Mamo, odkryj kołdrę

Słyszę, jak tata z głębi pokoju mówi: "Nic jej takiego nie zrobiłem. Tylko podotykałem trochę sobie". I mama za nim do słuchawki: "Ojciec mówi, że nie miał z nią stosunku. Tylko ją trochę podotykał. No to co się takiego stało?" - z Halszką Opfer rozmawia Katarzyna Surmiak-Domańska


Opowiedz o tym, jak ojciec cię przeprosił.

To było dwa lata temu. Robię coś w kuchni, dzwoni brat. 'Tata chce ci coś powiedzieć' - mówi.

Ja na to: 'Ale ja nie chcę, zostaw, po co?'.

Brat nalega: 'Weź, porozmawiaj z nim'.

Oddał ojcu słuchawkę i słyszę: 'Przepraszam cię'.

Tak sam z siebie postanowił nagle cię przeprosić?

Był już wtedy bardzo chory, właściwie umierał. Leżał w domu i chciał, żeby mój brat do niego przyjechał. Właśnie brat, nie ja czy siostra. Ojciec go w dzieciństwie strasznie bił, wyzywał, poniżał, ale na starość zaczęło mu nagle na tym jedynym synu zależeć. Sławek przyjechał, ojciec poprosił go o wybaczenie, a wtedy brat: 'Wybaczę ci, jak przeprosisz również moje siostry'. I stąd ten telefon do mnie.

Tak więc takie to były przeprosiny.

Jak zareagowałaś?

On mówi 'przepraszam', a ja od razu w płacz.

Tak od razu?

Od razu. On jedno słowo, a ja już: 'Dobra, tata, OK, wybaczam ci - i łzy połykam. - To jak? Chcesz, żeby przyjechać do ciebie?'. A on: 'Przyjedź, jeśli chcesz'. Pojechałam. Wyglądał dramatycznie. Wiesz z książki, jaki był wcześniej: tęgi, butny, despota. A teraz ledwo go poznałam. Wychudzony, chyba ze 40 kilo ważył. Upał był ze 30 stopni, a on siedzi, taka sierota, w łóżku, w grubych skarpetach, w wełnianej czapce.

W czapce?

Tak. Odkąd zachorował na marskość wątroby, mama kazała mu chodzić w czapce non stop. Żeby się nie przeziębił. Przy łóżku stał brat. Mama się kręciła, coś zaczęła mówić, a brat twardo: 'Mamo, ty wyjdź, ty się nie wtrącaj, z tobą sobie później porozmawiamy'. I zamknął za nią drzwi. I wtedy tata jeszcze raz mnie przeprosił. Płakał. Nigdy w życiu nie płakał. Ja przez chwilę poczułam się tak, jakbym go odzyskała. Znowu zaczęłam płakać. Pytam: 'Tatuś, czemu tak późno? Czy nie mogliśmy normalnie żyć?'. I łzy mu wycieram. 'Wybaczam ci, wybaczam' - powtórzyłam. A on tak się oparł na moim ramieniu. Tak inaczej się przytuliliśmy. Pierwszy raz tak jak ojciec z córką. I dopiero wtedy Sławek powiedział: 'Teraz i ja ci wybaczam'. Pożegnałam się z nim, wróciłam do domu i on za pięć dni umarł. Pytają mnie, dlaczego pod pseudonimem napisałam tę książkę. Jednak kocha się tych rodziców.

Masz poczucie, że on żałował tego, co robił?

Ja nie wiem, czy on mnie przeprosił za to. Mam takie wrażenie, że on akurat za to nie czuł się winny. Że mnie przeprosił raczej za awantury, za pijaństwo. Tak wynika z tego, co potem mówiła nam mama - że on powtarzał, że zmarnował życie, że nie powinien był pić, bić nas, wyzywać, demolować mieszkania. Pijaństwo to wiadomo, że jest grzech. O tym nawet ksiądz w kościele mówi. Ale tamto? W tamtym chyba do końca nie widział nic złego.

W tamtym, czyli...

Molestował mnie od trzeciego roku życia. Kiedy miałam osiem lat, zmusił mnie do stosunku oralnego, wkrótce potem zaczął ze mną regularnie współżyć. Zawsze, jak to się mówi, uważał. Dlatego nie zaszłam w ciążę. Myślałam, że widocznie tak musi być, bo to mój tata i na pewno mnie nie skrzywdzi. Godziłam się. Ze strachu, z poczucia, że rodziców trzeba słuchać. On stosował różne metody. Nie zawsze to było na siłę. Jeżeli mu nie dawałam tego, co chciał, to mnie szantażował, dąsał się, wyszedł, zamknął się w pokoju, nie odzywał się do mnie, nie kupował mi nic. Albo upajał mnie alkoholem. Przecież mama, jak wracała z pracy, musiała widzieć, że jestem wypita! To kilkakrotnie się zdarzało. Nigdy nie reagowała. Miałam wrażenie, że mama to akceptuje. Przecież to ona zostawiała mnie na noc w pokoju taty, a sama spała z resztą rodzeństwa w drugim. Mama, którą kochałam ponad wszystko. Byłam przekonana, że tak jest we wszystkich rodzinach, że moje koleżanki z klasy też tak mają. Nie miałam jednak odwagi się upewnić. Coś w środku mi podpowiadało, że nie wypada o to pytać.

Przeczuwałaś, że coś jednak jest nie tak?

Ja byłam z tym strasznie nieszczęśliwa. Czułam wstręt do ojca. I do siebie też. Poza tym mnie to drażniło. Bo on mi przeszkadzał w spaniu. Mama wychodziła do pracy, a on już do mnie pod kołderkę, dwie herbatki stawiał obok... Mówiłam: 'Tato, ja chcę spać. Nie przeszkadzaj mi, bo jestem śpiąca'. Do głowy mi nie przychodziło, że on nie ma prawa tego robić. Ale on nigdy nie odpuszczał. Opór bardziej go podniecał.

Kiedy przestał się do ciebie dobierać?

Kiedy wyszłam za mąż i wyprowadziłam się z domu, przestał ze mną współżyć. Ale kiedy przyjeżdżałam w odwiedziny do mamy, nadal mnie podszczypywał, poklepywał, za piersi złapał. Jak wchodziłam do jego pokoju, siedział w fotelu z rozpiętymi spodniami i się onanizował. Od razu wychodziłam, rzucałam tylko pogardliwie coś w rodzaju: 'Weź, tata. Wiesz co...?'. Nie reagował.

Brzydziłam się go. Jak wisiała jego marynarka czy buty stały w przedpokoju, to tak chodziłam, żeby ich nie dotknąć. W łazience czułam jego smród. W pokoju, jak siadałam, to nie na jego wersalce.

Miał może 62 lata, kiedy się uspokoił. Wyglądało na to, że hormony w nim opadły. Zaczęłam czuć się bezpiecznie.

Ile lat zachowywał się spokojnie, zanim zdarzyła się ta sytuacja z twoją córką?

Ze trzy, cztery lata. Już wtedy mnie nie dotykał. Byłam pewna, że to już koniec. Wchodził do kuchni, pytał: 'Co tam słychać? A jak tam teściowie? A zdrowi jesteście?'. Potem jadł. Jakieś żarty.

Kiedyś na przykład opowiadał, jak go strasznie bolał ząb. 'Całą noc mnie bolał, oka nie zmrużyłem' - mówi. Pytamy: 'I co, tata, zrobiłeś?'. 'A poszedłem rano do dentystki i wyrwała'. 'A znieczulali cię?'

'Nie pozwoliłem znieczulać'. 'Dlaczego, tata?' 'A bo stwierdziłem, jak mnie tak skurwysyn całą noc bolał, to niech ma za swoje'. My się strasznie z tego ze Sławkiem i z Anetą śmieliśmy. I on się śmiał sam z siebie. Zrobił się dobroduszny. Nie ubliżał matce. Dał mi pieniądze na cukierki dla dzieci. Z Tamarą grał w karty. Zawsze się cieszyła: 'Mamo, gram z dziadkiem w karty'. Ona mu rysowała, on jej opowiadał czasy wojny. Przestał pić. Na działkę chodził.

Jak się dowiedziałaś o Tamarze?

Ona miała osiem lat. Postanowiłam ją uświadomić: 'Pamiętaj, jak ktoś będzie cię dotykał w takie miejsca, że nie chcesz, że będziesz się czuła niekomfortowo, to masz mi o tym od razu powiedzieć'.

A ona mi na to: 'Dziadek mnie tak dotykał'. Myślałam, że zwariuję. To, co mi robił, jakoś odpuszczałam. Ale jak się dowiedziałam, że ją tknął... Od tego czasu zaczęły mi się bóle głowy. Tak potworne, że wymiotowałam. To było 16 lat temu. Pomyśl, że ja przez te lata nawet nie miałam odwagi ją dopytać, co konkretnie jej zrobił. Dopiero trzy lata temu mi powiedziała. Dopiero teraz odważyłam się tego wysłuchać.

Jak do tego doszło?

Okazało się, że to się stało jakieś trzy miesiące wcześniej. Byłam z Tamarą u rodziców. Ja i mama wyszłyśmy do sklepu. Chciałam wziąć Tamarę ze sobą, ale ona nie chciała: 'Idźcie same, bo ja gram z dziadkiem w karty'. Poszłyśmy i po dziesięciu minutach byłyśmy z powrotem.

I co?

I nic. Wracamy, a oni dalej grają w karty. Nie pamiętam, bo nic mi się nie rzuciło w oczy. Teraz, po latach, córka mnie pyta: 'Mamo, skoro on ciebie molestował, to dlaczego ty mnie z nim zostawiłaś?'.

Ma rację. Ale do mnie nie docierało, że emeryt, 66 lat, jeszcze będzie chciał wnuczkę! Ja własnego męża podglądałam, kiedy zostawał sam z dziećmi. Taka byłam nieufna wobec mężczyzn. Ale na to, że tata może dalej to robić, na to, głupia, nie wpadłam. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Gdyby nie sytuacja z Tamarą, milczałabym do tej pory. Coś we mnie pękło, dostałam siły do walki.

Co zrobiłaś?

Od czegoś musiałam zacząć. Ogłosić - nigdzie, mowy nie było. Ja miałam głęboko zakodowane, że choćby nie wiem co, nie mogę zdradzić rodziny. Przecież to ojciec! Od dziecka byłam uczona, że prawdę trzeba ukrywać.

Mówiłaś, że dostałaś siły.

Tak. Bo gdyby się nawinął wtedy pod rękę, to może bym go zabiła. Ale żeby pójść i złożyć doniesienie na policję, na to już odwagi nie miałam. Wtedy moja siła przejawiła się jedynie w tym, że poszłam dzwonić.

Do kogo chciałaś dzwonić?

Do mamy. A że nie miałam jeszcze w domu telefonu, musiałam iść do automatu.

Do mamy, a dlaczego nie do niego?

Do niego? Nigdy! Konfrontacja z nim była dla mnie nie do wyobrażenia. Na samą myśl, że miałabym mu powiedzieć: 'Robiłeś mi to i to i ja się z tym czułam tak i tak, a teraz to samo robisz mojej córce' - paraliż. Modliłam się, żeby on nie odebrał telefonu. Jedyne, na co się mogłam zdobyć, to opowiedzieć wszystko mamie. Jej chciałam wszystko wygarnąć. Że pozwalała, że nie broniła nas. I wtedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Za każdym razem, kiedy wychodziłam zadzwonić, powtarzała się ta sama sytuacja. W drodze dostaję najpierw zaniku widzenia, w oczach pojawia się taka aura i po chwili zaczyna się ten potworny ból głowy. Nie jestem w stanie dojść do automatu. Wracam do domu, ból głowy i wymioty trwają do wieczora. W końcu wpadłam na pomysł. Skoro nie mogę zadzwonić, to napiszę. To było kilka zdań skierowanych niby do ojca, ale list zaadresowałam do mamy. Żeby ona mu ewentualnie przeczytała.

Co napisałaś?

To było bardzo ogólne: nie powinieneś był tego zrobić mojej córce. Piłeś całe życie, biłeś mamę, zniszczyłeś nam dzieciństwo, a teraz jeszcze dobierałeś się do wnuczki. Tak naprawdę osoba niewtajemniczona, która by to przeczytała, mogłaby się nie zorientować, o co dokładnie chodzi. Ale wtedy był to dla mnie desperacki akt odwagi. Kiedy wrzuciłam kopertę do skrzynki, od razu poczułam się lepiej. Bóle głowy minęły. Ale po paru dniach zaczęłam się niepokoić. List pewnie już doszedł, a tu żadnej reakcji, telefonu, nic. Zaczęłam się znowu bać.

Czego?

Że on sobie może zrobić krzywdę. W końcu ja mu chlusnęłam całą prawdą w oczy. To znaczy tak mi się wydawało. Bałam się, żeby on od tej prawdy, od tych wyrzutów sumienia nie dostał zawału.

To chore, że można się tak bać o swojego kata, prawda? Wzięłam więc tabletki od bólu głowy, picie do butelki i znowu poszłam do automatu.

Dzwonisz i...

Odebrała mama. Pytam, czy dostała mój list. Ona na to, że dostała i że nawet trochę tacie przeczytała. Zamarłam. 'I co? Jak tata? Nic mu nie jest?' - pytam. Słyszę, że tata jest obok niej w pokoju i coś do niej mówi. Mama do mnie: 'Ale tata twierdzi, że nic takiego Tamarze nie zrobił'. Ja: 'Mamo, ale on ją molestował!'. Mama już wyraźnie zdenerwowana, słyszę, jak mówi do taty: 'Ej, Staszek, coś ty w końcu zrobił tej Tamarze? Bo dzwoni Halszka i ma do nas pretensje. Coś ty jej zrobił? No powiedz'. I słyszę z daleka głos ojca: 'Przecież mówię, że nic takiego nie zrobiłem. Tylko podotykałem trochę sobie'. I mama za nim do słuchawki: 'Ojciec mówi, że nie było stosunku. Tylko ją trochę podotykał. No i co się takiego stało? Co ty chcesz od niego?'. Siadłam na krawężniku. Głowę mi natychmiast zaczęło rozsadzać. Zaczęłam wykrzykiwać: 'Mamo, czy ty sobie w ogóle zdajesz sprawę z tego, co mówisz? Przecież on ją molestował! Pomyślałaś, jak ona się musiała czuć?! Ośmioletnie dziecko!'. A moja mama na to: 'A czy ty pomyślałaś o ojcu? Sama widzisz, jaki on chory musi być, skoro takie rzeczy robi. Jemu też może trzeba współczuć'.

To było 16 lat temu. Tyle lat pisałaś swoją książkę.

Mówią, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ten liścik do mamy to był taki niezdarny początek prawdziwego, szczegółowego listu do ojca, którym jest ta książka. Od czasu tej telefonicznej rozmowy zaczęłam wszystko wywalać z głowy na papier. To był mój pamiętnik z dzieciństwa pisany w formie listów do ojca. Listów nigdy nie wysyłałam, ale samo pisanie bardzo mi pomagało. Równocześnie rozpoczęłam wizyty u psychoterapeuty.

Powiedziałaś mamie o Tamarze, a czy powiedziałaś jej o sobie?

Tak, niedługo po Tamarze mama była u nas w domu. Bez ojca. Opowiedziałam jej wszystko, co tata robił ze mną. Ze szczegółami. Mama rozpłakała się nawet, przytuliła się do mnie i powiedziała: 'Wiesz, ja cię przepraszam. Ale ja o niczym nie wiedziałam'. Wtedy ja mówię: 'No nie!'. I jak jej nie zacznę wygarniać: 'Nie wiedziałaś? Jak mnie po kąpieli sama zanosiłaś ojcu do łóżka? A jak weszłaś kiedyś do pokoju ojca, a my leżeliśmy w nienaturalnej pozycji? Wiesz, jak się modliłam, żeby przyszło ci do głowy odkryć kołdrę? A jak ojciec przychodził pijany i ty uciekałaś do ciotki, a nas zostawiałaś z nim samych? Nie wiedziałaś, że my z Anetą walczyłyśmy w łóżku o miejsce przy ścianie, biłyśmy się o nie? Bo ojciec sięgał po tę, co była z brzegu! Tego może rzeczywiście nie wiedziałaś, bo cię nie było!'. A ona, patrząc mi w oczy, przez łzy: 'Ja nic takiego nie pamiętam'.

Nie powiedziała przynajmniej, że to straszne?

Nie. Powtarzała tylko: 'No coś ty? Naprawdę? W naszym domu coś takiego? Nie pamiętam. Przysięgam Panu Bogu, że nie pamiętam'.

Myślisz, że rzeczywiście mogła nie wiedzieć?

Przypominam sobie taką sytuację, jak ja miałam 13 lat, a Aneta 14 i ja z mamą gdzieś wyjeżdżałyśmy do rodziny. I mama mówi: 'Wiesz, wywiozę Anetę do ciotki, żeby ojciec się do niej nie dobierał'.

Czyli ona czasem nieudolnie próbowała nas chronić albo przynajmniej minimalizować. Albo jak opowiedziałam jej, że ojciec próbował zgwałcić moją koleżankę z klasy. Boże, jakiego my się wstydu z Anetą w szkole najadłyśmy. Opowiadałyśmy, że dla żartów wsypałyśmy tacie do jedzenia johimbinę. I że to dlatego. Żeby go tłumaczyć. Mama nakrzyczała na niego, ale nie jakoś strasznie. Przecież on rodzoną siostrę molestował! Ona chciała go do sądu za to podać, a mama się oburzała: 'Zobacz, jaką masz siostrę. Do sądu własnego brata? Jak ona śmie!'. Jemu nikt nigdy nie uświadomił, że robi coś złego.

Jak zmieniły się twoje stosunki z mamą, gdy już jej to wszystko powiedziałaś?

Mama się na mnie obraziła.

Jeździłaś do niej nadal?

Właściwie to wpychałam się na siłę, bo ona mnie już nie zapraszała. Dla niej jeździłam, nie dla niego. Nie. Inaczej. Dla siebie przyjeżdżałam, bo ja jej potrzebna raczej nie byłam. Ja jestem jak piesek. Kopniesz go, a on i tak się będzie cieszył, kiedy cię zobaczy. Tak mi jej brakowało przez całe życie. Tej miłości szukałam. Próbowałam robić jej niespodzianki, że niby jestem w trasie i zahaczę przypadkiem. 'Mamusiu, dojeżdżam. Niedługo będę' - mówiłam z komórki. A ona: 'Po co ty przyjeżdżasz, tata jest chory, jestem nieprzygotowana. Co ty sobie myślisz?'. Ze dwa razy mnie zawróciła z drogi. Wydzwaniałam i prosiłam niemal: 'Mamusiu, może jednak przyjadę do ciebie, jestem zdrowa, nie zarażę taty'.

Nie zarażę taty?

Tak, bo ona się bała, że go mogę zarazić katarem. To było już wtedy, gdy zaczął chorować. Drobna infekcja i już nie wolno nam było do niego wejść, żeby nie narażać jego odporności.

Ale później, jak z nim było naprawdę źle, to z kolei miała pretensje, że go nie odwiedzamy. A my już nie chcieliśmy tam jeździć. Dopiero wtedy, przed samą śmiercią.

W końcu ojciec umarł.

Mama zadzwoniła do mnie i mówi: 'Kwiatów nie kupujcie, ja już zamówiłam wieńce. Od was też'. Ja na to: 'Mamo, jak to od nas też?'. 'Tak. Już za nic nie musicie płacić. Przyjeżdżajcie na pogrzeb'.

Przyjeżdżamy, patrzymy, a tam trzy wielkie wieńce, a na każdym szarfa z napisem: 'Kochanemu tatusiowi na ostatnią drogę - córka Halszka z rodziną'. 'Tatusiowi, oby spoczywał w pokoju - kochający syn Sławek...'. I podobnie od Anety. Ubrałam się w czarną spódnicę, jasną bluzkę i ciemny szal. Nie chciałam iść za trumną z mamą. Szłam z boku z synem.

Było dużo ludzi?

O tak, tata był znany w mieście. Na kierowniczym stanowisku. Dyspozytor. Przyszli jego podwładni kierowcy i kierowcy już emerytowani. A jaką piękną przemowę ksiądz wygłosił nad grobem.

Mama była rozpromieniona. 'Pięknie ksiądz przemawiał, prawda?' - cieszyła się. Trzy stówki mu zapłaciła. W kaplicy leżała otwarta trumna. Każdy po kolei podchodził do ojca. Podeszłam z mamą. Patrzę na tatę - skóra i kości, paluszki jak u dziecka. Pomyślałam: 'Już nigdy te ręce nikomu nic złego nie zrobią'. Popatrzyłam na miejsce na spodniach, na którym leżały dłonie: "Ciekawe, jak teraz tam wyglądasz. Jaki teraz jesteś? Tyle krzywdy mi tym zrobiłeś'. Nagle mama mnie szturcha: 'Weź, uściśnij ojcu rękę'. 'Nie będę go dotykać'. 'Weź, ludzie patrzą'.

A reszta rodzeństwa?

Najbardziej zaskoczył mnie brat. Na drugi dzień po pogrzebie nadal był straszny upał. Ubrałam się w białą spódnicę i pojechaliśmy znowu wszyscy na cmentarz. Brat wsiadł na mnie: 'Zwariowałaś!? Jak tyś się ubrała?'. A ja na to: 'Chcesz, to umartwiaj się i pokazuj ludziom, jak bardzo go kochałeś. Ja nie będę'. Dla mnie to nawet ta czarna spódnica na pogrzeb to była hipokryzja.

Kiedy ojciec umarł, twoja książka była już prawie gotowa. Czy rodzina wiedziała o tym, co piszesz?

Już jakiś czas wcześniej zwierzyłam się z tego Sławkowi. Pamiętam jego reakcję: 'Co ty wyprawiasz? Ja noszę to samo nazwisko, przyszłość moich dzieci zniszczysz! O takich rzeczach się nie mówi'.

Współczuł mi, ale uważał, że wszystko powinno zostać w rodzinie. I to on chyba wspomniał o moich planach ojcu. Brat miał coś podobnego jak ja. On tak się strasznie ucieszył, że ojciec go wtedy przeprosił, tak bardzo tego potrzebował - że mu z tej radości przyrzekł nad trumną, że żadnej książki nie będzie.

Jak to on przyrzekł?

Jakiś czas po pogrzebie dzwoni do mnie i pyta: 'No i co z tą twoją książką? Bo ja nad trumną obiecałem ojcu, że nie będzie książki'. A ja na to: 'No to ty nie pisz. A ja zrobię, co będę chciała'. Sławek zadzwonił więc zaraz do Anety i mówi: 'Przetłumacz Halszce, bo ona nam wszystkim życie zniszczy'. Ale moja siostra jest inna. Nie jest tak emocjonalna. Ona rozumie, że ta książka może pomóc innym osobom. Ona Sławkowi przetłumaczyła: 'Halszka zmienia imiona, daj jej spokój, ma prawo. Zostaw ją'.

Czy ją tak samo ojciec molestował jak ciebie?

Molestował, ale nie tak samo. To ja miałam pozycję stałej kochanki. Aneta nie ma nic przeciwko temu, że ja o tym mówię, ale sama nie chce.

A z mamą rozmawiałaś o książce?

Mama do mnie sama zadzwoniła: 'Sławek mówi, że ty jakąś książkę o nas piszesz'. Ja mówię: 'Nie denerwuj się. Piszę ogólnie o problemie, o patologii. Wiesz, jak to jest w niektórych rodzinach'.

'Ale o naszej rodzinie chyba nic złego?' 'Oj, mama. Pseudonimy są, w innym miejscu się wszystko dzieje. A poza tym, mamo, przecież u nas nic takiego się nie działo, prawda? Więc to nie może być o nas'. A ona: 'Pamiętaj, ja sobie nie życzę, żebyś wywlekała brudy rodzinne'.

Jak zniosła śmierć ojca?

Zrobiła tacie piękny pomnik i rozpoczęła demonstracyjną żałobę. Trzy miesiące po pogrzebie Aneta brała ślub. Mama miała do niej wielką pretensję, że go nie odwołała. Pojawiła się na ślubie, ale na wesele nie poszła. 'Czy wy się zamierzacie bawić?' - pytała mnie przerażona. 'Owszem - odparłam. - Ludzie żyją, ludzie umierają, mamo. Poza tym wiesz, jaki tata był dla nas'. 'Ale to jednak był wasz ojciec' - mama na to. Teraz, kiedykolwiek do niej przyjedziemy, żąda, żebyśmy szli na grób zapalić świeczkę. Jeśli to zrobimy, to jest szczęśliwa. Jak kiedyś Tamara była u niej ze mną i nie chciała iść na cmentarz, mama była oburzona.

Córka nie ma już do ciebie żalu o to, że ją wtedy zostawiłaś?

Ona mówi: 'Mamo, dobrze, że szybko zapytałaś. On mnie jeszcze nie zniszczył'. Jak myśli o dziadku, to ją mdli. Ona jest dużo odważniejsza ode mnie. Kiedyś zadzwoniła do babki i mówi: 'Wiesz co, babciu, wy oboje powinniście iść do więzienia za to, co dziadek robił mamie i co próbował zrobić mnie'. A moja mama na to: 'O zmarłych się źle nie mówi'. I tyle. Nasz kontakt z mamą coraz bardziej się rozluźnia. Rozmawiałam z nią ostatnio przez telefon, ale tylko o pieniądzach. Czasem nam coś daje, potem nagle mówi, żeby jej oddać.

Jak sobie radzi sama?

Jest samowystarczalna. Zawsze z ojcem odkładali pieniądze na czarną godzinę. Pieniądze ma, ale jest skąpa. Wyliczyła sobie ostatnio, że może wydać pięć złotych dziennie, bo musi ciągle odkładać na czarną godzinę. Moi rodzice nigdy nie lubili ludzi, towarzystwa. Mamie nie przeszkadza samotność. Dużo czasu spędza w kościele. I przede wszystkim na cmentarzu.

Co na to wszystko twój mąż? Jak on zareagował na to, co się stało z Tamarą?

Moje małżeństwo to osobny rozdział. O tym piszę już drugą książkę. Jesteśmy po rozwodzie. Kiedy próbowałam mu mówić o moim dzieciństwie, przerywał mi: 'Jeżeli to dotyczy twojej rodziny, to nie chcę tego słuchać. Chcę do nich jeździć co jakiś czas i miło spędzać czas. Nie chcę wiedzieć nic, co to zburzy'.

O Tamarze też nie chciał słuchać.

Mąż uważał, że nie mam prawa pisać źle o rodzicach. Dopiero niedawno się zmienił. Zaczął mnie nawet dopingować.

Z kim jeszcze próbowałaś rozmawiać o tym, co robił tata?

Pracując nad książką, próbowałam rozmawiać ze wszystkimi, którzy znali nasz dom. Razem z Marią Burzyńską - osobą, która opracowywała książkę literacko - chciałyśmy, żeby rzucili na te wydarzenia więcej światła. Ale wszyscy nabrali wody w usta. Jedna ciotka, ta, którą ojciec molestował, stwierdziła: 'On już za to zapłacił, wiesz, jak on się nacierpiał przed śmiercią? Niech mu ziemia lekką będzie'. Druga ciotka powiedziała: 'Wiesz, ojciec był może zły, ale trzeba zapomnieć, wybaczyć'.

Czego byś najbardziej chciała? Co mogłoby ci naprawdę pomóc zapomnieć i wybaczyć?

Najbardziej bym chciała, żeby moja mama powiedziała: 'Ja ci we wszystko wierzę, wszystko pamiętam. Pamiętam, jak przychodziliście do mnie, a ja wam nie pomogłam. Wybacz mi, byłam złą matką. Sama nie dostałam miłości i jej nie potrafiłam wam dać. Ale żałuję. Kocham was tak naprawdę'. I wtedy ją mocno przytulam i wszystko jest już dobrze. O tym marzę.

Tego pewnie nie będzie.

Na pewno nie będzie. Sławek opowiadał niedawno, jak był z mamą na cmentarzu. Nad grobem taty mama zaczęła lamentować: 'Stasieńku, Stasieńku! Ja ciebie tylko jednego kochałam. Zabierz mnie ze sobą!'. To żenujące. Brat był w szoku, mówi do mamy: 'Mama, czyś ty już naprawdę wszystko zapomniała? Nie pamiętasz, jak ci kupę zrobił do torebki, jak cię lał? Ślady masz pod okiem do dzisiaj!'.

Do kogo masz dziś większy żal, do ojca czy do mamy?

Mama jest człowiekiem okrutnym. Zawsze strasznie bała się ojca, a potem odgrywała się na nas. Nie była czuła, troskliwa. Ja mimo wszystko od czasu do czasu do niej zadzwonię. Jak widzę jej zdjęcie, to się rozpłaczę. Kocham ją. Z każdej strony ją rozpatruję, pod lupę ją biorę, próbuję zrozumieć. Czy mam prawo ją winić? Jej macocha była okropna. To ona ją formowała. Ale mnie, do cholery, kto formował? Dlaczego ja jestem inna dla moich dzieci? A co do taty. Zdaję sobie sprawę, że on mnie wcale nie przeprosił za to, ale wmawiam sobie, że tak. Powiedzmy, że się z tym trochę lepiej czuję. Lubię myśleć, że jednak za to trochę też.

Więcej o: