Czy wolność w związku jest w ogóle możliwa?
Jest konieczna. Bez niej dojrzały związek nie jest możliwy. Ale to nie znaczy, że wszystko nam wolno.
Czego nie wolno?
Wolność w związku zakłada odpowiedzialność za partnera. Bez niej jest nihilizmem, egoizmem. Odpowiedzialność w języku par nazywa się lojalnością. Jeżeli wybieram tego oto człowieka, bo on jest dla mnie najpiękniejszy, najważniejszy, niepowtarzalny, to szanuję jego uczucia i potrzeby. Nie narażam go na stresy, dbam o niego, troszczę się.
To odpowiedzialność, a wolność?
Jestem z kimś dlatego, że tę osobę wybieram w wolny sposób, bez przymusu, bez nacisków. Nie dlatego, że jej potrzebuję do osiągnięcia jakichś celów. Mam wtedy szansę, że zostanę w podobny sposób wybrany przez mojego partnera.
Wielu ludzi nie wierzy, że mają wystarczająco atrakcyjne cechy, aby tak być wybranymi. Stąd w związkach tyle lęku i napięcia, które powodują, że ludzie usiłują przedstawić się jako inni niż są, próbują rozpaczliwie zaimponować otoczeniu. Stają się przez to sztuczni, pozbawieni indywidualności. Boją się zaistnieć w niepowtarzalny sposób.
W przekazie społecznym i kulturowym wolność często stawia się w opozycji do idei związku. Uważa się, że jest dla niego zagrożeniem. Mówi się, że podstawową sprawą, która ma łączyć ludzi, jest budowanie poczucia bezpieczeństwa, wzajemna opieka, zapewnianie nadszarpniętego w dzieciństwie poczucia wartości. Celem związku nie jest jednak zwiększanie naszego poczucia wartości. Jeśli nie mamy go w momencie zawierania umowy na bycie ze sobą, można je odbudowywać w trakcie psychoterapii. Poczucie wartości to stan, który powstaje bardzo wcześnie w relacjach z ważnymi ludźmi, najczęściej z rodzicami.
Natomiast partner nie może być naszym psychoterapeutą ani rodzicem. Może być nam miło i sympatycznie, możemy być dumni z tego, że ta właśnie osoba nas wybrała, ale jeżeli ludzie dobierają się dlatego, że spodziewają się, iż ta druga strona dostarczy im tych wszystkich uczuć i zaspokoi potrzeby, których nigdy nie dostali w życiu, to taki związek przeważnie kończy się klęską.
Dlaczego?
Jeżeli nie mam wystarczająco wysokiego poczucia wartości i ważności, to ciągle się boję, że mój partner odkryje, jaki jestem naprawdę, i odejdzie. Na świecie przecież jest dużo innych, przeważnie atrakcyjniejszych osób. Wystarczająco o tym zostałem przekonany w dzieciństwie. Ciągle wtedy słyszałem, jaki jestem beznadziejny, słaby, pozbawiony zalet, nie spełniam oczekiwań. W związku z tym do czego dążę? Żeby ograniczyć jego wolność. Żeby go przypisać do siebie, mieć nad nim władzę. A władzę w przestrzeni życia psychicznego osiąga się poprzez manipulacje polegające na wzbudzaniu poczucia winy, zagrożeniu odejściem, zagrożeniu wycofaniem miłości. Robię więc dokładnie to, czego doświadczyłem w dzieciństwie i młodości ze strony ważnych dla mnie ludzi - rodziców, nauczycieli
Wszędzie tam, gdzie w partnerskie relacje wkracza forma władzy czy nadmiernej kontroli, niknie piękno. Ludzie stają się smutni, pozbawieni nadziei, nieważni dla siebie i innych, przestraszeni. Powiem za Bogdanem de Barbaro - tyle miłości, ile wolności.
Są jednak pewne etapy w życiu związku, gdy ta wolność jest ograniczona. Np. kiedy są małe dzieci. Wtedy po to, żeby realizować swoje pragnienia, muszę poprosić partnera, żeby przejął część moich obowiązków, często kosztem swojej wolności.
No i w czym problem?
W tym, że on może odmówić. I często ta odmowa wydaje się racjonalna. Np. chcę iść na dodatkowe studia, ale mam dwójkę malutkich dzieci. To oznacza, że w weekendy po tygodniu pracy mąż musi sam zająć się dziećmi. Ma prawo powiedzieć 'nie' albo 'za kilka lat'.
To koniec z miłością.
Jeżeli partner nie stara się wychodzić naprzeciw moim potrzebom, nie cieszy się z tego, że chcę się rozwijać, realizować marzenia, to co to za związek? Jeśli odmawia zaangażowania w moje sprawy albo mówi: 'Dobrze, ale za trzy lata', to zajmuje pozycję sprawującego władzę lub roszczącego sobie do niej pretensje, który daje sobie prawo stawiania warunków decydujących o jakości mojego życia. To budzi sprzeciw i bunt i związek wchodzi w kryzys, bo ludzie przestają ze sobą rozmawiać - szykują armaty.
A jaka reakcja byłaby dowodem na to, że ten związek dobrze funkcjonuje?
Mnie by cieszyło, że moja żona chce studiować, że chce coś robić dla siebie, bo to oznacza, że ona chce też zrobić coś dla mnie. Bo te jej studia wnoszą ważną jakość do naszego związku. Musielibyśmy się wspólnie zastanowić, jak to zrobić. To wymaga ustaleń, negocjacji, dobrej woli, umiejętności dawania prezentów
I poświęcenia?