Nowy tata pęka

25.11.2009 08:06
W Europie i Stanach Zjednoczonych ojciec poświęca dziecku od 8 do 15 minut dziennie
Czy dziś łatwo być ojcem?

Nie. Kobiety mają dziś wobec nas zbyt duże oczekiwania. I nie jest to moje prywatne zdanie, podobne ma znaczna część moich koleżanek i kolegów socjologów zajmujących się przemianami w rodzinie. Współczesny ojciec jest postacią tragiczną, ponieważ wymaga się od niego wszystkiego. Kiedy kobiety po urodzeniu dziecka wracają do pracy, mężczyźni nie tylko muszą dokładać zasobów do wspólnego garnka. Kobiety wymagają, by zarabiali od nich więcej, co generuje kolejne godziny spędzone w pracy. A z drugiej strony kobiety wymagają też, by mężczyzna pomagał im w opiece nad dzieckiem, zwłaszcza tym najmniejszym. Oczekują, żeby był cały czas przy nich obecny - przez dziewięć miesięcy ciąży i w trakcie porodu. A poza tym, żeby cały czas, pracując i pomagając w opiece nad dzieckiem, tryskał energią. Mężczyzna z klasy średniej musi dzisiaj pogodzić ze sobą kilka ról, które są nie do pogodzenia.

Jak być wystarczająco dobrą matką? Kolejne porady już dziś! w czwartek (26 listopada) w papierowym wydaniu poradnika "Lepsze życie"



To co nowego robią ojcowie?

To ojciec bawi się z dzieckiem w podrzucanie i łaskotanie. To on bierze dziecko na spacer, żeby matka miała chwilę oddechu. Tylko, zauważmy, że ona ma odpoczynek od walki z codziennością, a on? Przychodzi zmachany z pracy i musi wykonać mnóstwo obowiązków związanych z dzieckiem. Najczęściej robi to z przyjemnością, bo zabawa z dzieckiem jest pewnego rodzaju rozrywką. Dlatego socjologowie rodziny niekiedy naigrawają się z mężczyzn, szydząc - moim zdaniem niesłusznie - że najchętniej zajmują się dzieckiem w tej tylko sferze, która stanowi relaks.

Co jeszcze robią?

Bez wątpienia dzisiejsi ojcowie, na tym polega "nowe ojcostwo", muszą się wyposażyć w umiejętności, których brakowało ich ojcom. Muszą na przykład radzić sobie z zakupami. Może się pani śmiać, ale panowie, którzy mają dziś lat 60, nigdy nie kupowali pieluch.

"Nowi ojcowie", w przeciwieństwie do ich ojców, potrafią też być specjalistami od wózków czy nosidełek. Stają się ekspertami od zabawek edukacyjnych, elektronicznych kołysek, płyt z muzyką usypiającą. "Nowi ojcowie" faktycznie opiekują się dzieckiem, np. przygotowując mu jedzenie. To, że mężczyźni nauczyli się gotować, jest po części związane z ich obowiązkami opiekuńczymi. Mój ojciec nawet nie potrafił gotować sam dla siebie.

Ojciec starego typu z trudem i od święta przewijał płaczące dziecko, nie potrafił go karmić, nie chodził z żoną do szkoły rodzenia, nie rodził z nią, nie podgrzewał papek, nie analizował kup, nie wyprowadzał na spacer i nie brał urlopu ojcowskiego. Nie ubierał też dziecka, nie kąpał i rzadko wstawał do niego w nocy.

I chce pan powiedzieć, że kobiety uważają, że to mało?

Chcę powiedzieć, że ich wymagania w sprawie opieki nad dzieckiem ustawicznie rosną. I jednocześnie wymagają nadal od mężczyzn, żeby zarabiali pieniądze. Od kobiety się tego nie wymaga.

Może zajmowanie się dziećmi wydaje im się mimo wszystko niemęskie i stąd ich frustracje?

Rzeczywiście, na Zachodzie mężczyźni od dawna już wiedzą, że ich zaangażowanie w wychowywanie dziecka jest kluczowe. Nawet młodzi mężczyźni odchodzą od budowania "ja" wyłącznie na podstawie swojej pracy. Tymczasem w Polsce, podobnie jak u Rosjan, panuje niepodzielnie pracocentryczne definiowanie męskości. Mężczyźni budujący własną tożsamość wokół rodziny i życia intymnego to rzadkość. Mężczyźni w Polsce są tak skupieni na własnych karierach, że czasem tracą męskość, która dzisiaj wymaga treningu w sprawach bynajmniej z pracą niezwiązanych, czyli np. w ojcostwie.

Czego jeszcze musieli się nauczyć mężczyźni w związku z "nowym ojcostwem"?

Większej cierpliwości. Bez wątpienia zaangażowane ojcostwo rodzi sytuacje, w których mężczyźni miękną, bo czapkę z tytułem "mężczyzna" muszą schować głęboko do kieszeni. Kontakt z dzieckiem wymaga pokory. "Nowi ojcowie" są także ojcami liberalnymi. Nie narzucają siłą swoich wartości. Postać karzącego ojca, patrzącego z góry na poczynania dziecięcia, ingerującego w jego życie tylko wtedy, kiedy przydaje się karząca dłoń, odeszła w tym modelu w niepamięć. Zauważyłem, że dziś ojcowie są inicjatorami kupowania książek i czytania. Przekazują wartości nie wprost, nie są dalekimi, nieobecnymi w codziennym życiu demonami, których dzieci mają obowiązek się bać.

"Nowymi" dziećmi zajmują się zatem wspólnie mama i "nowy" tata?

Tak. A do tego jeszcze niania, babcia pierwsza, babcia druga, dziadek pierwszy, dziadek drugi oraz wujek. Cóż, w naszym świecie wszystko się koncentruje wokół dziecka. Powoli staje się ono bogiem w złotej klatce z różowymi szczebelkami.

To źle?

Tak, bo w przedszkolu spotykają się sami tacy bogowie jedynacy, których rodziny są na nich skoncentrowane, których prawa są najważniejsze, którzy nie mają wielu obowiązków, a jednocześnie są nadchronieni, ubezpieczani, których nie wypuszcza się z różowej klatki do piaskownicy, bo tam czyha ryzyko i zboczeńcy. W takiej klatce dziecko jest czczonym bóstwem. W jednym z amerykańskich podręczników do socjologii rodziny zamieszczono zdjęcie, na którym widziane od tyłu dziecko nosi na T-shircie napis "Sam". Idący po obu stronach rodzice, mocno trzymający dziecko za ręce, noszą nieco inne napisy: "Mama Sama" i "Tata Sama". Rodzice imion już zatem nie mają. W świecie nielicznych dzieci rola dorosłych sprowadza się do roli skoncentrowanego na potomstwie opiekuna. Na szczęście są przedszkola, które uczą ubóstwiane dzieciaki kontaktu z innymi ludźmi, trochę te różowe szczebelki rozginając.

Kiedy zmieniła się rola ojca?

Dopiero dzisiaj się zmienia. Ojciec był przez długi czas personą nieobecną w życiu dzieci. Był obecny w przestrzeni publicznej, a głównym jego zajęciem było dostarczanie zasobów. Zadaniem dzieci było niezawracanie mu głowy. Oczywiście nie był wobec nich obojętny, traktował je dobrze, bo takie było jego społeczne zadanie. Ale nie spędzał z nimi wiele czasu, nie bawił się z nimi jak dzisiejszy tata.

Kiedy więc ojciec nieobecny stał się ojcem obecnym?

O tym decydują uwarunkowania środowiskowe i ekonomiczne. Tego nie można prześledzić historycznie w skali świata, bo w różnych kulturach jest różnie.

U Pigmejów Aka dla przykładu, zwanych plemieniem matkujących ojców, czas zajmowania się przez nich dziećmi wynosi ok. godziny dziennie. To światowy rekord. Ale to następstwo okoliczności ekonomiczno-środowiskowych. Kobiety mają tam bardzo dużo władzy ekonomicznej, i to od ich zbieractwa, a nie od łowiectwa mężczyzn, zależy byt ekonomiczny rodziny. W takich okolicznościach mężczyźni częściej angażują się w opiekę nad dziećmi, są do tego zmuszeni. Antropologowie liczą to zaangażowanie w minutach.

Dla porównania - w Europie i Stanach Zjednoczonych, w zależności od tego, kto liczy, czas ten wynosi od 8 do 15 minut dziennie. Jednak im większą wolność ekonomiczną mają kobiety, im więcej przebywają poza domem, wszystko jedno, czy są to Buszmeni, czy współczesne społeczeństwa zachodnie, tym częściej mężczyźni są zmuszeni do tego, żeby ojcować.

I psychicznie sobie z tym radzą?

Trudne pytanie dla socjologa... Pamiętajmy, że nawet u Pigmejów Aka, gdzie czas opieki jest najdłuższy spośród wszystkich społeczności znanych nauce, to jednak kobiety - matki, babcie, siostry - są z dzieckiem najdłużej, tulą, noszą, karmią przez bite 490 minut dziennie.

To oznacza, że są pewne uniwersalne granice męskiej wytrzymałości w przebywaniu z dzieckiem, szczególnie z dzieckiem małym. Ja oczywiście nie mam żadnych kompetencji psychologicznych, żeby te granice wytrzymałości opisać.

Ale z własnego doświadczenia wiem, że w pewnym momencie musi wkroczyć kobieta, ponieważ moja cierpliwość się kończy.

Czego pan nie wytrzymuje? Jak córka wrzeszczy?

Przestała wrzeszczeć dawno temu (śmiech). Ale cóż, krzyk dzieci trudno mężczyznom znieść, choć do tego oczywiście można się przyzwyczaić. Jednak w wielu momentach zabawa z dzieckiem jest dla nas trudna. Szczególnie z dzieckiem małym, które nie ma jeszcze wykształconej tzw. Teorii Umysłu, czyli nie umie kłamać, a co za tym idzie, nie potrafi jeszcze bawić się w zabawy, w których się wchodzi w role. Zabawa z małym dzieckiem często jest dla mężczyzny po prostu nudna, ponieważ polega na przykład na wykonywaniu kilkunastu czy kilkudziesięciu takich samych czynności w ciągu godziny. Ojcowie świetnie się sprawdzają w zabawach "agresywnych" - podrzucaniu, tarmoszeniu, kręceniu dokoła. Są to jednak zazwyczaj zabawy krótkotrwałe, a doba ma 24 godziny.

Z pewnością powinniśmy brać pod uwagę pewne ograniczenia biologiczne, w chwili gdy skłaniamy mężczyznę do siedzenia non stop z dzieckiem. Podkreślam jednak, że są mężczyźni, którzy świetnie sobie z tym radzą.

Jednak przebywanie mężczyzn z dziećmi staje się normą.

Oczywiście. Odkąd kobiety na Zachodzie masowo poszły do pracy, czyli od lat 70. XX wieku, są teraz tak samo mało obecne w domu jak mężczyźni. Pracują, rozwijają się zawodowo, uczą się. Mężczyźni po prostu muszą się zajmować dziećmi. I w zależności od wykształcenia robią to lepiej lub gorzej, chętniej bądź mniej chętnie. Socjologowie obserwują, że wykształcenie wzmacnia tendencję opiekuńczą u mężczyzn. Im jest wyższe, tym więcej czasu ojciec poświęca swoim dzieciom albo tym większe ma wyrzuty sumienia, jeśli tego czasu im nie poświęca.

Czy ojciec jest dziś dla dziecka wzorem do naśladowania?

Sprawa jest skomplikowana. Jeszcze do lat 80. ojcowie byli tak oderwani od realiów życia nastolatków, że generowali ich bunt. Ojciec był raczej tym, kogo naśladować nie należy. Był antywzorcem.

Natomiast dzisiaj rodzice są raczej przyjaciółmi swoich dzieci aniżeli wzorami osobowymi do naśladowania. Mężczyzna jest nie tylko ojcem, ale także kumplem. Jeśli obserwujemy relacje ojców z córkami, to ojcowie są na równi z matkami świetnymi powiernikami córek.

O żadnym buncie mowy być w takich okolicznościach nie może. Niemal corocznie ujawniane są rozmaite badania na temat tzw. relacji międzygeneracyjnych. Sprawdza się dla przykładu, do jakiego stopnia te relacje są konfliktowe. I z roku na rok z tych badań wynika, że konflikt między rodzicami a dziećmi, zwłaszcza tymi nastoletnimi, maleje. Właściwie już nie istnieje.

Teraz w dobrym tonie jest być rodzicem przyjacielem, powiernikiem, kimś, na kim zawsze można polegać, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Taki jest dziś idealny typ rodzica.

Jakie prócz kumpla są jeszcze typy ojców?

Socjologowie nie zajmują się podobnymi typologiami, czyni się je raczej na użytek badań marketingowych, żeby skuteczniej dzieciom i rodzicom wcisnąć batony, kaszki i zabawki. Mogę jedynie powiedzieć o typach, które się wyodrębnia, biorąc pod uwagę konsumpcję. Jest ojciec "przyjaciel królika", który kupuje dziecku wszystko, o co ono w supermarkecie zawrzeszczy.

Dzieci świetnie wiedzą, że ojca znacznie łatwiej jest namówić niż matkę do kupienia czegokolwiek. Mimo to muszę zaznaczyć, że to nie matka, ale raczej "nowy ojciec" stara się wprowadzić w życie dzieci pewne granice. Jeśli trzeba ograniczyć jakieś głupawe kreskówki w telewizji czy czekoladki, to tę rolę przejmuje na siebie ojciec. W tym sensie nadal jest pewnym autorytetem w polskich rodzinach.

Jest typem policjanta, który wprowadza zakazy i nakazy?

W rodzinach robotniczych, owszem, nadal jest policjantem. Matka zrzuca na niego odpowiedzialność czy obowiązek ostrej ingerencji, kiedy dzieci robią coś złego. W przypadku klasy średniej nie ma takiej sytuacji. Ojciec wprowadza reguły łagodnie i dzieje się to od początku życia dziecka. Dzisiaj częściej ojcowie, a nie matki, są inspiratorami i katalizatorami pewnych rytuałów przejścia. To oni oduczają dziecko od pieluchy, to oni uczą je spać samemu, to oni zdejmują je z nocnika. Niekoniecznie dlatego, że kobiety zrzucają tę odpowiedzialność na nich, tylko oni sami biorą ją na siebie.

Dlaczego?

Bo są mniej czuli na wszystkie te histeryczne akcje, które zazwyczaj dzieci wykonują w tych przypadkach. Matki łatwiej dzieciom ulegają i odkładają konieczny rytuał przejścia na nie wiadomo kiedy. Dziś ojciec od początku jest obecny w wytyczaniu granic.

A ojciec nieobecny?

Jeśli nie uczestniczy w życiu codziennym dziecka, jeśli dziecko nie odczuwa żadnych korzyści z bycia ojca w domu, to go nie ma. Ale w czasach migracji, kiedy ciągle jesteśmy w podróży, a to w delegacji, a to w pociągu, a to w samochodzie, obecność ojca nie musi być fizyczna. Jest Skype i telefon komórkowy, które umożliwiają ojcu bycie z dzieckiem na odległość, umożliwiają stałe przypominanie się, kontakt emocjonalny.

Ojciec wirtualny?

Nie wirtualny, tylko realny, jednak za pośrednictwem technologii. Ten kontakt telefoniczny z dzieckiem jest w dobie komórki i internetu odczuwany jako rzeczywisty, pod warunkiem jednak, że nieobecności ojca wpisane są do kalendarza w przewidywalny sposób, a do tego nie są długotrwałe. Dziecko czuje, że ojciec jest akurat gdzieś w pracy czy na konferencji. Czuje, że o nim nie zapomina. Przecież można być ojcem obecnym w domu, a nie mieć kompletnie z dzieckiem kontaktu.

Jaka jest przyszłość ojcostwa? Do jakiego modelu ono zmierza?

Część dzieci będzie wychowywana jedynie przez matki, a pozostałe będą miały aktywnych, angażujących się ojców, świadomych swojej roli, czerpiących z ojcowania przyjemność. Zapewne zmierzamy też do ojcostwa "pełnego", w sensie świadomości, że naprawdę jest się biologicznym ojcem. Kiedy test genetyczny kosztuje około 3 tysięcy złotych, znika też zagrożenie niepewnością ojcostwa, z którym borykali się ojcowie od początku istnienia naszego gatunku.

*Tomasz Szlendak - socjolog, ojciec sześcioletniej Michaliny. Pracuje na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Bada zmiany obyczajów w kulturze zachodniej. Od strony teoretycznej i badawczej uważa się za eksperta w dziedzinie relacji damsko-męskich (w życiu, twierdzi, różnie bywa)


Zobacz spis treści najnowszego numeru
, który ukaże się jako bezpłatny dodatek do Gazety Wyborczej w czwartek, 26 listopada:


Gwiezdne wojny
Zaczęłam liczyć, ile czasu niania spędziła z Klarą i wyszło mi ponad cztery tysiące godzin. A ja w tym czasie byłam w pracy. Wreszcie do mnie dotarło, ile rzeczy mogłam przeżyć, zrobić w czasie tych godzin, które spędzałam w pracy.
Reportaż o 32-letniej Marcie, matce siedmiomiesięcznej Zosi i trzyletniej Klary

Kiedy matka ledwo dyszy
A było już tak pięknie. Dziecko stało się radosne i samodzielne. Mama już zaczęła ogarniać te wszystkie jego nowe zwyczaje, już kupiła zatyczki na kontakty, okleiła rogi mebli i już, już myślała, że odetchnie, a tu nagle ono staje się nieznośne.
Opowiada Anna Srebrna, psycholog i psychoterapeuta

Nie tak miało być
Matka wychowuje dziecko po to, żeby mogło odejść. Jestem przekonana, że zadanie wychowawcze zostało źle wykonane, jeśli dorosły człowiek, taki, który założył własną rodzinę, traktuje jako równie ważne sygnały, które dostaje od rodziców i od swojej rodziny. To znaczy, że dla niego to, że ma zrobić zakupy dla rodziców, spędzić z nimi niedzielę, jest równie ważne albo nawet ważniejsze niż jego rodzina. Dobrze jest umieć to godzić, ale rodzice nie powinni być priorytetem.
Rozmowa z psychologiem i psychoterapeutą Zofią Milską-Wrzosińską

Matko, wyluzuj
Idealna matka istnieje, ale tylko w umysłach kobiet. I to przeważnie tych, które chciałyby, spodziewają się, ale jeszcze nie mają dziecka. I z jednej strony to wyobrażenie może być czymś co daje siłę do miłości, czułości i podjęcia trudu opieki nad dzieckiem. Ale z drugiej strony ta idea może być rdzeniem bardzo poważnych trudności. Bo tworząc idealny obraz siebie jako matki i konfrontując go później z rzeczywistością, matka zawsze będzie czuć się zła, nieudana, gorsza."
Opowiada Krzysztof Srebrny, psychoterapeuta i psychoanalityk

Czytaj 26 listopada w papierowym wydaniu poradnika "Lepsze życie"

Zobacz najnowsze wideo

Skomentuj:
Nowy tata pęka
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane