy państwowe studia wyższe powinny być odpłatne?
  • Szkoła w domu
  • E-edukacja dla rozwoju społeczeństwa
Skomentuj:
Żegnaj szkoło?
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Seks i uczucia:
Najczęściej czytane