Czy jesteśmy stworzeni do monogamii?

  • Pin It
KRZYSZTOF SZYMBORSKI
24.05.2010 , aktualizacja: 24.05.2010 14:25
A A A Drukuj
Gdy w Kongresie USA ważyły się losy niewiernego prezydenta Clintona, na łamach czasopism po obu stronach Atlantyku toczyła się naukowa dyskusja na doniosły temat: "Czy dozgonna wierność leży w ludzkiej naturze?"

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Dla autora poczytnej książki "Moralne zwierzę" Roberta Wrighta fakt, że prezydent USA - podobnie jak inne samce w świecie zwierząt - miał więcej niż jedną partnerkę seksualną, nie był żadnym szokiem. "Dla biologa jest jasne: mężczyźni są żądni władzy właśnie dlatego, że daje im ona szansę na zwiększenie efektywności reprodukcyjnej". Bo więcej władzy to więcej kochanek.

W całej historii ludzkości intensywne życie seksualne było jednym z przywilejów władzy. Tysiące konkubin w haremach władców Babilonu, starożytnych Chin, Egiptu czy imperium Azteków służyło tyranom do masowego rozprzestrzeniania ich samolubnych genów. Wśród zbadanych przez antropologów 1200 współczesnych i historycznych kultur tylko ok. 150 zna wymóg monogamii. Wszystkie pozostałe za właściwą formę instytucji małżeństwa uznają (lub uznawały) wielożeństwo.

Czy jesteśmy zatem stworzeni do monogamii? Na to pytanie próbują odpowiedzieć psycholodzy ewolucyjni - nadając wiedzy, którą posiadały już nasze babcie, wszelkie pozory naukowości.

W biologicznym interesie przedstawicieli obu płci leży posiadanie licznego potomstwa. Jednak dobierając partnera, kobiety są ostrożniejsze niż mężczyźni. Mówiąc językiem ekonomii, produkcja plemników jest tania. Choć wiele się dziś mówi o alarmującym spadku płodności mężczyzn, przeciętny egzemplarz wciąż jest w stanie wytworzyć w ciągu życia około biliona (!) plemników. Typowa kobieta ma do dyspozycji jedynie około 400 jajeczek. Na tym nie koniec; bo to kobiety, a nie mężczyźni, zachodzą w ciążę i to one karmią swe potomstwo piersią.

Z biologicznego punktu widzenia zdawać by się mogło, że rozsądną strategią mężczyzny jest poligamia - zapłodnienie maksymalnej liczby kobiet i pozostawienie im troski o dzieci. Postępując mniej więcej w myśl tej zasady, siedemnastowieczny cesarz Maroka Mulaj Ismail (zwany Krwiożerczym), zapewnił sobie miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa jako ojciec 888 dzieci - choć nie jest pewne, czy dzieci płci żeńskiej były w ogóle liczone. Powiedziałem "mniej więcej", bo Ismail nie pozostawił żon i dzieci samym sobie - zapewnił im utrzymanie w haremach.

Żadna kobieta nie może stawać w tej konkurencji w szranki z cesarzem Maroka. Oficjalna rekordzistka, o której wiadomo tylko, że była żoną chłopa Fiodora Wasiliewa z Szui pod Moskwą i jej okres rozrodczy przypadał na lata 1725-1765, doczekała się zaledwie 69 dzieci (w tym 16 par bliźniąt, siedem zestawów trojaczków oraz cztery czworaczków). Piszę "zaledwie" dlatego, że sam Fiodor przekroczył jej rekord. Po jej śmierci ożenił się powtórnie i z drugą żoną zrodzili, w ośmiu podejściach, osiemnaścioro potomstwa.

Różnice biologiczne sprawiają, że mężczyźni i kobiety poszukują u partnerów nieco odmiennych walorów. Mężczyźni są z reguły mniej wybredni i większą wagę przypisują cechom fizycznym partnerek - które mają rzekomo być znamionami zdrowia i płodności. Kobiety, które przy podejmowaniu decyzji mają znacznie więcej do stracenia, zwracają większą uwagę na status społeczny, zalety charakteru, szczodrość i - bądźmy szczerzy - zasoby materialne. Psycholog David Buss z uniwersytetu w Teksasie stwierdził tę prawidłowość u kobiet wychowanych w trzydziestu siedmiu rozmai- tych kulturach. Poza aktem poczęcia główny pożytek z mężczyzny - z punktu widzenia matki jego dzieci - to jego gotowość do materialnego wsparcia przyszłej rodziny.

Psycholodzy ewolucyjni traktują człowieka jako część przyrody, jeden gatunek wśród milionów innych żywych stworzeń. Porównują więc obyczaje rozmaitych zwierząt. W ich przekonaniu "styl życia" jest produktem ewolucji - i dotyczy to również obyczajów seksualnych. Jak popularna jest zatem monogamia w świecie zwierząt?

No cóż, zwierzęta nie dostarczają nam wielu przykładów wzorowej wierności małżeńskiej. Spośród wszystkich gatunków ssaków jedynie około 3 proc. tworzy pary na całe życie, zaś wśród naczelnych (jeśli liczyć ludzi) - około 12 proc. Jedynie ptaki w 90 proc. żyją przykładnie w trwałych i - jak się do niedawna wydawało - wiernych parach.

Niestety, także i ta pozorna wierność ptaków - o czym pisała niedawno w tygodniku "Science" Virginia Morell - okazuje się iluzją. Badania genetyczne wykazały, że u niektórych gatunków 15 do 20 proc. piskląt nie było potomstwem "oficjalnego" tatusia, który z oddaniem je wychowywał wraz z ptasią mamą. Patricia Adair Gowaty, behawiorystyczny ekolog z Uniwersytetu stanu Georgia, w ciągu ostatnich dziesięciu lat zbadała DNA około 180 gatunków ptaków śpiewających. Tylko jakieś 10 proc. ptaków tworzących "społecznie monogamiczne" pary istotnie żyło w seksualnej (lub "genetycznej") monogamii.

Niewierność małżeńska jest szeroko rozpowszechniona wśród srok, jaskółek czy rybołowów. Gorszy jeszcze przykład daje nam mały europejski ptaszek zwany pokrzywnicą (Prunella modularis). Około połowy "rodzin" pokrzywnic stanowią tradycyjne pary, reszta żyje w najrozmaitszych układach małżeńskich od trójkątów aż po komuny uprawiające ptasi seks zbiorowy.

Wśród ssaków szczególne upodobanie do monogamii wydają się mieć gryzonie, natomiast u naszych najbliższych "krewnych" - szympansów i bonobo - dzieci nie mają ustalonego ojcostwa, bowiem seks traktowany jest, rzec można, jako zajęcie towarzyskie.

Szczególną rozwiązłość wykazują bonobo. Niedawne badania obyczajów tego spokrewnionego z szympansami gatunku naczelnych wzbudziły niemałą sensację. Bonobo konkurować mogą z człowiekiem w erotycznej pomysłowości, natomiast biją nas na głowę pod względem częstotliwości uprawiania seksu.

Bonobo angażują się zarówno w stosunki heteroseksualne - przy czym są jedynym, poza człowiekiem, gatunkiem zwierząt, czyniącym to w "pozycji misjonarskiej", czyli twarzą w twarz - ale ich seksualny repertuar obejmuje także "rekreacyjne" stosunki homoseksualne, nie stronią też od pedofilii.

Jak pisze znany prymatolog Frans de Waal, bonobo uprawiają seks, by rozładować konflikty, ale także by okazać sobie życzliwość bądź po prostu dla zabawy. Uprawiają miłość nie tylko wewnątrz grupy (często z radości, kiedy znajdą pożywienie - i to zanim zabiorą się do jedzenia), ale nawet z napotkanymi członkami sąsiednich plemion bonobo - w celach dyplomatycznych. Szympansy w podobnej sytuacji często prowadzą wojny, kończące się niekiedy eksterminacją konkurencyjnej grupy.

Zdaniem de Waala bonobo są wyjątkowo mało agresywne i ma to bezpośredni związek z lekkością ich obyczajów seksualnych. W grupach bonobo dominującą rolę grają samice.

Przegląd obyczajów zwierząt mógłby dostarczyć argumentów tym moralistom, którzy głoszą, że "wznieśliśmy się ponad naturę". Jednak pewne spostrzeżenia psychologów ewolucyjnych są niepokojące.

"Natura" nasza, czyli wrodzone predyspozycje biologiczne, są - zdaniem wielu badaczy - zakodowane w naszej anatomii. Wśród zwierząt dają się zaobserwować znamienne korelacje między cechami fizycznymi a obyczajami seksualnymi. U tych gatunków, wśród których panuje wielożeństwo, samce są z reguły większe od samic, co tłumaczy się tym, że walka z innymi samcami o dominację nad haremem samic odgrywała istotną selektywną rolę w ich ewolucji.

Przykładem jest goryl, którego samce są zbudowane potężniej niż samice. U gibonów natomiast, które są gatunkiem monogamicznym, samce są trudne do odróżnienia od samic. Fakt, że mężczyźni dają się dość łatwo odróżnić od kobiet i są, statystycznie biorąc, nieco więksi, wskazywać może, że - przynajmniej w niedawnej ewolucyjnej przeszłości - żyliśmy w poligamii.

Budowa naszego ciała zdradza zresztą nie tylko biologiczną skłonność mężczyzn do rozwiązłości. Bardziej wnikliwa analiza męskiej anatomii dowodzi, że ludzkie samce przystosowane są do radzenia sobie z wrodzoną niewiernością partnerek.

Podziel się

  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Najczęściej czytane