Kto szuka pomocy psychologa w leczeniu niepłodności?
Mam cały przekrój pacjentów. Począwszy od par, które starają się o dziecko od dwóch, trzech miesięcy i kobieta już zaczyna odczuwać silny niepokój związany z tym, że ciąży nie ma, po pary, które są po wielu nieudanych podejściach do in vitro, i pacjentki po którymś z kolei poronieniu. Przychodzą też mężczyźni, którzy nie potrafią poradzić sobie z tym, jak ich partnerki cierpią i przeżywają rozczarowanie za rozczarowaniem.
Przychodzą z własnej woli czy ktoś ich do pani kieruje?
Najczęściej to ich własna decyzja, bo gdzieś coś przeczytali albo znajomy im zasugerował, że warto by było. Bardzo rzadko za to kierują do mnie pacjentki lekarze ginekolodzy.
Nie widzą takiej potrzeby czy nie mają w tym interesu?
Widzą najczęściej wtedy, kiedy nie radzą sobie z pacjentką podczas wizyty, bo ona już na progu gabinetu dostaje histerii. Płacze, bo właśnie dostała tej znienawidzonej miesiączki albo straciła ciążę, i lekarzowi trudno się z nią porozumieć. Wtedy zdarza się, że zasugeruje: 'Wie pani, może dobrze by było, żeby pani zrobiła coś ze swoimi emocjami?'. Może się również zdarzyć, że lekarz powie: 'Pani Kasiu, a może odbyłaby pani najpierw kilka spotkań z psychologiem, a dopiero później zabierzemy się do leczenia, bo inaczej nasze działanie mija się z celem'. Ale to sporadyczne. Czasami pacjentki same pytają lekarza, czy uważa, że dobrze by było skonsultować się z psychologiem, na co on zwykle odpowiada: 'Nie zaszkodzi'. I tyle. Niestety, u nas nadal obowiązuje dosyć wyraźny podział na psychikę i fizjologię i w związku z tym te dwie sfery leczy się oddzielnie i wyrywkowo. A w przypadku niepłodności psyche i soma są ze sobą bardzo silnie powiązane.
Co to znaczy?
Bardzo ważne, jeżeli nie kluczowe, jest to, co mamy w głowie. Psychika ma ogromny wpływ na funkcjonowanie całego układu hormonalnego. Na przykład powszechnie wiadomo, że życie w stresie powoduje zwiększone wydzielanie prolaktyny, a wysoka prolaktyna uniemożliwia zajście w ciążę. Ginekolog będzie obniżał tę prolaktynę farmakologicznie, psycholog zajmie się przyczynami stresu.
O co pani pyta na pierwszej wizycie?
To zwykle pacjentki zasypują mnie gradem pytań.
A o co pytają?
Czy da się coś z tym zrobić. No więc zaczynamy uściślać - z CZYM? 'Z moim samopoczuciem', 'Z tym, że sobie nie radzę' - odpowiadają. Dalej ustalamy, co to znaczy w ich pojęciu, że sobie nie radzą. Moje pacjentki bardzo często uważają, że poniosły porażkę. Podwójnie. Bo nie udaje im się zajść w ciążę - to po pierwsze. A po drugie, bo - jak to określają - nie radzą sobie - ze smutkiem, z rozczarowaniem, ze złością, z poczuciem krzywdy lub winy. Tymczasem to nieprawda, że sobie nie radzą. One po prostu nie dają sobie prawa do odczuwania tych emocji. Przychodzą do mnie między innymi po to, żeby dowiedzieć się, że to, co odczuwają, jest normalne; że jak przez dwa dni po tym, gdy dostaną miesiączkę, bo kolejna próba się nie powiodła, chodzą i płaczą albo mają bardzo obniżony nastrój, albo nie mają ochoty na kontakty z ludźmi - to są normalne emocje, które są związane z tym, że podchodzą do bardzo ważnego zabiegu w swoim życiu, że pragną czegoś, co jest dla nich najważniejsze.
Dlaczego tak trudno jest zaakceptować te negatywne emocje?
Dla dzisiejszych kobiet to często jest sygnał, że się nie sprawdzają, że nie są takie silne, jak myślały, że zawiodły siebie, męża, rodzinę. Najczęściej dotyczy to kobiet, którym do tej pory wiele rzeczy się udawało. Coraz częściej pojawiają się u mnie pacjentki, dla których to, że nie udaje im się zajść w ciążę, jest pierwszą poważną przeszkodą w ich planie życiowym. Do tej pory wszystko im dosyć gładko wychodziło.
Pyta pani o motywację? O to, dlaczego w ogóle chcą mieć dziecko?
Rzadko. Pytam wprost, jeśli mam jakieś wątpliwości co do tej motywacji. Jeśli widzę, że bardziej to dziecko chce mieć jej mama albo teściowa. Albo że chciałaby mieć dziecko, bo wszystkie koleżanki już mają, albo tylko dlatego, że 'zegar tyka', ale to zdarza się naprawdę rzadko. Wydaje mi się, że dzisiaj kobiety mają wybór i są dosyć odporne na presję z zewnątrz. Jeśli nie chcą mieć dziecka, to go nie będą miały. Jakoś to sobie zorganizują, świadomie bądź nie, na przykład wybierając dużo starszego partnera, który też nie chce mieć dzieci. Te kobiety, które trafiają do mnie, zwykle są bardzo silnie zmotywowane.
To wróćmy do tej 'głowy'. Co takiego może się tam dziać, że kobieta nie może zajść w ciążę?
Na pewno - i tu zgodzę się z lekarzami - zabieramy się do tego za późno, kiedy te reakcje organizmu nie są już tak spontaniczne i otwarte na poczęcie. W wieku lat trzydziestu kilku nie jest to już tak proste jak w wieku dwudziestu paru lat. Jeżeli kobieta zakłada sobie, że do trzydziestki praca, kariera, a potem raz-dwa dziecko, i nie weźmie pod uwagę tego, że być może będzie musiała poczekać rok, a może nawet dwa lata, z góry skazuje się na stres i duże obciążenie psychiczne. To wpływa na fizjologię - wydziela się kortyzol, adrenalina, noradrenalina, a to z kolei upośledza funkcjonowanie układu hormonalnego. Uważam, że to nasz organizm pod wpływem czynników psychicznych i fizycznych decyduje, kiedy jest gotowy na ciążę. Jeśli jest bardzo obciążony, bo np. nie dosypia, źle się odżywia, narażony jest na silny stres, to powie 'nie' - 'nie mam siły na dwoje, mam siłę tylko na utrzymanie przy życiu jednej osoby'. Jeżeli kobieta nie może sobie pozwolić na rozluźnienie, wyhamowanie i zwolnienie tempa, to może mieć problem z zajściem w ciążę.
Ale kobiety, które mówią: 'Najpierw wykształcenie, potem kariera, potem dziecko', i żyją intensywnie, to chyba dzisiaj norma?
Racja, i w związku z tym też wiele kobiet jest w tej chwili potwornie obciążonych. Biorą na siebie bardzo wiele obowiązków i stawiają sobie bardzo wysoko poprzeczkę - chcą być najlepsze i w pracy, i w domu. Organizm często tego nie wytrzymuje. Pacjentek mam co roku coraz więcej, nie mniej.