Kobieta

Starego psa się nie wyrzuca

Magdalena Grzebałkowska
27.06.2009 , aktualizacja: 26.03.2010 16:27
A A A Drukuj
Maria szuka pracy dla męża tak: czyta w gazetach ogłoszenia, zakreśla je niebieskim długopisem, kładzie na blacie w kuchni. Tomek dzwoni pod wskazany numer. Ale nigdzie go nie chcą. Tak mówi. Maria uważa, że mąż nie potrafi się zaprezentować pracodawcy. Albo nie chce
Poszukiwanie ofert w warszawskim Urzędzie Pracy
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Poszukiwanie ofert w warszawskim Urzędzie Pracy
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Popatrując w telewizor

Myśli Marii gnają jak chomik w karuzeli. Nawet sen ich nie zatrzymuje. Budzi się Maria w środku nocy na siku, siada na zimnym sedesie i widzi rachunki. Z myśli Marii nie powstanie nigdy książka 'Myśli Marii'. Myśli Marii są takie banalne. I to ją dodatkowo męczy. O czym myśli Maria. Próbka: spotkać się z klientem, nabyć okulary dla córki, w miarę tanie!, nie przekroczyć debetu, zapłacić rachunki, rozliczyć delegację, wyjechać w nową delegację, namówić męża na znalezienie pracy; kupić pomidory w Biedronce, bo taniej niż w Auchan, spróbować spłacić debet; co będzie, jak zwolnią z pracy?

Najbardziej Maria lubi piątki. W te dni wieczorem myśli zwalniają. Żeby spowolnić tok myślenia, Maria potrzebuje whisky i pepsi. Siedzi więc Maria, popija whisky i popatruje w telewizor. Obok siedzi mąż, popija piwo i też popatruje. Po 25 latach małżeństwa, po 30 latach od pierwszego pocałunku, pod koniec ósmej klasy, niewiele już zostało do powiedzenia. Ale nieraz toczą rozmowę.

- Tomek, może byś poszukał pracy? - zagaja Maria spokojnym tonem.

- Tak, tak - odpowiada Tomek nieuważnie, bo w telewizji leci film o II wojnie światowej. Mąż Marii ma ogromną wiedzę na ten temat.

- Nie daję już rady, jestem zmęczona - ton Marii nadal jest umiarkowany.

- Yhm, to znajdź mi coś - Maria ma wrażenie, że mąż jednym uchem wpuszcza jej słowa, a drugim wypuszcza.

- Tomek! Popatrz na mnie. Ciężko mi utrzymać całą rodzinę. Chcę, żebyś poszedł do pracy. Jak mamy sobie poradzić? - teraz Maria już trochę się unosi.

- Jakoś to będzie, Marysiu.

Ta odpowiedź chyba ma pocieszyć i wyciszyć żonę. W zależności od wielu czynników (ilość wypitej whisky, dobry lub zły tydzień w pracy, wysoka lub niska prowizja na koniec kwartału) Maria po kwestii 'jakoś to będzie' wciska się w fotel albo zaczyna wrzeszczeć. Zauważyła, że staje się coraz bardziej agresywna. Ma ochotę Tomkiem potrząsnąć. Czuje, że mogłaby go uderzyć. Najbardziej pobudza ją do boju stan ich konta.

Przez zasiedzenie

Maria szuka pracy dla męża tak: czyta w gazetach ogłoszenia, zakreśla je niebieskim długopisem, kładzie na blacie w kuchni. Tomek dzwoni pod wskazany numer. Ale nigdzie go nie chcą. Tak mówi. Maria uważa, że mąż nie potrafi się zaprezentować pracodawcy. Albo nie chce. Proponowała mu, żeby pojechał do pracy za granicę. Myślał, że żartuje. Maria dowcipkuje, że jej mąż chciałby mieć pracę, gdzie się nic nie robi, a dużo zarabia.

Whisky Maria kupuje w każdą sobotę w hipermarkecie Auchan. Mieszka na obrzeżach miasta w jednorodzinnym domku z ogródkiem. Blaszana hala sklepu stoi tuż za rogiem. Podjeżdża Maria pod sklep służbowym samochodem, wciska monetę do szparki w koszu, rusza między półki. Zwraca uwagę na ceny, porównuje produkty, jogurty wybiera z tylnych rządków, bo wie, że tamte mają dłuższy okres ważności. Maria miesięcznie na jedzenie wydaje około tysiąca złotych. Więcej nie może.

U Marii w domu jedzą: Maria, dwie córki - Ania lat 17, Kasia lat 20, mąż, pies, dwa chomiki, dwie jaszczurki, para papużek falistych. Tomek przestał pracować siedem lat temu. Wcześniej zakładał telefony w państwowej firmie telekomunikacyjnej, potem miał firmę, w której wymieniał stare okna na nowe, plastikowe. W latach 90. zarabiał dużo. Dom postawili, na wakacje pojechali, dzieci ładnie ubrali. Ale takich firm jak jego powstało więcej. Stracił klientów. Nigdy nie powiedział, że teraz on zostanie w domu, a Maria pójdzie do pracy. Został w domu przez zasiedzenie.

Maria poszła do pracy siedem lat temu. Wcześniej była pomocą dentystyczną, ale jak urodziła dzieci, została w domu. Żeby nie umrzeć z nudów, sprzedawała kosmetyki Avon, zrobiła kurs masażu. Gdy skończyła 40 lat, Tomek tracił ostatnie zamówienia. Pieniądze ze szminek i masowania nie wystarczały na życie, więc znalazła pracę jako przedstawiciel handlowy firmy sprzedającej oprogramowanie komputerowe dla kancelarii prawnych. Pierwszą, kilkudniową delegację przepłakała w hotelu z tęsknoty za rodziną.

Posprząta, pohandluje

Tomek w domu sprząta, gotuje, odwozi córki na zajęcia, kosi trawę. Nie robi tylko prania, bo miesza białe z kolorami. Maria jest mu za wszystko wdzięczna, ale wolałaby, żeby pracował. Czuje się tak, jakby ściskał ją żelazny gorset godzin, terminów, rachunków. Zbudowała wokół siebie konstrukcję i musi pilnować, żeby się nie zawaliła. Jeden dzień obsuwy, wolne z powodu banalnej gorączki, a zawali się rusztowanie zobowiązań. Będziesz musiała pożyczyć na jedzenie od dzieci. To wstyd, moja droga! Kiedy zimą angina rozłożyła ją na dobre, wzięła urlop zamiast zwolnienia lekarskiego. Na zwolnieniu pracownik dostaje tylko 80 proc. wypłaty.

- A ty co, darmozjada utrzymujesz? - usłyszała kilka razy od bliskich w rodzinie.

- Ja się na to godzę, nic wam do tego - odpowiadała z gulą w gardle.

Kiedy Maria zaczyna czuć, że już dłużej nie zniesie swojego życia, jedzie do lasu. Gasi silnik, wysiada i zaczyna krzyczeć. Pomaga na krótko. O czym marzy Maria? Żeby doba miała więcej godzin. Bo wtedy mogłaby wieczorami masować klientów i w końcu zarobiłaby pieniędzy za ich dwoje. Z tak krótką dobą to się nie udaje. Wie, bo próbowała. Tomek nawet odwoził ją wieczorami na masaż i czekał, aż skończy. Ale przed północą tak zmęczona padała do łóżka, że nie mogła się dobudzić rano. Musiała, niestety, zrezygnować.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Najczęściej czytane

Polub nas na Facebooku