Moja pruderia już ciągnęła mnie w stronę Caroline Graham, gdy zobaczyłam to: 'Koszerny sex. Przepis na namiętność i bliskość' rabina Shmuleya Boteacha. Nie mogłam się oprzeć. Dla równowagi wystarałam się jeszcze o poradnik 'Nie bój się seksu, czyli kochaj i rób, co chcesz' - rozmowę Sylwestra Szefera z ojcem Ksawerym Knotzem. Potem wystarczyło zalec na otomanie.
I co? Było śmiesznie i pouczająco. Kiedy już wydrwi się sam pomysł pouczania par co do prowadzenia życia seksualnego przez żyjącego w celibacie księdza (rabini są żonaci, więc mają praktykę), można się porządnie zdziwić. Bo choć ojciec Knotze nie pozwala ani na seks przedmałżeński, ani na antykoncepcję i choć wspiera stereotypowe myślenie o mężczyźnie jako o mało delikatnym sekszwierzęciu i o eterycznej, delikatnej kobietce, to zarazem wiele stereotypów o katolickim seksie burzy.
Oto przykłady. Myślicie, że Kościół nie pozwala na wyszukane pozycje? Mylicie się. Myślicie, że katolickim parom z sześciorgiem ochrzczonych dzieci nie wolno korzystać z seksuologicznej literatury? Mylicie się. Sądzicie, że Kościół oczekuje od was noszenia cielistych, spranych bawełnianych gatek? Oj, bardzo się mylicie. Kościół głosem ojca Knotzego napomina, by starać się podobać partnerowi. Także inwestując w majtki.
Irytuje mnie strasznie, gdy ojciec Knotze przekonuje o niewłaściwości przedmałżeńskiego pożycia. Szczerze mówiąc, rzuciłam książką w umywalkę, przeczytawszy fragment o tym, że kochająca żona wprawdzie wybaczy mężowi, że przed ślubem miał inną, ale co z nim pójdzie do łóżka, to będzie się stresować, że może tamta była lepsza (tu równouprawnienie - kochający mąż jest zablokowany na myśl o tych innych, których żona ongiś kochała). Nie mnie mówić katolikom, co powinni czytać, ale według mnie ta książka powinna być lekturą obowiązkową, zwłaszcza dla tych, którym seks kojarzy się z poczuciem winy. Ojciec Ksawery Knotze mnóstwo tego poczucia winy z nich zdejmie. Nawet jeśli biorą pigułkę. Bo choć trzeba ją odstawić, to można traktować to jako cel, do którego zmierza się małymi krokami. To wzruszające, gdy ojciec Knotze mówi, że jeśli mąż chce, by żona kochała się z entuzjazmem, to warto, żeby wcześniej posprzątał. Oj, warto... No i pierwszy raz przeczytałam, że trudność metod NPR oznacza dla kobiety, że zawsze kocha się wtedy, gdy nie ma na to ochoty. Bo gdy ją ma, jest zwykle płodna, więc nie wolno. To miłe, że ktoś to zauważył.
A co o tym wszystkim myśli rabin Boteach? Och, w wielu kwestiach mogliby podać sobie rękę z ojcem Knotzem (na szczęście ojciec nie jest kobietą). Np. jeśli chodzi o Straszną Masturbację, która 'z całą pewnością nie jest koszerna'. Rabin, podobnie jak ojciec Knotze, jest niesłychanie praktyczny. Opowiada przypadek Davida, prezesa korporacji, który tłumaczył mu, że w jego przypadku masturbacja przy filmach porno jest mniejszym złem. Prezes spędzał bowiem wiele tygodni w podróżach i jego pornograficzne sesje filmowe pozwalały mu zaspokajać - bez zdradzania żony - potrzeby seksualne. Co poradził mu rabin Boteach? Aby inaczej zdiagnozował problem: 'Mówisz, że nie jesteś z kamienia i potrzebujesz rozładować napięcie seksualne. Udaje ci się to poprzez autoerotyzm, dzięki czemu możesz być z dala o żony. Ale gdybyś powstrzymał ten popęd i uprawiał seks tylko z żoną, musiałbyś częściej być w domu. Twoje małżeństwo jest ważniejsze niż firma, a seksualna zależność od żony (jako jedynej partnerki) zawsze ci o tym przypomina'. I jak tu nie kochać judaizmu? Religii, która dopuszcza prezerwatywę i pigułkę hormonalną (o ile mamy co najmniej dwoje dzieci albo inny ważny powód i zgodę własnego rabina).
Koszerny seks oznacza również konieczność korzystania z mykwy - rytualnej łaźni. Do mykwy ortodoksyjna żydówka idzie pięć dni po ustaniu miesiączki i zanurza się w wodzie calutka i golusieńka. I musi to zrobić przy świadku - innej dorosłej żydówce. Dopiero potem można w ogóle myśleć o seksie. Wyjąwszy tego typu drobiazgi, obaj duchowni mówią podobne rzeczy. Rabin jest przeciwny przedmałżeńskim przygodom z podobnych względów co ojciec Knotze. Wydaje się jednak jeszcze bardziej wymagający, gdy zauważa, że i w małżeństwie seks bywa bezmyślny, równie przypadkowy jak numerek na imprezie.
Cóż to znaczy? Generalnie chodzi o to, że judaizm oczekuje od małżonków nie seksu obowiązkowego, ale przepojonego pożądaniem, prowadzącego do 'rozkoszy, zjednoczenia oraz miłości'. I najlepiej w nocy, za czym opowiada się Talmud. Rabin uważa, że rozbudowana oferta telewizyjna jest największym wrogiem udanego pożycia seksualnego. I rabin Shmuley, i ojciec Ksawery mówią: miłość kobiety i mężczyzny jest najważniejszą więzią. Obaj są za tym, byśmy się mnożyli, wyganiali dzieci do własnych łóżek i zatrudniali nianie, by czasem być tylko we dwoje.
'Nie bój się seksu, czyli kochaj i rób, co chcesz' - z ojcem Ksawerym Knotzem rozmawia Sylwester Szefer, wyd. Esprit SC;
'Koszerny seks. Przepis na namiętność i bliskość', rabin Shmuley Boteach, wyd. Pardes