Wszyscy razem

Rano seks z Hanką, w nocy obowiązek małżeński z Anką. Tu dorosłe dzieci, tam maluchy. Przekonał sam siebie: kocha je obie równie mocno. Żadnej nie potrafi skrzywdzić
Dziesięć lat harmonii - Anna, Jacek i Hanka

Anna i Jacek byli małżeństwem 25 lat. Całus na początek dnia, całus na koniec. Córki nigdy nie widziały, jak się kłócili. Czekali, aż pójdą spać, albo zamykali się w łazience. Sielanka skończyła się tamtej nocy.

Najgorszy dzień w życiu

Na nocnej szafce Anny dzwoni komórka. Jacek? Przecież już dzwonił i mówił, że idzie spać. Zaniepokojona odbiera.

- Mam dość! - słyszy krzyk kobiety. - Tyle razy obiecywałeś, że ją zostawisz. Anna zaczyna drżeć. - Jasiek rośnie, Misia ma rok. Nie chcę ich ciągle okłamywać - łka kobieta. - Uspokój się - włącza się męski głos. - Muszę mieć czas. Nie psuj wieczoru. Mamy dla siebie tak mało czasu. Anna wyłącza komórkę. Płacze.

W mieście nikt ich nie żałował

Może dlatego, że bogactwo kłuje w oczy. A oni byli bogaci. Pracownicy szeptali: 'Taka mądra, a nie wiedziała, że chłopa trzeba trzymać przy sobie. Inaczej fiknie'. Dla niego też nie mieli dobrego słowa: 'Nie mógł sobie czasami ? zapiąć ?jakiejś panny na boku? Ośmieszył rodzinę. No i przez niego padł zakład'. 20 lat temu farmaceutka i mechanik samochodowy założyli firmę zielarską. Na tabletkach z czosnku, syropach i herbatkach dorobili się majątku. Dom, terenowe samochody i córki na zagranicznych uniwersytetach. Pracowali sześć dni w tygodniu. Podział obowiązków od lat wyglądał tak: Anna dogląda produkcji, Jacek zarządza firmą. Trzy dni w tygodniu spędzał poza domem. Pilnował rozrzuconych po kraju sprzedawców.

Tak się wydawało Annie.

Bzykać się na okrągło

Z Jackiem spotykam się w barze. Nie wygląda na Don Juana. W uśmiechu odsłania białe zęby niepasujące do jego zniszczonej twarzy. - Hanka miała sprzedawać nasze produkty. Spotkaliśmy się i po pięciu minutach miałem na nią ochotę. Uwielbiam takie babeczki. Czerwone pazurki, obcisłe ciuszki, szpilki, opalone ciało. Wylądowaliśmy w łóżku po drugim spotkaniu. Zawróciła mi w głowie. - Wcześniej zdradzał pan żonę?- Zdarzyło się kilka razy. - Coś było nie tak między wami?- Byliśmy małżeństwem, jakich setki. Mężczyzna jest prostą maszyną. Jak widzi piękne ciało i uśmiech, to szybko ma ochotę na seks.

- Z Hanką też tak było? - Myślałem, że to będzie numerek bez zobowiązań. Ale ogarnęło mnie jakieś szaleństwo i chciałem się z nią na okrągło bzykać. A potem się zakochałem. - Bo było panu z nią dobrze w łóżku? - A to mało? Seks z żoną kojarzył mi się z niedzielnym obiadem. Ona się kąpie, wciera pachnidła, wkłada pończochy, szpilki. Było miło, ale miałem wrażenie, że jak ze wszystkim w naszym wspólnym życiu muszę się wykazać.

Strategia przetrwania

Z Hanką czuł się szczęśliwy i bezpieczny. On, dla wszystkich człowiek sukcesu, był 40-letnim facetem z nadwagą i kompleksem mechanika. Strategia Jacka na przetrwanie była prosta. Anna nie mogła się domyślić, a Hankę trzeba było utrzymywać w stanie umiarkowanej irytacji. Nie chciał jej stracić, obiecywał, że zostawi żonę za rok, za pół, za miesiąc. Oszukiwał, a potem pojawiły się dzieci. Przestał się bać, że odejdzie, ale kłamał, bo nie chciał awantur. Spełniał jej zachcianki. Zbudował dom. Taki sam jak Ance. Kupił auto. Chodził na imprezy do cioć i znajomych. Trochę wszystkich dziwiło, że nie mają ślubu. Tłumaczyli, że to nowoczesny związek. W tym świecie był bezdzietnym rozwodnikiem, który wyjeżdżał na kilka dni w interesach. Najgorzej było na początku. Ciągle nadskakiwał Ance, bo dręczyło go poczucie winy. Adorował, tokował, robił wszystko, żeby się nie domyśliła. Potem mu przeszło. Wystarczał SMS do żony: 'Było cudownie, kocham cię', a pięć minut później telefon do kochanki: 'Będę za godzinę'. Poranek z Anką, a wieczór z Hanną. Rano seks z Hanką, w nocy obowiązek małżeński z Anką. Tu dorosłe dzieci, tam maluchy. Obwiniał się za brak wyrzutów sumienia. W końcu przekonał sam siebie: stało się, kocha je obie. Żadnej nie potrafi skrzywdzić, więc będzie z dwiema. Czasami nie wiedział, kogo zdradza. Nauczył się, że receptą na gorsze samopoczucie jest praca, zapominał wtedy o swoich dwóch rodzinach. Po kilku latach zrozumiał, że aby przetrwać, musi żyć chwilą, ale nie było łatwo, bo Hanka coraz trudniej znosiła rolę tej drugiej. Gdy telefon zadzwonił z jego kieszeni do żony, byli ze sobą dziesięć lat.

Wycierali o mnie buty

Tamtej nocy Anna setki razy powtórzyła: 'Jak on mógł'. Wylądowała u psychiatry. Nie jadła, nie spała. Po roku antydepresanty postawiły ją na nogi. Na terapii u psychologa rozmowy pomogły jej zrozumieć, dlaczego Jacek okłamywał ją tyle lat. Nie pomogły wybaczyć. Odwiedzam ją w nowym domu, tamten sprzedała. Nie potrafiła żyć z myślą, że tamtej zbudował taki sam i nie widział w tym nic niestosownego. Wygląda lepiej niż jej były mąż. Szczupła i zadbana. - Na początku czułam się, jakby oni przez te lata wycierali o mnie buty. Nikt nie chce być ofiarą, a szczególnie kobieta, która od lat prowadzi duży biznes. Najpierw szukałam winy w sobie. Może byłam zbyt dominująca, nie chciałam zrobić liftingu... Jacek nie wiedział, że żona słyszała kłótnię w samochodzie. Gdy zjawił się nazajutrz, dostał od Anki w twarz. Bez słowa. Wybiegł przerażony. Wrócił po dwóch dniach i zaczął się tłumaczyć. Usłyszał, że ma się natychmiast wynosić. - Ufała mu pani? - Jak można nie ufać najbliższej osobie. Przecież kiedyś byłam w nim szaleńczo zakochana, przez lata żyliśmy ze sobą na wyciągnięcie ręki. Kłóciliśmy się czasami, ale uchodziliśmy za zgodne małżeństwo. Taka nudna mieszczańska para, która dorobiła się majątku ciężką pracą. - Zdradzała go pani? - Był moim jedynym mężczyzną. - Co było najgorsze? - To, że sypiał z nami obiema przez tyle lat, to, że ona wiedziała, a ja nie. Starałam się być atrakcyjna. Kochałam go. Teraz chciałabym o wszystkim zapomnieć. Ale czy można zapomnieć dwie trzecie życia? Poznali się w harcerstwie. Anna - panienka z liceum, Jacek - chłopak z zawodówki. Przystojny i uroczy, uwielbiały go dziewczyny. Anka była dumna, gdy ją wybrał. Chudzielca w okularach, z małym biustem.

Chłop się nie wymydli

Rok temu się rozwiedli. Zakład padł. Do rozwodu przez dwa lata nie było dnia bez awantury. W pracy, w sądach, wszędzie. Zniszczyli wszystko, co ich łączyło. Jacek przez pół roku próbował się dogadać. Przepraszał, chciał wrócić. Wierzył, że Anka mu wybaczy. Mieli przecież dom, dzieci, wspólne życie i firmę. Nie chciała o tym słyszeć. Żądała rozwodu i całego majątku.

Hanka, bojąc się, że straci Jacka, postanowiła zawalczyć. Zadzwoniła do Anki i zaproponowała wspólne życie. W trójkę. Bo skoro dobrze im się wiodło przez tyle lat, to dlaczego nie może tak być dalej. Przecież chłop się nie wymydli. Usłyszała, że ma spier... Była zdziwiona, że Anka, wykształcona kobieta, zachowuje się jak prostaczka. Dziś mieszka z Jackiem w bloku. Sprzedali dom, żeby rozkręcić nowy biznes. Handlują chińskimi oprawkami do okularów. Kokosów z tego nie ma. Jacek mocno się zestarzał. Lubi leżeć na kanapie i oglądać TVN 24.

Można się dogadać - Maria, Paweł i Aśka

Co dziesiąty Polak ma stałego kochanka. Obie płcie zdradzają tak samo - wśród nas żyje niewidzialna armia 'drugich mężów i żon'. 'Większość romansów rozpada się w ciągu trzech lat i partnerzy decydują się na utrzymanie małżeństwa - pisze w felietonie ? Nieformalna poligamia ?seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz. - Zdarza się jednak, że romans przeobraża się w trwały, równoległy do małżeństwa związek. Tego typu nieformalna poligamia ma różne formy: może być ukrywana, a niekiedy wszyscy zainteresowani wiedzą, co się dzieje, i tolerują taki stan rzeczy. Bo żony mają nadzieję, że opinia rodziny, znajomych, zasady religijne zmienią postępowanie niewiernego męża. Kochanki łudzą się, że dobry seks i porozumienie psychiczne utrzymają przy nich partnera. Tak naprawdę o jego wyborze zadecyduje wygoda'.

Jakoś ją przekonam

Paweł zaproponował Marii życie w trójkę, gdy musiał zdać służbowe mieszkanie w Trójmieście. Był sierpień, za kilka miesięcy kończył delegację w sądzie apelacyjnym. - Wprowadź się do mnie - powiedział. - Będziemy mieszkać wszyscy razem.- Jak? Razem? Ja na piętrze z Mateuszem i waszymi dziećmi, a ty z Asią w sypialni na dole? - Tak. - Ty będziesz się z nią kochał, a ja będę chodzić na palcach? A ze mną będziesz kiedy? Jak ona pójdzie do pracy? A co na to twoja żona? - Jakoś ją przekonam. Wyszli z restauracji. Po kolacji miał być seks, czułość, rozmowy. Zamiast tego - awantura. Maria płacze. Nie wierzy, że on coś takiego wymyślił! Paweł nie rozumie, o co jej chodzi. Kocha ją, ale żony nie zostawi. Co powiedzą dzieci, rodzina i przyjaciele? - To idiotyczne - mówi Maria. - Nie będę z tobą rozmawiał - odwraca się i odchodzi. Ona biegnie za nim. - Nie zostawiaj mnie tutaj. - Nic nie muszę. Nie jestem ci nic winien. Robimy źle i musimy za to płacić. Obydwoje.

Namiętne noce i awantury za dnia

Kłócili się od początku. Po dwóch latach romansu wyrzucił ją z mieszkania, mówiąc, że ją kocha, ale trzeba to skończyć. Po trzech miesiącach abstynencji znowu nosił ją na rękach. W końcu zaproponował małżeństwo. Odmówiła. Namiętne noce i awantury za dnia. Ona wysiadała z jego samochodu na środku skrzyżowania, on ją gonił. Ona nazywała go skurwysynem, on ją wariatką. Maria dziś już wie, dlaczego odmówiła Pawłowi. Wytłumaczył jej to psycholog. Wtedy chciało jej się płakać, gdy on krzyczał: 'Chcesz mieć dwóch facetów, jednego do spokojnego życia, drugiego do łóżka!'. Czuła, że jest inaczej, że poświęca tę miłość dla dzieci. Swojej córki i synów Pawła. Teraz wie, że tak naprawdę bała się bliskości. Wychowana przez agresywną matkę, porzucona przez ojca. To dlatego zgodziła się na trójkąt. Z Pawłem i jego żoną. - Nie ma pani wyrzutów sumienia, że krzywdzi pani inną kobietę, matkę, jej dzieci, swoje dziecko, własnego męża. - Mąż nigdy o mnie nie zabiegał, miałam wrażenie, że mu wszystko jedno, byle ktoś się krzątał. - A córka? - Poświęcałam jej mnóstwo czasu. Staram się być matką idealną. - Nie czuła pani, że robi krzywdę Asi, żonie Pawła? - Ustawiłam się od początku w idiotycznej roli. Aby zagłuszyć wyrzuty sumienia, zająć się naprawą jego życia. Walką z nałogiem. Myślę, że to było jego żonie na rękę. Załatwiłam wiele spraw, których jej się nie udało, bo nie chciała wchodzić z Pawłem w konflikt. Miała wygodne, dostatnie życie i prestiż - to, na czym jej zależało. Dlatego na to wszystko się godziła. - A pani dlaczego się godziła? - Bo po raz pierwszy czułam, że jest mi z kimś dobrze.

Muszę być odpowiedzialny za żonę i dzieci

Przez osiem lat każde z nich miało szczęśliwy związek. Maria z Markiem i córką uchodzili za rodzinę idealną - w swoim czteropokojowym apartamencie, z nowym samochodem i wakacjami w Chorwacji. Nie kłócili się. Chodzili razem do liceum. Na studiach byli już parą. Po magisterce wrócili do Elbląga. On został adwokatem, ona sędzią. Pawła poznała, gdy robiła aplikację; prowadził wykłady. Był przeciwieństwem spokojnego Marka. Paweł wpadał na kilka dni w miesiącu do Trójmiasta na rozprawy. Maria wymyślała wtedy jakieś kłamstwa: szkolenia, babskie spotkanie z noclegiem, delegacje. Po czterech latach była gotowa uciec ze swojej idealnej rodziny, ale Pawłowi odechciało się kolejnego małżeństwa. Powtarzał: 'Muszę być odpowiedzialny za żonę i dzieci'.

Przecież to moja żona

Aśkę spotkał pod koniec studiów. Śliczna brunetka. Wtedy nie miało znaczenia, że jest kelnerką. Dziś w wielkim domu nie wytrzymuje z nią dłużej niż kilka dni. Nudzi się. Zawsze było coś nie tak, bo nawet jak Aśka była młoda, zdradzał ją. Jego ojciec też tak robił. Gdy kolejny romans dobiegał końca, biegł do spowiedzi i zabierał mamę na zagraniczną wycieczkę. Jego tata bił i poniżał. Uważał, że w ten sposób uda mu się zahartować delikatnego syna. Ostatni raz Paweł dostał pięścią w twarz, gdy wrócił za późno do domu. Miał 18 lat. Marii nikt nie bił, ale ojciec zostawił ją z mamą, gdy miała siedem lat. Szybko go zapomniała. Marysia zawsze była najładniejsza. Na podwórku, w szkole, w akademiku i w sądzie. Czasami wpadała w straszną złość. Nie liczyła się z nikim i niczym. Ale nie w domu. Tam była uległa i miła albo kłamała. Cała namiętność była zarezerwowana dla Pawła. Na myśl, że mógłby zniknąć z jej życia, zaczynała wariować. Zgadzała się na wszystko, byle był.

Kiedyś przyjechała do Pawła na urodziny. Impreza na kilkadziesiąt osób. Została na noc. Gdy zeszła do łazienki, usłyszała, jak Paweł kocha się z Aśką. Nie zamknęli drzwi sypialni. Całą noc płakała. Rano usłyszała: 'O co ci chodzi, przecież to moja żona. Chciałabyś, abym jej nie dotykał? Nie przesadzaj'.

Niech ona się z nim szarpie

Dziś są ze sobą 15 lat. Bez męża Marii. Rozwiedli się trzy lata temu. Wyjechał za granicę, ma nową żonę. Ktoś życzliwy powiedział Aśce, że mąż ją zdradza. Paweł powiedział, że zakończy związek. Próbował zerwać z Marią. Nie potrafił. Skończyło się tak, że przestali się kryć. Razem odwiedzali znajomych, razem chodzili na bale i imprezy. Aśka pogodziła się z tym, że musi dzielić się mężem. Marii nie cierpi, ale gdy z Pawłem jest źle, dzwoni do niej po pomoc. W końcu uwierzyła, że jest alkoholikiem. Gdy wpada w ciąg, potrafi zniknąć na kilka dni. Inaczej wyobrażała sobie życie ze studentem prawa. Pociesza się, że nie jest najgorzej. Pieniędzy nigdy nie brakowało. Nie jest biedna i samotna jak jej dwie starsze siostry. A pijaka ma tylko na pół etatu. Niech Maria się z nim szarpie. Przecież tak go kocha. Gdy siostra spytała ją kiedyś, czy go nienawidzi, zaprzeczyła. Ale gdy siedzi sama w domu, to czuje gniew. Wie jednak, że jak coś powie, to usłyszy: 'Jak ci się nie podoba, to wracaj do mamy'. Nie chce się kłócić. Póki dzieci były małe, wiedziała, że ma atut - Paweł uwielbiał synów.

Teraz zostali we dwójkę. W trójkę. Aśka zrobiła sobie lifting, odsysanie tłuszczu z ud. Większość koleżanek myśli, że złapała Pana Boga za nogi. Ona uważa, że jej się należy wygodne życie za tyle lat zginania karku. Wierzy, że dopóki będzie atrakcyjna, Paweł jej nie zostawi. Dlatego dba o paznokcie i o to, żeby mieć płaski brzuch. Maria od lat cierpi na bezsenność. Zmęczenie chowa pod makijażem, w sądzie nikt nie może się domyślić.

Najgorsze święta i sylwester - Marian, Stefa i Lilka

Tomek pamięta doskonale plecy ojca - tata codziennie w swoim pokoju słuchał muzyki. Do pokoju nie wchodził, mama zabroniła. Gdy w końcu spytał dlaczego, syknęła: 'Tata jest melomanem, nie wolno mu przeszkadzać'. Poza tym ojciec niewiele mówił i dużo pracował. Po latach tata się wygadał, że miał kochankę. Tomek nawet go rozumiał. Mama była trudna. Sam uciekał przed jej paplaniną. Nadal ma kłódkę, na którą zamykał swój pokój. Nie chciał, żeby układała mu slipki i przeglądała papiery.

Dawał fajne prezenty

- Kiedy dowiedziałyście się z siostrą, że 'chłopak' waszej mamy ma żonę i syna? - Jak byłyśmy nastolatkami. - Było wam głupio? - Nie, dlaczego? Zofia ma 40 lat, czarne oczy, oliwkową cerę i życie pełne problemów. Mąż, gdy przestał pić, związał się na kilka lat z inną. Wydało się, gdy kochanka urodziła córeczkę. Zofia najpierw kazała mu się wynieść, potem wybaczyła i znów są razem. Jej siostra Patrycja, zanim rozbiła rodzinę swego obecnego męża, dwa razy się rozwiodła. Jej ukochany zostawił dla niej czwórkę dzieci. Ośmioletnia Zosia i o dwa lata młodsza Patrycja narzeczonego mamy poznały kilka tygodni po rozwodzie rodziców. Gdy tata wyemigrował do RFN w połowie lat 70., wujek Marian zachodził już do ich mieszkania. Po dwóch latach dziewczynki spytały mamę, dlaczego z nimi nie mieszka. - Powiedziała nam spokojnie, że ma żonę i nie może jej zostawić. Uznałyśmy to za naturalne. Nasza rodzina była inna, ale za to jeździłyśmy jego merolkiem do Gdyni na lody, pod Kościerzynę nad jezioro. Inne dzieciaki tego nie miały. - Mama rozwiodła się z ojcem z powodu Mariana? - Tata pił i chorobliwie ją zdradzał. Miała dość. Marian się zjawił, gdy ich małżeństwo było już fikcją. Bardzo ją kochał, był szczodry, pod choinkę dostałyśmy od niego telewizor Rubin i cała klatka przychodziła do nas na kolor. Potem kupił mamie 'malucha'. Pomagał nam finansowo wiele lat. Myślę jednak, że mamie nie chodziło o kasę. To była wielka miłość. Dlatego przez tyle lat godziła się na rolę tej drugiej.

Nie mogę jej zostawić

Stefa, mama dziewczynek, robiła wrażenie, faceci zawsze zawieszali na niej wzrok. Po kilku latach małżeństwa zamieniła się w zmęczoną mamuśkę. Wykańczały ją wybryki Franka, telefony jego kochanek. Nie mogła już słuchać tego: 'Kocham cię, te babki to tylko przygody. Wybacz'. Wybaczała w nocy, a rano gnała do pracy w PZU. Robiła ubezpieczenia po domach. I poznała Mariana. Przystojny, speszył ją podczas pierwszej wizyty. Szybko wypisywała polisę i się pomyliła. Musiała znowu go odwiedzić i znowu się pomyliła. Za trzecim razem umówili się w kawiarni. Przestali spotykać się po 17 latach. Wielokrotnie go prosiła, żeby się zdecydował, groziła, szantażowała, ale sama też nie potrafiła skończyć. On powtarzał: 'Kocham cię, ale nie mogę jej zostawić'. Wiele lat później Stefa poznała ich tajemnicę - zawdzięczał Lilce życie. Sowieccy wyzwoliciele Gdańska nie zatłukli go, bo dali się przekupić kosztownościami i młodą Kaszubką. Tydzień trzymali ją nagą w piwnicy i udostępniali każdemu za butelkę wódki. Potem wyrzucili na ulicę, myśleli, że skonała. Po miesiącu okazało się, że jest w ciąży. Miała niespełna 18 lat. Wzięli ślub i wychowywali syna.

Kawka z wujkiem

Oficjalnie Marian dużo pracował. Był bogaty, w Trójmieście za komuny na marynarskim handlu urodziło się wiele fortun. Żona wierzyła, że dużo pracuje. Pieniądze nie mogły brać się znikąd. Marian był obsesyjnie zazdrosny o kochankę, bał się, że odejdzie z kimś wolnym, młodszym... Robił wszystko, aby kochanka była blisko. Gdy jechał z Lilką na wczasy do Złotych Piasków, zabierał też Stefę. Wykupywał jej pobyt w sąsiednim hotelu. Spotykali się ukradkiem za dnia - na plaży albo w kawiarni. Na dłużej - późną nocą, gdy Lila spała. W Sopocie spotykali się codziennie. Zawsze w tym samym hotelu, bo Marian opłacał tam pokój. Czasami przed seksem była lampka wina, innym razem basen. Córki Stefy wiele lat były przekonane, że mama jeździ z wujkiem na kawę. Najgorsze dla Stefy były święta i sylwester. Dziewczynki pamiętają, że w Wigilie płakała. Wujek wpadał na chwilę i zostawiał prezenty. Stefa zastanawiała się często, czy Lilka o niej wie. Lilka nie wiedziała. W rodzinie Stefy wiedzieli wszyscy. Tak się przyzwyczaili, że na ślubie Zosi w kościelnej ławie siedzieli tata ze swoją niemiecką żoną i Stefa z Marianem. Gdy córki opuściły dom, Stefa postanowiła uporządkować życie. Chciała zestarzeć się u boku faceta, który spędzi z nią sylwestra i pójdzie na niedzielną mszę. Powiedziała Marianowi, że to koniec. Definitywnie. Krzyczał, błagał, płakał. Kazał ją śledzić, podejrzewając, że ma romans. Szamotali się kilka lat. Marian potrafił nocą zbić szybę w samochodzie Stefy, by mogła tam rano znaleźć sto czerwonych róż. Nie pomogło. Gdy się rozstali, Stefa po raz pierwszy od 17 lat poszła do spowiedzi i komunii. Jest samotna, Marian też. Lilka umarła rok temu.

Więcej o: