Niby wiedziałam, na co się decyduję. Wiadomo było, że będziemy się spotykać raz na jakiś czas - to co to za małżeństwo. Ale Ahmad obiecał, że jak już będziemy mogli, weźmiemy normalny ślub i zamieszkamy razem. 'Chyba nie chcesz czekać trzy lata, aż zarobię na mieszkanie?' - tłumaczył. Nie chciałam. Maha, studentka literatury angielskiej na Uniwersytecie Amerykańskim w Kairze (AUC), nosi dżinsy, wysokie obcasy, a na głowie chustę w kolorze khaki modnie zawiązaną z tyłu nad karkiem. - To hiszpański styl noszenia hidżabu - wyjaśnia. - Ja tak lubię, choć rodzice krzywo na to patrzą, bo wszystkie kuzynki noszą przykładnie spięty pod brodą. Rodzice Mahy, którym nie podoba się nawet nowocześnie wiązana chusta, pewnie mocno by się zdziwili, gdyby dowiedzieli się, że ich córka rok temu potajemnie wyszła za kolegę z roku. A dwa miesiące temu mąż ją zostawił. - Całe szczęście, że oddał mi kontrakt, no i że nie jestem w ciąży - szepcze Maha, która jak setki tysięcy Egipcjanek zgodziła się wyjść za mąż bez zobowiązań i tylko na jakiś czas.
Zwykły ślub? Za drogo, za późno Zawadż urfi - 'małżeństwo zwyczajowe' - to egipski wynalazek, ale jest tylko jedną z kilku form dopuszczanego w islamie małżeństwa czasowego. Małżonkowie dobrowolnie rezygnują z części praw przysługujących w ramach normalnego związku małżeńskiego. Te prawa to przede wszystkim wspólne mieszkanie i finansowa odpowiedzialność męża wobec żony.
Taki związek zwykle jest tajny - nie wiedzą o nim rodziny państwa młodych ani pierwsza żona pana młodego, jeśli taką ma. A zamiast zapewniać żonie dom i utrzymanie, mąż płaci jej - regularnie, jeśli małżeństwo trwa dłużej, lub jednorazowo, jeśli pobierają się na kilka godzin. - Bo jak człowiek się zakocha, to głupieje. Jak teraz zastanowię się na chłodno, widzę, że to wielkie oszustwo. Jestem wściekła, ale z drugiej strony wiem, że sama zgodziłam się podpisać ten cholerny kontrakt. Ale bez niego nie moglibyśmy nigdy być sami, nie dostalibyśmy nawet pokoju w hotelu. Właśnie restrykcyjne normy społeczne w konserwatywnym arabskim społeczeństwie, gdzie seks przedmałżeński jest całkowicie zakazany, zmuszają młodych Egipcjan do szukania sposobów ich ominięcia. Tym bardziej że małżeństwo to tutaj wyjątkowo kosztowne przedsięwzięcie. Młodzieniec, który chce znaleźć żonę z dobrej rodziny, musi zapewnić jej warunki przynajmniej nie gorsze od tych, jakie miała w rodzinnym domu - ale większość rodzin chce, żeby były dużo lepsze. W praktyce oznacza to, że kandydat na zięcia musi mieć duże, umeblowane mieszkanie, a przed ślubem sowicie obsypać wybrankę
złotem. Szabka, czyli pełen zestaw złotej biżuterii, to wydatek zaczynający się od kilku tysięcy funtów egipskich, ograniczeń w górę nie ma. Przy średniej pensji 1 tys. funtów (500 zł) młody człowiek często w ogóle nie ma szans na ożenek albo narzeczeństwo ciągnie się latami. - Młodzi Egipcjanie mają dosyć ciułania latami na żonę, a dziewczyny mają dosyć czekania - tłumaczy Hania Szirkami, specjalistka do spraw małżeństw z AUC. - Nie mówiąc już o seksie, bez którego trudno żyć do czterdziestki.
Trzy żony Amira - Ale nie podasz moich danych, OK? Wyszedłbym na ostatniego drania i już żadna dziewczyna by mnie nie chciała - śmieje się Amir, student czwartego roku nauk politycznych na AUC. Przystojny, w obcisłym białym T-shircie, nie wygląda na skruszonego. - Niby wiem, że urfi nie jest tak do końca w porządku, ale wszyscy tak robią. Bez tego papierka mało która dziewczyna zgodzi się pójść do łóżka, to co mi szkodzi go podpisać? A poza tym ja naprawdę kochałem wszystkie moje żony - uśmiecha się. Żony Amir miał już trzy, jedną, jak mówi, bardzo długo - cały rok akademicki. Pytam, jak wyglądały jego ślubne kontrakty i czy przy podpisaniu byli świadkowie. - Niby tak powinno być, ale nikt z moich znajomych tego nie przestrzega. Po prostu wzięliśmy kartkę, napisaliśmy, że się pobieramy, i oboje się podpisaliśmy - opowiada. Islam uznaje trzy formy małżeństwa czasowego: szyickie muta ('dla przyjemności'), sunnickie misjar ('w podróży') i typowo egipskie urfi.
Najpowszechniejsze w Iranie i Iraku po upadku sunnity Saddama Husajna szyickie małżeństwo dla przyjemności to najbardziej kontrowersyjna, ale najmniej zakłamana forma czasowego związku. Małżonkowie już w akcie ślubu określają datę zakończenia małżeństwa. Taki związek można zawrzeć na godzinę, tydzień albo na 50 lat. Ale wraz z określoną w kontrakcie datą małżeństwo samoczynnie wygasa, nie można go przedłużyć, chociaż można zawrzeć je na nowo po odczekaniu wymaganych prawem 45 dni. Jego sunnickie wersje różnią się tylko brakiem daty kończącej związek. Reszta jest identyczna - małżonkowie nie mieszkają razem, a mężczyzna poza mahrem (finansowym darem małżeńskim) nie ponosi żadnych kosztów i nie ma obowiązku łożenia na ewentualne dzieci. Choć w kontrakcie nie ma daty jego wygaśnięcia, dla obu stron jest oczywiste, że ich związek nie potrwa długo. Najbardziej kontrowersyjny aspekt małżeństw czasowych - brak odpowiedzialności za dziecko - nie schodził z czołówek egipskich gazet przez ostatnich kilka lat. Zaczęło się w 2005 r., kiedy 29-letnia Hind al Hinnawi poszła do prasy z informacją, że jest w ciąży z ulubionym aktorem młodego pokolenia Egipcjan Ahmadem al Fiszawim i że dziecko zostało poczęte w czasie, kiedy była z Fiszawim w związku urfi. Wywołała prawdziwą burzę, bo zamiast po cichu zrobić aborcję, jak zrobiłaby na jej miejscu większość Arabek, otwarcie się przyznała, że jest w ciąży, mimo że nie ma męża. W dodatku Ahmad, który jest synem znanych aktorów, słynie z nieskazitelnego prowadzenia się, miał nawet w egipskiej telewizji program, w którym udzielał życiowych i religijnych porad pobożnym młodym Egipcjanom.
Fiszawi wyparł się ślubu z Hind i ojcostwa. A że dziewczyna nie miała żadnego dowodu na małżeństwo, gdyż - jak twierdzi - kontrakt ślubny Ahmad zabrał i zniszczył, przegrała, bo aktor nie poddał się zleconym przez sąd testom DNA. Jego adwokat tłumaczył, że 'skoro nie ma żadnych dowodów zawarcia małżeństwa, równie dobrze al Hinnawi mogłaby kazać poddać się testom pierwszemu lepszemu mężczyźnie z ulicy'.
On wróci i pośle mnie za kratki Brak dowodów zawarcia małżeństwa wpędził też w kłopoty Leilę, studentkę medycyny, z którą spotykam się we włoskiej knajpie na Zamalku, wyspie w centrum Kairu. - On na stałe mieszka w Kuwejcie, był tu na rocznym kontrakcie w firmie naftowej. Spotykaliśmy się kilka miesięcy, zanim zaproponował mi urfi. Tłumaczył, że trudno by mu było zorganizować ślub i wesele i zapraszać rodzinę z Kuwejtu. Obiecał, że kiedy skończy kontrakt, pojedziemy tam i pobierzemy się. Jednak kiedy kontrakt się skończył, wyjechał beze mnie, ale najgorsze, że nie oddał mi aktu ślubu! A co będzie, jeśli on tu kiedyś wróci i mnie znajdzie? Leila ma się czego bać. Jeśli kiedyś wyjdzie za mąż, on może się zjawić i udowodnić jej poliandrię, za którą nad Nilem można na siedem lat trafić do więzienia. Dopiero od niedawna egipskie małżeństwo urfi można zakończyć rozwodem. Wcześniej kończyło się, kiedy małżonkowie - a zwykle mąż - decydowali, że mają dość. Sąd nie mógł udzielić rozwodu małżeństwu, którego nie uznawał za zawarte. Co nie znaczy, że takie związki były zakazane. Dopiero w 2000 r. egipski parlament przyjął prawo, które legalizuje takie rozwody, tym samym pośrednio legalizując czasowe małżeństwa.
- Niby kobiety dostały możliwość zakończenia związku, ale z drugiej strony w ten sposób prawo zachęca do wchodzenia w takie małżeństwa - tłumaczy Hania al Szirkami. - A w 90 proc. przypadków kontrakt i tak bierze mężczyzna i dziewczyna nie ma żadnego dowodu, że w ogóle była mężatką, więc z czym ma iść do sądu? Zresztą nawet z kontraktem mało która by poszła. Dziewczyny wiedzą, że jeśli sprawa wyjdzie na jaw, będą miały kłopoty w domu, a w przyszłości małe szanse na normalne zamążpójście. Żyjemy w kraju, gdzie niedziewica to nie jest kandydatka na żonę.
Coraz bardziej legalne Rodziny rzadko się dowiadują, bo zawadż urfi najczęściej jest zawierane między studentami na kilka tygodni czy miesięcy. Socjologowie alarmują, że od kilku lat takie związki to codzienność, za to coraz mniej jest tradycyjnych małżeństw. - Poczucie bezkarności, myślenie: 'To musi być OK, bo wszyscy to robią', to wielka pułapka - tłumaczy al Szirkami. - Chłopaki zaczynają myśleć: 'Żeby ożenić się naprawdę, muszę najpierw zarobić kupę pieniędzy, a potem przez całe życie utrzymywać żonę. A tak mam kobietę, seks i żadnych zobowiązań'. A dla dziewczyny, jeśli taki związek wyjdzie na jaw, to jednak wielka hańba, szczególnie kiedy się rozpada - ostrzega Szirkami. W ostatnich latach przybywa przepisów, które regulują małżeństwa czasowe. W kwietniu 2006 r. Światowa Liga Muzułmańska wydała fatwę, która zezwala na związki, w których kobieta 'rezygnuje z prawa do domu i utrzymania i zgadza się, żeby mężczyzna przychodził do niej, kiedy tylko zechce, w dzień i w nocy'. Nowa fatwa tylko usankcjonowała od dawna istniejący stan rzeczy. Czasowe związki były praktykowane już w pierwszych latach islamu, kiedy arabscy mężczyźni spędzali lata na obczyźnie, podbijając ziemie niewiernych, i musieli kombinować, jak zaspokajać potrzeby seksualne, nie obrażając Allaha. Inni ginęli na wojnie, a ich żony musiały jakoś urządzić sobie życie bez nich. Niektórzy uczeni twierdzą, że z takich małżeństw korzystał sam prorok Mahomet. Zwyczajowe związki zgorszyły za to jednego z jego następców - kalifa Umara, który jeszcze w VII w. zakazał ich jako cudzołóstwa. Do sunnickiego islamu wróciły w XIX w., i to właśnie w Egipcie. To tu w 1999 r. zostały ostatecznie zalegalizowane przez szejka Muhammada at Tantawiego, rektora jednej z najważniejszych instytucji świata islamu - kairskiego uniwersytetu al Azhar.
Wielki szyicki ajatollah Ali as Sistani na swojej stronie internetowej pisze, że w takim związku kobieta 'nie ma prawa wymagać od męża opieki ani wsparcia finansowego, nawet jeśli spodziewa się dziecka'. Dzisiaj małżeństwo czasowe kwitnie w całym świecie islamu. Nawet w ultrakonserwatywnych krajach Zatoki Perskiej, takich jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, jest ono coraz popularniejsze. Wielki muzułmański autorytet szejk Jusuf al Kardawi już w 1998 r. w telewizji al Dżazira tłumaczył, że małżeństwo czasowe spełnia wszystkie warunki muzułmańskiego związku, a za wzrost liczby takich małżeństw obwinił media, które 'z poligamii zrobiły zbrodnię'. - Nic dziwnego, że teraz mężczyzna woli nie martwić żony, tylko ożenić się z drugą kobietą w sekrecie i odwiedzać ją tylko od czasu do czasu - tłumaczył.
Żona z pierwszej ręki Amira ma 21 lat, pochodzi z chrześcijańskiej rodziny. Mieszka w kairskiej dzielnicy Zejtun z mamą, trzema siostrami i bratem. Jej tata nie żyje od dziesięciu lat. - Gdyby żył, nie mogłybyśmy sobie tak siedzieć w knajpie, a tak, wystarczy, że jakoś oszukam brata - żartuje. W zeszłym tygodniu mama powiedziała Amirze, że ma dla niej idealnego narzeczonego. - Nie zamierzam nawet się z nim spotykać - wścieka się Amira. - Coś jest z nim nie tak? - pytam. - Nie mam pojęcia, ostatni raz widziałam go, jak miałam sześć lat, a on dziewięć, bo to mój kuzyn Ahmad. Jak mam potem powiedzieć ciotce, że uważam jej synka za brzydala albo idiotę? Margaret, starsza o rok siostra Amiry, patrzy na nią z dezaprobatą. - Wiesz, że on ma 200-metrowe mieszkanie w Szarm el Szejk? I przynajmniej będziesz miała pewność, że wszystko o nim wiesz. Amira się waha. - Jeszcze pomyślę, ale mama przecież nie będzie mnie zmuszać, w razie czego znajdzie mi innych kandydatów. - A sama nie mogłabyś poszukać? - pytam. - Bez przerwy szukam, na zajęciach, w pracy, ale żeby poflirtować - chichocze. - A do małżeństwa się nie nadają? - Pewnie jest szansa, że znalazłabym kogoś fajnego, ale wolę, żeby mama się tym zajęła. Wtedy będę pewna, że to ktoś dobry, z porządnej rodziny, no i on będzie mnie bardziej szanował. Gdybym sama go poderwała, mógłby pomyśleć, że wcześniej podrywałam innych, a może jeszcze coś gorszego. A tak jest pewien, że dostała mu się dziewczyna z pierwszej ręki.
Internet lepszy niż dyskoteka Margaret : - Wam na Zachodzie się wydaje, że jesteśmy strasznie zacofani, a my mamy powody, żeby tak robić. Chłopak, zanim się ożeni, musi zarobić na mieszkanie, meble,
złoto dla żony. Często żeni się, jak ma 40 lat! - A do tego czasu nie żyje jak święty! - przerywa jej Amira. - Musi sobie jakoś radzić, dlatego podrywa dziewczynę, wmawia jej, że się z nią ożeni, a kiedy mu uwierzy i się z nim prześpi, oczywiście ją rzuca. - Oczywiście? - Myślisz, że facet ożeniłby się z dziewczyną, która poszła z nim do łóżka? - No a jeśli pozna dziewczynę przez internet, na portalu randkowym? Teraz macie ich pełno. Amira się krzywi. - Myślisz, że Egipcjanin albo w ogóle Arab wchodzi na internet, żeby znaleźć żonę? Co by potem powiedział ojcu albo dziadkowi, że jak się poznali? Na czacie, gdzie każdy mógł z nią rozmawiać o wszystkim? Margaret potakuje. - Takie portale to fajna sprawa, w końcu Egipcjanie to normalni młodzi ludzie, chcą się zabawić, poflirtować, a tak jest łatwiej, to nie jest haram (religijnie zakazane) jak na przykład dyskoteka. Ale to wszystko. Firas ma 29 lat, nosi wściekle zielony podkoszulek, na włosach - duża ilość żelu. Na pytanie, gdzie poszuka żony, zaczyna się śmiać. - Na razie nie bardzo o tym myślę. Nie mam jeszcze ochoty na całą tę szopkę z harowaniem na żonę i tłum dzieciaków. A gdy mam ochotę poznać dziewczynę, wchodzę na czat. - Żony też będziesz tam szukał? - No coś ty! Przecież taka dziewczyna z netu rozmawia z każdym, a z niektórymi pewnie nawet się spotyka! Wyobraź sobie: po ślubie idę z nią ulicą, nagle mijamy gościa, którego ja nie znam, a on wita się z nią wylewnie! Chybaby mnie szlag trafił. Jak zechcę się ożenić, powiem o tym mamie. Ja mógłbym stracić głowę, polecieć na ładne nogi. A mama zadba, żebym dostał całą resztę - wykształcenie, porządną rodzinę. To jasne, że rodzina chce dla mnie jak najlepiej .
Ma fi nasib - nie ma przeznaczenia Rodzina chce najlepiej nie tylko dla Firasa, ale i dla siebie, bo muzułmańskie małżeństwo to poważny cywilno-prawny kontrakt między dwiema rodzinami. Dla rodziny pana młodego, która kupuje i mebluje mieszkanie, a narzeczonej wypłaca mahr, to na tyle poważna inwestycja finansowa, że nie opłaca im się pomylić w wyborze oblubienicy. Podobnie jak rodzinie