Partnerska gra pozorów

15.02.2010 15:07
Choć na ślubnym kobiercu przysięgamy partnerowi uczciwość małżeńską, to szybko zapominamy o szczerości i gramy w związku jakąś rolę. Mężowie często stają się Panami, Ojcami, a żony wcielają się w role Matek, Lalek, Wiedźm lub Służących. Dlaczego zakładamy te maski i rezygnujemy z bycia sobą?
Na imieninach znanego architekta spotkało się sześć par. Do solenizanta i jego żony przyszli wraz ze swoimi żonami: dyrektor, zastępca dyrektora, księgowy, prawnik i piarowiec. Były to małżeństwa z wieloletnim stażem. Panie rozmawiały o strojach, panowie o giełdzie, wszyscy podziwiali niezwykły wystrój wnętrza i organizację przyjęcia. To wszystko zasługa mojej mamy - mówił architekt. - To ona prowadzi dom. Był w doskonałym nastroju, świetnie prezentował się w garniturze wybranym przez "mamę", kontynuował przyjacielską pogawędkę z dyrektorem. Żona architekta nieustannie dbała o samopoczucie gości, od czasu do czasu pouczając wynajętego na ten wieczór kelnera. W pewnej chwili poprosiła męża, by przyniósł z kuchni szklanki. Nie wiem, czy znajdę. A gdzie są?- zapytał uprzejmym tonem architekt. Ja sama przyniosę, on nigdy nie wie, gdzie co jest... - odpowiedziała z lekką naganą w głosie, po czym uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Architekt dalej rozmawiał z dyrektorem, miłym i układnym pięćdziesięciolatkiem. W tym czasie żona dyrektora (młodsza od niego o ponad dwadzieścia lat) flirtowała z przystojnym piarowcem, czarującym trzydziestoparolatkiem, słynącym z powodzenia u pań. Żartowali i przekomarzali się, a potem zaczęli tańczyć na środku salonu. Obserwująca ich żona piarowca rzuciła ironicznie: Od kiedy jesteśmy małżeństwem, nie tańczyłam z nim ani razu... No ale on ma tyle poczucia rytmu co krokodyl. Powinien tańczyć z komputerem, bo to z nim spędza najwięcej czasu. Jej mąż, jak to miał w zwyczaju, zignorował tę wypowiedź.

Dyrektor doskonale zdawał sobie sprawę, że jego żona flirtuje z piarowcem, ale jak zwykle w takich sytuacjach zachowywał spokój. Traktował ją jak maskotkę - była atrakcyjna, zawsze wyglądała bardzo efektownie i doskonale sprawdzała się "w funkcjach" reprezentacyjnych. To było już trzecie małżeństwo dyrektora. Nie mógł sobie pozwolić na jego rozpad, więc zaspokajał wszystkie zachcianki młodej żony - nie tylko te dotyczące strojów. Wiedział też, że nie lubiła seksu i że jej uwodzicielskie zachowanie wobec innych mężczyzn to jedynie element pewnej gry...

Emocje na party

W drugiej części salonu prawnik z żoną rozpoczynali kolejną sprzeczkę - tym razem kłócili się o łamanie praw człowieka w Chinach. Nikt nie ośmieli się nałożyć embarga na kraj, który stał się jedną z największych potęg gospodarczych świata - stwierdził prawnik. - Chińscy politycy nie muszą się nikogo obawiać ani radzić, bo sami wiedzą, co mają robić. Żona prawnika wypominała mu, że nigdy nie był za demokracją: Uspokój się, nie jesteś teraz w sądzie i nie przemawiasz do nierozgarniętych ławników.

Sprzeczającą się parę próbowali godzić księgowy i jego żona. Sytuacja była dla nich przykra, ponieważ sami nigdy się nie kłócili. Zwykle byli jednomyślni - zdarzało się nawet, że jedno kończyło zdanie rozpoczęte przez współmałżonka. Czy ktoś ma ochotę na drinka? - zapytał księgowy, próbując rozładować nieco atmosferę. Jego żona od razu zaoferowała, że przyniesie drinki, ale on nalegał, by została: Ja to zrobię. Żona prosiła księgowego, by starał się nie pić za dużo i przypomniała mu, jak bardzo się niepokoiła o niego po wypadku, który przydarzył mu się niedawno. Księgowy nie chciał, aby żona poruszała ten temat, więc odparł: Moja droga, wiesz przecież, że to z powodu śliskiej nawierzchni. - Tak, kochanie, ale alkohol mógł jednak osłabić nieco twój refleks - kontrowała żona. Może rzeczywiście masz rację - przyznał księgowy po chwili.

Żona księgowego zapytała prawnika, czy wyjeżdża wraz z żoną na wakacje. Ten spojrzał na nią zaskoczony i powiedział: Taaak. Mamy zamiar spędzić tydzień w... zoo, w oddzielnych klatkach.

W tym czasie zastępca dyrektora siedział w bujanym fotelu i rozmawiał z rozgoryczoną żoną piarowca: Ci wszyscy ekolodzy nie zamartwialiby się tak o obszary ziemi, gdyby sami nie mieli gdzie mieszkać. Żona piarowca nie odrywała wzroku od męża, obserwując każdy ruch tańczącej pary. Natomiast żona zastępcy dyrektora - nieśmiała i nerwowa - przytakiwała tylko mężowi i czuwała nad jego dobrym samopoczuciem. Dawno już nauczyła się nie wypowiadać swoich opinii. Zastępca dyrektora powiedział nagle: Po prostu za dużo jest tych przeklętych marzycieli!, rozlewając przy tym zawartość kieliszka. Jego żona natychmiast pobiegła poszukać czegoś, czym mogłaby zetrzeć alkohol. Wróciła z papierowym ręcznikiem i delikatnie zaczęła czyścić plamę z marynarki męża. Ten nie zwracał na nią uwagi - obserwował drugą część salonu, wyraźnie rozczarowany, że dyrektor tak długo rozmawia z architektem. Każdy chce coś za nic - stwierdził po chwili.

- Ci gówniarze nie wiedzą nawet, co to znaczy dzień w pracy. Jego żona przytaknęła szybko: Właśnie, dziś nawet trudno o dobrą sprzątaczkę.

Żona piarowca nadal spoglądała w kierunku tańczących. Denerwują mnie dziewuchy w miniówach i naiwni faceci, którzy dają się nabrać... - powiedziała w końcu. Żona architekta nadal krzątała się po salonie, starając się nie zwracać na siebie uwagi. W drugim końcu salonu prawnik nadal sprzeczał się ze swoją żoną...

Matka z Synem, Ojciec z Lalką

Opis małżeństw goszczących na imieninach u architekta doskonale ilustruje typologię związków małżeńskich, stworzoną przez amerykańskich psychologów Everetta L. Shostroma i Jamesa J. Kavanaugha. Opisali ją w książce Between Man and Woman, dzieląc związki na zależne i niezależne. Wyodrębnili sześć schematów, z jakimi najczęściej spotykają się psychoterapeuci pracujący z parami: związek opiekuńczy, wspierający, wyzywający, wychowawczy, konfrontacyjny i usłużny. Związek opiekuńczy (nurturing relationship) to układ typu Matka - Syn. Świetnym przykładem takiego związku są architekt i jego żona. Zazwyczaj takie pary postrzega się jako wyjątkowo dobrze dobrane - Syn często bywa uważany za idealnego męża, bo daje swojej żonie dużo swobody, a jego żona podziwiana jest za troskliwość i oddanie rodzinie. W rzeczywistości architekt wcale nie jest spolegliwy, a jego żona tak silna i pewna siebie, jak by się mogło wydawać. Oboje grają role uniemożliwiające wchodzenie w autentyczne interakcje, powielając wzory wyniesione z dzieciństwa - mężczyzna pozostaje bezradnym dzieckiem, kobieta natomiast naśladuje swoją matkę, która podejmowała większość decyzji dotyczących rodziny i domu. Żona architekta tkwi w przeświadczeniu, że będzie tak długo potrzebna, dopóki mąż czuje się przy niej niepewny, dlatego stara się utwierdzać w nim przekonanie o jego słabości i swojej mocy. Na każdym kroku zdaje się mówić: spójrz, jaka jestem doskonała, ile dla ciebie robię, a ty jesteś taki głupi i niewdzięczny. Mężczyzna, choć czuje się upokarzany, boi się zaprotestować, aby nie stracić względów żony. W efekcie towarzyszy mu ból dziecka, które ciągle pouczano i nigdy nie traktowano poważnie, jej zaś nie opuszcza lęk przed odrzuceniem i przykre uczucie, że może być kochana tylko za to, co robi.

Dyrektor i jego żona to typowy związek wspierający (supporting relationship). On jest jak Ojciec, a ona jak Lalka. Związek taki odpowiada kulturowym stereotypom męskości i kobiecości - kobieta stanowi atrybut męskości męża, który w zamian zaspokaja jej kaprysy. Dyrektor ostentacyjnie demonstruje swoją siłę i pozornie lekceważący stosunek do uwodzicielskich zachowań żony, ona zaś gra rolę słabej i potrzebującej pomocy. Tego typu relacja często występuje w drugim małżeństwie mężczyzny - postrzega on żonę-Lalkę jako kosztowną zabawkę. Za "wspaniałomyślnością" mężczyzny kryje się lęk przed kolejnym rozwodem, w rzeczywistości więc żona jest od niego silniejsza - to ona kontroluje sytuację, kierując mężem poprzez przesadne okazywanie słabości i czyniąc z niej narzędzie manipulacji. Zazwyczaj Ojcowie silnie identyfikują się ze swoimi matkami, które były przesadnie ciepłe, serdeczne i tolerancyjne, ale jednocześnie zaborcze w swojej miłości, uniemożliwiając nawiązanie prawidłowych relacji między synem a ojcem. Tacy mężczyźni nauczyli się w dzieciństwie, że powinni być silni, opiekuńczy i muszą dostarczać powodów do zadowolenia. Przede wszystkim mieli być jednak dobrzy dla swoich matek, które często dawały do zrozumienia, że synowie zastępują im mężów. Natomiast Lalki jako dzieci zazwyczaj nie były akceptowane i czuły się odrzucone przez swoich ojców - grając rolę bezradnych, zmuszały ich do okazywania zainteresowania i uczucia.

Wiedźma i Służąca

Kolejnym typem związku opisa-nym przez Shostroma i Kavanaugha jest związek wyzywający (challenging relationship), który tworzą Wiedźma i Czarujący Mężczyzna. Na imieninach architekta Czarującym Mężczyzną był piarowiec, a jego żona to typowa Wiedźma. Pozornie tworzą związek dominującej kobiety i słabego mężczyzny: ona wyraża swoją siłę poprzez ciągłe atakowanie męża, on zaś słabość poprzez stałe unikanie konfliktów. Gniew żony piarowca jest wrogi i niszczący - mieści się w nim cała gorycz niespełnionych oczekiwań, a jednocześnie lęk przed ujawnieniem swojej słabości, łagodności oraz pragnienia, aby być kochaną. Wiedźma nie ma odwagi na szczerą rozmowę z partnerem, więc stara się wyegzekwować to prawo do miłości dokuczając mu i zadręczając go. Z kolei Czarujący Mężczyzna - pozornie łagodny, cichy i wyrozumiały - jest człowiekiem obawiającym się wszelkich konfliktów. Zaprzeczając własnemu gniewowi, stara się być uprzejmy po to, by za wszelką cenę nie dopuścić do ostrzejszej wymiany zdań. Kiedy żona staje się dla niego przykra, po prostu jej nie zauważa. Czarujący Mężczyźni zazwyczaj pochodzą z rodzin, w których panowała atmosfera ciągłego napięcia i lęku, wywoływana przez ojca - człowieka despotycznego, bezwzględnego i niewrażliwego na uczucia pozostałych członków rodziny. Czarujący Mężczyzna to osoba nadwrażliwa, nerwowa, nieśmiała, szukająca uznania i akceptacji. Z kolei Wiedźma czuła się silnie związana ze swoim ojcem, który był dla niej ogromnym autorytetem. Dziewczynce zależało na jego miłości i akceptacji. Jako dorosła kobieta, wchodząc w związek małżeński, przeniosła obraz ojca na swojego męża.

W początkowej fazie związku wyzywającego Czarujący Mężczyzna sprawia wrażenie opiekuńczego i wyrozumiałego, jednak w rzeczywistości nie angażuje się w małżeństwo, obawiając się, że może to pociągnąć za sobą problemy. Na wszelki wypadek woli więc stać z boku, a kiedy pojawiają się konflikty - ucieka przed nimi. Gdy żona będzie próbowała nakłonić go, aby wspólnie je rozwiązali, zacznie uciekać także od niej, co zostanie odebrane jako odrzucenie. Zachowanie małżonka uświadomi jej, że nie jest on już tym wspaniałym i opiekuńczym mężczyzną. Ponieważ jednak nie potrafi zrezygnować ze swoich oczekiwań - podejmie walkę, w której będzie stroną atakującą, podczas gdy mąż zacznie się coraz bardziej wycofywać. Większość zarzutów, jakie mu stawia, tak naprawdę jest projekcją jej własnych słabości. Zdaniem badaczy, zachowanie obojga małżonków w związku Wiedźma - Czarujący Mężczyzna jest sposobem na unikanie rzeczywistych konfliktów w małżeństwie: blokuje komunikację między małżonkami na poziomie błahych problemów, nie dopuszczając do wymiany zdań w sprawach istotnych.

O prawidłowej komunikacji między małżonkami nie ma mowy również w związku wychowawczym (controlling relationship), który tworzą Pan i Służąca. W te role wcielili się inni goście przyjęcia imieninowego: zastępca dyrektora i jego żona. Chociaż oboje czują, że małżeństwo nie dostarcza im satysfakcji, tak dalece identyfikują się ze swoimi rolami, że nie próbują nawet zastanowić się nad tym, jacy są naprawdę. I tak Pan za siłą i brutalnością może doskonale ukryć swoją słabość, a Służąca, grając rolę słabej, głupiej i zatroskanej, nie musi obawiać się ujawnienia niepewności, której w sobie nie akceptuje. Związek ten odzwierciedla "naturalną wyższość" mężczyzny nad kobietą, umożliwiając małżonkom funkcjonowanie w związku o dokładnie określonych rolach. Mężczyzna jest silny i pewny siebie, konsekwentny i nieustępliwy, zna się na wszystkim, w stosunku do żony jest wymagający i żąda całkowitego podporządkowania. Kobieta gra rolę doskonałej żony, matki i służącej - jest słaba, całkowicie oddana rodzinie, uzależniona od męża i zawsze mu posłuszna. Mimo że rola sługi budzi w niej głęboką niechęć, pozostaje w niej ze względu na swoją niepewność.

Gra swoją rolę w sposób doskonały, zaprzeczając własnej wartości i całkowicie rezygnując z bycia so-bą. Nie ma czasu zajmować się sobą ani dbać o swój rozwój, dlatego z upływem lat staje się nieatrakcyjna i nudna. Pan z pozoru wydaje się być typem złego człowieka, a jego żona niewinną ofiarą. Pod arogancją mężczyzny i jego pozorną pewnością siebie, kryje się chęć uniezależnienia się od wszechpotężnej matki, bowiem Pan potrzebuje ciągłego potwierdzania wielkości i siły, przy każdej okazji podkreślając swoją doskonałość i mądrość oraz obnażając słabość, niedoskonałość i głupotę swojej żony. Panicznie jednak boi się ujawnienia swojej słabości i za wszelką cenę chce udowodnić sobie i innym, że jest naprawdę "kimś". Służąca zwykle wychowywała się w cieniu silnego ojca. Doskonałe wypełnianie obowiązków domowych daje jej poczucie ważności. Jeśli mężowi zdarzy się ujawnić słabość, stara się za wszelką cenę podtrzymać go w roli Pana, gdyż w cieniu jego sztucznej siły może ukryć swoje poczucie małej wartości. Od dziecka jest przygotowywana do peł-nienia roli skromnej kobiety, która zna swoje miejsce.

Jastrzębie czy Gołębie?

Prawnik i jego żona to w typologii Shostroma Jastrzębie. Tworzą oni symetryczny związek konfrontacyjny (confronting relationship) - manipulują sobą nawzajem w taki sam sposób. Mąż i żona starają się ukryć słabości, okazując sobie nawzajem wyłącznie złość i wrogość. Jastrzębie zwykle pochodzą z rodzin, w których jedno z rodziców było dominujące, a drugie podporządkowane, nauczyły się więc, że życie polega na ciągłej walce i współzawodnictwie, że liczy się tylko bycie najlepszym, nieważne za jaką cenę. Postrzegają drugiego człowieka jako kogoś, kto im zagraża i z kim trzeba walczyć, aby samemu nie zginąć. Jastrzębie były chwalone jedynie za zachowania będące powodem do dumy rodziców - sukces dzieci miał być rekompensatą za jakąś przegraną rodziców. W dorosłość weszły więc z poczuciem braku miłości i akceptacji ze strony bliskich, a także z przekonaniem o swojej niskiej wartości. Walka z partnerem - o miłość i podziw - ma udowodnić, że jest się lepszym i doskonalszym od niego, a tym samym zasługuje się na większe uznanie. Partnerzy w różnych okolicznościach ośmieszają się wzajemnie, wytykają sobie wady, grożą, osądzają, poniżają, walczą za pomocą słów, a niekiedy i rąk... Poprzez krótkotrwałe zwycięstwa starają się udowodnić, że są warci miłości, chociaż w rzeczywistości sami w to nie wierzą. Po walce każde z nich czuje się zranione i samotne, co zmusza do podjęcia kolejnej walki.

Choć Jastrzębie wydają się okrutne, to zdaniem badaczy w ich walce kryje się jakaś nadzieja - walczą oboje i w pewnym sensie się unikają, a jednak nie chcą iść odmiennymi drogami, nie uciekają od siebie w pracę czy hobby. Furia, z jaką się ścierają, jest miarą tego, jak bardzo pragną ze sobą być. Gdy odkryją, że walczą dlatego, że nie są sobie obojętni, ich wrogość może przejść w gniew, którego celem będzie złamanie barier blokujących autentyczny kontakt. Rezygnując z agresywnego współzawodnictwa, będą miały odwagę przyznać się do swojej słabości i nauczą się prosić o miłość i uznanie, zamiast wymuszać je przez manipulowanie partnerem. Związek Jastrzębi może występować w kilku kombinacjach: Ojciec - Matka, Ojciec - Wiedźma, Pan - Matka, Pan - Wiedźma. Mimo że na ogół małżeństwo tego typu uważa się za wybitnie nieudane, w opinii badaczy Jastrzębie są najbliższe związku rytmicznego.

Przeciwieństwem związku Jastrzębi może wydawać się związek Gołębi, czyli związek usłużny (overly accommodating relationship). Jednak tu również mamy do czynienia z symetrią i toczącą się walką. Typowymi Gołębiami są księgowy i jego żona. Gołębie wyrastały w duchu "miłości bez konfliktów", uczono je, że w stosunku do drugiego człowieka należy być zawsze uprzejmym, grzecznym i służyć mu w każdej sytuacji. Taki wzorzec zachowania obowiązywał je zawsze, niezależnie od tego, co naprawdę myślały i czuły. Na początku Gołębie żyją w lęku przed ujawnieniem swojej siły, gniewu czy niechęci, potem już nawet nie potrafią jej okazywać, nawet za cenę utraty własnej tożsamości. Żyją więc w przekonaniu, że nie są godne miłości, uznania czy szacunku, z czasem uznając takie oczekiwania wręcz za egoistyczne. Tak pragną akceptacji, że obawiają się wyrażać swoje zdanie, aby nikomu się nie narazić. Cierpią na samą myśl, że mogłyby kogoś zranić czy choćby wywołać czyjeś niezadowolenie, dlatego za wszelką cenę starają się nie dopuszczać do sytuacji konfliktowych. Wchodząc w związek małżeński, poprzez swoją nadopiekuńczość i usłużność wymuszają na partnerze miłość, uwagę i akceptację. Jest to najbardziej wyrafinowany i najskuteczniejszy sposób kierowania zachowaniem drugiego człowieka: stwarzając pozory bezsilności i uzależnienia, wytwarzają u niego poczucie winy i zobowiązania. Gołębie są biernymi manipulatorami, a ich działanie polega na stałym podkreślaniu troski o partnera przy jednoczesnym okazywaniu własnej bezradności. Miłość zamienia się w: "Patrz, co ja dla ciebie robię...", a pokora na: "Nie chcę ci sprawiać kłopotu...". Związek Gołębi jest sceną, na której oboje partnerzy odgrywają miłość w sposób doskonały, zupełnie jej jednak nie doświadczając.

Choć związek Gołębi zazwyczaj oceniany jest przez otoczenie pozytywnie (choćby ze względu na swoją stabilność), to jednak - zdaniem Shostroma i Kavanaugha - w rzeczywistości jest źródłem największych rozczarowań i uznawany jest za najtrudniejszy w terapii, bo opiera się na fałszywym założeniu, że najlepsze małżeństwo jest rezultatem całkowitego wzajemnego dostosowania się partnerów. Jednak dopóki nie staną się oni odpowiedzialni sami za siebie (zamiast odgrywać odpowiedzialność za partnera) i nie odważą się być sobą, w ich związku nie dojdzie do takich konfliktów, które mogłyby uczynić ich małżeństwo autentycznym i dojrzałym.

Pozytywnie, bo rytmicznie

Dynamika relacji pary zależy od zdolności wyrażania siły i słabości oraz gniewu i miłości. Te cztery uczucia wyznaczają polaryzację powiązań między partnerami. W związkach manipulacyjnych mał-żonkowie nadmiernie rozwijają jeden rodzaj uczuć, zaprzeczając istnieniu innych. Związki: opiekuńczy, wspierający, wyzywający i wychowawczy można uznać za zależne lub uzupełniające się, ponieważ wchodzą w nie osoby usiłujące znaleźć to, czego same nie posiadają. Pozostałe dwa typy związków - konfrontacyjny i usłużny - można uznać za niezależne (symetryczne). Tu każdy z partnerów z równą mocą i w taki sam sposób walczy o sprawowanie kontroli. Jastrzębie współzawodniczą, ponieważ zaprzeczają swej słabości lub miłości, a przesadzają z siłą lub gniewem. Gołębie natomiast zaprzeczają gniewowi lub sile w celu wzajemnej kontroli za pomocą słabości lub manipulacyjnej miłości.

Zdaniem Shostroma, część związków małżeńskich zawierana jest w momencie, gdy partnerzy nie są świadomi rzeczywistych motywów, jakie doprowadziły do powstania związku. Czują się niepewni, samotni, nie znają samych siebie, nie potrafią żyć o własnych siłach, a w drugim człowieku szukają częściowego spełnienia. Motywem nie jest bezinteresowna miłość, ale nadzieja, że dzięki małżeństwu partner "uzupełni" to, czego im brakuje, a czego zazwyczaj nie otrzymali w rodzinnym domu.

Kiedy problemy pojawiające się w związku uświadamiają ludziom, że ich oczekiwania nie zostaną spełnione, a techniki manipulacyjne zawodzą - czują się rozczarowani, a winą za niepowodzenie obarczają partnera. Według koncepcji Shostroma, jedynym rozwiązaniem jest przyjęcie przez każdego z małżonków odpowiedzialności za siebie, swoje szczęście i małżeństwo, a następnie rozwinięcie tej części osobowości, której nieświadomie zaprzeczali. Dzięki temu małżeństwo ma szansę stać się związkiem rytmicznym. Taki związek nie jest dziełem przypadku - nie rodzi się sam z siebie, ale jest wynikiem twórczych konfliktów, które powinny kończyć się wzajemnym zrozumieniem. Partnerzy w związku rytmicznym akceptują swoje frustracje, mają świadomość tego, że ich przyczyna tkwi w nich samych, a nie we współmałżonku. Jeżeli na przykład uświadomią sobie, że czują niechęć do swojego uzależnienia się od partnera, rozumieją, że jest to ich własny problem i jako taki próbują go rozwiązać, nie przenosząc go na współmałżonka. Kiedy poczują, że za bardzo oddalają się od siebie, próbują nawiązać z partnerem bliższy kontakt, nie oskarżając go o zaniedbywanie i obojętność. Małżonkowie w związku rytmicznym akceptują fakt, że jakiś rodzaj wzajemnej zależności, który może być twórczy na pewnym etapie rozwoju małżeństwa, na innym może stać się źródłem frustracji. Nie obarczają partnera odpowiedzialnością za swój brak poczucia bezpieczeństwa i szczęścia, nie winią za swój smutek i depresję. Wiedzą, że nie zawsze są w stanie zrobić dla partnera to, czego partner od nich oczekuje i co sami chcieliby dla partnera zrobić. Mogą jedynie ofiarować mu swoje zrozumienie, akceptację, gniew, miłość, siłę, słabość, jeżeli on tego chce, a czasami niczego nie mogą dla niego zrobić. I co najważniejsze - nie uważają, że posiadają siebie nawzajem. Wiedzą, że nie są w stanie zmienić partnera czy też obiecać, że sami się zmienią. Mają świadomość, że nie mogą być inni niż są i nie wymagają tego od współmałżonka. Czasami spędzają dużo czasu samotnie, gdyż związek rytmiczny jest związkiem cyklicznego kontaktu i wycofania, jednak niewątpliwie czują się ze sobą dobrze. Są dla siebie przede wszystkim bliskimi przyjaciółmi, a dopiero później żoną i mężem.

Psychologowie wskazują, że małżeństwo zaczyna pulsować życiem dopiero wtedy, gdy małżonkowie odważą się na otwarte i szczere przeżywanie konfliktów i ujawnianie wobec siebie związanego z nim uczucia gniewu pozbawionego wrogości. Otwarte przeżywanie konfliktów umożliwi partnerom wzajemne zrozumienie i rozwój, a ich małżeństwo stanie się intymnym związkiem dwóch bliskich sobie osób. Rytmiczność związku określa stopień jego autentyczności. Ta z kolei zależy od zdolności małżonków do bycia sobą - tylko wówczas mogą być wolni w swoim związku, nie potrzebują szukać we współmałżonku tego, co pozwoliłoby im uzupełnić własne braki, nie muszą go ciągle zwodzić i nim manipulować. Mogą partnera poznawać. W związku rytmicznym małżeństwo tworzą dwie silne osobowości, które stymulują się wzajemnie w rozwoju, a nie "konsumują" partnera...

*Beata Banasiak-Parzych jest socjologiem rodziny, absolwentką Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jest prezesem Stowarzyszenia na rzecz Niezależnych Inicjatyw Rodzinnych LATONA.

Najnowszy numer charakterów - spis treści

Charaktery polecają:

I Bóg stoworzył seks
Seks po katolicku nie powinien być przykrym obowiązkiem, którego jedynym celem jest prokreacja. Małżonkowie powinni odkrywać swoją seksualność, szukać takich ułożeń ciała, które dostarczają im przyjemności i nie krępują ich. Ale też muszą pamiętać, że szczęśliwe życie seksualne nie polega na przetestowaniu 150 pozycji.

Gdy gesty mówią: pragnę
Skąd wiadomo, że wpadliśmy komuś w oko? Co nam o tym powie? Błysk źrenicy? Ton głosu? A może warto spojrzeć w dół, na czyjeś nogi?

Skutki skuteczności
Rzucić palenie? To łatwe. Robiłem to ze sto razy! - mawiał Mark Twain. Tak jak on, palenie rzucało już wielu. Niektórym ta sztuka się udała. Co odróżnia ich od ludzi, którym się nie powiodło?

Być jak Superman, czyli współczesny model męskości
Moi pacjenci, gdy zaczynają zdrowieć, nie chcą mieć żadnych "związków". Chcą mieć żonę i dzieci. Chcą wybudować trwałą relację, w której będą się mogli realizować jako mężczyźni. Chcą się opiekować swoimi kobietami i dziećmi. Wtedy wszystko wraca do jakiegoś porządku rzeczy - mówi Lubomira Szawdyn.

Kojarzenie jest jak seks
Myślenie nie boli - to prawda dość znana. A poszukiwanie skojarzeń? Jest przyjemne. Prawie tak samo jak seks. Przynajmniej dla naszego mózgu.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
  • Sztuka wybaczania
Skomentuj:
Partnerska gra pozorów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane