Kobieta

Trójkąt z aniołem

MARIA BEISERT
09.06.2010 , aktualizacja: 16.06.2010 14:29
A A A Drukuj
Wiktor porównuje Wandę do swej byłej żony. Nie chce zobaczyć w niej kobiety o innych potrzebach seksualnych. Wanda wyszła za mąż po doktoracie, po trzydziestce i po dwóch nieudanych związkach. - Sama nie wiem, do czego tak się spieszyłam - dziwi się po latach. - Wiktor był wdowcem z dwójką nastoletnich synów. Zosia, żona Wiktora, zginęła w wypadku samochodowym. Wiktor niby nie rozglądał się za kobietami, ale już po miesiącu znajomości zaproponował mi małżeństwo. Nie zastanawiałam się zbyt długo.
seks
seks
ZOBACZ TAKŻE
WYSOKIE OBCASY nr 6 dodatek do Gazety Wyborczej nr 36, wydanie z dnia 12/02/2000 , str. 36

Pragnęłam coś zmienić w swoim życiu. Wolałam myśleć, że zakochał się we mnie bez pamięci, niż to, że tłumi rozczarowanie po opuszczonym łóżku. Zamieszkałam w dużym domu z Wiktorem i... Zosią. Po roku małżeństwa wiedziałam: nie można żyć we troje. Chciałam, żeby mąż zauważył moje potrzeby. A on zachowywał się tak, jakby obok niego ciągle leżała ta pierwsza i jedyna kobieta jego życia. Próbowałam nauczyć go czegoś nowego, poprowadzić jego rękę albo wprost powiedzieć, jakie pieszczoty lubię. - Co ty sobie wyobrażasz - obrażał się wtedy - sam wiem, czego chcą kobiety. Powoli nasze łóżko zamieniło się w pole bitwy. Ja wytykałam mu brak zainteresowania, on mnie egoizm. Ja zarzucałam mu brak fantazji, on mi wyuzdanie.

A więc Wanda, Zosia i Wiktor żyli w trójkącie. Tylko że nie wiadomo, która kobieta występowała w roli "tej trzeciej". Czy wyidealizowana nieobecna, czy aż zanadto żywa żona. Problem nie tyle wiązał się z typową zdradą, ile z usztywnianiem się wyobrażeń i zachowań seksualnych.

Każdy człowiek układa swoje doświadczenia seksualne w sobie tylko właściwą mapę. Uczy się nowych rzeczy o sobie i o swoich partnerach. Z czasem poglądy na swój temat ulegają utrwaleniu, a porcje nowości stają się coraz rzadsze i mniej intensywne. Aż wreszcie już wiemy, jakie pieszczoty lubimy, jakie pozycje seksualne podobają się nam bardziej od innych. I chcemy je powtarzać, bo układają się w najkrótszą drogę ku uzyskaniu przyjemności. A tę cenimy ponad wszystko. W ten sposób tworzymy nasze szyfry seksualne. Szybkie i trwałe.

Drugi, równoległy proces to uczenie się ciała partnera i rozpoznawanie jego szyfrów seksualnych. Wzajemna znajomość siebie stwarza intymny, zamknięty świat, do którego inni nie mają wstępu. W dobranych seksualnie związkach małe porozumiewawcze mrugnięcie może oznaczać obietnicę wspólnych wieczornych szaleństw. Ale tylko dla zainteresowanych. Bo dla reszty obecnych pozostaje jedynie przypadkowym przymknięciem powiek. Z powtarzalności tworzy się wspólna tajemnica, wyłączność i intymność.

I tu czyha pierwsze niebezpieczeństwo: nuda i rutyna. Wędrowanie tą samą ścieżką robi się z czasem nudne i coraz mniej przyjemne. Często towarzyszy temu przekonanie, że inni ludzie powinni mieć takie same preferencje seksualne. Że wszystkie kobiety lubią to czy tamto, a wszyscy mężczyźni...

- O, to był właśnie problem mojego męża - krzyknęłaby pewnie w tym miejscu Wanda. Był zbyt sztywny, wyobraził sobie, że wszystkie kobiety są takie jak jego pierwsza żona, ta jedyna kobieta, którą w ogóle znał.

I to na tym tle wyrósł konflikt między Wandą a Wiktorem: on poznał tak dokładnie szyfr seksualny swojej partnerki i tak lubił stworzony wspólnie świat, że nie potrafił się od niego oderwać. Udane współżycie z pierwszą kobietą ukształtowało jego obraz pożądanej partnerki i wpłynęło na oczekiwania wobec następnych. Brak tolerancji, a także lęk przed eksperymentowaniem we współżyciu seksualnym te oczekiwania utrwaliły. Niestety, wspólny kod seksualny należy tylko do jego autorów. I ginie wraz z nimi. Ten moment jest bardzo trudny dla tego, kto pozostaje sam. Niezależnie od tego, czy decyzję podjął w tej sprawie los, czy żywy człowiek.

Tęsknota za utraconą partnerką i związanym z nią światem nieraz kończy się desperacką próbą wprowadzenia na jej miejsce kogoś nowego. Tymczasem nikt z nas nie jest tak zastępowalny. I dlatego wysiłki Wiktora skończyły się porażką.

Drugą stroną konfliktu była Wanda. Żywa, domagająca się uwagi. Lubiąca zmiany, o innych doświadczeniach życiowych. W jej związkach z mężczyznami było wiele fascynacji z powodu odkrywania wzajemnych upodobań i poznawania szyfrów seksualnych. Ale szyfry raz odkryte szybko stawały się nudne.

Wanda i Wiktor prezentowali dwie skrajności, bez których jednak nie można stworzyć szczęśliwego seksu. Wanda stała po stronie zmian i poszukiwania nowości, Wiktor po stronie wyłączności i trwałości. Nie umieli tych dwóch niezbędnych dla związku elementów połączyć w jedną całość. Zbyt mocno skoncentrowani na swoich potrzebach, by móc pojąć kogoś od siebie tak bardzo różnego.

- Nie, to nie dla mnie - zdecydowała w pewnym momencie Wanda. - Poszłam swoją drogą i tego nie żałuję. Zimno mi się robi, gdy pomyślę o tych ciągłych porównaniach mnie z kobietą, która była dla Wiktora ideałem. Spośród wielu możliwych rozwiązań tego konfliktu z aniołem w tle małżonkowie wybrali rozłąkę. Taki wybór miał dla nich więcej zalet niż wad.

Inne pary skupiłyby się na wyszukiwaniu istniejących między partnerami podobieństw. Także i tych związanych z potrzebą seksualną. Może okazałoby się, że poza różnicami istnieje i obszar wspólnie lubiany czy wspólnie choćby akceptowany. Obszar, który stanowiłby wspólną bazę, wystarczającą do przeżywania uciech seksualnych. Ten wybór zawiera w sobie dużą dozę rezygnacji z przyjemności najbardziej cenionych na rzecz tych, które są wystarczająco dobre. I po co? - protestowaliby może ci, dla których ten pomysł jest nie do przyjęcia. Po to, by ratować ważną część, gdy nie można mieć wymarzonej całości. Dla niektórych "trochę" znaczy więcej niż nic i dlatego lubią troszczyć się o tę seksualną odrobinę.

Podobnie rozumowaliby ci, którzy ceniąc sobie wzajemne towarzystwo, zasobny i bezpieczny dom, godziliby się płacić za ich istnienie brakiem rozkoszy seksualnej. Wyjaśnienie sobie, że nie można mieć wszystkiego i określenie, do jakiej granicy warto rezygnować, jest podstawą tej decyzji.

Niektórym osobom, pełnym energii i nielubiącym "oddawać pola", może taka sytuacja wyzwania dodałaby skrzydeł tak wielkich, że byłyby w stanie skutecznie konkurować nawet z aniołem. Niewykluczone, że w ten sposób dzięki wysiłkom nowej kobiety dawny sztywny obraz żony idealnej zostałby wzbogacony nowymi elementami, ku radości obojga partnerów. Mówiąc krótko: na stare nawyki seksualne nałożyłyby się nowe - tworząc niepowtarzalną dla pary intymność. Ktoś cierpliwy, kto nie bałby się porównań z cieniem, potraktowałby i ten pomysł jako wart uwagi.

Każdą osobę w takiej sytuacji czeka określenie wartości, z których zrezygnować nie chce, i wytyczenie granicy ustępstwa, które może uczynić. To w ich porównaniu ukryta jest tajemnica dobrego rozwiązania.

<b>Maria Beisert - psycholog, seksuolog. Wykłada w Instytucie Psychologii UAM w Poznaniu, gdzie zajmuje się zagadnieniami małżeństwa, rodziny i rozwojem seksualnym człowieka. Od dwudziestu lat jest praktykującą psychoterapeutką. Autorka m.in. książki "Seks twojego dziecka</b>

WYSOKIE OBCASY nr 6 dodatek do Gazety Wyborczej nr 36, wydanie z dnia 12/02/2000 , str. 36

Podziel się

  • 1
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Najczęściej czytane

Polub nas na Facebooku