Kobiety kochające za bardzo

  • Pin It
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
21.09.2009 , aktualizacja: 10.06.2011 14:33
A A A Drukuj
Był dla mnie bogiem. Nic się nie liczyło, tylko ON
ZOBACZ TAKŻE
Nim przeczytasz ten tekst, zastanów się nad odpowiedziami na te pytania. Czy miłość oznacza dla Ciebie cierpienie?

Czy znosisz upokorzenia, przywołując w pamięci chwile, kiedy on był dla Ciebie tak dobry i czuły?

Czy wierzysz, że dzięki Twoim wysiłkom zmieni się na lepsze?

Czy związek z nim powoduje, że masz coraz mniejsze poczucie własnej wartości?

Czy pomimo bólu nie potrafisz się z nim rozstać, a jeżeli już to zrobiłaś, to boli Cię nadal?

Czy nie możesz zrozumieć, dlaczego Cię opuścił, choć tak się dla niego poświęcałaś?

Im częściej odpowiedź brzmiała 'tak', tym większe prawdopodobieństwo, że jesteś kobietą, która kocha za bardzo.

Napisz do Wysokich Obcasów

Mam na imię Anna. Jestem kobietą kochającą za bardzo

Kiedy mnie zdradzał, wierzyłam w każde, najbardziej absurdalne wyjaśnienie, dlaczego spotyka się z tamtą kobietą .

Anna ma 34 lata. Drobna szatynka, świetnie ubrana, bardzo ładna. Jest informatykiem, pracuje w dużej korporacji. - Byliśmy razem cztery lata, a przez ostatnie dwa i pół roku w naszym związku trwał kryzys. Zdradzał mnie, a ja nie umiałam go zostawić. Tak bardzo go kochałam. Na początku to był tylko kolega z pracy. Rozmowy, wyjścia na papierosa. Opowiadał mi o swoim rozpadającym się związku. Byłam jego konfesjonałem. Słuchałam o tym, jak zdradził swoją stałą partnerkę. Nigdy nie powiedziałam, że był wobec niej nie fair. Zaczęliśmy się spotykać poza pracą, a po pół roku zamieszkaliśmy razem. Był cudownie czuły, troskliwy i romantyczny. Miłość kwitła półtora roku. Potem wygasło między nami napięcie erotyczne. Nie kochaliśmy się tygodniami. Rozpoczął się kryzys.

Dlaczego nie odeszłam? Bo go bardzo kochałam. Kurczowo trzymałam się tego związku. Nawet wtedy, gdy dowiedziałam się, że ma romans. Trafiłam na świadczące o tym SMS-y. Zaczęłam przeszukiwać jego telefon, sprawdzać maile. Pytałam go, a zarazem chciałam wierzyć, że to nieprawda. Zaprzeczał. Wymyślał coraz to nowe wyjaśnienia. Posunęłam się do tego, że zostawiłam włączony dyktafon, by sprawdzić, czy do niej nie dzwoni. Znalazł go - urządzenie zaczęło piszczeć, gdy skończyła się możliwość nagrywania. Nastąpiły ciche dni, po których... ja go przepraszałam. Po pół roku ich znajomości napisałam do niej, że on jest moją miłością, a nie jej. I powiedziałam mu o tym. Potem obwiniał mnie, że zmąciłam mu kontakty biznesowe. On świetnie manipuluje ludźmi. Dręczyłam się tym, co ta dziewczyna ma, czego ja nie mam. Wiem jedno - była o dziesięć lat młodsza ode mnie.

Kobiety kochające tak jak ja próbują się skonfrontować z tą drugą. Dzwoniłam do niej. Dowiedziałam się, gdzie wynajmuje mieszkanie. Byłam pod jej domem. Kilka razy sprawdzałam, czy nie ma tam jego samochodu. Był. Wiem, że wiele kobiet w takiej sytuacji wystawia walizki partnera za drzwi. A ja przyjmowałam wyjaśnienia typu: znalazł sobie terapeutkę, bo on jest dzieckiem alkoholiczki.

Pewnie pani wydaje się, że następnym razem nie da się innego bezsensownego tłumaczenia zaakceptować. Ależ oczywiście, że się da. Nie tylko nie odeszłam, ale kupiliśmy wspólnie mieszkanie. Włożyłam w nie dużo pieniędzy. Sama urządzałam, bo miało być naszym cudownym domem. Takie jest. Tylko ja tam już nie mieszkam. Cały czas starałam się robić wszystko, by był zadowolony. Choć ból i brak zaufania do niego owładnęły mną zupełnie. Wszystko runęło, gdy znalazłam jej rozbierane zdjęcia w jego komórce. Kazałam mu się wyprowadzić. Oczywiście nie rozumiał dlaczego.

Jednak na myśl o rozstaniu wpadłam w totalną rozpacz. Przez weekend przeleżałam w łóżku, płacząc. Nadal próbowałam walczyć o uczucia tego człowieka. Poszliśmy na terapię dla par w kryzysie. A kiedy zgodnie z zaleceniami psychoterapeuty mieliśmy spędzić wspólny wieczór, pojawiła się ta druga. Rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się całej prawdy. Zareagowałam agresją. Uderzyłam go. Zniszczyłam mu samochód. Ja odeszłam, ona nie. Biorą ślub. Teraz wiem, że i ona jest kobietą kochającą za bardzo.

Nazywam się Anka. Też jestem uzależniona od miłości

Kiedy wyrzuciłam go za drzwi, mój 20-letni syn powiedział: 'Mamo, wyszłaś z podziemia'.

Anka ma 37 lat. Dwoje dzieci. Niewysoka blondynka, zadbana. Mówi szybko, często się śmieje. Robi wrażenie silnej, energicznej. Jest finansistką, więc ma umysł ścisły. - Nim dziesięć lat temu związałam się z Piotrem, byłam mężatką. Dla niego się rozwiodłam. Był sporo młodszy ode mnie. Jak wyglądały nasze relacje? Dzień w dzień udowadniałam jemu i sobie, że jestem najlepszą partnerką i kochanką. Teraz wiem, że nie tylko ja cierpiałam, straciłam godność, dałam się całkowicie podporządkować, cierpiały też moje dzieci. Hierarchia w domu była jasna: on, potem dzieci, ja się nie liczyłam.

Nawet zakupy robiłam tylko dla niego. Nie wybaczę sobie, że gdy syn poszedł do pracy, to w lodówce miał swoją półkę. Nie mógł zjeść tego, co było dla Piotra. Mój syn był już dorosły, a ja, kiedy wychodził z przyjaciółmi, martwiłam się, że jak wróci późno, to może się to nie podobać Piotrowi. Będzie wściekły. I kładłam temu mojemu dziecku do głowy, co ma robić, by go nie zezłościć. Kiedy poszłam do pracy, zaczęłam rozumieć swoje błędy. Wreszcie kiedy nawiązał romans ze swoją siostrą cioteczną, kazałam mu się wynosić. Widać moja aureola świętości za mocno uciskała mnie w głowę. Na koniec usłyszałam, że uprasowane koszule to nie wszystko. Po rozstaniu półtora miesiąca funkcjonowałam jak automat. Jeden kłopot pociągał za sobą następny - najpierw facet, później praca, a na koniec zdrowie. W sieci trafiłam na stronę fundacji Kobiece Serca. Wypełniłam test 'Czy jesteś kobietą kochającą za bardzo?'. Prawie wszystkie odpowiedzi brzmiały: 'Tak'. Rozpoczęłam terapię. Choć w naszym zawiązku nie było przemocy, bałam się go - on jako bóg, pan i władca, a reszta jest tylko dodatkiem. W moim domu rodzinnym ojciec też całkowicie zdominował matkę. A ja ten błąd powieliłam.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Komentarze (12)

  • analgesia

    0

    to chyba o mnie :)

  • ggustaw

    0

    a kto powiedział, że to dotyczy tylko kobiet...?

  • Gość: dagmara1942

    0

    Kobiety boją się że odejdzie. trzeba sobie powiedzieć no to odejdzie , bedzie następny , to jest łatwo powiedzieć ale cięzko zrealizować. albo można też grać obojętna alę jak długo ?. i wtedy , przychodzi czas że już nie idzie dalej grać i człowiek chce być sobą i odkrywa siebie . wiem że kobiety tóre mają usposobienie obijętnej to na tym wybrywają ale czy zawsze. ? wydaje mi się ze nie ma słotego środka bo każdy związek jest innny . Przedewszystkim trzeba być ze sobą szczerym i uczciwym ale oboje. jak się widzi że uczucie się wypaliło obojetnie z jakiej strony odejść z honorem zeby po skonczo nym związku być z sobą w lepszej zgodzie mimo że to boli i jakiś bedzie bolało ale kiedyś przejdzie i na npwo się zakochać.

    to jest moje zdanie i doświadczenie
    dagmara z Berlina

  • Gość: aneta

    0

    ja też kocham za bardzo. kocham,bo jeszcze nie otrząsnęłam się z tego. jest mi bardzo cięzko choc wiem,że to był o jedyne wyjście -odejść. tak to ja odeszłam,bo zauwazyłam,że mój przyjaciel mnie wykorzystuje najzwyczajniej w świecie . przyjaciel tak właśnie przyjaciel,bo mieliśmy być tylko przyjaciółmi,ale stało się inaczej. to ja zakochałam się bez pamięci. idiotka ze mnie. on okazał się zwykłym naciągaczem i kobieciarzem do tego. czas leczy rany...ja ten zwiazek przypłaciłam depresją. może kiedys z tego sie otrząsnę

  • Gość: justys173

    0

    mam 37 lat . Od 17 lat jestem mężatka ( w trakcie rozwodu ) . tak jak wiele z nas kobieta ktora kocha za bardzo a takze ofiara przemocy ,. Po tylu latach przeżyc złych zrozumiałam ze nie warto bylo tak poswięcac sie , od 3 lat kiedy przestalam milczec jest mi lzej psychicznie . Moj maz dostal drugi z kolei wyrok za znecanie sie ;a takze wyrok sadowy na leczenie stacjonarne dotyczace picia (jest alkocholikiem ) .Nie tak dawno podjełam kroki w kierunku rozwodu gdyz zrozumialam ze nie warto tak łudzic sie ze cos w tym czlowieku zmieni sie jestem juz po 1 sprawie rozwodowej , Jedyne pozostało mi z tego związku to wspaniała dwojka dzieci , Dziewczyny nie waro poświęcać sie dla takich drani , zycie jest piękne ,

  • agag23

    0

    to takze o mnie tkwie w takim zwiazku od trzech lat, jak sie z niego wyleczyc.?

  • wefagenot

    0

    Wyleczyć się nie da, ale trzeba zacząć myśleć o sobie i tylko o sobie :) wtedy inni też zaczną.

  • matulacn

    0

    Swietny artykul i chyba dot on wiekszosc kobiet.
    Podobno jest ksiazka pod tym tytulem?

  • Gość: anula

    0

    jestem samotna... nie mam nikogo, chociaz długo usilnie próbowałam kogoś mieć. teraz już nie... chyba sie wypaliłam, chociaz mam dopiero 36 lat. teraz nie wiem, czy kogoś bym chciała mieć, chyba tez jestem osobą, która kocha za bardzo. jestem na tyle głupia, ze po jednej osobie potrafie rozpaczać latami, to chyba nie jest dobre. staram się więc żyć z dnia na dzień... już nie szukam.... brakuje mi jedynie dziecka. pozdrawiam wszystkie osoby (panie i panów) , które tkwią w beznadziejnych zwiazkach, od których często nie potrafią odejść. to musi być straszne żyć z kimś, komu się nie ufa... jak w więzieniu....

  • Gość: kasja

    0

    Jetsem kobieta kochajaca za bardzo. przez prawie 5 lat probowalam utrzymac nasz zwiazek. to jest niesamowite jak ten artykul odzwierciedla to co czulam i czuje. najgorsze jest to ze wkoncu zerwalismy. poraz kolejny powiedzial mi ze mnie NIE KOCHA, ale wczesniej postanowilam sobie ze sprobuje zrobic wszystko zebysmy byli razem, zebym pozniej nie miala wyrzutow sumienia ze nie probowalam. nie udalo sie. teraz po prawie 2 miesiacach kiedy jestem w nowym zwiazku, bo za mloda nie jestem i trzeba sobie wkoncu zycie ulozyc odezwal sie byly. mowi ze sie zmienil, ze dojrzal i ze nie wyobraza sobie zycia bezemie. nie wyobraza sobie miec rodziny z inna kobieta i tylko mnie i tylko mnie chce. glupia jestem, moj narkotyk wrocil i bedac ze wspanialym facetem ktory mnie szanuje i opiekuje sie mna mysle o tamtym. chodze posepna i niezadowolona bo poraz setny zastanawiam sie czy nie wrocic do niego. po tym jak zerwalismy strasznie to przezylam. pierwszy miesiac byl wiekiem ktory nie chcial sie skonczyc, pilam -plakalam-pilam. zrozumialam ze to bylo bardzo zle ze zgadzalam sie na bycie z tym mezczyzna. nie szanowal mnie, upokarzal przy innych, i zawsze ale to zawsze podrywal inne dziewczyny, nawet jak bylam obok a ja nie chcialam nic mowic, nie zwracac mu uwagi bo balam sie ze mnie zostawi. a jak cos powiedzialam to bylo czepiasz se, jestes glupia, wszyscy by sie smiali z Ciebie jak bym im powtorzyl co powiedzialas. jego koledzy samotni nawet teraz kolo 30 zawsze powtarzali mu ze nie wiedza czemu on jest ze mna, ze moze miec lepsze (chyba ladniejsze)-ale nie o to chodzi w zyciu. zeby miec ladna osobe obok tylko taka ktora bedzie dzielila z Toba zycie z szacunkiem i miloscia bedzie trwala obok nie wazne co bedzie sie dzialo.Masakra. nie chcialabym zeby to sie powtorzylo ale tez nie wiem czy sie powtorzy. mam takie pytanie do kobiet komentujacych tutaj czy ktoras przezyla kiedys cos podobnego? co jesli on sie naprawde zmienil? moze do niego wrocic?

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane