Komentarze (13)
-
A czy zdradzany ma być oszukiwany w fundamentalnej sprawie jeżeli chodzi o budowanie związku ? W imię dobra zdradzającego, którym niby jest przekonany że to był tylko jednorazowy epizod i kocha tylko osobę którą zdradził? Ma być pozbawiony prawa do decydowania o sobie, bo przecież nielojalność partnera sprawiłaby ból? No, ale przecież cel uświęca środki. I jeszcze podsumowanie że ważniejsze są słowa a nie czyny. Przy takiej pracy doradców rodzinnych nie dziwi rosnąca liczba rozwodów.
-
zgadzam się z Panią Doradcą - nie należy się do zdrady przyznawać, nie ma się prawa do tego aby w tak nie komfortowej i trudnej sytuacji stawiać druga stronę. Co innego zdrada sama w sobie - teoretycznie, byłoby dla dobra rodziny/małżeństwa lepiej, żeby jej nie było, ALE ..... Jak świat istnieje, zdrady były, a obecnie są coraz częstsze i na pewno w przyszłości będą. To zjawisko towarzyszy naturze człowieka. Gdyby w Polsce istniało prawo koraniczne, to pewno szybko mielibyśmy nie ok. 38 mln obywateli a, nie wiem, może 5 milionów mniej, a może jeszcze mniej. Czy nie ?
-
Uważam,że doradca ma rację.Jeżeli kiedyś zdażyło nam się zdradzić partnera,to nie mówmy mu o tym.Każdy z nas mówi o SZCZEROŚCI,ale nie zawsze ona oznacza zrozumienie,przebaczenie.Nie zawsze ta <zdrada> jest warta aby niszczyć związek dwojga osób a co zatym idzie i ich rodzin.Dajmy drugiej połówce więcej miłości i uczucia w ramach pokuty,a nie dokładajmy jej po raz drugi bólu
-
to co mówi gość abc- a lojalność, tak to jest bardzo męski punkt widzenia ale wolałbym mieć kobietę lojalną i uczciwą, ze mną a nie z koleżankami.
Osobiście byłbym w stanie to zrozumieć i wybaczyć. Natomiast nie zniósł bym gadania za plecami o moich rogach.
Jeżeli kocha mnie i zdradziła to dla niej samej będzie to kara jak będzie jadła ze mną śniadanie.
Skrzywdziła nas obydwoje.
jeżeli jesteśmy razem, ona i ja na prawdę, to damy radę. -
Trochę się zawiodłem na artykule (za ubogi) i zdenerwowałem na porady Pani Ekspert (brak doświadczenia?). Bo zdrada jest tak złożonym wydarzeniem, tak dotykającym wielu aspektów, że nie jednego uniwersalnego sposobu zachowania. Pani Ekspert, bywa - raczej często, że kto raz zdradzi, to nie mówi o poczuciu winy a przeciwnie: o ekscytującej przygodzie. Co jest wtedy bardziej prawdopodobne? "Nigdy więcej" czy może "Jeszcze ten jeden, ostatni raz"?
O tym drugim, i trzecim razie też nie powinno się mówić. Tylko w międzyczasie budować stabilny związek... wszystkiego najlepszego.
Nie znam rozwiązania. Burzę się tylko na rady typu - jak naprawić związek w 15 minut. -
nie przyznawajcie się do zdrady! używajcie dobrych zabezpieczeń i miłej zabawy... czego oczy nie widzą tego sercu nie żal... Jestem facetem, kiedyś żona mnie zdradziła i się przyznała, wybaczyłem, nadal jesteśmy razem, ale teraz to ja mam kochankę, nigdy żonie nie powiem... a jak się wyda to będzie koniec naszego małżeństwa.
-
Po pierwsze nie zdradzać. A jak się zdradzi, to nie mówić. Chyba, że się chce z partnerem (partnerką) rozstać albo zadać mu ból albo jedno i drugie.
Że partnerowi należy się uczciwość? No to o tym trzeba było myśleć przed skokiem w bok.
Bo jak się przyznamy to może rzeczywiście czujemy, że ciężar spada nam z serca i że już jesteśmy w porządku, bo się przyznaliśmy, taki niby z założenia jest mechanizm spowiedzi, ale tak naprawdę nie jesteśmy jesteśmy w porządku, a partner to nie spowiednik.
I to, o czym pisała autorka: po takim "przyznaniu się" to zdradzony czy zdradzona ma przerąbane. Musi wybrać - rozstać się ("No to chyba naprawdę nie kochał/a, skoro jeden taki drobiazg...") albo zacisnąć zęby, żyć dalej razem, cierpieć, może jeszcze ze świadomością, że partner/ka codziennie tego kogoś widuje w pracy albo może, jeśli to ktoś z kręgu znajomych, spotykać go/ją od czasu do czasu przy różnych okazjach, wiedząc, co było. No, super perspektywa. -
abc - bardzo trafny komentarz.
oprocz tego, ze zdradzony zostal skrzywdzony niewiernoscia, dodatkowo zaleca sie traktowanie go jak osoby uposledzonej emocjonalnie i intelektualnie niezdolnej do podejmowania samodzielnych decyzji. ukrywanie zdrady jest manipulowaniem zyciem drugiej osoby i ucieczka od odpowiedzialnosci za wlasne bledy. skandaliczne, ze doradca rodzinny promuje trwanie w zwiazku opartym na zdradzie i klamstwie. -
Miejmy jasność - jeśli ktoś się czuje dobrze w swoim związku to nie bedzie partnera zdradzać, jeśli to robi znaczy czegoś mu brakuje, np. jeśli przed ślubem żona chciała 2 razy dziennie i obiecywała że po ślubie będzie 3 razy dziennie, a potem się okazuje że miała na myśli 3 razy na miesiąc i tak robi - to, co w takiej sytuacji ma zrobić facet? Albo jeśli on codziennie przynosił jej kwiaty a od ślubu siedzi na kanapie przed telewizorem i śmierdzi, a tuż obok wypachniony, przystojny sąsiad puszcza ciągle oczko, co ona ma zrobić? Zdrady były i bedą - napewno jest to niemoralne - ale pozalają uzupełnić w swoim życiu to czego nam brakuje, i w niektórych przypadkach paradoksalnie ratują małżeństwa, które bez zdrady nie miałyby szansy na szczęście. Dlatego jestem za tym żeby jeśli zdradzać to nie puszczać pary z gęby... A sumienie? - jeśli ktoś je ma to zdradzać nie będzie...
-
"Miejmy jasność - jeśli ktoś się czuje dobrze w swoim związku to nie bedzie partnera zdradzać, jeśli to robi znaczy czegoś mu brakuje..."
I too jest usprawiedliwienie zdrady? Zamiast się wziąć za związek, to lecimy się pocieszać na boku, tak?
Brakuje... No szlag mnie trafi.
Brakuje mu, bo chętna panienka jest 20 lat młodsza, ma walory ciała, o których kobieta 20 lat starsza, która przeszła ciążę, jedną albo więcej, rodząc potem swojemu mężowi dzieci, której brzuch nie jest już taki jędrny ani piersi po karmieniu takie sterczące, którą mąż widzi codziennie, często zmęczoną codziennymi problemami - bo obiad, zakupy, sprzątanie, dziecko chore albo ma problem z lekcjami lub w szkole... No można wyliczać bardzo długo. A panienka jest wolna, swobodna, radosna, pachnąca, ładnie ubrana (bo wydaje tylko na siebie, a nie na dzieci) i wymalowana, taka "od święta". Tego mu brakuje i dlatego zapomni o lojalności i poleci się dopieszczać znajdując czego mu brakuje. I płacze panience w dekolt, że "żona go nie rozumie i zaniedbuje". I się będzie usprawiedliwiał, że to nie jego wina, tylko żony, bo mu brakowało. To jest dopiero obłuda. Taki system myślenia to po prostu podłe, świńskie kłamstwo. Prawdziwy facet wziąłby się za szukanie z żoną rozwiązania w sytuacji braków, a nie robił skoki na boki. A tłumaczą się tak tylko bezjajeczne, niemyślące, podłe buce.
To samo zresztą dotyczy kobiet.
A pani Doradca ma rację. Jak się dało ciała, to trzeba to odpokutować. Kochać po wielokroć i nigdy więcej tego nie powtarzać. Ale nigdy się nie przyznawać. Jeśli się człowiek przyzna, to oprócz zdrady funduje partnerowi upokorzenie i niewyobrażalne cierpienie. Zdradziłeś, ale zależy Ci na związku - to cierp sam, bez torturowania drugiej osoby. I pokutuj. Ale rób wszystko, żeby ta druga osoba wiedziała, że Ci na niej zależy. Flaki sobie wypruj, a kochaj po wielokroć bardziej niż przedtem.
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX


odtwórz

![Różowe włosy - zaryzykujesz? [ZDJĘCIA]](http://bi.gazeta.pl/im/3/11749/z11749583D,Rozowe-wlosy----zaryzykujesz-.jpg)








