Półtorej minuty randki

Zamiast szlajać się po podejrzanych knajpach, imprezach i klubach, weź udział w bezpiecznej imprezie, podczas której będziesz mieć wiele randek naraz
Skojarzenie szybkości z randką nasuwa myśl o obyczajowym upadku naszych bezbożnych czasów, ale w speed dating nie ma nic nieprzyzwoitego. Przeciwnie, rebe Deyo, związany z ultraortodoksyjną organizacją Aish HaTorah (Ogień Tory), wymyślił ją właśnie po to, aby chronić swoich wiernych przed zgubnymi pokusami, które stwarza nowoczesna metropolia (kto myśli, że polska religijna prawica jest bardzo radykalna, ten mało wie o judaistycznej religijnej prawicy). Sama idea jest przecież szalenie zbożna. Zamiast szlajać się po jakichś podejrzanych knajpach, szemranych imprezach i klubach piękniejszych niż oczy szatana, weź udział w bezpiecznej imprezie, podczas której będziesz mieć wiele randek naraz.

W oryginalnej wersji to było siedem razy siedem - spotykasz siedem osób i z każdą masz siedem minut na rozmowę. Potem organizujący spotkanie sygnalizuje dzwonkiem, że czas minął, i wszyscy zmieniają stoliki, żeby odbyć następną szybką randkę. Po każdej rozmowie zaznaczasz w specjalnym arkuszu, czy zechcesz jeszcze kiedykolwiek spotkać się z tą osobą. Organizator porównuje arkusze i przekazuje namiary kontaktowe tylko tym osobom, które jednocześnie wyraziły taką chęć.

W rezultacie strach przed odrzuceniem zostaje zminimalizowany. Nigdy nie usłyszysz: 'Miło było, ale nie dzwoń więcej'. Po prostu po imprezie niekoniecznie dostaniesz namiary na wszystkie osoby, które sam zaznaczyłeś w swoim formularzu.

W 2002 r. na punkcie speed dating oszalał Nowy Jork, kilka lat później ideę podchwycono w Europie. Od kilku lat imprezę organizuje się także w Polsce, m.in. w 2006 r. z inicjatywy lokalnego radia w Olsztynie.

Co charakterystyczne, im więcej ludzie mieli doświadczenia z szybkimi randkami, tym szybsze się one stawały. Najpierw to było siedem minut, potem cztery (standardowy format nowojorski), potem trzy, aż w końcu w Warszawie ma to być półtorej. Dlaczego? Po pierwsze, sami uczestnicy wolą podczas takiej imprezy odbyć raczej więcej randek krótkich niż mniej dłuższych - po prostu im więcej prób, tym większe prawdopodobieństwo sukcesu. Po drugie, organizatorzy natychmiast zauważyli fascynujący paradoks. Wybory dokonywane przez uczestników takich imprez nie pokrywają się z tym, co sami deklarują, mówiąc o swoim wymarzonym partnerze. W USA przebadali to naukowcy z kalifornijskiego Stanforda i nowojorskiego Columbia University. Badania wykazały, że przede wszystkim zdecydowanie nieszczere w swoich deklaracjach są kobiety - twierdzą, że wygląd partnera nie ma dla nich większego znaczenia, ale tak się jakoś składa, że wybierają przystojniaków.

Mężczyźni w deklaracjach są brutalnie szczerzy - wygląd jest dla nich bardzo istotny. Okazują się z kolei zakłamani w kwestii swoich wymagań. Profesor Raymond Fisman z Columbia University, jeden z badaczy analizujących speed dating, posługuje się wynikami tych badań do obalenia mitu fetyszyzmu. W kulturze istnieje wiele stereotypów o szczególnej atrakcyjności np. Azjatek, blondynek czy biuściastych Murzynek. Choć mężczyźni chętnie się przyznają do takich preferencji, to speed dating pokazuje, że w praktyce takie kwestie nie odgrywają większej roli. Ładna kobieta to ładna kobieta i - wbrew temu, co ktoś deklaruje - nie ma znaczenia, czy jest brunetką, czy blondynką. Mężczyźni są ogólnie mniej wybredni. W kwestionariuszu zaznaczali przeciętnie co drugą potencjalną partnerkę, podczas gdy kobiety - co trzeciego partnera.

Speed dating zafascynował naukowców zajmujących się teorią zarządzania - zwłaszcza entuzjastów wywrotowej 'teorii wudu', z której wynika, że cała teoria zarządzania jest jedną wielką stratą czasu, bo kluczowe decyzje podejmuje się na podstawie całkowicie irracjonalnego impulsu. W tej sprawie wszyscy lubimy siebie oszukiwać niezależnie od płci i orientacji seksualnej. Nie chcielibyśmy myśleć o sobie jako o kimś, kto tak ważne decyzje podejmuje, kierując się jakimś irracjonalnym wudu - umawia się z kimś na randkę tylko pod wpływem impulsu. Wszystko wskazuje jednak na to, że właśnie tacy jesteśmy, nie tylko gdy chodzi o dobór partnera. Deep Blue, komputer, który pokonał w szachy Garriego Kasparowa, analizował 200 mln posunięć na sekundę. Gdy zapytano Kasparowa, ile posunięć on analizuje - odpowiedział, że przez cały czas zastanawia się tylko nad jednym ruchem. Podobnie jest ze speed dating. Gdy ktoś nam wpadnie w oko, to nagle wszystkie jego wady tłumaczymy na jego korzyść. Urocze nam się wtedy wydają nawet defekty urody czy ewidentne wady charakteru. Powiemy o wybranej osobie, że jest 'uroczo postrzelona' albo 'rozczulająco nieporadna'. W średniowieczu brały się z tego oskarżenia o 'czary miłosne', dzisiaj czasem metaforycznie mówimy, że zadziałała 'chemia'. Być może nie bez powodów?

Od dawna wiemy, że prawie wszystkie zwierzęta, dobierając się w pary, kierują się głównie węchem. To działa tak skutecznie, że potrafimy już konstruować feromonowe pułapki na owady - biedne owady nie mogą się oprzeć kuszącemu zapachowi i w poszukiwaniu idealnego samca czy idealnej samicy idą na rzeź. Czy istnieje ludzki feromon? Przez wiele lat naukowcy wykluczali taką możliwość, pokątni handlarze oferowali zaś - i oferują nadal - najrozmaitsze produkty reklamowane jako 'ludzki feromon'. W 2005 r. amerykańska telewizja przeprowadziła eksperyment z użyciem jednego z takich produktów i z udziałem bliźniąt jednojajowych. Dwie identycznie wyglądające kobiety i dwaj identycznie wyglądający mężczyźni wystartowali w speed dating. Tylko jeden mężczyzna i jedna kobieta dostali feromon, ich rodzeństwu podano kontrolną próbkę bez zapachu. Nikt nie wiedział, co dostał. Kobieta i mężczyzna, którzy dostali feromon, poradzili sobie lepiej w speed dating (odpowiednio - 9:5 w przypadku sióstr i 10:6 w przypadku braci).

To jeszcze za mało, żeby mówić o naukowym potwierdzeniu skuteczności, ale istnieje hipoteza, która mogłaby to uprawdopodobnić. Od prawie 40 lat naukowcy wiedzą, że ludzie różnią się tzw. genem MHC (major histocompatibility complex), który reguluje działanie układu immunologicznego. Najzdrowsze potomstwo będą mieli ludzie o jak najbardziej zróżnicowanym MHC - ich układ immunologiczny będzie sobie wtedy radził z najszerszym zbiorem wrogich antygenów. Od 1976 r. wiemy, że w ten właśnie sposób w pary łączą się myszy. Po prostu podnieca je zapach myszy o innym MHC.

Czy to dotyczy też ludzi? Najprawdopodobniej tak. Od 1995 r. prowadzone są badania, w których mężczyznom i kobietom podaje się do wąchania próbki zapachu - najczęściej pochodzące z, no cóż, nauka wymaga poświęceń, przepoconych koszulek czy wręcz bielizny. Okazuje się, że profil MHC ma wpływ na to, czy zapach cudzego potu wydaje się nam odrażający, czy neutralny, czy wręcz atrakcyjny. Jednak uwaga: badania sugerują, że pigułka antykoncepcyjna wyłącza kobietę z gry - męski pot ją już tylko drażni, a jej pot drażni mężczyzn.

Istnieją jednak badania z jeszcze innymi wynikami, a w dodatku nie wiadomo do końca, jakie to ma znaczenie - w praktyce okazji do wąchania potu partnera przed pierwszą randką mamy niewiele. W odróżnieniu od myszy u nas dochodzi mnóstwo dodatkowych czynników społeczno-kulturowych. Strój, fryzura, makijaż, poczucie humoru, sposób wysławiania się, ruch, gestykulacja - to wszystko może kopciuszka przemienić w księżniczkę (w praktyce, niestety, zazwyczaj odwrotnie).

Osobom biorącym udział w speed dating radzę więc nie tyle odstawienie pigułki, ile raczej możliwie jak najdokładniejsze wyeliminowanie tych zapachów, które mogłyby działać odstręczająco, i zagranie wszystkim tym, czym nie mogą grać myszy. W radiowym programie '60 minut na godzinę' Jacek Fedorowicz śpiewał kiedyś piosenkę: 'Mężczyzna nie musi być piękny, wystarczy, gdy ładny ma gest. Gdy głos ma milusi, być piękny nie musi... choć wcale nie szkodzi, gdy jest'.

Warto ją sobie wziąć do serca, wybierając się na speed dating. Jeśli twoim głównym atutem jest uroda, podkreśl ją. Jeśli barwa głosu - dużo gadaj. Jeśli coś innego - ustal, co to jest, i staraj się tym grać. Każdy MUSI mieć w sobie coś, co może się wydawać atrakcyjne choćby przez półtorej minuty...